wyniki badania hist-pat

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 18)
  • Autor
    Wpisy
  • #94296

    angelikam90

    Witam wszystkich! Bardzo proszę o pomoc w przetłumaczeniu wyniku badania hist-pat…Oto wynik: RESIDUA DECIDUAE ET VILLORUM [M-28000]
    Z góry dziękuję wszystkim za okazaną pomoc…

    #1888274

    paszulka

    Znalazłam na necie, że to oznacza: „Pozostałości doczesnej i kosmków”

    a na pytanie jednej z forumowiczek druga wyjaśniła, że „to znaczy ze poronilas i w jamie macicy znajdowały się resztki jaja płodowewgo. Podczas zagnieżdzenia jaja płodowego w błonie śluzowej macicy następuje „inwazyjne działanie mikrokosmków” – dzięki temu to zagnieżdzenie jest możliwe. W efekcie w błonie śluozwej macicy (czyli w doczesnej ciążowej) powstaje jamka która „kryje” cały zarodek. Tak wyglądaj w skrócie początek ciąży. Poronienie polega na „wydaleniu” zarodka a w wyłyżeczkowaniu jamy macicy uzyskano w Twoim przypadku resztki właśnie tych kosmków i doczesnej. pozdrawiam.”

    Ale ja tak tylko przelotem. NIe znam się na tym wcale, ale może coś to pomoże!
    Trzymam kciuki za pozytywne myślenie i przyszłe powodzenie!! 🙂



    #1888275

    angelikam90

    ;(

    Dziękuję bardzo za odpowiedź;* To wszystko jest da mnie takie trudne i skomplikowane…Nie wiem jaki był powód poronienia i nie wiem czy można zrobi jeszcze jakieś badania, żeby znaleźc przczynę poronienia…;( Tak bardzo mi ciężko po stracie mojego maleństwa, tak bardzo się boję, że następnym razem też tak będzie…;(

    #1888276

    paszulka

    Zamieszczone przez angelikam90
    Dziękuję bardzo za odpowiedź;* To wszystko jest da mnie takie trudne i skomplikowane…Nie wiem jaki był powód poronienia i nie wiem czy można zrobi jeszcze jakieś badania, żeby znaleźc przczynę poronienia…;( Tak bardzo mi ciężko po stracie mojego maleństwa, tak bardzo się boję, że następnym razem też tak będzie…;(

    Nie znam szczegółów Twojego poronienia. Twoje lęki są jak najbardziej zrozumiałe. Czasem jednak jest tak, że ciało kobiety odrzuca fasolkę, która była wadliwa. Jeśli przejdziesz przez wszystki niezbędne badania to wydaje mi się, że jak wyjdzie wszystko ok to po prostu może natura tak zadziałała. Wiem, że trudno to zaakceptować. W sumie nie powinnam się wypowiadać, bo nie przyżyłam takiej tragedii. Mocno Cię przytulam i mam nadzieję, że już więcej Cię to nie spotka a już niedługo będziesz tuliła w rękach swojego dzidzusia!

    #1888277

    gablysia

    Angeliko, badania histopatologiczne niezwykle rzadko odpowiadają na pytanie o przyczynę poronienia 🙁 Zdarza się to tylko w nielicznych przypadkach. W pozostałych przypadkach należy wykonać inne badania.
    Wszystkie badania wymieniła Lidus w swojej liście, jest tam pełna gama badań po poronieniu.
    Tulę cie mocno, bądź dobrej myśli.
    [*] światełko dla twojego aniołka.

