Wyrok – Wielotorbielatowość nerek :(

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 664)
  • Autor
    Wpisy
  • #101324

    francesca

    Tak się zastanawiałam czy napisać w tym dziale… Wciąż nie mogę i nie chcę się pogodzić z tym co mnie spotkało. Mam wrażenie, że tylko mnie to spotkało, że tylko ja jestem takim odosobnionym przypadkiem… Czuję, że ja jako matka jestem z tym wszystkim sama… Jestem załamana i nie wiem jak dalej żyć…..

    Jak tylko zaszłam w ciążę to ogromnie się ucieszyłam. Od razu zaczęłam brać kwas foliowy i feminatal. W 5 tygodniu miałam silne skurcze i zaczęłam krwawić. Od razu pobiegłam do mojego ginekologa. Zrobił mi usg i powiedział, że poroniłam i skierował mnie na zabieg. Na skierowaniu napisał: „Poronienie samoistne. Ciąża obumarła.” Pojechałam załamana na ten zabieg. Tam mi zrobili usg i powiedzieli, że pęcherzyk jest, że to krwawienie z powodu krwiaków w macicy. Kazali mi się za tydzień zgłosić, aby zobaczyć czy będzie biło serduszko. Od razu zmieniłam ginekologa. Nowy ginekolog dał mi Duphaston na potrzymanie ciąży, a także Nospę forte, Scopolan i Magnez B6 na skurcze macicy. Przyszłam po tygodniu ze strachem. Serduszko biło! Tak się ucieszyłam! I wtedy postanowiłam nazwać swoje Maleństwo Wiktor lub Wiktoria, bo jest zwycięzcą. 5 miesięcy brałam Duphaston i pozostałe leki, które biorę nadal. Co i raz miałam problemy z pęcherzem – w moczu miałam białko, cukier, krew. Potem zdiagnozowano u mnie cukrzycę ciążową. Zaczęłam przestrzegać diety i kłuć się nakłuwaczem i sprawdzać cukier poprzez glukometr. Mimo to byłam pewna, że wszystko będzie dobrze, że moje Maleństwo żyje i żyć będzie!

    Na usg w 12 tygodniu wszystko było ok. Na usg w 20 tygodniu również ginekolog nie zauważył niczego niepokojącego. Powiedział, że to dziewczynka. Ucieszyłam się i zaczęłam do niej mówić – Wiktoria. „Ciąża wzorowa” – powiedział.

    W 28 tygodniu ciąży zrobił mi kolejne usg. Zobaczył u mojej córeczki, że ma nerki wielotorbielowate – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać do specjalistycznego szpitala do Warszawy, bo w Białymstoku nikt mi nie może pomóc. Jechałam do Warszawy pełna nadziei, wierzyłam, że istnieje szansa, aby uratować córeczkę. Szybko zabrano mi nadzieję. Zrobiono mi usg genetyczne i orzeczono, że obie nerki są kompletnie zniszczone przez liczne torbiele, że płuca nie są rozwinięte, gdyż nie ma wód płodowych – bezwodzie – bo córeczka nie sika (bo nerki nie pracują). Powiedzieli, że nie ma sensu dolewanie mi wód, bo dziecko i tak umrze od razu po urodzeniu, bo nerki nie będą pracować. Pytałam o przeszczep. Powiedzieli, że noworodkom nie robi się przeszczepów. Powiedzieli, że muszę doczekać do terminu porodu i urodzić. Więc mam dwa miesiące na nacieszenie się swoim Maleństwem… Wiem, że jak dziecko ma jedną nerkę wielotorbielowatą to przeżyje, bo drugą nerkę ma zdrową. Moja córeczka ma niestety obie nerki wielotorbielowate. Lekarze rozłożyli ręce i powiedzieli, że nic nie można zrobić, że to wada genetyczna, która dotyka 1 dziecka na 20 000. Myślałam, że mi w Warszawie zrobią amnioinfuzję z określeniem kariotypu płodu, ale po usg powiedzieli, że nie ma po co tego robić, bo widać gołym okiem co to za wada i że dziecko nie przeżyje.

    Tak napisali we wnioskach z usg:

    Bezwodzie.
    Nie uwidoczniono pęcherza moczowego płodu.
    Nerki wielotorbielowate – nerka lewa 65×20 mm, nerka prawa 65×33 mm
    Pogrubiałe ściany obu komór serca.
    Rokowanie złe.
    Brak wskazań do diagnostyki genetycznej.
    Brak możliwości terapii wewnątrzmacicznej.

