Wczorajszy ciężki dzień…

Wczoraj byłam w stanie przedzawałowym, dosłownie. Dzień w pracy beznadziejny, dużo zamieszania, pokłóciłam się ze swoim byłym szefem. Po pracy pędem leciałam do optyka bo okulary mi się zepsuły a że nosze dość wysokie minus bez nich nawet nie dojechałabym do domu. Potem poszłam sobie do mamy na rosołek bo mąż ma w tym tygodniu na drugą zmianę więc nie śpieszyło mi się do pustego mieszkania. Gdy zjadałam sobie dwa talerze rosołku i się uspokoiłam i w końcu spokojnie usiadłam zdałam sobie sprawę że przez cały dzień nie czułam ruchów maluszka. Zaraz zrobiło mi się ciepło a mama zaczęła mnie uspokajać że przecież miałam nerwowy dzień, no i pogoda nieciekawa i po prostu nie zwracałam uwagi na to. Tak więc posiedziałam spokojnie 10 min, 20, 30 a tu nic!! Nic nie czuję!! Zrobiło mi się jeszcze cieplej. Stwierdziłam że pojadę do domu, nie chciałam siać paniki więc nic nie powiedziałam mamie. W autobusie praktycznie siłą powstrzymywałam się od płaczu. Wleciałam do mieszkania, wszystkie rzeczy posiałam po drodze na podłodze, rzuciłam się do szafki ze słodyczami i dosłownie połykałam batony. Położyłam się do łóżka i znowu czekałam. 10, 20, 30 minut, prawie godzina… Tysiąc myśli w głowie, przypominałam sobie wszystkie straszne historie które słyszałam i o których czytałam…. Serce po prostu mi stanęło… A tu dalej nic… W życiu się tak nie czułam, myślałam że chyba umrę z rozpaczy… Nagle coś poczułam. Przez chwilę przestałam oddychać. Patrzę a tu po lewej stronie mojego brzucha przemieszcza się mały wzgórek, chyba rączka… Z ulgi ryczałam z godzinę, tak że nie mogłam się uspokoić. Mąż przez telefon w ogóle nie potrafił mnie zrozumieć, ryczałam tak jak nigdy z życiu. Biedak tak się wystraszył że zwariowałam że po pracy wleciał do mieszkania i mnie ściskał i nie puszczał dobre pół godziny. W nocy praktycznie nie spaliśmy tylko wpatrywaliśmy się w mój brzuch który w końcu zaczął porządnie podskakiwać. Czkawkę maluszek miał ze dwa razy co cieszyło mnie jak nigdy. Potwierdzam to co wcześniej sądziłam: ciąża to jednak choroba. Psychiczna J
Dopiero dzisiaj na trzeźwo stwierdziłam że niepotrzebnie aż tak się denerwowałam, dzidziuś w końcu miał prawo mieć gorszy dzień i po prostu sobie leżeć i drzemać. Ale w takich chwilach jak wczoraj do mnie to nie przemawiało. Siedzę sobie teraz w pracy i piję herbatkę i cieszę się że brzuch mi tak podskakuje że nie potrafię się na niczym skupić.

Kaszanna i Maluszek (18.01.04)

4 odpowiedzi na pytanie: Wczorajszy ciężki dzień…

evunia Dodane ponad rok temu,

Re: Wczorajszy ciężki dzień…

Ech nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę :-)))
Dziś wpisałam się trochę załamana, bo ja akurat czekam na swój (a może raczek dziacka) pierwszy ruch. 22 tydzień a tu nic…zadręczam się myślami w stylu: skoro jeszcze się nie rusza, więc moze jest chore…. No sama nie wiem. Ale cieszę sie Twoim szczęściem. Pozdrawiam

Ewa i okruszek 29.03-03.04 2004

kaszanna Dodane ponad rok temu,

Re: Wczorajszy ciężki dzień…

Na razie nie martw się niczym. Koleżanka po raz pierwszy czuła ruch dziecka dopiero w 24 tygodniu. Ostatnio wyczytałam właśnie że ruchy najczęściej zaczynają się od 18-20 tygodnia ale prawidłowy zakres medyczny to 16-26 (!) tygodni. Jeśli bardzo się martwisz to wybierz się na usg, lekarz na pewno powie Ci czy jest wszystko w porządku. Uściski i trzymam kciuki za pierwszego kopniaka 🙂

Kaszanna i Maluszek (18.01.04)

asiam Dodane ponad rok temu,

Re: Wczorajszy ciężki dzień…

Znam dobrze to uczucie 🙁 całkiem niedawno miałam to samo. Ale za to jak już się zaczął ruszać to wojował do 6 rano :)))

Asia i na 95% Szymon (16.01.2004)

asia80 Dodane ponad rok temu,

Re: Wczorajszy ciężki dzień…

Jakies dwa tygodnie czulam to samo!!! Mysle ze to podczas pracy nie zwracalysmy uwagi na male ruchy maluszka. Tez zaczelam panikowac, plakac. Oczywiscie nikt mnie nie rozumial!!! Na szczescie po polozeniu sie na plecach i odczekaniu okazalo sie ze JEST! Ufff. A dzisiaj rano obudzilam sie na brzuchu i nie moglam sie doczekac pierwszych kopniaczkow. Jak na zlosc maly kopnal dopiero po dluugim czasie. Znow te nerwy – masz racje z choroba psychiczna 😉 Do tego teraz jak zaczal sie ruszac, to az mnie ze 3 razy bolal brzuch (dosc mocno, az mi sie chcialo plakac) Wydaje mi sie ze to mogly byc jakies skurcze – nie wiem czy te cholerstwa odroznie ;( Pozdrawiam.

Asia i maluszek 😉 (30 tygodniowy)

Znasz odpowiedź na pytanie: Wczorajszy ciężki dzień…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Noworodek, niemowlę
4 lata Asi, starszej córki Reni
Wszystkiego co najlepsze Asiu! Pewnie Twoja impreza urodzinowa będzie równie świetna jak parę tygodni temu impreza siostry. Mnóstwa prezentów i pieknego tortu (amacznego przy okazji też...). Kaśka I buzi od Zuzi
Czytaj dalej
Tematy, których nie znalazłam w forum
Pilnie poszukiwane perumy :-))
Hey dziewczyny...Od dluzszego czasu poszukuje perfum Jade (Jode) - nie wiem jak sie pisze :P i nigdzie nie ma. Moja mama ich kiedys uzywala i chciala sie zorientowac po ile
Czytaj dalej