    #1888278

    angelikam90

    Dziękuję…

    Dziękuję Wam za odpowiedzi;* i za wsparcie;* Gablysiu mam prośbę mogłabyś skopiowac mi tą listę tych badań i mi wysłac?? Bardzo Cię o to proszę;* Jeżeli interesuje Was to co się wydarzyło w moim przypadku to później mogę o tym napisac…



    #1888279

    paszulka

    Zamieszczone przez angelikam90
    Dziękuję Wam za odpowiedzi;* i za wsparcie;* Gablysiu mam prośbę mogłabyś skopiowac mi tą listę tych badań i mi wysłac?? Bardzo Cię o to proszę;* Jeżeli interesuje Was to co się wydarzyło w moim przypadku to później mogę o tym napisac…

    Im więcej napiszesz tym więcej wniosów doświadczone dziewczyny w tej kwestii będą mogły napisać. Zawsze mogą podsunąć jakiś pomysł gdzie szukać. Każdy lekarz inny i ma inne doświadczenia…. ale zawsze można mu coś podszepnąć.
    Ode mnie również [*] światełko dla Twojego Aniołka!

    #1888280

    gablysia

    Lista badań od Lidus jest mało czytelna więc ci wklejam z boćka to samo.

    Oczywiście, ze masz napisać swoją historię. Po to jesteśmy, aby jej wysłuchać….

