Wiktoria 13 marca 2012 r. (*)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)
  • Autor
    Wpisy
  • #113436

    ilusr

    Jutro będzie miesiąc jak odeszłaś..
    Kilka miesięcy temu na pewnym forum umieściłam taki wpis

    „Witam wszystkich serdecznie:)
    Historia moja i mojego maleństwa zaczęła się w listopadzie 2011 r. kiedy to dowiedziałam się że zostanę mama. Lekarz poinformował mnie o możliwości zrobienia USG genetycznego oraz amniopunkcji. Postanowiłam że nie bede ich robiła bo przecież jestem jeszcze młoda (mam 22lata) i w rodzinie nie było żadnych chorób genetycznych. 1 grudnia znów poszłam na wizytę do lekarza był to 11 tc. Był to straszny dzień dowiedziałam sie że dziecko ma nieprawidłową przezierność karku.. podał mi od razu namiary na lekarza w Płocku który robi USG genetyczne. Po dwóch dniach pojechaliśmy na te badanie. Tam doznaliśmy jeszcze większego szoku, świat nam sie zawalił.. Jak to lekarz powiedział „dziecko ma prawdopodobnie Zespół Turnera w ciągu 2 tygodni umrze ponieważ oprócz wodniaka karku jest tez uogólniony obrzęk płodu. Tak więc skieruje was do warszawy na biopsję trofoblast dla formalności ale nie musicie czekać na wynik możecie od razu po badaniu dokonać terminacji” lekarz był bardzo oschły przekazał nam te szokujące informacje i wręcz wyprosił bo miał kolejną pacjentkę.. 7 grudnia (w 12 tc) miałam zrobioną biopsję, przezierność karku wynosiła 8mm. Pan Doktor w Zakładzie Genetyki na Sobieskiego dał nam nadzieję ze dziecko może żyć. Po tygodniu od tego badania poszłam do swojego lekarza zrobił mi USG. Wodniak nadal był ale opuchlizna zeszła byliśmy szczęśliwi z mężem. pozostało nam czekanie na wyniki. Zaraz po świętach poszłam na kolejne USG do swojego lekarza niestety obrzęk znów się pojawił. Pan doktor powiedział żebyśmy raczej nastawili sie na złe wyniki.. 2 dni temu zadzwonili do mnie z Zakładu Genetyki że są już nasze wyniki. Zapytałam czy jest bardzo źle a lekarz tylko odpowiedział „jakby było dobrze to nie dzwonił bym do pani i nie niepokoił”. Byliśmy przerażeni.. Chcieliśmy aby dziecko chociaż żyło i w mare normalnie funkcjonowało. Wczoraj odebrałam wyniki. No i jesteśmy szczęśliwi! Będziemy mieli córeczkę z Zespołem Turnera:D wiem że może to dziwnie zabrzmiało ale dla nas było to najlepsze wyjście. Wiedzieliśmy już po tych wszystkich badaniach że nie będziemy mieli zdrowego dziecka a z tego co się dowiedzieliśmy Zespół Turnera nie jest taki zły. Z reszta wy Panie wiecie o tym najlepiej. Pani Doktor powiedziała że zagrożenie poronienia wynosi nadal 80% ale mamy duże szanse bo wyniki z biopsji nie są takie złe po za tym mamy jeszcze szansę że jest to mozaicyzm. Jesteśmy dobrej myśli. Nasza córcia będzie miała na imię Wiktoria. Imię adekwatne do tej historii:)”

