Zespol podkradania krwi miedzy plodami-porod przedwczesny

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)
  • Autor
    Wpisy
  • #95749

    footkopf

    Stracilam moje dwa aniolki a wraz z nimi cala nadzieje i radosci ktora w nich pokladalam . Dzis mija miesiac od najgorszego dnia w moim zyciu , umarla jakas czastka mnie ,o tym ze jestem w ciazy dowiedzialam sie w kwietniu br.bardzo sie z tego cieszylam bo bylo to planowane robilam wszystko by tylko mojemu dziecku niczego nie brakowalo.Bardzo cieszyl mnie fakt ze moj 3,5letni syn bedzie mial rodzenstwo .Pierwszego szoku doznalam na pierwszym usg gdy lekarz zakomunikowal mi ze bija we mnie dwa serca sama niewiedzialam co mam robic cieszyc sie plakac 3 dzieci w domu to nielada wezwanie dlatego plakalam najpierw jak ja sobie poradze tyle obowiazkow mieszkam zagranica niemam nikogo z bliskiej rodziny kto moglby mi pomoc w wychowaniu lub choc tych pierwszych chwilach a maz pracuje do pozna z czasem oswoilam sie z ta mysla i juz wiedzialam ze poradze sobie przeciez co do dla mnie.Wszystko bylo super niemialam zadnych dolegliwosci ciazowych absolutnie wszystko przebiegalo prawidlowo.Pani ginekolog mowila tylko ze w 20 tyg .nalezy zglosic sie do badania kontrolnego wszystkich narzadow maluchow bo podobno w ciazy mnogiej czesciej cos jest nietak ale to wogole mnie nie przerazalo bylam dobrej mysli .Do momentu kiedy moj spokuj zburzyla wiadomosc ze cos jest nietak z wodami plodowymi bylo to w 20 tyg .ciazy.lekarz postawil diagnoze ze jest to zespol przetaczania krwi miedzy plodami ale jeszcze wtedy nie brzmialo to tak groznie poprostu niezdawalam sobie sprawy co to moze byc .W momencie kiedy skontaktowalam sie ze specjalista w tej dziedzinie swiat zwalil mi sie na glowe a reszta potoczyla sie w tempie ekspresowym .Dwa tygodnie pozniej trafilam do szpitala i przeprowadzono u mnie terapie laserowa (tj.Karolek i Fabianek byli bliznietami jednojajowymi mieli jedno lozysko a w nim naczynia krwionosne ktore je laczyly nie odzywiacly sie samodzielnie przez swoje pempowiny tylko Karolek mniejszy pobieral krew i naczyniem krwionosnym pobieral krew i podawal braciszkowi sam niebiorac do siebie prawie nic mial malo wod plodowych prawie posty zoladek i pecherz a drugi mial zaklucona prace serca bo pobieral za duzo krwi produkowal zaduzo wod plodowych co powodowalo porodem przedwczesnym a takze cala ta choroba zagraza zyciu obojgu plodow.Jego pecherz i zoladek byl mocno wypelniony.Lekarze mieli przebic sie malenka sonda przez moj brzuch do lozyska odnalezdz laczace naczynia i zamknac je laserem.Tak tez sie stalo naczynie zostalo zamkniete zostalo mi wypuszczone1,4litra wod plodowych.Po zabiegu wrocilam na sale zadowolona ze zabieg sie udal czulam ruchy wiec nic niewskazywalo na to ze cos jest nietak teraz maluchy mialy same uporac sie z nowa sytuacja i zaczac prawidlowo funkcjonowac. Moja radosc nietrwala zbyt krotko po juz nastepnego dnia przy kontroli okazalo sie ze jednemu z moich synow (malemu)niebije serce rozpacz byla straszna plakalam ja plakala maz icala rodzina.No ale z ta straszna wiadomoscia myslalam sobie jeszcze niewszystko stracone musisz zyc dalej i pielegnowac drugiego.Nastepnego dnia dostalam boli porodowych raz czesciej raz zadziej mocne silne i tak na zmiane to byl czwartek w niedziele wzieto mnie na badanie usg zeby sprawdzic co jest dalej zgrane czemu bole nieustepuja mimo kroplowki przeciwskorczowej puszczonej na maksa okazalo sie ze szyjka sie skrocila do1,4 mma glowka i wody plodowe zmarlego dziecka sa przed nia.Lekarka nieukrywala ze niewyglada to najlepiej a raczej strasznie powiedziala ze dziecko w 23tyd niema szans na przezycie ze prawdopodobnie bedemusiala zostac w szpitalu do 27 30 tygodnia ciazy co wydawalo mi sie kosmosem a i wtedy niemam gwarancji ze bedzie ono calkowicie zdrowe to brzmialo jak wyrok .Znowu wrucilam na sale ryczalam i o niczym innym niemoglam myslec tylko otym ze czeka mnie 3 miesiace lezenia w szpitalu bez rodziny 100km od domu ciagle w lozko a itak moze sie okazac wszystko namarne bo nikt mi nie gwarantuje ze moje dziecko urodzi sie zdrowe.To byla niedziela ktora cala przeryczalam to samo w poniedzialek nie moglam jesc z rozpaczy wszystko roslo mi w ustach .Po poludniu przyjechala do mnie rodzina maz moj ukochany syn Lukas i to dodalo mi sil podkoniec dnia bylam juz taka zmeczona ciaglymi skurczami.Polozylam sie spac poprosilam pielegniarke o czopek przeciwbolowy i powiedzialam sobie Iwona udsie 3 miesiace niecale zycie a wyjdziesz ze zdrowym bobasem bo co zlego moze cie jeszcze spotkac….?A jednak zycie jest brutalne nad ranem 4 06 obudzil mnie skurcz ale to niebyla zadna nowosc chcialam spac dalej ale poczulam ze cos cieplego zalewa mi bielizne przerazila mnie mysl ze to wody plodowe wezwalam pielegniarke okazalo sie ze to krew .Natychmiast zjawila sie polozna lekarz juz bylo wiadomo niezywe dziecko chce wyjsc jest juz w kanale rodnym a dalej wszastko polecialo jak z procy 5 30 bylo juz po wszystkim moglam tylko poglaskac moje male skarby przeprosic ze tak sie stalo i zrobic im znak krzyza na glowkach tak jak to robie kazdego dnia L.kiedy klade go spac …Spijcie dobrze moje aniolki niech wam sie przysni mamusia co was karmi tuli na dobranoc i spiewa kolysanki….(mam nadzieje ze tam gdzie sa niczego im niezabraknie ale gdzie im bedzie tak dobrze jak u mamy)

