Wigilijne opowieści

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)
  • Autor
    Wpisy
  • #106392

    asik

    Jak byłam mała, a moi dziadkowie mieszkali na wsi, zawsze jeździliśmy do nich na Święta Bożego Narodzenia.
    Wyjeżdżaliśmy w Wigilię rano i wracaliśmy do domu w II Dzień Świąt.
    Przyjeżdżały jeszcze 2 siostry mojej mamy ze swoimi rodzinami – w sumie było nas 16 osób,
    było gwarnie, tłumnie, wesoło.
    Na podwórku u dziadków zawsze była usypana wielka górka śniegu,
    można było sobie jeździć na sankach.
    Przed kolacją wigilijną wszystkie dzieciaki leciały wyglądać pierwszej gwiazdki.
    Babcia przebierała się za Mikołaja.
    Lubiłam takie święta bardzo.
    Teraz Wigilię spędzamy tylko z moimi rodzicami i dziadkami (w tym roku już tylko z babcią, bo dziadek zmarł).
    Jest spokojnie, też miło, rodzinnie, ale już zupełnie inaczej niż kiedyś.
    A jak Wy spędzacie/spędzałyście Święta?

    #3960427

    zuzel

    Przez wiele lat spędzałam święta tylko z rodzicami i siostrą, wcześniej jeszcze z babcią, a jeszcze wcześniej tą grupą jeździliśmy do drugich dziadków (tak 20 lat temu).
    Teraz jeździmy do dziadków męża. Jest tam zjazd rodzinny – dziadkowie męża, rodzeństwo dziadków i kolejne pokolenia – ich dzieci, wnuki i prawnuki. W ostatnie święta po raz ostatni była jeszcze prababcia męża. Jest tłum ludzi, gwarno, wesoło i rodzinnie. Co chwilę ktoś wychodzi, kolejny przychodzi. Czasem nie ma szans zmieścić się w pokoju, w którym jest wigilijny stół. Mimo biedy wyzierającej z każdego kąta, braku prezentów, skromności posiłku i tego że trzeba się nieźle nagimnastykować żeby dopchać się do jedzenia i złapać coś dla siebie (kto pierwszy ten lepszy), uwielbiam tam jeździć ze względu na atmosferę która tam panuje.
    O 22.30 starsi i wolniej chodzący, a o 23 ci którzy cieszą się dobrym zdrowiem wyruszają pieszo do kościoła na pasterkę przez śniegi. Do kościoła idzie się dobrym tempem godzinę, bo jest z górki, więc wraca się pod górę sporo wolniej, czyli tak mniej więcej o 3 rano jest się z powrotem 🙂
    A w 2 dni świąt odwiedza się kolejnych członków rodziny i pije ogromne ilości alkoholu (za tym akurat nie przepadam).

    Miło spędzić kilka dni w roku z rodzina w świecie, gdzie nie ma internetu, telefon komórkowy nie ma zasięgu, a w telewizji TVP1 śnieży.



    #3960428

    aborka

    dawno temu zawsze jeździlismy do babci – z pragi na dlaeki żoliboz. tramwajami. tam była wigilia. potem wracaliśmy tez komunikacją miejskaą. w domu zawsze czekały prezenty. najbardziej pamiętam ręcznie robiony domek dla lale. to był szok 🙂

    Potem swięta były u moich rodziców. tylko jak sie Batrek urodził to u teściów – miał 10 dni i oni blizej miszkali :). A odkąd mam dom to zawsze u nas. przyjeżdzaja moi rodzce , teściowe, moja babcia, siostra i ciotka z rodziną. co dwa lata meza siostra z rodzinka z Danii. Tesciowie i duńczyce zawsze nocuja i spędzamy razem pierwszy dzień swiąt.

