w klimacie komunijnym ;)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 553)
  • Autor
    Wpisy
  • #108181

    bratek

    pytanie do osób chodzących do koscioła i przyjmujących komunię

    „doustnie” czy na dłoń przyjmujecie?

    juz tłumacze skąd to pytanie
    do niedawna przyjmowałam tradycyjnie ale od momentu kiedy poczułam palec podającego komunię i wyobraźnia zadziałała ( ile tam moze być zarazków od innych osób) przeszłam na przyjmowanie na dłoń
    wydaje mi sie to bardziej higieniczne jesli mozna tak to rozpatrywać
    ale niestety wydaje mi sie, że powinno sie brac ten aspekt pod uwagę

    dziwi mnie też to, ze od czasu jak ustanowiono w Kościele taka możliwość tj. przyjmowania na dłoń- nie wprowadza sie tego od razu u dzieci podczas komunii
    moze jestem przewrazliwiona ale cóż poradzić

    #4536246

    yoko

    u mnie w Kościele samemu się podchodzi i bierze wczesniej połamany, pokrojony CHLEB i winko w kieliszku:)



    #4536247

    bep

    Doustnie. Nawet za granicą 😉 ale ja konserwa jestem.
    Chociaż… zdarzyło mi się parę razy na dłoń.

    #4536248

    bratek

    Zamieszczone przez bruni
    u mnie w Kościele samemu się podchodzi i bierze wczesniej połamany, pokrojony CHLEB i winko w kieliszku:)

    no to zazdroszczę

    i pierwszy raz słyszę czyms takim
    bardzo fajnie

    #4536249

    yoko

    Zamieszczone przez mama3xM
    no to zazdroszczę

    i pierwszy raz słyszę czyms takim
    bardzo fajnie

    ale ja nie chodzę do Katolickiego Kościoła…
    na początku nie było mi z tym komfortowo,
    ale z kazdą niedzielą, z każdym Słowem
    czuję, że idę właściwą drogą.

    #4536250

    ahimsa

    Zamieszczone przez bruni
    ale ja nie chodzę do Katolickiego Kościoła…
    na początku nie było mi z tym komfortowo,
    ale z kazdą niedzielą, z każdym Słowem
    czuję, że idę właściwą drogą.

    Bruni- tak sobie pomyślałam jakiś czas temu:)
    Od kiedy taka decyzja?



    #4536251

    bratek

    Brunka, napisz priva
    co i jak

    jesli chcesz oczywiscie

    #4536252

    yoko

    Zamieszczone przez ahimsa
    Bruni- tak sobie pomyślałam jakiś czas temu:)
    Od kiedy taka decyzja?

    Nosiłam się od roku, może półtora z zamiarem pójścia do Kościoła,
    do którego chodzi moja przyjaciółka.
    Chyba brakowało mi odwagi, żeby podjąć decyzję.
    W podjęciu decyzji zdecydowanie pomogły mi ostatnie wizyty duszpasterskie, postawy Księży i to, że ja nie mogłam znaleźć Słowa,
    drogi do Boga w KK.
    Więcej mnie drażniło, a szukałam spokoju, pogłębienia wiary.

    Zamieszczone przez mama3xM
    Brunka, napisz priva
    co i jak

    jesli chcesz oczywiscie

    Poszłam do Kościoła Protestanckiego.
    Na początku doznałam szoku, ale byłam zdeterminowana,
    żeby poznawać Słowo, żeby je rozumieć, chłonąć…
    Im więcej czytam, poznaję, tym bardziej widzę, zę KK błądzi,
    że źle ‚prowadzi’ wiernych…
    Poznaje Słowo, buduję na nowo moją relację z Bogiem.
    Nie muszę pisać tego na prv, nie wstydzę się tego, to nie tajemnica.
    Nie tajemnicą jest dla wielu z Was tutaj jak Filip był chory i żadnych szans na wyzdrowienie nie miał. Lekarze ich nie dawali.
    A ja się modliłam, krzyczałam do Boga, targowałam się i znów modliłam
    aż w końcu padło z mych ust zdanie „niech się dzieje wola Twoja, jeśli uważasz, że mojemu dziecku będzie z Tobą lepiej, to Go sobie weź” i był we mnie spokój, zawierzenie. Wtedy zaczęły się dziać cuda, zaczęły przychodzić wyniki świadczące o zdrowieniu mojego dziecka.
    Lekarze mówili żebym się nie cieszyła, bo na pewno coś jest nie tak, ale sami nie wiedzieli co, a ja się modliłam. WIem, że i tutaj się modliłyście.
    No i Filip żyje.
    Mało tego – dzieci ze stanów o wiele mniej groźnych wyszły, ale z mniejszym lub bardzo dużym kalectwem, a moje dziecko jest po prostu zdrowie.
    Jak mam interpretować sytuacje, gdy raz lekarz przychodzi i mówi, że jest agonia, posocznica, dziecko mi dwie doby umiera a po moich modlitwach widać, że zgłupieli, bo przynoszą wyniki, że posocznicy wcale nie było:) [pierwsze wejście lekarza po 5 minutach od mojego zawierzenia]…
    nawet wtedy od razu wiedziałam, że to był On.
    Jedni mogą mówić o zbiegu okoliczności, etc.
    A ja wierzę…

    Nie jestem dewotą.