    Pozdrawiam ciepło 🙂

    #1888281

    angelikam90

    straciłam moje maleństwo;(

    A więc zaczęło się tak…W kwietniu nie dostałam okresu…ale nie przejmowałam się tym, dlatego, że myślałam, że to przez stres i moje ciężkie załamanie psychiczne…;( Przyszedł maj – po raz kolejny nie dostałam miesięczki…Pierwsza myśl – jestem w ciąży…Poczekałam jeszcze kilka dni, ale modliłam się o to żebym go nie dostała heh, bo bardzo chciałam byc w ciąży…W nocy 5 maja stwierdziliśmy z chłopakiem, że na następny dzień zrobimy test ciążowy…Nie mogłam się doczekac…W końcu przyszedł 6 maja…kupiłam test…i chciałam jak najszybciej dojśc do domu żeby wreszcie go zrobic… || Chłopak został w moim pokoju, a ja poszłam do łazienki…Zrobiłam test i czekałam na wynik…Pojawiła się pierwsza kreseczka, a ja z niecierpliwością czekałam na drugą…myślałam, że się nie pojawi, aż tu nagle patrzę a tu wymarzone dwie kreseczki…wzięłam test w rękę…cała się trzęsłam…to chyba z wrażenia…;) Zaczęłam skakac ze szczęścia jak głupia, patrzyłam w lustro i płakałam…Krzyczałam „Będę mamusią…Boże dziękuję Ci…” Byłam taka szczęśliwa… Poszłam do pokoju, przytuliłam chłopaka i powiedziałam „Kochanie będę mamusią…Będziemy mieli maleństwo”…Znowu się rozpłakałam…Nie mogłam w to uwierzyc, że się udało…Moje marzenie się spełniło…Cieszyliśmy się tak bardzo…To była dla nas najwspanialsza wiadomoś…będziemy mieli maleńką Nadusię – bo tak właśnie miała miec na imię nasza maleńka córeczka…;(;(;( Chciałam iśc do ginekologa jak najszybciej, poszliśmy tego samego dnia, ale niestety najpierw musiałam się zapisac na wizytę…Był wtorek…a zapisali mnie dopiero na środę – na następny tydzień…14 maja…Było mi trochę smutno, że muszę aż tyle czekac…ale cóż mogłąm zrobic…;( Czekałam i czekaam aż tu w końcu przyszedł upragniony 14 maja…Byłam umówiona do jakiejś nowej ginekolog – Stanisławy Garnys…Cieszyłam się, że będzie to kobieta, ale chyba niepotrzebnie;( Stwierdziła, że jest to ciąża, ale wczesna ok. 6 tydzień…Wedle moich obliczeń był to już 9…Zrobiła mi badanie ginekologiczne…Powiedziała, że mam małą nadżerkę i przepisała mi STEROVAG (6 dni) i kwas foliowy, ale brałam go już wcześniej, bo chciałam żeby maleństwo było zdrowe…Powiedziała, że dzisiaj nie zrobi mi USG, że zrobi je dopiero na następnej wizycie za 2 tygodnie;(;(;(;( 26 maja kazała mi isc na badania, a do niej 28 maja…Matko…jak ja się wkurzyłam, że muszę czekac aż 2 tygodnie żeby zobaczyc moją dzidzię…;( ale byłam dzielna i wytrzymałam… Nadszedł 28 maja…jak zwykle Radek poszedł ze mną;* W gabinecie była pani ginekolog i jej asystentka…Nadżerka nie ustąpiła…;( Obie kłóciły się o to, który to tydzień ciąży…Jedna mówiła, że 8, a druga, że 12…i co tu myślec;(;( Powiedziła, żebym poczekała chwilkę na korytarzy, że zaraz zrobi mi USG…czekałam…aż w końcu poprosiła mnie jeszcze raz do gabinetu…Asystentka założyła kartę ciąży, której mi nie dała;( Przypuszczalny termin porodu to 16 grudnia 2008 r. Spowrotem kazały mi wyjśc i czekac…Czekałam chyba z 20 min. Znowu mnie zawołały…Pani doktor dała mi receptę…LUTEINA – powiedziała, że to na podtrzymanie ciąży i jakieś witaminy dla kobiet w ciąży – PRENATAL…nie wiedziałam, co i dlaczego, bo nic nie mówiła…Powiedziała, że dzisiaj nie zrobi mi USG, bo nie ma czasu;(;(;(;(;(;( Poprostu się