    Moze ktos z was przezyl to samo co ja.Wiem ze nieminelo jeszcze wiele czasu ale do teraz niespotkalam kobiety ktorej dzieci mialy by to samo schorzenie.

    #2068637

    Anonim

    Strasznie mi przykro;-(((((



    #2068638

    klucha

    tak mi przykro 🙁

    #2068640

    Anonim

    Bardzo mi przykro. Trudno sobie wyobrazić, jak bardzo Ci cięzko

    #2068641

    alina78

    Tak mi przykro, aż sie popłakałam :(((((((

    #2068642

    olinja

    Przykro mi bardzo.
    Moze na Poronieniu spotkasz kogos kto miał podobna sytuacje.
    Sciskam i przytulam tak jak mogę czyli wirtualnie.



    #2068643

    kamuszka

    Zamieszczone przez footkopf
    Stracilam moje dwa aniolki a wraz z nimi cala nadzieje i radosci ktora w nich pokladalam . Dzis mija miesiac od najgorszego dnia w moim zyciu , umarla jakas czastka mnie ,o tym ze jestem w ciazy dowiedzialam sie w kwietniu br.bardzo sie z tego cieszylam bo bylo to planowane robilam wszystko by tylko mojemu dziecku niczego nie brakowalo.Bardzo cieszyl mnie fakt ze moj 3,5letni syn bedzie mial rodzenstwo .Pierwszego szoku doznalam na pierwszym usg gdy lekarz zakomunikowal mi ze bija we mnie dwa serca sama niewiedzialam co mam robic cieszyc sie plakac 3 dzieci w domu to nielada wezwanie dlatego plakalam najpierw jak ja sobie poradze tyle obowiazkow mieszkam zagranica niemam nikogo z bliskiej rodziny kto moglby mi pomoc w wychowaniu lub choc tych pierwszych chwilach a maz pracuje do pozna z czasem oswoilam sie z ta mysla i juz wiedzialam ze poradze sobie przeciez co do dla mnie.Wszystko bylo super niemialam zadnych dolegliwosci ciazowych absolutnie wszystko przebiegalo prawidlowo.Pani ginekolog mowila tylko ze w 20 tyg .nalezy zglosic sie do badania kontrolnego wszystkich narzadow maluchow bo podobno w ciazy mnogiej czesciej cos jest nietak ale to wogole mnie nie przerazalo bylam dobrej mysli .Do momentu kiedy moj spokuj zburzyla wiadomosc ze cos jest nietak z wodami plodowymi bylo to w 20 tyg .ciazy.lekarz postawil diagnoze ze jest to zespol przetaczania krwi miedzy plodami ale jeszcze wtedy nie brzmialo to tak groznie poprostu niezdawalam sobie sprawy co to moze byc .W momencie kiedy skontaktowalam sie ze specjalista w tej dziedzinie swiat zwalil mi sie na glowe a reszta potoczyla sie w tempie ekspresowym .Dwa tygodnie pozniej trafilam do szpitala i przeprowadzono u mnie terapie laserowa (tj.Karolek i Fabianek byli bliznietami jednojajowymi mieli jedno lozysko a w nim naczynia krwionosne ktore je laczyly nie odzywiacly sie samodzielnie przez swoje pempowiny tylko Karolek mniejszy pobieral krew i naczyniem krwionosnym pobieral krew i podawal braciszkowi sam niebiorac do siebie prawie nic mial malo wod plodowych prawie posty zoladek i pecherz a drugi mial zaklucona prace serca bo pobieral za duzo krwi produkowal zaduzo wod plodowych co powodowalo porodem przedwczesnym a takze cala ta choroba zagraza zyciu obojgu plodow.Jego