    Ta historia niestety nie zakończyła się tak jak chciałam..
    W lutym trafiłam do szpitala z powodu zbyt małej ilości wód płodowych które zdiagnozował mój ginekolog w szpitalu na usg okazało się ze jednak ilość wód jest prawidłowa i takie nagle zmiany związane są z tym zespołem po kilku dniach mnie wypisano do domu.. Wszystko wydawało się dobrze aż do 9 marca czułam sie jakoś dziwnie ogarniał mnie jakiś niepokój, po za tym wszytko było dobrze. 11 marca wstałam z rana do łazienki niepokój nadal mi towarzyszył i nagle na bieliźnie zobaczyłam jasno brązową plamkę od razu zadzwoniłam do swojego lekarza powiedział ze taki kolor nie świadczy o czymś złym ale lepiej żebym zgłosiła się do szpitala. Od razu spakowałam się i pojechaliśmy z mężem do szpitala. Po drodze powiedziałam mu, że czuje że to już koniec 🙁 Starał sie mnie pocieszyć że na pewno wszytko jest dobrze.. W szpitalu pani doktor zabrała mnie na badanie: szyjka zamknięta wszytko wydaje się w porządku a te niewielkie plamienie może być z nadżerki jeszcze tylko posłuchamy tętna. Niestety tętna nie usłyszałam, zabrała mnie na inny sprzęt twierdząc że ten jest już stary i może dlatego, na tym również nie usłyszałam. Powiedziała więc że ten tez jest kiepski i żebym została w szpitalu to na następny dzień zrobią mi kolejne usg już takim dokładnym sprzętem. Powiedziałam że wrócę wieczorem a w myślach „kobieto dlaczego ty mnie oszukujesz, czemu dajesz mi tą głupią nadzieje”. Na dole czekał mąż zapytał i co się stało, uklękłam pod ściana i się rozryczałam – Nasza córeczka nie żyje! Zabrał mnie szybko do innego szpitala tam po dokładnym usg okazało się że przeczucia mnie nie myliły. Zostałam w szpitalu. Cały dzień i noc przepłakałam na drugi dzień podali mi leki aby wywołać poród, bóle wystąpiły od razu cierpiałam cały dzień po czym zabrali mnie na porodówkę. Rozwarcia nadal nie było w nocy obok mojej sali urodziły dwie kobiety, słyszałam płacz dzieci, myślałam że mi serce pęknie.. 13 marca szyjka nadal była zamknięta, ciśnienie zaczęło mi spada, zaczęłam im odchodzić.. W sumie nie widziałam sensu życia ale wtedy utkwił mi w głowie do końca życia wzrok mojego męża, był taki przerażony.. Nie mogłam i ja przynieść mu jeszcze cierpienie.. Podali mi szybko pełno kroplówek i leków szyjka zaczęła sie rozwierać. O 13:30 urodziłam córeczkę ważyła 790 gram. Pielęgniarka od razu ją zabrała, nie pokazali mi jej ponieważ torbiel przy główce była olbrzymia. Więc myślę że dobrze zrobili. Zostały mi jej zdjęcia z usg i moje ulubione zdjęcie z usg na którym pokazała wyraźnie rączkę jakby chciała przybić „piątkę”. Pogrzeb odbył się 3 dni po porodzie nie dałam rady na niego pójść, poszłam po kilku dniach sama.. Minął miesiąc a mi sie wydaje jakby to było wczoraj… Tak bardzo pragnęłam mieć córeczkę i ja tak szybko straciłam ;( urodziła się dokładnie w 26 tygodniu ciąży..

    #5153665

    olusia

    Tylko tyle mogę :Przytulam:



    #5153666

    gagusia

    :Przytulam: wiem jak cierpisz tez straciałam dziecko 26\27 tc i tez nie widziałam swojego syncia,i cierpie bardzo z tego powodu ;(

    #5153667

    karolina-1988

    :Przytulam:

    #5153668

    olwiki

    TRZYMAJ SIĘ

    #5153669

    jess

    Dla Twojej Wiktorii [*]
    Nie tak powinno byc…
    Przytulam :Przytulam: nic madrego nie potrafie napisac,po prostu jest sie niemym wobec takiej tragedii