    Powiedzieli, że póki dziecko jest we mnie to moja pępowina oczyszcza krew dziecka, a w momencie kiedy pępowina zostanie przecięta to dziecko umrze. Nie chciałam wierzyć. Zaczęłam szukać jakiegoś specjalisty, jakiegoś ratunku.

    Z jednym specjalistą skontaktowałam się mejlowo. Napisał mi: „Niestety rokowanie jest niepomyślne,nie tylko z powodu wady i niewydolności nerek, ale także częstego niedorozwoju płuc i stałej zależności od respiratora.
    Norowodkom nie można przeszczepić nerki, ze względu na brak odpowiedniego dawcy oraz niewyobrażalne trudności techniczne. Nerki skutecznie przeszczepia się u dzieci starszych, od wagi ok. 7-8 kg. Dializowanie (przewlekłe) noworodków do czasu osiągnięcia masy ciała ok. 7-8 kg (tj. ok. przez rok) jest także bardzo trudne i źle tolerowane przez chorych, z powodu licznych powikłań.”

    Ale wierzyłam, że specjalista z Łodzi będzie miał dla mnie lepsze wieści. Byłam odsyłana od jednego numeru telefonu do drugiego. W sumie 12 numerów mi podano i ten ostatni był do profesora. Profesor powiedział, że niestety, ale nic nie da się zrobić, że to bardzo rzadki, nieuleczalny i zawsze śmiertelny przypadek i nie ma sensu, żebym przyjeżdżała do Łodzi, bo nie są w stanie mi pomóc. I że jak tą wadę wykrywa się w 20 tygodniu to od razu robi się wywołanie porodu, a teraz to już muszę czekać do porodu.

    Jak to usłyszałam to od razu się rozpłakałam……… Znikąd nadziei, znikąd ratunku……..

    Moja córeczka żyje, rusza się, kopie, ma czkawkę. Jak ja mam żyć ze świadomością, że żyje tylko dzięki mnie, że w momencie porodu umrze? To dla mnie jest niewyobrażalne i niepojęte.

    Na naszej klasie znajomi wstawiają zdjęcia nowo narodzonych dzieci. Jak je widzę to płaczę…… Idę ulicą i spotykam koleżankę: „O jaki już duży brzuszek. Niedługo już rodzisz prawda? Ale Ci fajnie!” Od znajomych, którzy już wiedzą dostaję smsy z pytaniem: „Jak się czujesz?”, „Tylko się nie załamuj”, „Widocznie taka wola Boga”, „Ludzie czasem tracą dzieci i nic na to nie poradzisz. Musisz się pogodzić”. Normalnie nie daję rady………

    Nie wiem już co robić. Jest mi tak ciężko……. A przede mną organizacja pogrzebu. Nie mam pojęcia co, jak i gdzie się załatwia i ile to wszystko kosztuje.

    Wydawałoby się – to tylko nerki – ale bez nerek nie można żyć…

    To po prostu koszmar……. Tak bardzo kocham swoją córeczkę, ale nie mogę jej pomóc. Dałam jej życie, na które nie ma szans……. Nie wiem jak dalej mam żyć……. ;(((

    #2927546

    ty-gry-sek

    Nie potrafię nawet jednego mądrego słowa napisać,Bardzo mi przykro
    :Przytulam::Przytulam::Przytulam:



    #2927547

    kata

    Aniu przeczytaj do końca wątek Olusi, masz jeszcze czas do terminu żeby się z tą straszną myślą jakoś oswoić, przemyśleć i zaplanować różne sprawy

    na Olusi wątku znajdziesz sporo wskazówek 🙁

    przytulam cieplutko…

    #2927548

    marina27

    jesteśmy z Tobą:Przytulam::Przytulam::Przytulam:

    #2927549

    yoko

    słowa „jest mi przykro” nie oddają tego co naprawdę czuje:(
    bardzo chciałabym żeby takie rzeczy nie miały miejsca…
    niewyobrażalne to dla mnie, a Ty się z tym mierzysz…
    nie jestem w stanie sobie wyobrazić Twojego bólu, cierpienia, tego co przed Tobą.
    nie jestem w stanie napisać nic, co by Cię podniosło na duchu…
    chyba nie ma takich słów:(
    pozostaje jedynie wiara, że takie tragedie mają jakiś sens, choc to co piszę brzmi absurdalnie:(
    przytulam Cię z całych sił:(

