Upragniona.. stracona…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 240)
  • Autor
    Wpisy
  • #105239

    albi

    Witajcie dziewczyny.
    Starając się o ciążę nie myślałam że dotrę tutaj.. ale tak się stało i teraz po 3 miesiącach od tego najgorszego okresu w moim życiu, zebrałam się wreszcie, żeby napisać. Chociaż odwagi wcale nie mam więcej.

    Od 1,5 roku staraliśmy się o dzidziusia, jakoś mimo że jesteśmy młodzi (25 i 27 lat) nic z tych starań nie wychodziło. Przeszłam już okres kiedy co miesiąc przed@ wpadałam w euforię, że teraz na pewno się uda i oczywiście przez wiele miesięcy kończyło się to łzami i deprechą co miesiąc. :]
    Po pewnym czasie przestaliśmy o tym rozmawiać, jakoś już nie kontrolowałam z kalendarzem owulacji i po kuracji antybiotykowej, po zapaleniu zatok okres nie przyszedł, myślałam że to po antybiotykach, ale nagle po 3 dniach naszło mnie że to przecież może być ciąża. Poczekałam na moje Kochanie, wrócił z pracy i zrobilam test. Ja już wiedziałam od rana, tak po prostu mnie olśniło :] .. bolące piersi, mleczne upławy, inne samopoczucie. Ale chciałam test zrobić z tatuśkiem.

    Oczywiście dwie kreski pojawiły się bardzo szybko, ugięły się pode mną nogi. Nie wierzyłam, ale jednocześnie płakałam ze szczęścia.

    Ta euforia trwała do 7 tc. Poszliśmy na pierwszą wizytę do poleconego lekarza. Zbadał, mnie, zrobił doskonały wywiad, udzielił masę informacji o które pytałam, No i wymówił oczekiwane przeze mnie od 2 tygodni słowa: ”Idźmy zobaczyć zarodek i bijące serce”. Poszliśmy na USG, zobaczyć Naszą fasolkę.
    Boże, jaka ja wtedy byłam szczęśliwa.

    Ale nie długo, bo na monitorze zamiast bijącego serduszka, lekarz zobaczył tylko zarodek, bez jakichkolwiek wskazań, żeby był żywy.. No i nie usłyszalam tego serduszka..

    Lekarz, delikatnie przekazał Nam informację że najprawdopodobniej ciąża jest obumarła…
    Z racji tego że nie byłam w stanie podać dokładnej daty poczęcia, bo miałam chwilowo nie regularne okresy, lekarz na wszelki wypadek zasugerował żeby zaczekać 5 dni, zobaczyć czy może po prostu do zapłodnienia doszło później.

    No i to był straszny tydzień.. wiedziałam że fasola tam w środku jest, ale wyłam cały tydzień, bo wiedzialam że szanse są tak małe, że już pakowałam torbę do szpitala..
    Potem było tylko skierowanie, szpital, farmakologiczne wywołanie poronienia, ciężka noc w bólach i rano.. ok. 9:00 poroniłam. Na szczęście obyło się bez zabiegu..

    Udało się.. Pisałam to godzinę, przez łzy, ale wreszcie się udało..
    Oczywiście nikt nie jest w stanie powiedzieć dla czego tak sie stało, wszyscy lekarze jakby mieli napisany tekst, mówią że tak się zadarza przy pierwszej ciąży i o niczym to nie świadczy na przyszłość..

    Jedyne co mi zostało z informacji o mojej fasolce to wynik badania histopatologicznego, z którego oczywiście nic nie rozumiem..

    Teraz już zaczęliśmy starać się o kolejną ciążę, ale ta pierwsza zawsze zostanie w mojej pamięci jako bardzo traumatyczne przeżycie, myślę że będę ją przeżywać za 15 lat dokładnie tak samo jak i teraz..

    #3753613

    jaga

    :Przytulam:

    Ja często wspominam te pierwsze usg, widok i dźwięk bijącego serduszka, to były najpiękniejsze chwile. Potem okazało się, że coś jest nie tak – długie tygodnie badań, mały już się ruszał, czułam kopniaki i wyrok – trisomia 17 chromosomu. Kostek odszedł on nas 13.05.
    Piszesz, że minęły 3 miesiące… chyba straciłyśmy nasze maluszki w podobnym okresie.
    Fajnie, że walczysz dalej. Póki jest nadzieja, trzeba walczyć.