    U nas w domu Wigilia była cąłkiem zwyczajna , bez specjalnych tradycji. Z rodzina nieco tradycji doszło
    – pierogi z niespodzianką – w pierogi wkłąda sie pieniązki, pieprz, cókier i sól. trzeba zjeśc wszystkie zeby zobaczyć co sie trafi w danym roku. rok tenu były jaja. ja byłam chora, zmęczona i zła. w domu wariatkowo. teściowa uparła sie na odpiekanie tych pirogów a ja nie pomogłam bo składałm Ali zabawki. no i terściowa nie umiejąc posługiwać sie kuchenka indukcyjną przypaliła pierogi. moja mama zaoferowała sie ze zje te najbardziej przypalone – i co sie okazało – we wszystkich była kasa – widać pieniązki przyspieszyły zwęglenie sie pierozków (na kuchni z indukcją)
    – Duńska tradycja – ryz na mleku z bita smietaną – to duński deser wigilijny. pycha. w tym sa pokruszone migdały i na całą miske jeden cały. kto trafi ten cały ten wygrywa świnki z marcepanu. Trzeba uwazac zeby ne pogryźć go i zeby nie przegapic wsród innych migdałów. do tego jak sie go trafi to sie nic nie mówi aby goście jedli dalej… i dalej… A tego jest masa, nie łatwo to zjesc po tradycyjnej polskiej kolacji. rok temu ja trafiłam. dosłownie w pierwszej łyzce. nosiłam w ustach chyba z godzine 🙂 zanim sie przyznałam 🙂

    – zabawa z kostkami i prezentami. trzeb przygotowac duzo róznych drobiazgów, słodyczy itp. zapakowanych jak prezenty. to moze byc cokolwiek. ale tak zapakowane aby nikt nie wiedział co to. Potem wszyscy siadaja przy stole i rzuca sie kostką – szybko. kazdy kto wyrzuci 6 bierze ze stołu prezent. jak juz wszystkie sa rozdane nastepuje walka – dalej rzucamy po kolei – kto wyrzuci 6 zabiera komuś innemu prezent. (np przez 5 min). Po upłynięciu czasu kazdy zostaje z tym co ma. wtedy sie okazuje ze największa i najbardzej atrakcyjnie wyglądająca paczka była rolka papieru toaletowego. a małe szare pudełeczko – dziecinnym zegarkiem. W Danii takie loterie często robi sie w pracy. ludzie przynoszą to co w domu mają, czasem coś kupuja, czasem upłynniają jakieś nietrafione prezenty.

    #3960429

    ciapa

    Mnóstwo się zmieniło, też z sentymentem wspominam stare dzieje, ale cóż świat idzie do przodu…
    W tym roku – o czym pisałam – przyłapałam się na tym, ze marze o świętach aby odpocząć – bo zawsze kojarzyły mi się z wolnym w pracy.

    Wigilia w naszym przypadku w dwóch domach, jest sentymentalnie, gwarno, miło i sympatycznie. Wspominamy tych co odeszli i modlimy się o to by spotkac się w takim samym, jak nie większym;) gronie w przyszłym roku. Pijemy alkohol, dzieci jedza tonę słodyczy i jest fajnie 🙂
    Uwielbiam rozpakowanie prezentów przez dzieci 🙂

    #3960430

    Anonim

    A u mnie nic się nie zmieniło 🙂

    Kiedyś razem, we wspólnym domu, rodzeństwo + mama…. a teraz ja przejęłam rolę mamy 🙂

    Uwielbiam wigilię w najbliższym gronie, tzn. ja, małżonek, dziecko + nowe w brzuchu 🙂

    Wtedy da się w pełni wyczuć emocje u każdego, wtedy jest spokojnie i magicznie 🙂

    #3960431

    aborka

    Zamieszczone przez nesfree
    A u mnie nic się nie zmieniło 🙂

    Kiedyś razem, we wspólnym domu, rodzeństwo + mama…. a teraz ja przejęłam rolę mamy 🙂

    Uwielbiam wigilię w najbliższym gronie, tzn. ja, małżonek, dziecko + nowe w brzuchu 🙂

    Wtedy da się w pełni wyczuć emocje u każdego, wtedy jest spokojnie i magicznie 🙂

    a ja sobie takiej w małym gronie zupełnie nie wyobrazam. chyba zawsze wigilia wiązała sie z gośćmi – albo ja gdzeiś jechałam albi ktos przychodził. i chyba byłoby nam bardzo smutno robic wigilie tylko w czwórke. … nawet bym nie wiedziała co przygotować. pewnie tylko barszcz i jedna rybe pieczoną bo więcej nie byłoby sensu gotowac ….

    przyznam ze zeszłą wigilia była daleka od magii :). Czworo dzieci – dwoje z laserowymi karabinkami, jedno z piłą łańcuchową, elektryczną, jedno w stroju Vadera…. Ja z bólem głowy, przypalone pierogi i góry opakowań. na koniec w łózku myslałąm ze pekne ze śmiechu…. to był koszmar wigilijny…. ale….z perspektywy czasu to wszystko wygląda duzo lepiej. w tym roku beda tylko moje dzieci. to juz moge uznac za magie….

