Urodziłam córeczkę Gabrysię

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)
  • Autor
    Wpisy
  • #12147

    renata27

    Zacznę od samiutkiego początku, więc będzie długie – jak lubicie.

    Termin porodu przypadał na 01.01.2003r. Miałam liczne obawy, kiedy przyszedł ten dzień , głównie w związku z tym – skąd mam wiedzieć, że to już, że zaczynam rodzić. Jednak wszystko było pod kontrola, ponieważ urodziłam dopiero 12 dni po terminie, a do porodu poszłam ze szpitalnego łóżka, bo przyjęli mnie już na obserwację 10 stycznia, a urodziłam 13 stycznia.

    Od dnia terminu porodu chodziłam jakbym nosiła w sobie bombę z opóźnionym zapłonem, niestety nic się nie działo, nawet ustąpiły Braxtony L , czułam się wprawdzie świetnie, ale zaczęłam się już denerwować ze takie wyczekiwanie może być groźne dla dziecka – różnie to bywa. Więc do szpitala na konsultację (rodziłam w Zeromskim w Krakowie) chodziłam później co dwa dni na ktg, niestety – żadnych oznak porodu, a usg wykazywało, że stare łożysko. Więc Pani doktor ze szpitala na tej konsultacji w czwartek mówi mi: „Albo spokojnie czekasz w domu na rozwinięcie akcji porodowej, albo przychodzisz do nas na oddział i jutro urodzisz?”. Szybko skonsultowałam to z moim dżinem prowadzącym, który powiedział, że po cholerę czekać i w piątek po pracy pojechałam rodzić. No ale już była inna Pani doktor i stwierdziła że rodzić to ja na pewno nie będę dziś, indukować nie będą, bo szyjka w ogóle nie gotowa do porodu, długa i zamknięta – więc CZEKAMY! Trochę wówczas pożałowałam że przyjechałam tam na weekend, ale zaraz mi przeszło, bo byłam przecież pod dobrą opieką. Położyły mnie w pokoju z dziewczynami i tak przyszła sobota. A w sobotę cały dzień nic, ale wieczorem coś się zaczęło… Mianowicie był to początek mojej dwudniowej męki – czyli bóle krzyżowe. Nie życzę nikomu żeby spotkały przy porodzie. Od razu zaczęły się bardzo regularnie, bo co 8 minut od soboty do poniedziałku rano. Wymęczyły mnie kompletnie, a to jeszcze przecież nie poród, tylko zwykłe bóle krzyżowe, nie przynoszące żadnego rozwarcia. Takie uczucie jakby mi rozrywało kręgosłup – koszmar, nie spałam przez dwie doby, nie licząc kilkudziesięciosekundowych drzemek miedzy bólami, które mnie każdorazowo budziły. W niedziele znów badanie i żadnych oznak porodu… długo to trwało, ale wreszcie o 23.00 w niedziele, przy ciągłych bólach krzyżowych – odszedł mi czop śluzowy. Dało mi to trochę energii, no i dowiedziałam się że mam rozwarcie na 1 cm – niedużo, ale to już coś. Nie napisałam, że całą sobotę i niedzielę wszystkie 4 porodówki non stop były zajęte przez rodzące i akurat się zwolniła w niedziele w nocy i położne z tym moim rozwarciem na 1 palec zaledwie mnie w niej ulokowały. Miałam hegar. Zrobiła ktg, no skurcze niby są, ale to na pewno nie skurcze do porodu… I musiałam spędzić noc już na tej sali do rodzenia, która przy ciągle powiększających się bólach urastała w moich oczach do gigantycznych rozmiarów. Znów nie zmrużyłam oka, ale wreszcie przyszło rano.

    A rano ZACZĘŁO SIĘ!!!