    #3753614

    albi

    Czytałam Twoje posty, szukając zrozumienia mojego bólu, znalazłam jeszcze więcej tragedii na tym forum, ale już wiem że razem jakoś raźniej.
    Nawet żałuje że nie trafiłam tu wcześniej :]

    Swoją drogą, żeby już się tak nad sobą nie użalać, dochodzę do wniosku, że mój przypadek był trochę ”łagodniejszy”. to jednak sam początek ciąży, później na pewno jest trudniej.
    Faktycznie czas podobny. Nasza fasolka odeszła 23.05.

    Staram się dalej, bo inaczej bym chyba ześwirowała 🙂
    Ale tak potwornie się boję że masakra. Najbardziej boję się powtórki…

    #3753615

    jaewa

    Wyrzucenie z siebie bólu na pewno pomaga, więc dobrze że zebrałaś się na pisanie. Mi spotkania z mamami po podobnych przejsciach lub mailowanie bardzo dużo dało. Wspólne przeżycia potrafią zbliżać.

    Rozumiem Twój strach, on Cię nie ominie, wim cos o tym, bo po stracie przeżylam jeszcze 2 ciąże. Najważniejsze, że szczęśliwie zakończone, ale wspomnienie ciąży to dla mnie koszmar. Życzę Ci, żebyś i Ty doczekala radości szczęśliwych narodzin!

    Z czasem będzie łatwiej o tyle, że nauczysz się z tą stratą żyć i z emocjami radzić. Dlatego upływający czas pomaga, nie mówię że „leczy rany”, ale oswaja ból.
    Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia!

    #3753616

    albi

    Dzięki Ewcia za kciuki. 🙂
    Faktycznie niesamowicie pomaga mi obecność tutaj.
    Jesteście kochane.

    #3753617

    jaga

    Zamieszczone przez Albi24
    Jesteście kochane.

    Nam tu nie słodź – mężowi tak mów, a potem obwieszczaj, że jesteś :Ciężarówka: 😉

    A serio – DI pomaga, wiem o tym dobrze. Dziewczyny pomogły mi przejść przez najtrudniejszy okres w moim życiu, pisały, że o nas (mnie i małym) myślą, modlą się, wierzą w cud… nie udało się, ale jakoś przeżyłam z ich pomocą. A potem z kilkoma mamami po stracie dużo, dużo pisałam i powoli zaczynałam rozumieć, że nie jestem jedyna w takiej sytuacji. Choć chyba jestem jedyną mamą na DI, która ma świadomość, że przez swoją „chorobę” zachodząc w ciążę może skazać dziecko na śmierć 🙁



    #3753618

    albi

    Ale rozumiem że jest szansa że dzidzia będzie zdrowa? 🙁

    Jesteś bardzo odważna. Tą odwagę Bóg kiedyś wynagrodzi :]

    #3753619

    jaga

    Odważna nie jestem – takie historie się zdarzają i nie mamy na nie wpływu.

    A szanse mam pół na pół, więc boję si zaryzykować. Ale po obserwacji dziewczyn z forum widzę, że po „przewrotce” najlepiej podnieść się i szybko „z powrotem wsiąść na rower”. A strach… no cóż, na pewno będzie. Ale on jest zawsze, nawet gdy nie ma podstaw ku temu. Z Kostkiem od początku myślałam, że coś może być nie tak, modliłam się o zdrówko dla niego, jakbym przeczuwała…. a nawet nie wiedziałam, że mam pewną wadę, przez którą mogą być poważne kłopoty.

    #3753620

    albi

    :Kciuki:
    Musi się udać… Niema inaczej i tak musimy myśleć. 🙂

    #3753621

    jutka2010

    Trzymaj się mocno ! w końcu musi być dobrze 🙂



    #3753622

    albi

    Dół

    Jakiś ogromny dół mnie złapał ostatnio.. :Niepewny:
    Znowu się pogubiam. Jeszcze na dodatek dzisiaj usłyszałam że przyjaciółka koleżanki ”zaplanowała sobie ze swoim ginekologiem aborcje na niedielę…” Boże co za egoizm i krótkowzroczność…

    Nie mam siły nawet myśleć..

