witamy Cię, synku!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 17)
  • Autor
    Wpisy
  • #117853

    laurka

    Leżałam już 4 dni na patologii ciąży. To były naprawdę wczasy. Szpital prywatny, personel super profesjonalny i do tego mega sympatyczny. Jedzenie pyszne, pokoje piękne z podwieszanymi sufitami w błękitne chmurki, w łazienkach malowidła na ścianach i czystość pachnąca. Telewizor, podłączenie do Internetu – no czegóż chcieć więcej? Do tego super fajne sąsiadki w pokoju. No i najważniejsze – ciągle dobre wyniki badań.

    Chyba zaczęło mi się jednak nudzić z tego dobrobytu i dobrostanu, bo na porannym obchodzie w piątek 1-go marca molestowałam jednego z lekarzy o usg. Stwierdził, że mnie na nie weźmie z powodów psychologicznych. Lekarz zrobił usg, oszacował moje dziecię jako donoszone (37tc) i nadal ułożone pośladkowo. Chyba zadawałam za dużo pytań, bo w końcu pan doktor stwierdził, że w zasadzie, to on mnie może ciachnąć nawet tego samego wieczoru, jeśli tylko dam radę nie jeść 6 godzin. Jeśli nie dam rady, to może być sobota, kolejna środa lub piątek za tydzień, bo tak ma dyżury. Ujął mnie. Potrafił długo rozmawiać z pacjentką, uspokoić ją, rozśmieszyć. A przecież od początku pobytu w szpitalu moim celem było „upolowanie” lekarza, w którego ręce nie będę bała się oddać. Do tego położne szepnęły mi na ucho, że ten pan doktor świetnie szyje, a w końcu miała być cesarka. Nie miałam wątpliwości – to jemu oddam swój brzuch i jego zawartość.

    Tylko kiedy…?

    Tak dobrze mi było w tej ciąży. W sumie w tym szpitalnym 5-gwiazdkowym kurorcie też nie miałam na co narzekać. To może jednak poczekać? Może jednak środa? Albo najlepiej ten piątek za tydzień? Pogoniłam do pana doktora, żeby umówić się z nim na jak najpóźniej. I tu się zdziwiłam. Stwierdził, że lepiej szybciej niż później. Zaczęłam dociekać dlaczego. Nie chciał powiedzieć. Ale wymusiłam to na nim i usłyszałam, że w przypadku matek z cukrzycą (a moja cukrzyca ma już 30 lat…) istnieje ryzyko obumarcia płodu na końcówce ciąży. Zbladłam. To była sekunda i podjęłam decyzję, że idę na cc w sobotę rano.

    Wieczorem nie mogłam zasnąć. Siedziałam na forum dopóki położna trzeci raz nie przyszła zapytać, czy połknęłam w końcu tabletkę wyciszającą…

    Poranek rozpoczął się kilka minut po 4-tej. Sąsiadkę w ciąży bliźniaczej już wieczorem bolał brzuch, w ogóle nie mogła się położyć, było jej duszno. Ale położna (jedna jedyna taka jakby mniej sympatyczna) kazała jej się położyć i że tak bywa na końcówce ciąży…
    Ale po 4-tej rano Kasia zaczęła krwawić i to jak! Od razu ją wzięli na cięcie pod narkozą, bo liczyła się każda sekunda. Maluchy urodziły się szczęśliwie, chłopczyk 3700g, a dziewczynka 2100g. Mała zachłysnęła się krwią, ale szybko ją z tego wyciągnęli. Tak więc mało spania było tej nocy, choć przyznam, że tabletka podziałała. Po 5-tej przyjechało ktg – był jeden czy dwa zapisy mocno skurczowe – długa linia na odpowiedniej wysokości – chciałam to zobaczyć i zobaczyłam :).