    O siódmej wchodzi do mnie młoda dziewczyna Joanna i mówi, że jest uczennicą szkoły położnych , ostatni rok, dziś ma mieć egzamin końcowy i pyta czy może prowadzić mój poród. No co miałam zrobić – zgodziłam się, bo akurat pojawił się skurcz i było mi już wszystko jedno…Za 5 minut przyszły jej egzaminatorki i wygoniły mnie pod prysznic, też mi było wszystko jedno, kazały zrobić fryz i manicure, więc też je posłuchałam, choć jakbym miała silę to przegoniłabym je z takimi wymaganiami. Ale przynajmniej zleciała kolejna godzina. Około 9.00 bóle stały się tak duże, Joanna pomagała mi skakać na piłce na skurczu, przynosi niesamowitą ulgę, tylko trzeba zdążyć na tą piłkę przed skurczem! Lub na zmianę masowała mi krzyże jeżykiem – też wielka ulga w bólu.
    W ogóle dużo się działo, za ścianą krzyczały inne rodzące, a do mnie do sali co chwila wchodziły dwie egzaminatorki Pani Joanny, czasem inne położne, no i wreszcie sam lekarz.
    Przyszedł po dziewiątej i zabrał się do badania mnie. Zrobił to na skurczu (co go ucieszyło) i to tak niedelikatnie, ze nieświadomie niestety ale pchnęłam go, równocześnie odeszły wody, a on na mnie pokrzyczał jak się zachowuje. Fakt, udało mu się mnie sprowadzić na ziemię, przecież jeszcze mam urodzić dziecko, a ja się tak zachowuje. Zanim wyszedł oburzony, zażądałam „stanowczo” znieczulenia, a on na to, ze oczywiście, że dostanę bo się nie nadaję do rodzenia i że idzie po anestezjologa. Dali oxytocynę.
    Od tej chwili patrzyłam na drzwi tej sali z taka wielką nadzieją, co kto wchodził to pytałam czy jest anestezjologiem, już nie miałam siły i chciałam żeby już się to skończyło, zmęczenie, niewyspanie, bóle. Oczywiście – na anestezjologa się nie doczekałam, Pan doktor zrobił mnie w konia.
    I tak przyszło rozwarcie na 8 cm bodajże, zawołali doktorka – kłamczuszka i znów go pytam resztą sił o znieczulenie, a on mi na to, że już przy takim postępie porodu znieczulenia się nie stosuje, bo opóźni ono poród. Dobra, niech ci będzie, tylko mnie tnijcie bo już nie mogę.
    Pan doktor wtedy poprosił mnie o współpracę, że zaczyna się właśnie poród, rozsunęli łóżko, nogi na te uchwyty, a ja w szoku… Słyszałam już fragmentarycznie, kilka razy nawet przysnęłam między skurczami „Proszę głowę do piersi i na skurczu będzie Pani przeć, tak jakby Pani robiła kupę… i oddychać…”
    Parłam, nie wiedziałam czy dobrze, ale parłam jak umiałam najmocniej. Była 12.00. Za drzwiami zjawiła się przyjaciółka, zwolniła się z pracy. Ja krzyczałam , a ona za drzwiami płakała. Wciąż parłam, słyszałam rozmowy położnych, że widać włosy… Urodziłam główkę, później nagle całą resztę…
    I zaskoczenie, co to już ?? tak nagle?? Tak szybko?? Czemu już nic nie boli? Nie wierzyłam, że to już koniec… I córeczka na moim brzuchu, słowa lekarza „No urodziła Pani zdrową córeczkę, no co nie cieszy się Pani?” i nagle moje łzy i ją wtedy pierwszy raz przytuliłam, małą ciepłą kruszynkę. Byłam taka szczęśliwa i nagle wypoczęta. Jeszcze urodziłam łożysko, zszyli mnie (bo trochę pękłam – no cóż nie zdążyli). Za chwilę weszła Agnieszka i zostaliśmy sami na godzinę.

    Mój poród wspominam dziś z wielkim rozczuleniem, ból pamiętam tylko marginalnie.
    Najbardziej cieszę się z obecności Pani Joanny, zdała egzamin z porodu na 5, choć wiem że nie miała ze mną lekko, okładała mi twarz lodem, masowała, rozmawiała i t d i w między czasie musiała jeszcze pisemnie na parapecie pisać egzamin. Bez niej było by gorzej – nie zdawałam sobie sprawy jak ważna jest obecność położnej przy porodzie.
    I lekarza wspominam fantastycznie, ze nie dał mi tego znieczulenia, którego przecież nie chciałam przed porodem.

    Później dowiedziałam się, że Gabrysia waży 3720, mierzy 56 cm i otrzymała 10 pkt. Jestem bardzo szczęśliwa i kocham ją nad wszystko. W karcie wpisali, że poród trwał 5 godzin i wyjście 10 minut. He he. Ma ciemne długie włoski i pięknie cumka mleczko mamine, chociaż najpierw nie chciała. Początki karmienia były dla mnie trudne, ale udało się.