    #2927550

    dididi

    Francesco,

    Prosze Cie z calego serca – nie poddawaj sie i nie trac wiary ze Wiktoria bedzie ofiara tej strasznej choroby! Ja wierze ze lekarze nie sa w stanie przewidziec kazdego indywidualnego przypadku i jego finalu – niezaleznie od ilosci doswiadczenia. Nie trac wiec nadziei tak do konca. Mala poki co zyje. Ja bym walczyla do konca (cokolwiek mozesz zrobic), zaufala Bogu (albo jesli jestes niewierzaca – naturze). Tak zupelnie przypadkowo z ciekawosci natknelam sie na necie na pierwszy z brzegu artykul – niestety jest w jezyku angielskim. Jezeli to jest ta choroba (w jezyku angielskim opisywana jako: „polycystic kidney disease ” – mozesz to zweryfikowac z lekarzem?) to szanse przezycia sa (tak przynajmniej z tego artykulu wynika). Nie chce Tobie dawac falszywej nadziei, bo sama nie jestem do konca pewna czy to nawet ta choroba plus trudno porownywac rozne przypadki kliniczne z Twoim – zaden nie jest identyczny – ale szanse na przezycie sa, albo chociaz na to by miec nadzieje.

    Jak chcesz to wkleje Tobie fragment abstraktu a tego artykulu, moge Ci przetlumaczyc jak chcesz jak rowniez poszukac wiecej w necie. Ale musze miec pewnosc jak ta choroba nazywa sie po angielsku. Narazie trzymaj sie, glaskaj przez brzusio swoja Wiktorie i nie trac nadzieji.

    „Abstract The use of prenatal ultrasonography has resulted in increased numbers of fetuses being diagnosed with autosomal dominant polycystic kidney disease (ADPKD), but the long-term prognosis is still not well-known. Between 1981 and 2006 we followed 26 consecutive children with enlarged hyperechoic kidneys detected between the 12th week of pregnancy and the first day of life (Day 1) as well as one affected parent. Three other fetuses were excluded following the termination of the pregnancy. The mother was the transmitting parent in 16 of the 26 children (ns, p?=?0.1). Clinical features that presented during follow-up were oligoamnios (5/26), neonatal pneumothorax (3/26), pyelonephritis (5/26), gross hematuria (2/26), hypertension (5/26), proteinuria (2/26) and chronic renal insufficiency (CRI) (2/26). At the last follow-up (mean duration of follow-up: 76 months; range: 0.5?262 months), 19 children (mean age: 5.5 years) were asymptomatic, five (mean age: 8.5 years) had hypertension, two (mean age: 9.7 years) had proteinuria and two (mean age: 19 years) had CRI. Children presenting enlarged kidneys postnatally tended to have more clinical manifestations than their counterparts who did not. Of 25 siblings of the patients, seven had renal cysts; these were detected during childhood in five siblings and in utero in two siblings. In conclusion, prognosis is favourable in most children with prenatal ADPKD, at least during childhood. The sex of the transmitting parent is not a risk factor of prenatal ADPKD. A high proportion of siblings develop early renal cysts. Abnormalities visualized by ultrasonography appear to be associated to more clinical manifestations.” Zrodlo:

    PS. Moja corka w 20-tym tygodniu ciazy tez miala zdiagnozowane cysty na nerkach i na mozgu. Niewiele, jakies pojedyncze ale byly. Lekarz uspokajal mnie ze sa to cysty ustrojowe i one zanikaja. Tak samo doroslym tworza sie cysty na jajnikach chociazby lub w przestrzeni jamy brzusznej. Czesto sa to zmiany cykliczne, zanikajace. I przyznam Ci sie szczerze ze bardzo sie denerwowalam z tego powodu ale czesty monitoring poprzez USG wykazal ze cysty faktycznie znikly. Nie twierdze ze tak bedzie w Twoim przypadku, trzeba to przebadac, przeegzaminowac ale powtarzam nie trac nadzieji.

    Bede tu zagladac, jakbys potrzebowala mojej pomocy.