    Ostatnio w modlitwie przychodziły mi dwa słowa do głowy „Twój Syn”…
    Coś w tym jest, bo jak się targowałam z Bogiem na początku, to obiecałam, że jak mi eFa zostawi to wychowam Go tak by wzrastał w miłości do Niego.
    To, że mój Syn żyje to był cud. Jestem tego pewna.

    Takich ludzi w Kościele jest dużo.
    Są też tacy, którzy wierzą pomimo traumatycznych przeżyć. Młodzi ludzie, profesorowie historii,matematyki, którzy swoje nowonardzone dziecko pochowali, bo zmarło zaraz po porodzie z powodu wielu wad wrodzonych, ale wierzą, że to wszystko stało się po coś, nie zwątpili.

    Czasem się zastanawiam czy miałabym tę wiarę, gdyby jednak Filip zmarł. Myślę, że potrzebowałabym wierzyć o wiele mocniej.
    Czytam wiele publikacji różnych i wiem, że dla każdego z nas zaplanowana jest droga i cel do osiągnięcia, a po drodze mnóstwo rożnych pokus, sprawdzianów, prób charakteru, czasem takich, że pada się na kolana i wyje z rozpaczy.

    Nawet, gdyby ktoś mi powiedział, że ‚skąd wiem, może tam Boga nie ma, to wymysł, sratata”, to nie szkodzi, bo odkąd ja swoje sprawy załatwiam ze Słowem i Słowem Bożym albo całkowicie oddaje je Bogu, to jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i nie martwię się o nic, a przecież o takie życie chodzi:)

    #4536253

    gacka

    Nad przyjmowaniem w taki sposób komunii nie zastanawiałam się – do dziś – od dziś mam zagadkę.
    Natomiast od kilku lat nie całuję stóp Jezusa leżącego w grobie przy okazji Świąt Wielkanocnych – tego samego uczę Julkę.

    Bruni – fajnie napisałaś.

    #4536254

    yoko

    Zamieszczone przez gacka
    Bruni – fajnie napisałaś.

    dziekuję.
    od x czasu się tak na forum nie uzewnętrzniłam, ale wszystko dzieje się w określonym celu:)



    #4536255

    Anonim

    Mnie sie w Irl podobalo,ze w kosciele Protestanckim,sami sie utrzymywali,tzn to co wierni dali to maja,nic z podatkow.to w kwestii praktycznej.w inne kwestie sie nie zglebialam,ale mam odczucie podobne do Cie Bru o traktowaniu ludzi przez ksiezy KK.

    #4536256

    kevlar-girl

    Zamieszczone przez bruni
    Nosiłam się od roku, może półtora z zamiarem pójścia do Kościoła,
    do którego chodzi moja przyjaciółka.
    Chyba brakowało mi odwagi, żeby podjąć decyzję.
    W podjęciu decyzji zdecydowanie pomogły mi ostatnie wizyty duszpasterskie, postawy Księży i to, że ja nie mogłam znaleźć Słowa,
    drogi do Boga w KK.
    Więcej mnie drażniło, a szukałam spokoju, pogłębienia wiary.