    Renata

    #187371

    cat

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Gratulacje! Byłaś dzielna. I dobrze, że nie masz złych wspomnień…

    Kasia, mama Łukasza (20.12.2002)



    #187372

    ejva

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    wzruszyłam się… aż łezka się zakręciła
    Wielkie gratulacje dla Ciebie
    pozdrawiam i buziaczki dla małej

    Ewa i Julia:)
    termin: 29.03.03

    #187373

    beatab

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Gratulacje!!! Musiałaś się bardzo wymęczyc takim długim porodem….. najważniejsze, ze mała dorodna i zdrowa:)))

    P.S. Mam pytanie, od kiedy wystawili Ci macierzyńśki przy takim przenoszeniu?

    Pozdrawiam
    Beata+ 38 tyg. Synek

    #187374

    zmorka

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Gratuluję zdrowej córeczki.
    Byłaś naprawdę bardzo dzielna.
    Czy w tym szpitalu jest po remoncie tak super jak opowiadają?
    I jak jest opieka już po urodzeniu?
    Buziaczki dla Gabrysi……..

    #187375

    renata27

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Warunki do porodu sa swietne, a bywam wybredna… polecam Zeromskiego, choc miałam rodzic na Ujastku, ale na szczescie zrezygnowałam.
    Opieka po porodzie fantastyczna, nie mam na nic zastrzezen, od 8 do 15 duzo praktykantek, ktore chodza dwojkami i pytaja w czym pomoc, i poza tym dobrzy lekarze i polozne… super!

    Dziekuje wszystkim za gratulacje

    Renata



    #187376

    renata27

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    macierzynski mam jako kontynuacje L4 od 18 grudnia, bo mi sie konczylo 180 dni L4
    oj Gabi mni wola…

    Renata

    #187377

    goha

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Gratulacje!!! I buziaczki dla rodzinki. Ale jesteś dzielna!!! Szybko dochodź do siebie

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    14. 04. 2003

    #187378

    gwiazda

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Wielkie gratulacje. Ucałowania dla córci. A co do bóli krzyżowych to wiem coś o tym, bo też je miałam przy porodzie.

    Pozdrowienia
    Marta + Nastka (04.01.2003)

    #187379

    lea

    Re: Urozdiłam coreczkę Gabrysię

    Wielkie gratulacje! Ech, dzielna kobieta z Ciebie!
    A teraz pytania- czemu sie cieszylas z braku znieczulenia…?
    I dlaczego ten macierzynski…? Jest jakis przepis mowiący, że L-4 sie konczy po 180 dniach? Wg mnie nie ma! Jak mozna mieć macierzynski na miesiąc przed porodem – takiego przepisu tez nia ma?

    Lea i dzieciątko płci zmiennej acz niezmiennie kochanej (11.03.03)



    #187380

    renata27

    Re: Urodziłam córeczkę Gabrysię

    Lea, gdybym mogła przewidziec, ze strace miesiac z macierzynskiego, to poszlabym na ta komisje do zusu bo taka jest procedura, ale nie wiedzialam ze urodze az 13 stycznia.
    Cieszylam sie ze bez znieczulenia, bo chcialam przezyc porod ze wszystkimi jego trudnosciami i sprawdzic sie, jak to jest.
    pozdrawiam

    Renata

    #187381

    shiva

    Re: Urodziłam córeczkę Gabrysię

    Wielkie gratulacjje! dla szczęśliwej mamusi i całuski dla małej Gabrysi.
    Pozdrowienia

    Dominika i Martynka(29.12.2002)



    #187382

    dorotka1

    Re: Urodziłam córeczkę Gabrysię

    Gratuluję pięknej i ssącej córeczki i dzięki za opis porodu, takie czytanie dodaje mi pewności, że i mi się uda :).

    Dorotka i Chłopczyk (2.03.2003)

    #187383

    ziunka

    Re: Urodziłam córeczkę Gabrysię

    super. jak czytam takie rzeczy, przypomina mi sie moj porod i jak przyniesli mi mojego synka pierwszy raz ze spuchnietymi oczkami i usmiechem, ktory pozostal mu do dzis……

    Gratulacje.

    Ziunka i Kuba

    Ziunka i Kuba (07kwietnia 2002)

    #187384

    renata27

    Re: Urodziłam córeczkę Gabrysię

    Tiaaaaaa…:)

    teraz moj lobuziaczek smacznie spi za sciana

    Jest urocza. Kto chce sie przekonac, to zdjecia sa tu:

    http://www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=621&w=5867383&a=5867383&v=2&strona=0&GazetaWyborczaWWW1=P0xOynDewUJ1vKxjW58871wfxK7pWzP1Gm8wbgjfThoGKebHqxeB|-3134525374023033227/-1407973910/6/8086/8086/7002/7002/8086/-1

    Renata

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close