załamałam;( i chłopak też…ile można czekac;( kazała mi przyjśc za kolejny tydzień…powiedziała, że wtedy mi zrobi…czyli 4 czerwca…;( Czekałam jak głupia…chciałam wreszcie zobaczyc mojego mauszka;( Brałam tą LUTEINĘ…jak zaczęłam ją brac to miałam jakieś małe plamienia…przestraszyłam się, ale wyczytałam, że podczas brania tego leku mogą one występowac…Był 31 maja…Byłam u chłopaka…posziśmy na jakąś zabawę…ae cały czas siedziałam na ławce…bolał mnie brzuszek i krwawiłam…Nie było to takie obfite krwawienie…a na necie pisało, że może byc…i tak się bałam, ale to była sobota, nie mogłam iśc do lekarza…czekałam do wizyty, która miała byc w środę…Pojechałam do domu, poszłam spac…Rano obudziłąm sięze strasznym bólem brzucha…to były skurcze…Tak strasznie bolało, że aż płakałam…;( Zadzwoniłam do chłopaka…nie wiedzieliśmy, co robic…obiecał, że przyjedzie…Poszam do łazienki…ledwo co szłam…krew się ze mnie lała jak z wiadra;( pełno skrzepów i jakiś grudek;( wiedziałam, że to już koniec…że poroniłam…Tak strasznie wyłam;( wróciłąm do pokoju, napisałam do chłopaka, że dzidziusia już nie ma…a on mówił, że wszystko będzie dobrze…i że napewno nie poroniłam;( ae ja wiedziałam…Bóle były coraz silniejsze…Powiedziałam mamie, że jestem w ciąży…nie mogłam już wytrzymac, kładłam się gdzie popadło, zwijałam się z bólu;( było mi tak gorąco, chociaż na dworze było chłodno…siedziałam na ławce na dworze, a mama przyniosła mi okład na głowę…Krew się tak ała, że bałam się, że pobrudzę spodnie;( Mamazadzwoniła po tatę żeby mnie zawiózł do szpitala…Czekałam…poprostu nie wiedziałam co mam ze soba robic;(bylo mi tak zle i pod wzgledem psychicznym i fizycznym…myslalam ze zaraz zemdleje;( powiedzialam mamie ze ja juz nie wytrzymam i zeby zadzwonila po karetke, ale ona zadzwonila jeszcze raz tdo taty, on powiedzial ze jest juz w drodze, przyjechal, zabrali mnie do szpitala;( trafilam na oddzial ginekologiczno-polozniczy;( lekarz badajac mnie powiedzial ze kiepsko to wyglada, ale jest jakas szansa, podkreslil „jakas”;( mialam jeszcze odrobinke nadzieji…wierzylam jeszcze w to, ze moze jednak da sie jeszcze cos robic;( kazal zabrac mnie na USG…tak strasznie plakalam, bylo mi tak ciezko…a nie bylo przy mnie wtedy nikogo;( pielegniarka zawiozla mnie na wozku na USG…czekalismy przed drzwiami za ginekologiem…bardzo dlugo…bylam taka zalamana i zaplakana…lzy splywaly mi jdna za druga…pielegniarka patrzyla na mnie ze smutkiem w oczch, ale nie tego wtedy potrzebowalam;(;(;(;( w koncu przyszedl lekarz…weszlismy do srodka…kazal mi sie polozyc i zrobil USG…powiedzial ze nie ma tu ciazy…przynajmniej zywej;((((( ze jest tylko cos blyszczacego w szyjce macicy – to byl moj dzidzius…tylko ze sie juz wysunacl z macicy;(;( To byly najgorsze slowa w moim zyciu;(;(;( Powiedzial ze nie wie czy to byla ciaza czy nie, ale ze pewnie tak…Powiedzial ze dla potwierdzenia zrobi mi probe ciazowa…powiedzial ze jezeli wyjdzie test pozytywny to czeka mnie zabieg lyzeczkowania;(poszlam do sali, polozylam sie do lozka…caly czas plakalam…i sluchalam muzyki…szczerze mowiac teraz moim marzeniem bylo to zeby wyszlo ze to jednak nie byla ciaza, chociaz wiedzialam ze to nierealne;(;(;(;( po pewnym czasie przyszla po mnie pielegniarka i poprosila mnie na zabieg;( wylam jak glupia…;( poszlam…lekarz