    Co mogłam robić o tak wczesnej godzinie? Poranna toaleta i jednak się spakowałam. Laurkowi zostawiłam jakieś resztki do dopakowania.
    Byłam cały czas nastawiona, że parę minut przed 9-tą idę (po schodach) na II piętro na porodówkę (w myślach jeszcze rozważałam zejście na dół i wykurz do auta…).
    Poszłam z Laurkiem na spacer po szpitalu. Niedługo spacerowaliśmy, gdy z izby przyjęć dogonił nas ratownik medyczny z informacją, że położna mnie szuka…
    Kurde no…

    Okazało się, że to już! Wenflon (film się oczywiście urwał) i heja naprzód na wózek i do góry… :Boje się:
    Zdążyłam jeszcze wskoczyć na wagę, fajnie – pół kilo w dół. Czyli ostatecznie zakończyłam ciążę na + 10,8 kg :D.
    Na górze nowa położna (choć nie do końca, bo pamiętałyśmy się z ostatnich warsztatów i z jednego obchodu).
    Nie będę może opisywać przygotowań – przecież wiecie albo dokładnie, albo z grubsza, jak to wygląda.
    Znów pobieranie krwi – wrrr… Ileż można??? Ale chyba już działała adrenalina, bo nawet mi się oczy nie przymknęły, w szoku byłam.

    Przyszedł mój ulubiony pan doktor. Zapytałam go, jak się czuje (tak, wiem, to pytanie powinno paść z jego ust) na tak długim dyżurze (był na porannym obchodzie poprzedniego dnia, miał nockę i rano dalej był w pracy – wolałam nie rozmyślać za bardzo, w jakiej pan doktor może być formie…).
    Pośmiał się :Hyhy:.

    Musiałam iść do klopa, a tu mi już jakaś kroplówka wisiała. Pytam położną czy mi odepnie, a ona na to, żebym poszła ze stojakiem – przystojniakiem. Usłyszałam tylko to ostatnie słowo. Zgłuptaczona popatrzyłam na położną i pytam czy naprawdę mam iść z panem doktorem :Niepewny::Hmmm…:.
    Pan doktor się zarumienił :Hyhy:. No i wywieźli mnie na salę do cięć cesarskich :Boje się:, a Laurek został pod drzwiami.

    I tu już mi przestało być do śmiechu. Jacyś ludzie w białych albo niebieskich fartuchach, jakieś wielkie lampy i nieprzyjaźnie wyglądające łóżko. Miła położna z moim ulubionym panem doktorem stracili mi się z widoku, zawiesiłam więc oczy na lekarzu w niebieskim kitlu, który stał najbliżej. I dobrze, bo to był pan anestezjolog. Zaszedł mnie od tyłu i dawaj po plecach jakimś płynem. Zrobiło się niespokojnie. Mówię, że koniecznie ktoś musi stanąć z przodu, bo jak fiknę, to rozwalę głowę i już żadne znieczulenie nie będzie potrzebne. Stanęła jakaś pani z mocno pomalowanymi oczami, ale zapowiedziała, że ona to mnie nie złapie. Hm, no niedelikatna jakaś… Pan doktor usiłował mnie przekonać, że nic nie poczuję, bo poda znieczulenie skóry. I od razu bach mi strzykawą z tym znieczuleniem. Nic nie poczułam, ale na wszelki wypadek wyraźnie artykułowałam ?ała, ała?, żeby panu doktorowi się nie wydawało… Potem już straciłam rachubę, ale lekarz stwierdził, że podaje znieczulenie w kręgosłup (czy gdzieś tam, nie pamiętam). Kurka wodna, nic nie czułam. Głupio tak udawać…

    Lekarze próbowali rozładować atmosferę i zagadywali mnie o dziecko. Spytali o imię. No to mówię „Iwo”. A któryś z lekarzy na to: „Iwo, leć po piwo!”. No wiecie co państwo…? :Nie nie:

    Położyli mnie. Gdzieś pod cyckami były takie rury, ale nic na nich nie wisiało. Widziałam lekarzy koło mojego dużego jeszcze brzucha. Zaniepokojona zapytałam, czy mogliby tu coś powiesić, bo raczej nie chcę patrzeć, jak mnie tną. Śmieszny pan doktor stwierdził, że nie ma potrzeby nic wieszać. Zamarłam. Na szczęście żartował i szybko zawisł tam jakiś kawał materiału. Niestety na górze były te skichane lampy i mimo że pozbawili mnie okularów (i skarpetek :Foch:), to widziałam wszystko!!! Całe szczęście, że lekarze tak bardzo pochylali się nad moim brzuchem, że zasłaniali wszystko dokładnie ? uff ;).