    Jakikolwiek ma byc final (ufam ze szczesliwy) – Francesco badz dzielna – dla siebie i Wiktorii.



    #2927551

    joana-3

    Bardzo Ci współczuję, ale proszę nie miej wyrzutów z powodu tego co się stało bo to nie Twoja wina. Pamiętaj zawsze możesz do nas pisać bo każda z nas przeżyła swoją tragedię i Cię zrozumie. Ściskam Was mocno.
    Aniołek [‚] 27.09.2009

    #2927552

    francesca

    Zamieszczone przez dididi
    Tak zupelnie przypadkowo z ciekawosci natknelam sie na necie na pierwszy z brzegu artykul – niestety jest w jezyku angielskim. Jezeli to jest ta choroba (w jezyku angielskim opisywana jako: „polycystic kidney disease”

    Sprawdziłam. Wielotorbielowatość nerek (zwyrodnienie torbielowate nerek, łac. degeneratio polycystica renum, ang. polycystic kidney disease, PKD) – uwarunkowane genetycznie występowanie torbieli kory i rdzenia nerki. Wyróżnia się dziedziczoną autosomalnie dominująco wielotorbielowatość nerek (autosomal dominant polycystic kidney disease, ADPKD) i postać autosomalną recesywną (autosomal recessive polycystic kidney disease, ARPKD). Sama chciałam poszukać czegoś w innych językach, ale bariera językowa. Myślałam, że na tą chorobę jest jakiś ratunek, że jak mózg jest w pełni sprawny to inne narządy można jakoś zastąpić, ale okazuje się, że w moim przypadku nic nie da się zrobić. Moje dziecko ma dokładnie postać autosomalną recesywną (autosomal recessive polycystic kidney disease, ARPKD). ARPKD jest bardzo rzadka, śmiertelna, występuje z częstością około 1:20.000 urodzeń.

    Z tego co widzę to ten artykuł mówi o ADPKD czyli o tej łagodniejszej postaci. O ARPKD pewnie w ogóle się nie pisze…

    #2927553

    pasiasta

    :Przytulam::Przytulam::Przytulam:

    Życie doświadcza nas bardzo brutalnie, prawie każdy niesie swój krzyż, przytulam mocno i z serca współczuję ;-((((

    #2927554

    goooosia

    ogromnie wspolczuje
    :Przytulam:



    #2927555

    kamilaz23

    Zamieszczone przez Francesca
    Tak się zastanawiałam czy napisać w tym dziale… Wciąż nie mogę i nie chcę się pogodzić z tym co mnie spotkało. Mam wrażenie, że tylko mnie to spotkało, że tylko ja jestem takim odosobnionym przypadkiem… Czuję, że ja jako matka jestem z tym wszystkim sama… Jestem załamana i nie wiem jak dalej żyć…..

    Jak tylko zaszłam w ciążę to ogromnie się ucieszyłam. Od razu zaczęłam brać kwas foliowy i feminatal. W 5 tygodniu miałam silne skurcze i zaczęłam krwawić. Od razu pobiegłam do mojego ginekologa. Zrobił mi usg i powiedział, że poroniłam i skierował mnie na zabieg. Na skierowaniu napisał: „Poronienie samoistne. Ciąża obumarła.” Pojechałam załamana na ten zabieg. Tam mi zrobili usg i powiedzieli, że pęcherzyk jest, że to krwawienie z powodu krwiaków w macicy. Kazali mi się za tydzień zgłosić, aby zobaczyć czy będzie biło serduszko. Od razu zmieniłam ginekologa. Nowy ginekolog dał mi Duphaston na potrzymanie ciąży, a także Nospę forte, Scopolan i Magnez B6 na skurcze macicy. Przyszłam po tygodniu ze strachem. Serduszko biło! Tak się ucieszyłam! I wtedy postanowiłam nazwać swoje Maleństwo Wiktor lub Wiktoria, bo jest zwycięzcą. 5 miesięcy brałam Duphaston i pozostałe leki, które biorę nadal. Co i raz miałam problemy z pęcherzem – w moczu miałam białko, cukier, krew. Potem zdiagnozowano u mnie cukrzycę ciążową. Zaczęłam przestrzegać diety i kłuć się nakłuwaczem i sprawdzać cukier poprzez glukometr. Mimo to byłam pewna, że wszystko będzie dobrze, że moje Maleństwo żyje i żyć będzie!