    My z mezem jesteśmy bardzo rodzinni. lubimy spędzac czas z moimi rodzicami i tęsciami. nie ma u nas w rodzinie konfliktów i kłótni. jak czasem czytam o problemach dziewczyn z rodzinami i teściami to nmysle ze nam sie trafiło wyjątkowo. Moze dlatego tez lubimy współne święta 🙂



    #3960432

    gevalia2006

    Moje rodzinne święta kojarzą mi się z kapustą i karpiem i pierogami mojej mamy, makowcem i sernikiem. Moja mama zawsze nas wprowadzała w tajniki kulinarne, razem z rodzeństwem pomagaliśmy mamie w przygotowaniach, i zawsze była kłótnia kto wylizuje makutrę 🙂 razem z tatą stroiliśmy choinkę, a mama w między czasie dokańczała wypieki. Wszyscy wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki i zasiadaliśmy do kolacji, w tle kolęda. Jako dzieciaki szybko zjadaliśmy kolację, aby dorwać się do prezentów. Najbardziej lubiłam kiedy wszyscy siedzieliśmy przy stole i długo rozmawialiśmy, śmialiśmy się i wspominaliśmy 🙂

    Teraz kiedy mam już swoją rodzinę powielam rodzinne tradycje, moje dziecko obowiązkowo ubiera choinkę z tatą, piecze ciasteczka świąteczne z babcią.
    Razem z całą rodziną zasiadamy do kolacji, śpiewamy sobie kolędy, pisk i radość dzieci podczas rozpakowywania prezentów jest najlepsza 😉 Raz do roku w mojej rodzinie wszystkie kobiety obowiązkowo zakładają sukienki eleganckie 😉 moja córcia co roku specjalnie na święta ma kupowaną sukieneczkę 🙂

    #3960433

    jaga

    Kiedyś święta były rodzinne, teraz w pracy. Od jakichś 10 lat pierwszy dzień świat spędzam w robocie Wigilię często też. NIENAWIDZĘ ŚWIĄT!!!!

    #3960434

    rea

    Kiedyś razem z rodzicami i siostrami jechaliśmy do babci. Była tam też siostra mojej mamy z mężem i 3 dzieci. Było tradycyjnie, pysznie, śmiesznie i dużo prezentów.. Uwielbiałam to.

    Rok temu..Tydz przed Wigilią urodziłam córeczkę, poza tym w Wigilię obchodzę urodziny. Moja mama zapraszała nas na kolację. Odmówiłam. Zrobiłam kolację dla naszej dwójki, Majeczkę położyliśmy koło stołu. Siedzieliśmy przy stole i łzy mi płynęły z oczu..Patrzyłam na dziecko i byłam taaaaaka szczęśliwa. Po kolacji pojechaliśmy do mojej mamy podzielić się opłatkiem.
    Najwspanialsze Święta..

    W tym roku robię Wigilię u siebie w domu. Będzie moja mama i siostra z narzeczonym.

    #3960435

    nusiak

    od kiedy jestem z moim chlopem robimy duza wigilie – moi rodzice, jego, jego brat – teraz z zona i dzieckiem i jest bardzo fajnie
    lubie swieta 🙂



    #3960436

    dorotka1

    Kiedys moi dziadkowie (juz zmarli) moi rodzice i ja z bratem
    to wigilie z lat dzieciecych
    mile
    a teraz albo prawie solo u nas czyli tylko nasza 3-4 ale tylko wtedy kiedy nie mozemy jechac tak daleko
    a jezeli mozemy to u mojej mamy i wtedy jest gwarnie bo moi rodzice, meza rodzice, my, nasze dzieci, moj brat z zona i w tym roku z dzieckiem
    czasem jeszcze bierzemy moich dziadkow (tych drugich)
    wtedy sie dzieje
    nasze dzieci uwielbiaja swieta u babci
    jak to mowi starszy ta sa dopiero prawdziwe swieta

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close