    Wcześniej dałam lekarzowi do zrozumienia, że zanim zacznie, to chcę mieć pewność, że znieczulenie działa. Kazali mi ruszyć nogą, nie dało się. Ale to nie był dla mnie dowód na brak czucia na brzuchu. Poprosiłam pana doktora o lepszy dowód. I tak sobie pogadaliśmy:

    [I]- Czuje pani?
    – Tak!
    – A co?
    – To, co pan robi!!![/I]

    Ciężki przypadek, ale pan doktor się nie poddał:

    [I]- Czuje pani?
    – A co?
    – A właśnie otworzyłem pani brzuch![/I]

    :Strach::Strach::Strach: Matyldo? To co, może wypadałoby zemdleć? Ale głupio jakoś… Przecież zaraz spotkam się twarzą w twarz z naszym synkiem… Dobra, nie zemdleję. Anestezjolog stał nad moją głową i trzymał mnie za nadgarstek (szukał pulsu…?). A ja potrzebowałam trzymania za rękę. A Laurka nie było :(. Na szczęście pan doktor zrozumiał potrzebę zeschizowanej pacjentki i do końca trzymał mnie za rękę :).

    Długo im schodziło. Nie mogli małego wyciągnąć. Z moim lekarzem była jakaś młodziutka pani doktor. Słyszałam jak lekarz kazał jej się nie denerwować, mówił, że dadzą radę. Jej, ależ nerwy. Co się dzieje? Laurek potem stwierdził, że Iwo chwycił się moich żeber i stwierdził, że nie puści. W końcu tak dobrze jego mamie było w ciąży… :Fiu fiu:.

    Wreszcie się udało. Lekarz tylko oszacował, że waga będzie koło 4 kg ;). Po króciutkiej chwili usłyszałam pierwszy krzyk naszego Iwusia. Nie wiem co się działo dookoła, wszystko się kręciło, a ja słyszałam tylko ten wyczekiwany krzyk. Za moment zobaczyłam położną z zawiniątkiem. Popatrzyłam na buźkę, a położna przytuliła ją do mojej twarzy. Natychmiast poryczałam się tak strasznie, że już w ogóle nic więcej nie zobaczyłam. Zabrali małego, mnie chyba szyli, tzn. na pewno szyli, no bo jak inaczej…

    Nic więcej nie pamiętam. Nie pamiętam wyjazdu z sali operacyjnej ani przyjazdu na salę na oddziale. Nawet nie wiem czy Laurek czekał na mnie na korytarzu, czy pogonił za Iwem. Ale pamiętam, że od razu wiedziałam, że te wszystkie strachy nic nie znaczyły w obliczu tak wielkiej radości z narodzin naszego syneczka :Kocham:.

    3690g/56cm, 9pkt Apgar.

    #5503329

    marnat

    Przepiękny opis porodu !
    Wzruszający,a zarazem rozbawiający do łez 🙂



    #5503330

    k-j

    super opis,i humorek,miło sie czyta.gratulacje:Hura!:

    #5503331

    aneczka1411

    :Wow!: super:)
    i popłakałam sie z sameo rana

    #5503332

    mimi

    Przeczytałam jeszcze raz i normalnie radość przez łzy :Kocham:

    Witaj Iwusiu Michałku na tym świecie :Buziaki:

    #5503333

    czarnula-31

    Super czyta się opis. Gratuluję:Wow!::Hura!:



    #5503334

    esmena

    No i się popłakałam jeszcze raz :Kocham: Wszystkiego dobrego, Laurki !!!!

    #5503335

    megi

    Pięknie Laurko, też czytam juz drugi raz..śmiech przez łzy 😀 Cudny Iwuś 🙂

    #5503336

    ronda

    🙂 wszystkiego dobrego dla Was 🙂

    #5503337

    ewike

    Gratulacje!
    Witaj na świecie Iwo



    #5503338

    gosik

    Laurko …..
    przeogromne gratulacje 🙂 🙂 🙂

    #5503339

    kulkamm

    Piekny opis Laurko….serdecznie Wam gratuluje 🙂



    #5503340

    evelka

    Wspaniale czyta się Twój opis 😀 Cudownie!!
    Jeszcze raz Gratuluję.

    #5503341

    basita

    Cudownie czyta się Twój opis! Wzruszyłam się!
    Gratuluje serdecznie!:Wow!::Hura!:

    #5503342

    nati

    Laurko przepiękny opis!
    Fantastycznie się go czyta, szczególnie, że wszyscy tacy pozytywni!
    Gratuluję:)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 17)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close