kazal mi sie polozyc na fotelu ginekologicznym, przypieli mi nogi zebym sie nie ruszala…lekarz powiedzial ze moge krzyczec, piszczec, plakac tylko ze pod zadnym pozorem mam sie nie ruszac…bo moze to doprowadzic do przerwania macicy i nie moglabym pozniej juz nigdy zajsc w ciaze;(;(;( wsadzil cos do srodka i usuwal moje malenstwo;((;(;( jezu jak to bolalo;( nigdy jeszcze nie czulam tak okropnego bolu i nigdy nikomu tego nie zycze…krzyczalam, wrecz sie darlam…lekarz kazal mi policzyc do 10 i ze to juz bedzie koniec…liczylam tak szybko…i coraz bardziej plakalam…ale i tak najbardziej bolalo mnie serduszko i mysl, ze zaraz mojego dzidziusia juz nie bedzie;((((( to taki cholerny bol, a zwlaszcza datego ze ja nawet nigdy nie zdazylam go zbaczyc na USG, przez ta glupia babe;( nie uslyszalam nigdy jak bije serduszko mojej malenkiej Nadusi;((((((((((((( nigdy jej tego nie wybacze;( ae co z tego jak jej juz tu nie ma;((((((( po wszystkim ekrz zada mi pytanie, czy zalezalo mi na tym dziecku pomimo mojego mlodego wieku,odpowiedzialam z zalem w sercu, ze tak i to bardzo;((((((((( wrocilam spowrotem do sali;(;(;(;(;(;(;( teraz wylam jeszcze bardziej, ie moglam przestac, tak strasznie mnie to bolalo ze juz nigdy nie przytule mojego kochanego Anioleczka, nie powiem jak bardzo go kocham;(;( nie bede mamusia;( w sali bylo mnostwo kobiet w ciazy…tak strasznie bylo mi przykro jak widzialm ich brzuszki, jak rozmawialy o swich malenstwach;( Stracilam moja kochana Nadusie w 13 tygodniu ciąży;( na dodatek 1 czerwca – w Dzien Dziecka – najgorszy dzien w moim zyciu;( Nigdy go nie zapomne;( stracilam cale moje zycie, to co kochalam i o czym marzylam;( Na nasrtepny dzien jak byl obchod…lekarz zapyta czy chce juz wyjsc do domu, powiedzialm ze tak…pozniej stwierdzialm ze chce z nim porozmawiac…czekaam na korytarzu…na krzesle obok mnie siedziala jakas dziewczyna w ciazy…nie wiedzial o tym ze ja poronilam…powiedzila „ale mnie bola cycki, no wychodz juz…Powinien juz wyjsc tydzien temu a nie chce” ja sie usmiechnelam i sobie pomyslalam ze powinna sie cieszyc ze wogole wyjdzie, odwrocilam sie i zaczelam plakac;( w koncu lekarz znaazl dla mnie chwilke czasu…zapytalam go o to czy bede mogla jeszcze miec dzidziusia i po jakim czasie…porozmawialam z nim i bylo mi troszke lepiej…ale co z tego;( mojego Aniolka juz tu nie ma i nigdy nie bedzie;((((((( po wyjsciu ze szpitala byo mi bardzo ciezko, zreszta jest nadal, jak widze jakies dzieci to wyobrazam sobie moja Nadusie;( jak widze jakas pare z dzidziusiem to wyobrazam sobie ze to ja, Radek i nasz dzidzius, zaraz placze…nie moge patrzec na rzeczy zwiazane z dziecmi bo zaraz placze;( ciagle czytam o poronieniach, dlaczego i wogole, o badaniach i sama probuje szukac przyczyny;(;(;(;(;( nawet nie wiem jakie badania moge zrobic zeby sie dowiedziec;( a tak bardzo bym chciala, zeby uniknac tego samego podczas kolejnej ciazy…Tak strasznie ie boje ze znowu tak bedzie, ze poraz kolejny strace moje malenstwo;(((((((((((( wierze w to, ze moja malenka, kochana Nadusia jest gdzies tam w niebie i czuwa nad nami i bardzo nas kocha, bo my ja kochamy;* teraz to ona o nas dbra i nam pmaga….;( |||||||| dlacego tak jest ze Ci ktorzy nie chca miec dziecka je maja, a Ci ktorzy tak bardzo tego chca, czekaja to je traca;(((((((((

