Wojna domowa

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 47)
  • Autor
    Wpisy
  • #110590

    chilli

    Jakim byliście związkiem, zanim urodziły się dzieci?

    Chyba partnerskim. Mieszkaliśmy w mojej kawalerce, pracowaliśmy, żywiliśmy się głównie na mieście. Śniadania robiliśmy, jak kto chciał, czasem Paweł wychodził rano po bułki. Bałagan? To się jakoś sprzątało. Sprawy takie jak wyniesienie śmieci albo gotowanie nigdy nie były problemem. Mówię ‚chyba byliśmy’, bo teraz nie jestem pewna, czy wiem, co to jest związek partnerski. Pamiętam taką scenę. Gosia miała rok, przyszła do mnie koleżanka feministka, niezależna, samotna. Około 18 z pracy wrócił Paweł, usiadł przy stole, a ja mu podałam rosół. Rozpętała się karczemna awantura. Ta dziewczyna nie mogła tego pojąć, zaatakowała mnie. Dla mnie to było przegięcie. Ale z drugiej strony pomyślałam, że jest coś bardzo niepokojącego w tym geście. I że nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek zdarzyło się, że wracam do domu, a Paweł serwuje mi kolację.

    troche o mnie a troche pewnie o kazdej z nas?
    i umniejszanie wlasnej pracy?

    #4939306

    telimena

    U nas jak Groszka nie było to ja często wracałam z pracy później niż mój M. I to on gotował i podawał mi obiad, teraz „siedze” w domu więc siłą rzeczy – ja gotuje i ja serwuje 🙂 Wyjątkiem jest niedziela – Rafał robi najlepszy rosół na świecie więc on kucharzy…



    #4939307

    rena12

    :Niepewny::Niepewny::Fiu fiu:nie czytam bo pierwsze dwie strony to o nas boję się co będzie dalej…………

    przeczytałąm do końca. nie mam pani do sprzatania ani zmywarki reszta jest o nas:Niepawny::Niepewny::Niepewny::Niepewny:

    #4939308

    nusiak

    nie gotowałam nigdy, więc u mnie to norma, ze ja siedzę, a mąż podaje do stołu, nawet jak są imprezy typu urodziny, wigilia itd
    [LEFT]ale pewnie nie o gotowanie tu chodzi, ale o pewien system jaki sobie rodzina przyjmie .
    od zawsze pracuję, więc nie wiem ( i obym nigdy nie musiała sprawdzic ) jak to jest „siedziec” w domu , ale każdemu według potrzeb .
    generalnie trzeba się szanować niezależnie od sytuacji życiowej.
    ale mądrość mi wyszła :Hyhy:
    [/LEFT]

    #4939309

    ciapa

    Nie weszłam w tradycyjny model rodziny
    I nie wejdę, walczę o niezależność i elastyczną równość jak lew 😀
    Co nie znaczy, ze mój małż nie próbuje cały czas granicy przkraczać

    #4939310

    kas

    Czytałam to jakiś czas temu, nawet chciałam mężowi dać, żeby sobie przeczytał i żebyśmy to mogli przedyskutować.

    Przede wszystkim to mam wrażenie, że oni o swoich oczekiwaniach nie bardzo rozmawiają.

    I przebija jakaś taka różnica, która może wynika z tego, że to tekst pisany i już ja sobie nadinterpretuję.
    Ona wielu rzeczy nie lubi robić, ale je robi i w zasadzie nic nie mówi.
    On jest wręcz dumny, że tego czy tamtego nie znosi i robić nie będzie.

    No i rozwaliła mnie wizja dnia z dzieckiem polegająca na pojechaniu do knajpki, gdzie dzieci się bawią a on pije kawę!



    #4939311

    nusiak

    moja koleżanka mi kiedyś tak to naświetliła,
    wyszła za mąż i chciała byc PERFECT – żona, matka, kochanka, itd
    jak przyszło dziecko – brakło czasu i już nie mogła być taka perfect i okazało się, że jej mąż ma o to mnóstwo żalu – że ona go oszukała, ze było tak super, a teraz obiad z jednego dania itd …
    przyzwyczaiła i chlopu cięzko zrezygnować z czegoś 🙂

    #4939312

    asik

    Kiedy Marta poszła do pracy, przejąłeś część obowiązków domowych?