    #5153670

    jutka2010

    przytulam

    [*] dla Wikusi

    #5153671

    mimi

    Przytulam … :Przytulam:

    Światełko dla Wikusi [*] 🙁

    #5153672

    olesia

    Smutno mi, że malutkie dzieci muszą odejść zanim je poznamy.
    Też zaszlam w listopadzie, nasze dzieci bylyby równolatkami a tak bawia się tam u góry i czekają na nas.
    [*]

    #5153673

    slonce85

    :Płacz:

    :Przytulam:



    #5153674

    jaga

    Jak czytałam Twój post, to wróciły wspomnienia…….. Dziś mija kolejny miesiąc, jak odszedl mój synek – też miał wadę genetyczną (za miesiąc miną już 2 lata :(). Przypomina mi się, jak po kolejnych badaniach modliłam się o to, aby to był „tylko” zespół Turnera…. Aby to była moja maleńka dziewczynka z wadą, z którą da się żyć (ile ja się wtedy naczytałam!) Ale przegrałam walkę 🙁 Wierzyłam w cud do końca, ale z genami wygrać nie mogłam 🙁 Tak mi przykro, że Twoja historia nie skończyła się tak, jak na końcu zacytowanego przez Ciebie postu. Tak mi przykro, że i Ty przegrałaś. Gdybym mogła Ci jakoś pomóc – pisz, pytaj.

    :Przytulam:

    [‚] dla Wikusi

    #5153675

    gosik

    strasznie mi przykro 🙁

    :Przytulam:



    #5153676

    anetak24

    współczuje…

    #5153677

    ilusr

    Dziękuje wszystkim za miłe słowa
    Te forum bardzo mi pomogło. Każdego dnia je odwiedzam.
    Ten weekend był dla mnie bardzo ciężki.. Pierwszy raz po stracie Wiktorii pokazałam się na uczelni.. Bardzo się bałam tej chwili ponieważ w grupie mam koleżankę która właśnie jest w 4 miesiącu ciąży.. Jakoś przetrwałam te dwa dni ale co jakiś czas zerkałam na jej już zaokrąglony brzuszek.. Teraz dokładnie widzę że moja ciąża nie rozwijała się prawidłowo.. Ja w 4 mc miałam tylko troszkę widoczny jak ktoś by nie wiedział to nawet by się nie domyślił. Mimo że minął dopiero ponad miesiąc widzę że jestem silniejsza od męża.. Ja jakby w żałobie tkwiłam już od 15 tc kiedy w zakładzie genetyki powiedziano nam że na urodzenie córeczki mam zaledwie 15%.. Miałam nadzieję że jednak wszystko się ułoży ale nie snułam planów na przyszłość żyłam z dnia na dzień, od jednego usg do kolejnego. Mój mąż natomiast miał wielkie plany odpychał myśli że będzie źle. Po śmierci naszej córeczki zamknął się w sobie.. Ja nie potrafiłam milczeć. Moja ciocia bardzo mnie wspierała i rozumiała ponieważ sama straciła dziecko w 5mc tyle że ona do tej pory nie zna przyczyny. Ja znam przyczynę wiec w pewien sposób mi łatwiej.. Serce mi pękało za każdym razem jak szłam na usg i widziałam że jest co raz gorzej, co noc myślałam jak moja maleńka córeczka musi cierpieć.. Miała tyle wad 🙁 Wczoraj mój mąż w końcu się otworzył, porozmawialiśmy, pomogło to zarówno mnie jak i jemu..

    Bardzo Cie kochamy Córeczko, jestem dumna, że mam tam „na górze” własnego Aniołka, który czuwa nad Nami i na pewno nie da Nas skrzywdzić.

    :Róża:

    #5153678

    m-amp-m-s

    Bardzo mi przykro, niech Wasz Aniołek czuwa nad Wami i się opiekuje.
    Tobą i mężem – jesteście sobie teraz bardzo potrzebni:Przytulam:

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close