    Na usg w 12 tygodniu wszystko było ok. Na usg w 20 tygodniu również ginekolog nie zauważył niczego niepokojącego. Powiedział, że to dziewczynka. Ucieszyłam się i zaczęłam do niej mówić – Wiktoria. „Ciąża wzorowa” – powiedział.

    W 28 tygodniu ciąży zrobił mi kolejne usg. Zobaczył u mojej córeczki, że ma nerki wielotorbielowate – zespół Pottera II. Mój ginekolog skierował mnie do szpitala. W białostockim szpitalu po usg powiedziano mi, że muszę jechać do specjalistycznego szpitala do Warszawy, bo w Białymstoku nikt mi nie może pomóc. Jechałam do Warszawy pełna nadziei, wierzyłam, że istnieje szansa, aby uratować córeczkę. Szybko zabrano mi nadzieję. Zrobiono mi usg genetyczne i orzeczono, że obie nerki są kompletnie zniszczone przez liczne torbiele, że płuca nie są rozwinięte, gdyż nie ma wód płodowych – bezwodzie – bo córeczka nie sika (bo nerki nie pracują). Powiedzieli, że nie ma sensu dolewanie mi wód, bo dziecko i tak umrze od razu po urodzeniu, bo nerki nie będą pracować. Pytałam o przeszczep. Powiedzieli, że noworodkom nie robi się przeszczepów. Powiedzieli, że muszę doczekać do terminu porodu i urodzić. Więc mam dwa miesiące na nacieszenie się swoim Maleństwem… Wiem, że jak dziecko ma jedną nerkę wielotorbielowatą to przeżyje, bo drugą nerkę ma zdrową. Moja córeczka ma niestety obie nerki wielotorbielowate. Lekarze rozłożyli ręce i powiedzieli, że nic nie można zrobić, że to wada genetyczna, która dotyka 1 dziecka na 20 000. Myślałam, że mi w Warszawie zrobią amnioinfuzję z określeniem kariotypu płodu, ale po usg powiedzieli, że nie ma po co tego robić, bo widać gołym okiem co to za wada i że dziecko nie przeżyje.

    Tak napisali we wnioskach z usg:

    Bezwodzie.
    Nie uwidoczniono pęcherza moczowego płodu.
    Nerki wielotorbielowate – nerka lewa 65×20 mm, nerka prawa 65×33 mm
    Pogrubiałe ściany obu komór serca.
    Rokowanie złe.
    Brak wskazań do diagnostyki genetycznej.
    Brak możliwości terapii wewnątrzmacicznej.

    Powiedzieli, że póki dziecko jest we mnie to moja pępowina oczyszcza krew dziecka, a w momencie kiedy pępowina zostanie przecięta to dziecko umrze. Nie chciałam wierzyć. Zaczęłam szukać jakiegoś specjalisty, jakiegoś ratunku.

    Z jednym specjalistą skontaktowałam się mejlowo. Napisał mi: „Niestety rokowanie jest niepomyślne,nie tylko z powodu wady i niewydolności nerek, ale także częstego niedorozwoju płuc i stałej zależności od respiratora.
    Norowodkom nie można przeszczepić nerki, ze względu na brak odpowiedniego dawcy oraz niewyobrażalne trudności techniczne. Nerki skutecznie przeszczepia się u dzieci starszych, od wagi ok. 7-8 kg. Dializowanie (przewlekłe) noworodków do czasu osiągnięcia masy ciała ok. 7-8 kg (tj. ok. przez rok) jest także bardzo trudne i źle tolerowane przez chorych, z powodu licznych powikłań.”

    Ale wierzyłam, że specjalista z Łodzi będzie miał dla mnie lepsze wieści. Byłam odsyłana od jednego numeru telefonu do drugiego. W sumie 12 numerów mi podano i ten ostatni był do profesora. Profesor powiedział, że niestety, ale nic nie da się zrobić, że to bardzo rzadki, nieuleczalny i zawsze śmiertelny przypadek i nie ma sensu, żebym przyjeżdżała do Łodzi, bo nie są w stanie mi pomóc. I że jak tą wadę wykrywa się w 20 tygodniu to od razu robi się wywołanie porodu, a teraz to już muszę czekać do porodu.

    Jak to usłyszałam to od razu się rozpłakałam……… Znikąd nadziei, znikąd ratunku……..