    Nie przejąłem prania ani gotowania. A innych obowiązków domowych nie widzę. Generalnie wolałbym, żeby jedno z nas pracowało, a drugie nie. Dzisiaj ja bym wolał nie pracować. Taki układ jest lżejszy. Podstawowy minus dla tej osoby, która jest w domu, jest taki, że jest w domu. Ale z drugiej strony nie ma nic przyjemniejszego, niż o godzinie 11 wsadzić dzieci na rowerki i dyrdać z nimi do knajpki, gdzie one się bawią w piaskownicy, a ty pijesz kawkę, świeci słońce, czytasz gazetę. Wracasz do domu, kładziesz dzieci spać i sam ucinasz sobie drzemkę. Jecie obiad, który sam robisz albo zamawiasz pizzę. Wraca żonka zmęczona, kładziecie dzieci spać i idziesz do kolegów, bo jesteś wypoczęty. I rano wstaniesz wcześnie, ale potem się wyśpisz. Ja bym na to poszedł. Ale jak dwie osoby idą do pracy, to wtedy są kolizje, zderzenia. Ja zmęczony, ona zmęczona i kto się tymi dziećmi zajmie? I jedzenie jest wtedy najmniejszym zmartwieniem. Dziecko wydobywa z ludzi to, co najpiękniejsze i najgorsze. Przy zmęczeniu wychodzą najgorsze rzeczy. Ludzie dostają tą drugą osobą w mordę strasznie. A potem to się zaczyna normalizować. W partnerskim związku widzisz tę osobę całościowo, czasem ją lubisz, czasem nie, czasem kochasz, czasem nienawidzisz, masz na to zgodę. Nie ma stłamszenia, jakiejś nierówności, przynajmniej świadomej. Jest otwartość. A teraz Marta wróci do pracy na cały etat i zacznie się kolejny slalom gigant.

    A ta część mnie po prostu rozłożyła na łopatki

    #4939313

    nusiak

    Zamieszczone przez Asik.
    Kiedy Marta poszła do pracy, przejąłeś część obowiązków domowych?

    Nie przejąłem prania ani gotowania. A innych obowiązków domowych nie widzę. Generalnie wolałbym, żeby jedno z nas pracowało, a drugie nie. Dzisiaj ja bym wolał nie pracować. Taki układ jest lżejszy. Podstawowy minus dla tej osoby, która jest w domu, jest taki, że jest w domu. Ale z drugiej strony nie ma nic przyjemniejszego, niż o godzinie 11 wsadzić dzieci na rowerki i dyrdać z nimi do knajpki, gdzie one się bawią w piaskownicy, a ty pijesz kawkę, świeci słońce, czytasz gazetę. Wracasz do domu, kładziesz dzieci spać i sam ucinasz sobie drzemkę. Jecie obiad, który sam robisz albo zamawiasz pizzę. Wraca żonka zmęczona, kładziecie dzieci spać i idziesz do kolegów, bo jesteś wypoczęty. I rano wstaniesz wcześnie, ale potem się wyśpisz. Ja bym na to poszedł. Ale jak dwie osoby idą do pracy, to wtedy są kolizje, zderzenia. Ja zmęczony, ona zmęczona i kto się tymi dziećmi zajmie? I jedzenie jest wtedy najmniejszym zmartwieniem. Dziecko wydobywa z ludzi to, co najpiękniejsze i najgorsze. Przy zmęczeniu wychodzą najgorsze rzeczy. Ludzie dostają tą drugą osobą w mordę strasznie. A potem to się zaczyna normalizować. W partnerskim związku widzisz tę osobę całościowo, czasem ją lubisz, czasem nie, czasem kochasz, czasem nienawidzisz, masz na to zgodę. Nie ma stłamszenia, jakiejś nierówności, przynajmniej świadomej. Jest otwartość. A teraz Marta wróci do pracy na cały etat i zacznie się kolejny slalom gigant.

    A ta część mnie po prostu rozłożyła na łopatki

    to se koleś pomarzył :Fiu fiu::Fiu fiu::Fiu fiu:

    #4939314

    telimena

    Zamieszczone przez krecik_75
    nie gotowałam nigdy, więc u mnie to norma, ze ja siedzę, a mąż podaje do stołu, nawet jak są imprezy typu urodziny, wigilia itd
    [LEFT]ale pewnie nie o gotowanie tu chodzi, ale o pewien system jaki sobie rodzina przyjmie .
    od zawsze pracuję, więc nie wiem ( i obym nigdy nie musiała sprawdzic ) jak to jest „siedziec” w domu , ale każdemu według potrzeb .
    generalnie trzeba się szanować niezależnie od sytuacji życiowej.
    ale mądrość mi wyszła :Hyhy:
    [/LEFT]

