tym razem typowo i szpitalnie – Alka, 4.01.2012

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #113141

    vieshack

    Zastanawiałam się od początku ciązy JAK TO BĘDZIE tym razem. Czy w porę się zorientuję, czy zdażę do szpitala, czy tym razem też uda mi się wykpić lajtowym porodem czy też w końcu zobaczę co to znaczy urodzić dziecko.
    Do 9. miesiąca zdążyłam totalnie zamęczyć obawami męża i część znajomych 🙂
    Miałam cykora, dużego. temat porodu próbowałam oswoić, odsunąć w czasie, wyprzeć z pamięci i sama nie wiem co jeszcze, ale wracał jak bumerang aż do końcówki ciąży kiedy to poza tym, że wciąż się cholernie bałam, to jednak skrycie marzyłam żeby ciążowe męczarnie już sobie poszły.
    3.01 wieczorem czułam się kiepsko. Jakby rozkładało mnie przeziębienie, miałam dreszcze i zły humor. Na dreszcze łyknęłam apap, na zły humor czekoladę i jak zwykle od długiego czasu pierwsza zaległam na kanapie z poduszką. Mąż z teściową, która przyjechała na Święta i miała zostać do porodu żeby w godzinie zero zająć się starszą córką mieli wieczór filmowy, w tle leciał Slumdog, a ja przysypiałam od 21.
    Około 3 obudziło mnie zimno. Pomyślałam, że takiego pecha żeby pochorować się niemalże w terminie porodu mogę mieć tylko ja, łyknęłam drugi apap, przyniosłam sobie gorącą herbatę, ciepły koc i przysnęłam.
    Rano wstałam czując się wciąż niefajnie, do tego dziwnego uczucia jakby przeziębienia i stanu podgorączkowego doszły jakieś twardnienia brzucha, ale olać, przed nami długi dzień, kilka spraw do załatwienia. Termin miałam na 06.01 i powoli przestawałam już wierzyć, że urodzę wcześniej. Po miłej porannej kawce przyrządzonej przez moją najlepszą tesciową na świecie, poszłam się ogarnąć do łazienki, włosy, prysznic, wskoczyłam w dzinsy i nagle zonk – dzinsy zrobiły się dziwnie mokre….Pierwsze co przyszło mi do głowy to, że może nie dzisiaj, dzisiaj mam tyle do pozałatwiania 😀 Potem panika pod tytułem „Ile mi czasu zostało, czy zdążę”, którą skutecznie zaraziłam męża. Na szczęście miał akurat wolne więc zebraliśmy się szybciutko, przygotowałam swoje rzeczy, mąż zadzwonił po taksę. W momencie kiedy wyjęłam torbę z szafy zaczeło robić się niemiło, skurcze pojawiły się jakby znikąd, ale nie dało się ich nie zauważyć, zginały w pół i były coraz częstsze. Adrenalina rosła, taksówka się spóźniała, okazało się, że wody są zielone, teściowa uspokajała mnie, że na pewno się wyrobimy, mąż pytał czy będzie powtórka z rozrywki 😀
    W końcu taksa się zjawiła, zeszliśmy. Mówię do taksówkarza na wszelki wypadek, że prosimy jak najszybciej, a ten blady z paniką w oczach pyta czy rodzimy. Mówię, że jak najbardziej, wody odeszły, na co pan taksiarz rzucił tylko: „Ło matko” i wskoczył za kierownicę. Po drodze stwierdził, że jak urodzę w taksówce i będzie chłopak to mamy mu dać na imię Krzysiek, po nim :D\
    Skurcze dawały czadu coraz bardziej, w Wawie korki w związku z budową metra….czas dłużył się koszmarnie, a ja oczami wyobraźni widziałam Alkę urodzoną w taksówce na Pradze Północ 😀
    W koncu dotarliśmy, okazało się, że wszystko trwało 10 minut i nie tylko mi czas się dłużył. Wpadliśmy z mężem do praskiego szpitala, oglądanego po raz pierwszy w zyciu. Pierwsza lepsza złapana na korytarzu pielęgniarka informuje nas, że porodówka to w innym budynku, trzeba iść ścieżką na koniec szpitalnego podwórka. Po czym patrzy na mnie i pyta czy może chcę wózek – skurcze zginają mnie średnio co dwie minuty. Mąż potakuje, dziewczyna idzie szukac wózka, ale ja w panice lecę sama przez to podwórze. Mateusz w końcu decyduje się mnie dogonić, pielęgniarka z daleka krzyczy, że wózka nie znalazła. Na Izbie przyjęć kolejny kwadrans umieram na krzesełku podczas gdy mąż załatwia niekończące się formalności. W końcu wpuszczają mnie na badanie i KTG – 5 cm rozwarcia, przebieram się i przystając co dwa kroki bo skuuuuuurcz człapię za pielęgniarką na porodówkę. Mąż gdzieś się w międzyczasie zgubił zajmując się moją torbą, ale boli tak parszywie, że nie zwracam na to chwilowo uwagi. Kładę się na łóżko porodowe i leżę sobie. Mam wrażenie, że umieram, boli i boli, skurcze są bez przerwy. Myślę sobie, że już wiem jak się rodzi, że już może wystarczy, że to kara za te wszystkie lata gadania, że poród nie boli….Za załonką obok jakaś dziewczyna krzyczy, płacze i przeklina, ja leżę cicho aż pielęgniarki pytają czy zawsze tak sobie po cichu rodzę 😉 Nagle coś się zmienia, skurcze wciąż intensywne, ale dochodzi jakby parcie? Wołam do położnej, sprawdza szybko i mówi z lekkim szokiem: „9 centymetrów, co tak szybko? zaraz rodzimy!”. Zauważam brak męża, pytam o niego, pielęgniarka mówi że zaraz się za nim rozejrzy, ale nie zdaża bo mąż znajduje się sam 😉 Boli tak cholernie, że ledwo to rejestruję. Położna mówi, że mogę przeć, mam mieszane uczucia. Przy starszej „parło się” samo, nie wysilałam się specjalnie….No, ale dobra, spróbuję chociaż skurcze obezwładniają. Wbijam mężowi paznokcie w dłoń i prę do oporu, położna się cieszy, że pięknie, super i że zaraz koniec, mąż kładzie mi dłoń na czymś cieplutkim…Główka! Prę ponownie i jeeeeest, jest Alka 🙂 Cieplutka i całkiem duża, kładą mi ją na brzuchu, a ja nie mogę się nadziwić, że to już, że się doczekaliśmy, że mam drugą córkę. Jest 11.05, wody odeszły o 9.30 Przytrzymuje ją rękami, oglądamy, oswajamy się ze sobą…Położne śmieją się, że moje geny gdzieś uciekły, z miejsca widać, że to córunia tatunia numer dwa 😉 Zostajemy tak na dwie długie godziny, odpoczywając. Dopiero potem ważenie, mierzenie i inne atrakcje – 3400 g/ 53 cm naszej małej dziewczynki. Z sali porodowej wyjeżdżam totalnie zakochana, fajerwerki odpalają tym razem natychmiast i bez żadnych problemów, nie sądziłam, że tak szybko traci się głowę dla drugiego dziecka….Wszyscy jesteśmy w absolutnej euforii…