    Moja córeczka żyje, rusza się, kopie, ma czkawkę. Jak ja mam żyć ze świadomością, że żyje tylko dzięki mnie, że w momencie porodu umrze? To dla mnie jest niewyobrażalne i niepojęte.

    Na naszej klasie znajomi wstawiają zdjęcia nowo narodzonych dzieci. Jak je widzę to płaczę…… Idę ulicą i spotykam koleżankę: „O jaki już duży brzuszek. Niedługo już rodzisz prawda? Ale Ci fajnie!” Od znajomych, którzy już wiedzą dostaję smsy z pytaniem: „Jak się czujesz?”, „Tylko się nie załamuj”, „Widocznie taka wola Boga”, „Ludzie czasem tracą dzieci i nic na to nie poradzisz. Musisz się pogodzić”. Normalnie nie daję rady………

    Nie wiem już co robić. Jest mi tak ciężko……. A przede mną organizacja pogrzebu. Nie mam pojęcia co, jak i gdzie się załatwia i ile to wszystko kosztuje.

    Wydawałoby się – to tylko nerki – ale bez nerek nie można żyć…

    To po prostu koszmar……. Tak bardzo kocham swoją córeczkę, ale nie mogę jej pomóc. Dałam jej życie, na które nie ma szans……. Nie wiem jak dalej mam żyć……. ;(((

    Francesca boszzzz trudno mi jest Ci co kolwiek doradzić.Kochana pamiętam jak na początku miałaś problemy i wtedy spisywałam specjalnie dla Ciebie artykuły.Nie trać nadzieji ludzie sa omylni może faktycznie Twoja Wiktoria ma tą łagodniejszą odmianę tej choroby.Kochana bęę sięza Was modlic żeby wszystko dobrze się skończyło.Bardzo cgciałabym Ci pomóc,ale sama nie wiem jak:(Modlę sięza Wiktorię oby urodziła się zdrowa.

    #2927556

    francesca

    Zamieszczone przez kamilaz23
    może faktycznie Twoja Wiktoria ma tą łagodniejszą odmianę tej choroby.Kochana bęę sięza Was modlic żeby wszystko dobrze się skończyło.Bardzo cgciałabym Ci pomóc,ale sama nie wiem jak:(Modlę sięza Wiktorię oby urodziła się zdrowa.

    Niestety ma tą gorszą odmianę, bo została wykryta w okresie prenatalnym. Ta łagodniejsza odmiana jest wykrywana dopiero po iluś tam latach… Ale zawsze można modlić się o cud. Dziękuję.



    #2927557

    francesca

    Tak sobie pomyślałam, że chciałabym mieć pamiątkę z życia mojego dziecka. USG 3D-4D byłoby dobrym pomysłem. Skoro córeczka we mnie żyje to chciałabym to uwiecznić… To, że się rusza, że jej serduszko bije… Tylko czy można robić usg 3D-4D przy bezwodziu? Na zwykłym usg nie najlepiej było widać i nie wszystkie narządy. Nie wiem jak to jest z usg 3D-4D. Jak zapłacę i okaże się, że nic nie widać?

    #2927558

    kamilaz23

    Kochana kurcze wybacz,ale ja nie rozumiem lekarzy.Skoro masz bez wodzie to czemu nie dadzą płynów????To jest dla mnie chore.Chorzy są Ci lekarze.Skazują Wiki na śmierć,a skąd mogą wiedzieć czy coś się nie zmieni jeśli dadzą te płyny.Boszzz płakać mi się chce,że to w Polsce tak wygląda.Lekarze przekreślają już taką istotkę,a przeciez mozna liczyc na cud.Kochana trzymaj się i jak coś to pisz na priv.Chciałabym Ci jakoś pomóc.Co do USG to wg mnie to bardzo dobry pomysł.

    #2927559

    francesca

    Ja też nie mogę tego zrozumieć czemu nie doleją mi wód. Tłumaczyli, że to nie ma sensu, nie będą mnie trzymać do porodu w szpitalu i codziennie dolewać mi wód, że dziecko i tak umrze, bo nerki nie pracują i nie będą pracować. I że powinno to zostać wykryte w 20 tygodniu to zrobiliby mi wywołanie porodu i dziecko i ja nie musielibyśmy się dłużej męczyć.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 664)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close