    #3753623

    jaga

    Albi, cóż powiedzieć… :Przytulam:

    Już się przekonałam, że wtedy, gdy zdaje sie, że uporałam się z największym bólem, przychodzi dół. Ponoć tak to już będzie.



    #3753624

    eziee

    Albi, ja poroniłam po około pół roku starań. Niby niedługo, ale tak się cieszyłam ciążą… i w połowie 8 tygodnia zaczęłam krwawić. Lekarz nawet nie chciał mnie obejrzeć, wysłali mnie do domu. Po kilku godzinach trafiłam na ostry dyżór i poroniłam w drzwiach gabinetu… To było 7 września 2009. 8 września 2010 mój synek skończył dwa miesiące…

    Nie miałam zabiegu, od nowego lekarza dostałam pozwolenie na ponowne starania i po miesiącu zaszłam w ciążę. Trzymam kciuki za ciebie, bo mimo, że czasem los bywa okrutny, nie można się poddawać.

    PS. Nie zaszkodzi branie kwasu foliowego w dużych ilościach… i czerwone wino na poprawę humoru. 🙂

    PS2. A przyjaciółka koleżanki nie ma pojęcia w co się pakuje. Tylko współczuć. Więc nie dołuj się nią, tylko skup na sobie, swoim facecie i przyszłym dzieciaczku.

    PS3. Tak jak dziewczyny mówią – ciąża będzie stresująca, szczególnie początki, ale po tych pierwszych tygodniach będzie lepiej. 🙂

    #3753625

    albi

    Jaga, bo kobiety tak już chyba mają… :]

    Eziee miałaś ogromne szczęście :]
    Ja biorę kwas foliowy, bo też od dwóch m-cy już możemy się starać, czekam na rezultaty… Strasznie chciałabym żeby nie trwało to tak długo jak ostatnio. Zobaczymy.

    To co mnie najbardziej męczy, to świadomość że koniec roku będzie dla mnie fatalny.. Miałam termin na 31.12.. taka znacząca data i tak myślę że w każdego sylwestra już zawsze będę pamiętała że to miał być ten dzień.. Może się nie potrzebie martwię na zapas.. ale tak czuję. Mam nadzieję że już wtedy będzie w drodze drugi szkrab.. chociaż to i tak nie pomoże zapomnieć tak do końca.

    #3753626

    mimi

    Albi
    nigdy nie zapomnisz tego maleństwa ale wiem że ci się teraz uda i złagodzi twój ból.
    Tak było ze mną
    mam dwóch nastolatków 15 i 17 lat
    ale bardzo pragnełam mieć jeszcze jedno dzieciątko.
    6 lat temu zaszłam w upragnioną ciążę
    która niestety umiejscowiła się w jajowodzie
    przeszłam gehennę bo nie dawałam sobie nic zrobić bo nie
    docierało do mnie to że dziecka nie ma w macicy
    skończyło się to krwotokiem wewnętrznym do otrzewnej i lekarze musieli szybko mnie otwierać żeby mnie ratować
    długo nie mogłam po tym się pozbierać i na dodatek
    lekarze mówili że nie mogę
    więcej zajść w ciążę.
    Jednak nie poddałam się i odważyłam się zaryzykoać
    ale niestety 🙁
    19 czerwca 2009r.
    poroniłam bliźniaki w 12 tyg ciąży
    ale się nie poddałam i po 3 cyklach byłam w następnej ciąży
    i umierałam ze strachu że cos będzie nie tak.
    Całą ciążę bałam się o maleństwo ale 25 czerwca 2010r urodziłam szczęśliwie
    swój największy skarb Olivierka
    maluszek urodził się zdrowy i niedługo skończy 3 miesiące.
    Niech mój przypadek i moja determinacja będzie dla Ciebie przykładem że
    jeśli sie czegoś bardzo pragnie to można to osiągnąć.
    Chociaż nigdy nie zapomnę o tym że w niebie czekają na mnie 3 aniołki
    to teraz jestem szczęśliwa że mam przy sobie takiego mojego skarbeńka 🙂
    Trzymam kciuki za Ciebie a dla wszystkich
    NASZYCH ANIOŁKÓW

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 240)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close