usypianie – moja historia

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)
  • Autor
    Wpisy
  • #61054

    reno

    Oj, działo się przez ten rok, działo… postanowiłam opisać, może kogoś podniesie na duchu?…

    miesiące 1-3: Nadia ciągle płacze, śpi głównie na klatce piersiowej (mojej lub męża), nie da się odłożyć bo budzi się po 15 minutach. Nosimy, tulimy, bujamy, padamy na twarz, rodzina potępia (“bo się dziecko przyzywczai”). Któregoś dnia patrzę – a mój mąż przywiązał sobie sznurek do kołyski, śpi i buja.

    miesiące 4 – 5: Nadia nagle postanowiła usypiać sama. W dzień równo co 1,5 godziny trzeba ją odłożyć, smoczek, pieluszka do buźki i śpi. Równiutko 0,5 godziny :-). Rodzina nie podziela naszego entuzjazmu ale nawet nie wybrażacie sobie ile rzeczy można zrobić przez 0,5 godziny! Co to był za luksus! W nocy pobudki, wstawanie, karmienie.

    miesiące 6 – 8: poszłam do pracy i nie miałam siły wstawać co 2 godziny – Nadia wylądowała ze mną w łóżku. Karmienie – samoobsługa, ja słodko śpię. Rodzina (czytaj: teściowa) uważa, że to bardzo źle bo dziecko powinno spać w swoim łóżeczku i mieć “świeże powietrze”. A tak wdycha moje wyziewy, wiadomo 😉 Usypia przy piersi.

    miesiące 9-10: znowu zaczęła się jazda, budzi się w nocy co godzina, nie pomaga wspólne spanie – muszę siadać na łóżku i trzymać Nadię na ręku, czasami 0,5 godziny czasami 1,5. Próbuję nauczyć usypiania w łóżeczku metodą zaklinaczki ale wymiękam po 0,5 godziny.

    Kiedy Nadia skończyła 11 miesięcy postanowiłam uśpić ją bez karmienia piersią. Trzymałam na ręku, smoczek, głaskanie – po 30 minutach zasnęła. Kolejne dni – spoko, usypia na ręku i nie domaga się piersi. Noce nieco lepsze ale dalej siedzimy i tulimy.

    Mineły 2 tygodnie – wytłumaczyłam Nadii , że chciałabym, żeby spróbowała zasnąć sama w łóżeczku, że będę obok, żeby się nie bała… odłożyłam do łóżeczka i co widzę? próbuje zasnąć! pierwszego dnia trwało to 40 minut ale ZUPEŁNIE bez płaczu, mówiłam do niej, głaskałam, ze 4 razy wzięłam na ręce. Teraz zasypia w ciągu 5-15 minut, ja jestem obok aż uśnie. Śpi dużo lepiej chociaż dalej się budzi. Potrafi sama usnąć albo wystarczy ją przytulić. Na przespaną noc jeszcze trochę poczekam – pewnie aż skończę karmić piersią. Tylko muszę to sobie dokładnie przemyśleć, być pewna tego, co robię, wytłumaczyć Nadii i wierzę, że będzie dobrze.

    Moje wnioski są takie – na wszystko przychodzi odpowiedni moment. Do zmian muszą dojrzeć obie strony, i mama i dziecko. Czasami łatwo przeoczyć to, że dziecko się zmieniło, że teraz powinnam coś robić inaczej. Dużo mi dała lektura “języka niemowląt” i żałuję, że nie znałam tego wcześniej.

    Proszę o kciuki w intencji przespanej nocy, która, wierzę, kiedyś nastąpi.

    Nadia (7 lutego 2004)

    #778057

    kantalupa

    Re: usypianie – moja historia

    Trzymam mocno zacisniete kciuki w intencji dobrze przespanej nocy. Sama walcze ze swoim dopiero siedmiotygodniowym dzieckiem, bo rozpuscilismy go niechcacy i lozeczko to teraz najwiekszy wrog… Wojna trwa od wczoraj, jestem na granicy wytrzymalosci, zaklinaczka dziala tylko za dnia… Wlasnie padl wymeczony po 5 godzinach walki-sukces-udalo sie bez cyca i bez lulania-trzymalam mu tylko smoczek i glaskalam po brzuszku. Maz sie poddal, wkurzal sie na mnie, ze jakies cuda wymyslam, a na jego klatce piersiowej zasnalby w piec minut. Nic nie daly tlumaczenia, ze trudno mi potem zrobic siusiu z dzieckiem na rekach, ale jakos nie trafia. Bez wsparcia troche gorzej… Prosze o kciuki takze w mojej malej intencji.
    Powodzenia kochana, lacze sie z Toba w “bolach”…
    Magda ;)))