    Do domu wracamy tez typowo, w drugiej dobie.
    Wszystko jest takie zwykłe- niezwykłe 😉

    #5140148

    gosik

    super 🙂
    Fajnie że miałaś takie ekspresowe porody

    tak na marginesie tylko ci powiem – jakbyś miała przypadkiem kiedyś rozważać – miłość do trzeciego jeszcze łatwiej przychodzi 😀



    #5140149

    Anonim

    Slicznie opisane…wzruszyłam się.
    Cudny, szybki poród!

    #5140150

    dzieckowita

    żeby każdy poród był taki szybki, ja to się męczyłam kilka długich godzin! 🙂

    #5140151

    zuzel

    Super opisane.
    Normalnie widzę Was w tej taksie na Pradze. 🙂

    #5140152

    vieshack

    Zamieszczone przez gosik
    super 🙂
    Fajnie że miałaś takie ekspresowe porody

    tak na marginesie tylko ci powiem – jakbyś miała przypadkiem kiedyś rozważać – miłość do trzeciego jeszcze łatwiej przychodzi 😀

    no kto wie, tak zwariowałam na punkcie Alki, że może się jeszcze kiedyś dam mężowi namówić (jemu synek się marzy ;))



    #5140153

    vieshack

    Zamieszczone przez zuzelka83
    Super opisane.
    Normalnie widzę Was w tej taksie na Pradze. 🙂

    trasa życia 😉
    śmiać mi się teraz chce, ale miałam poważne obawy, że faktycznie będziemy musieli młodą Krzysztofa nazwać 😀

    #5140154

    ahimsa

    Pięknie:D

    Zazdroszczę takich porodów!:Wow!:

    Gosik- mówisz?:)))) no, zobaczymy:D

    #5140155

    slonce85

    vieshack wspaniale to opisałaś i ja też czekam z upragnieniem na moment 0 i zarazem ze strachem :Stres: 😉

    #5140156

    nadyjka

    😀 😀 Krzysztofa 😀 😀

    Viesh swietny opis !

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close