pecherz i zoladek byl mocno wypelniony.Lekarze mieli przebic sie malenka sonda przez moj brzuch do lozyska odnalezdz laczace naczynia i zamknac je laserem.Tak tez sie stalo naczynie zostalo zamkniete zostalo mi wypuszczone1,4litra wod plodowych.Po zabiegu wrocilam na sale zadowolona ze zabieg sie udal czulam ruchy wiec nic niewskazywalo na to ze cos jest nietak teraz maluchy mialy same uporac sie z nowa sytuacja i zaczac prawidlowo funkcjonowac. Moja radosc nietrwala zbyt krotko po juz nastepnego dnia przy kontroli okazalo sie ze jednemu z moich synow (malemu)niebije serce rozpacz byla straszna plakalam ja plakala maz icala rodzina.No ale z ta straszna wiadomoscia myslalam sobie jeszcze niewszystko stracone musisz zyc dalej i pielegnowac drugiego.Nastepnego dnia dostalam boli porodowych raz czesciej raz zadziej mocne silne i tak na zmiane to byl czwartek w niedziele wzieto mnie na badanie usg zeby sprawdzic co jest dalej zgrane czemu bole nieustepuja mimo kroplowki przeciwskorczowej puszczonej na maksa okazalo sie ze szyjka sie skrocila do1,4 mma glowka i wody plodowe zmarlego dziecka sa przed nia.Lekarka nieukrywala ze niewyglada to najlepiej a raczej strasznie powiedziala ze dziecko w 23tyd niema szans na przezycie ze prawdopodobnie bedemusiala zostac w szpitalu do 27 30 tygodnia ciazy co wydawalo mi sie kosmosem a i wtedy niemam gwarancji ze bedzie ono calkowicie zdrowe to brzmialo jak wyrok .Znowu wrucilam na sale ryczalam i o niczym innym niemoglam myslec tylko otym ze czeka mnie 3 miesiace lezenia w szpitalu bez rodziny 100km od domu ciagle w lozko a itak moze sie okazac wszystko namarne bo nikt mi nie gwarantuje ze moje dziecko urodzi sie zdrowe.To byla niedziela ktora cala przeryczalam to samo w poniedzialek nie moglam jesc z rozpaczy wszystko roslo mi w ustach .Po poludniu przyjechala do mnie rodzina maz moj ukochany syn Lukas i to dodalo mi sil podkoniec dnia bylam juz taka zmeczona ciaglymi skurczami.Polozylam sie spac poprosilam pielegniarke o czopek przeciwbolowy i powiedzialam sobie Iwona udsie 3 miesiace niecale zycie a wyjdziesz ze zdrowym bobasem bo co zlego moze cie jeszcze spotkac….?A jednak zycie jest brutalne nad ranem 4 06 obudzil mnie skurcz ale to niebyla zadna nowosc chcialam spac dalej ale poczulam ze cos cieplego zalewa mi bielizne przerazila mnie mysl ze to wody plodowe wezwalam pielegniarke okazalo sie ze to krew .Natychmiast zjawila sie polozna lekarz juz bylo wiadomo niezywe dziecko chce wyjsc jest juz w kanale rodnym a dalej wszastko polecialo jak z procy 5 30 bylo juz po wszystkim moglam tylko poglaskac moje male skarby przeprosic ze tak sie stalo i zrobic im znak krzyza na glowkach tak jak to robie kazdego dnia L.kiedy klade go spac …Spijcie dobrze moje aniolki niech wam sie przysni mamusia co was karmi tuli na dobranoc i spiewa kolysanki….(mam nadzieje ze tam gdzie sa niczego im niezabraknie ale gdzie im bedzie tak dobrze jak u mamy)