    #1888282

    angelikam90

    moja historia

    napisalam juz to co sie wydarzylo w moim przypadku…troche tego duzo ale i tak zbyt malo…bo czuje tak duzo ze moglabym pisac i pisac;(;( dziekuje za te badania;*



    #1888283

    gablysia

    Popłakałam się czytając to wszystko 🙁 strasznie ci współczuję i tule Cię mocno.
    Dobrze ze nie jesteś z tym sama, że masz ramię na którym możesz się wypłakać.
    Napewno minie troche czasu, zanim staniesz na nogi, ale ja wierzę w to, ze napiszesz tu kiedyś, że jesteś znowu w ciąży, i dzidziuś dobrze się rozwija, a potem,z e jesteś szczęśliwą mamą.
    Przeżyłaś wielką tragedię, prawdopodobnie nikt z bliskich tego nie zrozumie. Musisz znaleźć dobrego lekarza, który będzie cię prowadził, który wyjaśni twoje niepewności, który cię zrozumie i nie zbędzie, gdy będziesz go potrzebować.
    Wyplacz swój żal….. a potem otrzyj łzy i walcz o swojego dzidziusia, którego pragniesz, a zobaczysz uda ci się.

    Ściskam Cię mocno. Trzymaj sie.

    #1888284

    angelikam90

    Dziękuję Ci za to, co napisałaś…Naprawdę cieszę się z tego, że trafiłam właśnie na to forum i na tak wspaniałych ludzi;* Jest mi tak ciężko, a zwłaszcza teraz, bo mój chłopak już chyba o wszystkim zapomniał;((((((( Tak bardzo chciałabym poprostu móc się do niego przytulic i płakac…żeby nie mówił żebym przestała ryczec…chciałabym żeby zrozumiał to jak jest mi ciężko…a on zamiast wsparcia daje mi kolejne smutki, jest taki obojętny…mówi mi żebym nie robiła scen, ale ja nie potrafię sobie poradzic z moim żalem i smutkiem;( Straciłam mojego Maluszka;( rodziców;( Straciłam wszystko, co kochałam, poprzez małe zwierzątka, po rodziców i w końcu Nadusię, ona jedyna dawała mi powód do radości, dzięki niej potrafiam się uśmiechac…a teraz mogę jedynie płakac…Na dodatek dzisiaj przed chwilką moja własna babcia powiedziała mi, a raczej wykrzyczała, że bardzo dobrze, że straciłam dziecko, że już nigdy nie będę go miała i że dobrze, że się tak stało;( że jestem głupia itp.;( Dlaczego ludzie sprawiają tye przykrości, dlaczego nie potrafią zrozumiec bólu jaki przeżywa ktoś kto stracił to co kochał najbardziej na świecie;( Dlaczego mój chłopak pomimo tego, że tak bardzo mnie kocha nie potrafi mnie zrozumiec i wspierac w tak trudnych chwilach;( Na dodatek ja to chyba w jakąś depresję wpadnę…bo dosyc, że to wszystko się dzieje, to Radek wyjechał do Warszawy na miesiąc, a ja jestem sama;( jak dzwonię, to się ze mną kłóci, mówi, że nie ma czasu itp.;(;(;(;(

    Dziękuję Ci za Twoje słowa;* Pomimo tego, że jest m bardzo ciężko, to potrafię przynajmniej na chwilę poczuc się lepiej dzięki Tobie i temu FORUM;* Również mam nadzieję, że kiedyś tu napiszę, że jestem w ciąży, że dzidziuś dobrze się rozwija, a potem, że jestem szczęśliwą mamą…Mam nadzieję, że wszystko się uda…że będę miała dobrego ginekologa, który będzie miał dla mnie czas i że spełni się moje największe marzenie…że Bóg da mi maleństwo, którego tak bardzo nie mogę się doczekac…;( Wierzę w to, bo muszę wierzyc…Muszę byc silna i walczyc o to czego pragnę…tym razem musi byc dobrze…zrobię wszystko dla mojego Skarba;(



    #1888285

    szkocik

    Zamieszczone przez angelikam90
    Dziękuję Ci za to, co napisałaś…Naprawdę cieszę się z tego, że trafiłam właśnie na to forum i na tak wspaniałych ludzi;* Jest mi tak ciężko, a zwłaszcza teraz, bo mój chłopak już chyba o wszystkim zapomniał;((((((( Tak bardzo chciałabym poprostu móc się do niego przytulic i płakac…żeby nie mówił żebym przestała ryczec…chciałabym żeby zrozumiał to jak jest mi ciężko…a on zamiast wsparcia daje mi kolejne smutki, jest taki obojętny…mówi mi żebym nie robiła scen, ale ja nie potrafię sobie poradzic z moim żalem i smutkiem;( Straciłam mojego Maluszka;( rodziców;( Straciłam wszystko, co kochałam, poprzez małe zwierzątka, po rodziców i w końcu Nadusię, ona jedyna dawała mi powód do radości, dzięki niej potrafiam się uśmiechac…a teraz mogę jedynie płakac…Na dodatek dzisiaj przed chwilką moja własna babcia powiedziała mi, a raczej wykrzyczała, że bardzo dobrze, że straciłam dziecko, że już nigdy nie będę go miała i że dobrze, że się tak stało;( że jestem głupia itp.;( Dlaczego ludzie sprawiają tye przykrości, dlaczego nie potrafią zrozumiec bólu jaki przeżywa ktoś kto stracił to co kochał najbardziej na świecie;( Dlaczego mój chłopak pomimo tego, że tak bardzo mnie kocha nie potrafi mnie zrozumiec i wspierac w tak trudnych chwilach;( Na dodatek ja to chyba w jakąś depresję wpadnę…bo dosyc, że to wszystko się dzieje, to Radek wyjechał do Warszawy na miesiąc, a ja jestem sama;( jak dzwonię, to się ze mną kłóci, mówi, że nie ma czasu itp.;(;(;(;(