    Adas12.12.04



    #778058

    hania17

    Re: usypianie – moja historia

    Dzieki:)) mnie podnosi…
    Też karmię piersią i też mam problem ze spaniem Marysi. Sama nauczyłam ją na każde zawołanie w nocy karmić i teraz jak sie przebudzi bez piersi nie zaśnie. Wlasnie przeczytalam Język niemowląt i tez żaluje, ze nie czytalam tego zanim Marsyia sie pojawiła.
    Dziś probowalam ją odlożyć do łóżeczka zanim zasnęła przy piersi. Można sie łatwo domysleć, ze jak sie zorientowala ze to nie zabawa zaczął sie płacz. początkowo był do zniesienia – zresztą nie zostawiałam jej samej – ale potem zaczęła tak płakać że skapitulowalam. jeszcze chyba nie jesteśmy gotowe. Potrzebuję sporo wsparcia w nauczaniu jej samodzielnego zasypiania:))
    Wiem że będę probować nadal.
    W kazdym razie wierzę że i Tobie i mi i naszym dzieciaczkom w koncu kiedyś uda się przespać całą noc:))
    Pozdrawiam i dzieki za słowa otuchy.

    Wiola z Marysią 16.03.2004.

    #778059

    Anonim

    Re: Czy to cudowne dziecko?

    Przez pierwsze trzy tygodnie rzeczywiście było ciężko – Karol zasypiał na klacie męża, ale gdy tylko usnął lądował w łóżeczku. W dzień usypiałam go na rękach i dopiero zanosiłam do sypialni. Pewnego dnia nie bardzo chciał zasnąć. Marudził i marudził. Gdy ręce opadły mi z sił zaniosłam go do łóżeczka, a on od razu tam zasnął! Od tego czasu Karol zasypia sam w swoim łóżeczku. W nocy śpi jak suseł i pierwszą pobudkę mamy dopiero około 5 rano (Karol za kilka dni skończy 4 miesiące).
    Trochę gorzej jest w dzień bo śpi tylko 2-3 razy i to po równe 30 minut. Nadrabiam wtedy zaległości z całego dnia. Nie narzekam jednak – w porównaniu z innymi dziećmi jest ideałem.
    Pozdrawiam i życzę przespanych nocy!
    Agnieszka

    #778060

    reno

    Re: usypianie – moja historia

    Magda, nie wiem czy dałabym radę tak jak piszesz… Jak Nadia miała 2 miechy było tylko lulanie i noszenie, potem nagle sama z tego zrezygnowała i domagała się odłożenia do łóżeczka! Piszę to jakbyś jednak się ugięła – dalej jest nadzieja 🙂 Teraz usypia w łóżeczku i NIE CHCE spać ze mną, nawet trochę mi smutno…

    Nadia (7 lutego 2004)

    #778061

    reno

    Re: usypianie – moja historia

    Wiolu, ja poruszałąm się “malutkimi, niemowlęcymi kroczkami”, że zacytuję naszą guru. Miesiąć temu przestałąm usypiać przy piersi ale jeszcze nie odkładałam do łóżeczka – usypiałam na ręku, trzymając Nadii smoczek (bo pluła nim na 5 metrów!). Pierwszego dnia zajęło to ok. 30 minut z wielkim płączem ale już drugiego nie było problemu. Po równo 2 tygodniach poszeptałam jej do uszka i odłożyłam, podnosiłam i przytulałam przez ok. 40 minut – zasnęła. Po kolejnych 2 tygodniach. czyli 3 dni temu przestałam karmić w nocy – pierwsza noc to koszmar, uspokajałam ją przez 2,5 godziny ale od tej pory nie domaga się karmienia w nocy. Dalej się budzi parę razy ale łatwo ją uśpić. Ciągle czekam na tą przespaną noc, myślę, że to już niedaleko 🙂

    Nadia (7 lutego 2004)



    #778062

    reno

    Re: Czy to cudowne dziecko?

    Agnieszka, właśnie tak to jest – trzeba cały czas być czujnym bo nasze dzieci się zmieniają. Skąd ja znam to spanie po 30 minut – jakby budzik sobie nastawił, nie? 😉

    Nadia (7 lutego 2004)

    #778063

    hania17

    Re: usypianie – moja historia

    No właśnie też chcę poruszac sie jak piszesz małymi niemowlęcymi kroczkami. Dlatego na początek nauczylam odkładania do łózeczka. Marysia nadal usypia mi przy piersi i trak chyba zostanie póki nie skończymy. Do tego doszlam jak próbowalam ją odkładać do łóżeczka po karmieniu zanim zasnęła a ona mi płakała. Pomyślałm ze przecież mi to nie przeszkadza tak naprawdę i może zasypiać przy piersi. Problemem jest jednak a przynajmniej wielką niewygodą budzenie sie w nocy i karmienie. Od kilku dni Marysia więcej kręci sie w nocy, czasem jakby płacze przez sen. Próbuję wtedy napierw ją poglaskać, dotykać a dopiero jak to nie pomaga wtedy daję jeść. Tak sobie mysle, że to chyba te maleńkie kroczki.
    Przeraża mnie trochę to 2,5 godzinne uspokajanie w nocy, choć moze i u nas potem skończyłoby sie nocne karmienie…