    Ja zanim zaczełam „siedzieć” w domu pracowałam prawie 15 lat – nawet studia konczyłm zaocznie żeby móc pracować. Teraz poza dniami takimi jak wczoraj – gdzie przeziębienie sprowadziło mnie do parteru a młody miał wyjatkowy nadmiar energii – kocham to moje „siedzenie”. Jak zaszłam w ciąże nie rozpatrywalismy w ogóle innej wersji niz ta ze że przez 2 lata zostaje z młodym w domu.
    To że wykonuje wiekszość prac domowych nie umniejsza mnie jako człowieka – inna sprawa że postawa cytowanego w artykule pana nijak ma sie do tego jak zycie wygląda u nas…
    Ja nie czuje sie uziemiona a mój mąż nie uważa że całymi dniami spie z dzieckiem lub spaceruje 😉



    #4939315

    nusiak

    Zamieszczone przez telimena
    Ja zanim zaczełam „siedzieć” w domu pracowałam prawie 15 lat – nawet studia konczyłm zaocznie żeby móc pracować. Teraz poza dniami takimi jak wczoraj – gdzie przeziębienie sprowadziło mnie do parteru a młody miał wyjatkowy nadmiar energii – kocham to moje „siedzenie”. Jak zaszłam w ciąże nie rozpatrywalismy w ogóle innej wersji niz ta ze że przez 2 lata zostaje z młodym w domu.
    To że wykonuje wiekszość prac domowych nie umniejsza mnie jako człowieka – inna sprawa że postawa cytowanego w artykule pana nijak ma sie do tego jak zycie wygląda u nas…
    Ja nie czuje sie uziemiona a mój mąż nie uważa że całymi dniami spie z dzieckiem lub spaceruje 😉

    a ktoś Ci napisał, że coś Cię umiejsza ?
    napisałam siedzieć w ” ”
    dlatego, ze to „siedziec” nie ma z siedzeniem nic wspólnego

    my tez nie rozpatrywaliśmy innej wersji niż ta którą obraliśmy 🙂

    #4939316

    telimena

    Zamieszczone przez krecik_75
    a ktoś Ci napisał, że coś Cię umiejsza ?
    napisałam siedzieć w ” ”
    dlatego, ze to „siedziec” nie ma z siedzeniem nic wspólnego

    my tez nie rozpatrywaliśmy innej wersji niż ta którą obraliśmy 🙂

    Ja nie odebrałam tego że Twoje zdanie odnosi sie bezpośrednio do mnie jako ocena mojej postawy – jak napisałaś każdemu według potrzeb. Odniosłam sie do Twojej wypowiedzi tylko po to by pokazać 2 punkt widzenia – właśnie tej „siedzącej” 😉



    #4939317

    nusiak

    Zamieszczone przez telimena
    Ja nie odebrałam tego że Twoje zdanie odnosi sie bezpośrednio do mnie jako ocena mojej postawy – jak napisałaś każdemu według potrzeb. Odniosłam sie do Twojej wypowiedzi tylko po to by pokazać 2 punkt widzenia – właśnie tej „siedzącej” 😉

    ok
    rozumiem

    dokładnie tak jak napisałam – każdemu wg potrzeb – to moja złota zasada na życie 😉

    #4939318

    telimena

    Zamieszczone przez krecik_75
    ok
    rozumiem

    dokładnie tak jak napisałam – każdemu wg potrzeb – to moja złota zasada na życie 😉

    Swoją drogą bardzo dobra zasada 😀

    #4939319

    an-ki

    U nas panuje równouprawnienie – mąż jak trzeba ugotuje, wypierze, wyprasuje, podłogę umyje, gary, kurze etc; z córką też potrafi rozmawiać 😀
    Moim zdaniem są pewne sprawy, które on wykonuje lepiej i nie biorę się za wbijanie gwoździ, malowanie ścian etc – są rzeczy którymi on się zajmuje, są moje sprawy.
    Nie mieliśmy problemu jak pojawiła się Ola bo przez pół roku mieszkaliśmy z moim rodzicami – ja konczyłam studia, młody pracował, część obowiązków przejęli rodzice…
    Kiedy Ola miała pół roku poszłam do pracy, wynajęliśmy mieszkanie – kto był pierwszy ten robił zakupy, gotował itp
    Fakt, że moja praca przez ostatnie 7 lat to było jeżdżenie po kilku województwach (przedstawiciel handlowy) i nie było fizycznej możliwości żebym codziennie gotowała, sprzątała itp bo były dni, że wracalam późno lub po prostu nie miałam siły i ochoty na takie sprawy – przejmował je mąż.
    Nie reaguję histerycznie kiedy podaję mężowi tę przysłowiową zupę – innego dnia to on mi przyniesie obiad i posprząta.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 47)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close