    Dziękuję Ci za Twoje słowa;* Pomimo tego, że jest m bardzo ciężko, to potrafię przynajmniej na chwilę poczuc się lepiej dzięki Tobie i temu FORUM;* Również mam nadzieję, że kiedyś tu napiszę, że jestem w ciąży, że dzidziuś dobrze się rozwija, a potem, że jestem szczęśliwą mamą…Mam nadzieję, że wszystko się uda…że będę miała dobrego ginekologa, który będzie miał dla mnie czas i że spełni się moje największe marzenie…że Bóg da mi maleństwo, którego tak bardzo nie mogę się doczekac…;( Wierzę w to, bo muszę wierzyc…Muszę byc silna i walczyc o to czego pragnę…tym razem musi byc dobrze…zrobię wszystko dla mojego Skarba;(

    Jestem pełna podziwu dla Ciebie. Wierzę, że Twoje marzenie się spełni i że będziesz szczęśliwa. Tego Ci z całego serca życzę. Więcej nie potrafię napisać. Łzy. Wspomnienia.
    P.S. O tym ,że straciłam Naszego Aniołka, dowiedziałam się, tak jak Ty, 1 czerwca 🙁

    #1888286

    angelikam90

    ;(

    Dziękuję z całego serca za te wszystkie piękne i dobre słowa;* Naprawdę dzięki nim czuję się odrobinkę lepiej…Bardzo mi przykro, że również straciłaś swoje Maleństwo;(((((((( Wiem jaki to ból;( Stracic swoją kochaną dziecinkę, na którą czekało się z niecierpliwością;((((((

    Pozdrawiam bardzo serdecznie;*

    [*] dla wszystkich Aniołków [*]
    KOCHAMY WAS;*

    #1888287

    paszulka

    To bardzo smutna historia!!! Strasznie mi przykro!!
    Musisz do tego podejść pokornie. Trzeba trochę zaufać naturze. Tak naprwdę pierwszy trymestr ciąży to często loteria. Nie jest powiedziane, że spotka Cię to znowu. Natura czasem decyduje za nas. Nie dlatego, że jest okrutna, ale dlatego, że nas chroni. Być może fasolka była słaba i gdyby się jej żywot na siłę przetrzymywało to mogłabyś ją stracić znacznie później albo nie daj Boże już po porodzie albo dziecko byłoby bardzo chore i wiem, że i takie byś bardzo kochała, ale dla niego życie byłoby ciężkie i bolesne.
    Zrozumieją Cie najpełniej dziewczyny, które to też przeżyły tak jak mnie rozumieją tylko te, które starają się długo. Te inne, którym ciąża przychodzi ot tak po prostu uważają, że histeryzuję, że przesadzam, bo to żadna filozofia zajść w ciążę. Jednak tak często nie jest.
    Jesteś młoda i wszystko przed Tobą. Będziesz miała jeszcze gromadkę dzieci. Szkoda, że masz za sobą tak ciężkie doświadczenie, ale musisz się teraz pozbierać, nagromadzić w sobie siły dla Twoich dzieci, które mieć będziesz!! Zobaczysz!!
    Twoja Nadia czeka tam na Ciebie u góry. Jej duszyczka już się nie może doczekać spotkania z Tobą. Pomyśl o tym tak, że umarło tylko ciało a duszyczka czeka na nowe (poczytaj wierszyk na niepłodności dla weteranek… wzruszający acz chyba prawdziwy).
    Nie wiem czy to co piszę Cię jakoś pociesza i ukoi Twój ból, ale tak jak pisałam … musisz być silna dla Twoich dzieci.
    Trzymam mocno kciuki!!!!!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 18)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close