    Moze ktos z was przezyl to samo co ja.Wiem ze nieminelo jeszcze wiele czasu ale do teraz niespotkalam kobiety ktorej dzieci mialy by to samo schorzenie.

    footkopf – tak bardzo mi przykro!

    #2068644

    asiak1978

    Nie mogłam powstrzymać łez. Bardzo współczuję i życzę dużo siły…

    #2068645

    Anonim

    Kochana tulę…

    #2068646

    tusiaaa24

    przaytulam cieplo – bardzo mi przykro



    #2068647

    tori75

    tak strasznie mi przykro…. sama straciłam malenstwo w 11tc, ale nie mogę sobie nawet wyobrazić jak musi boleć taka strata, jak u Ciebie……..

    #2068648

    misia27

    Przykro mi bardzo:(



    #2068649

    gosia

    Ryczę…
    Smutna historia.
    Czas jednak leczy rany. Wierzę, że zaświeci dla Ciebie słonko. Trzymaj się.

    #2068650

    qr-chuck

    Nie przeżyłam, ale słyszałam o takim zespole – koleżanka leżała na patologii na Karowej i z nią leżała mama z takimi bliźniakami. Ona już była na końcówce ciąży, lecz lekarze szykowali ją na to, że prowdopodobnie jak dzieci się już urodzą, to mniejsze umrze, a ponieważ bliźniaki są psychicznie ze sobą związane, to możliwe, że i ten silniejszy też umrze po śmierci brata :(. Smutne to strasznie… Niestety nie wiem, jak się tamta historia skończyła…

    Ja straciłam ciążę w 11 tygodniu, ale to nic do tego, co Ty musisz przeżywać. Przytullam mocno…

    Pozdrawiam,
    Anka

    #2068651

    lilavati

    🙁 Słyszałam kiedyś o TTTS
    Tam też nie było szczęśliwego finału, Większy z bliźniaków zmarł na skutek niewydolności krążenia-serce nie wytrzymało, mniejszemu przestały pracować nerki i pęcherz
    Bardzo mi przykro 🙁

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 19)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close