    Poszłam do Kościoła Protestanckiego.
    Na początku doznałam szoku, ale byłam zdeterminowana,
    żeby poznawać Słowo, żeby je rozumieć, chłonąć…
    Im więcej czytam, poznaję, tym bardziej widzę, zę KK błądzi,
    że źle ‚prowadzi’ wiernych…
    Poznaje Słowo, buduję na nowo moją relację z Bogiem.
    Nie muszę pisać tego na prv, nie wstydzę się tego, to nie tajemnica.
    Nie tajemnicą jest dla wielu z Was tutaj jak Filip był chory i żadnych szans na wyzdrowienie nie miał. Lekarze ich nie dawali.
    A ja się modliłam, krzyczałam do Boga, targowałam się i znów modliłam
    aż w końcu padło z mych ust zdanie „niech się dzieje wola Twoja, jeśli uważasz, że mojemu dziecku będzie z Tobą lepiej, to Go sobie weź” i był we mnie spokój, zawierzenie. Wtedy zaczęły się dziać cuda, zaczęły przychodzić wyniki świadczące o zdrowieniu mojego dziecka.
    Lekarze mówili żebym się nie cieszyła, bo na pewno coś jest nie tak, ale sami nie wiedzieli co, a ja się modliłam. WIem, że i tutaj się modliłyście.
    No i Filip żyje.
    Mało tego – dzieci ze stanów o wiele mniej groźnych wyszły, ale z mniejszym lub bardzo dużym kalectwem, a moje dziecko jest po prostu zdrowie.
    Jak mam interpretować sytuacje, gdy raz lekarz przychodzi i mówi, że jest agonia, posocznica, dziecko mi dwie doby umiera a po moich modlitwach widać, że zgłupieli, bo przynoszą wyniki, że posocznicy wcale nie było:) [pierwsze wejście lekarza po 5 minutach od mojego zawierzenia]…
    nawet wtedy od razu wiedziałam, że to był On.
    Jedni mogą mówić o zbiegu okoliczności, etc.
    A ja wierzę…

    Nie jestem dewotą.

    Ostatnio w modlitwie przychodziły mi dwa słowa do głowy „Twój Syn”…
    Coś w tym jest, bo jak się targowałam z Bogiem na początku, to obiecałam, że jak mi eFa zostawi to wychowam Go tak by wzrastał w miłości do Niego.
    To, że mój Syn żyje to był cud. Jestem tego pewna.

    Takich ludzi w Kościele jest dużo.
    Są też tacy, którzy wierzą pomimo traumatycznych przeżyć. Młodzi ludzie, profesorowie historii,matematyki, którzy swoje nowonardzone dziecko pochowali, bo zmarło zaraz po porodzie z powodu wielu wad wrodzonych, ale wierzą, że to wszystko stało się po coś, nie zwątpili.

    Czasem się zastanawiam czy miałabym tę wiarę, gdyby jednak Filip zmarł. Myślę, że potrzebowałabym wierzyć o wiele mocniej.
    Czytam wiele publikacji różnych i wiem, że dla każdego z nas zaplanowana jest droga i cel do osiągnięcia, a po drodze mnóstwo rożnych pokus, sprawdzianów, prób charakteru, czasem takich, że pada się na kolana i wyje z rozpaczy.

    Nawet, gdyby ktoś mi powiedział, że ‚skąd wiem, może tam Boga nie ma, to wymysł, sratata”, to nie szkodzi, bo odkąd ja swoje sprawy załatwiam ze Słowem i Słowem Bożym albo całkowicie oddaje je Bogu, to jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i nie martwię się o nic, a przecież o takie życie chodzi:)

    nigdy się nie zastanawiałam nad tym..
    nie próbowałam szukać innej drogi…
    brałam to w co wprowadziła mnie mama, choć nie zawsze mi się to podobało, nie zawsze się zgadzałam
    Bru – dziękuję za to co napisałaś…



    #4536257

    qr-chuck

    Zamieszczone przez mama3xM
    no to zazdroszczę

    i pierwszy raz słyszę czyms takim
    bardzo fajnie

    We Wspólnocie Neokatechumenalnej (czyli KK do bólu ;)) też tak jest.

    #4536258

    ana7

    Zamieszczone przez mama3xM
    pytanie do osób chodzących do koscioła i przyjmujących komunię

    „doustnie” czy na dłoń przyjmujecie?

    juz tłumacze skąd to pytanie
    do niedawna przyjmowałam tradycyjnie ale od momentu kiedy poczułam palec podającego komunię i wyobraźnia zadziałała ( ile tam moze być zarazków od innych osób) przeszłam na przyjmowanie na dłoń
    wydaje mi sie to bardziej higieniczne jesli mozna tak to rozpatrywać
    ale niestety wydaje mi sie, że powinno sie brac ten aspekt pod uwagę

    dziwi mnie też to, ze od czasu jak ustanowiono w Kościele taka możliwość tj. przyjmowania na dłoń- nie wprowadza sie tego od razu u dzieci podczas komunii
    moze jestem przewrazliwiona ale cóż poradzić

    do ust
    Tak jakoś na rękę „niegodne” mi się wydaje

    #4536259

    bratek

    Bruni, dzięki za odpowiedz
    pięknie napisane
    najwazniejsze, że tam się odnajdujesz

    Ana- dlaczego „niegodne”?
    sam Kościół tak ustanowił więc chyba nie ma w tym nic złego:Hmmm…:

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 553)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close