    Tak w ogóle to jestem póki co rozbita i chyba musze poczytać a potem jeszcze raz to sobie poukładać, zwłaszcza że w ostatnie dni dopadlo na cos w rodzaju grypy jelitowej… Do tego nie mamy tak naprawdę stalych pór karmienia. Jesteśmy nadal przed wszytskim na piersi. Marysia zjada niewielkie ilości zupek, obiadków czy deserków więc daję jej na raty no i wychodzi na to że często jemy.
    Ciesze się że Wam sie udalo już coś osiągnąć i wierzę że do przespanej nocy coraz blizej:)))

    A ile razy Nadia budzi się w ciągu nocy?

    Wiola z Marysią 16.03.2004.

    #778064

    daga-j23

    Re: usypianie – moja historia

    Witam! U nas można powiedzieć – podobnie i też stwierdziłam, że trudno, prześpię noc może za kilka miesięcy, na razie nie jest tak źle. Myślę, że własnie tak jak Ty spróbuję córci wytłumaczyć, a teraz jeszcze na to za mała.
    Ale chciałam też na inny temat: Wasze zdjęcie w podpisie: Nie chcę się wymądrzać, dlatego nie odbierz to źle, tylko pomyśl, że to niebezpieczne stawiać dziecko na jakąkolwiek barierkę! i to na moście, nad zimną rzeczką… Wydaje Ci się, że trzymasz ją mocno, ale nie wiem niech Cię skurcz złapie, a ona fiknie i co, może być niedobrze. A nawet jeśli nic takiego się nie stanie to dziecko może nauczyć się braku przezorności i sam wspinać się na barierki gdy dorośnie, nie będzie widziało w tym niebezpieczeństwa, skoro ma w pamięci, że Ty go tak stawiałaś. To taka rada, a przyszła mi na myśl pod wpływem mojej mamy, która mi takie rady daje zanim kiedykolwiek jakąś barierkę miałam na mojej drodze 😉 Mówi, żeby nawet do okna z dzieckiem nie podchodzić, na parapet nie stawiać nawet gdy okno zamknięte – właśnie po to by nie wpoić dziecku, żę tak wolno.

    Dagmara i Emilka (ur. 13.06.04r)

    #778065

    reno

    Re: usypianie – moja historia

    Tak właśnie jest – musisz sama wszystko przemyśleć i sobie poudkładać, zacznij coś zmieniać dopiero jak będziesz pewna. Jak czytam o nocach Marysi to wygląda to tak jak u Nadii, baardzo niespokojne były te noce, teraz mam wrażenie, że chyba ją też zaczęło już męczyć to nocne karmienie ale nie potrafiła sama przestać. Pierwsza noc była STRASZNA, to co mnie trzymało to myśl, że jeżeli się ugnę, zmarnuję tyle minut płaczu Nadii. Dobrze, że po tej jednej nocy śpi spokojnie bo też nie wiem czy bym dała radę.

    Teraz budzi się w nocy 1-3 razy ale na ogół wystarczy podać smoczek i pogłaskać, śpi duuużo spokojniej. Tym niemniej nadal nie uważam, że mam jakąś receptę uniwersalną, każde dziecko jest inne i każda matka jest inna. Trzymaj się, ja w pewnym momencie zaczęłam popadać we frustrację, że jestem beznadziejną matką bo nie potrafię dziecka uśpić itd, itp. a to przecież nie ma sensu.

    Karmisz piersią też w dzień?

    Nadia (7 lutego 2004)



    #778066

    reno

    Re: usypianie – moja historia

    Masz rację Daga – dlatego Nadia nigdy na żadnej barierce nie stała i nie stanie mam nadzieję. A czy samo stanie na moście jest niebezpieczne? Na pewno po Twoim poście będę bardziej uważać 🙂

    PS. A to zdjęcie naprawdę wygląda jakby stała na barierce czy tak profilaktycznie mnie ostrzegasz?

    Nadia (7 lutego 2004)

    #778067

    daga-j23

    Re: usypianie – moja historia

    Masz rację, już po wysłaniu posta przyjrzalam się, że chyba jednak trzymasz dziecko na ręku, a nie na barierce – najpierw tak mi sie wydawało.. Przepraszam, no ale rada może się przydać 😉
    Samo stanie na moście bywa nieuniknione, a i zdjęia z niego mogą być fajne więc ja nie uważam, żeby trzeba było tego unikać, ale oczywicie zawsze mocno trzymać dziecko!
    Pozdrawiam!

    Dagmara i Emilka (ur. 13.06.04r)



    #778068

    jane

    Re: usypianie – moja historia

    nie zaprzepasc teraz tego, bo potem jest znaaacznie gorzej. Wiem cos o tym, niestety 🙁

    Jane, Małgosia 21m i

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close