Żyję w niechcianym trójkącie

Długo zastanawiałam się czy na forum odnoszących się do tematów macierzyństwa i ojcostwa mogę pisać o swoim problemie, który nie zalicza się do tej tematyki. Może nie na tym forum powinnam o tym pisać ale jednak napiszę bo stwierdziłam, że właśnie Wy możecie mnie lepiej zrozumieć, odczuć moją trudną sytuację, że tu mogę otrzymać wsparcie psychiczne i zrozumienie mojego problemu, którego naprawdę bardzo potrzebuję.
Mój kochany mąż rozumie niemal wszystkie moje smutki, problemy, jest naprawdę wspaniały, tego jednak problemu jak dotąd nie zdołał zrozumieć i po wielu próbach wyłożenia mu tego jak chłopu na miedzy wiem, ze już nie zrozumie. Bardzo cierpię z tego powodu.
Od pół roku jesteśmy małżeństwem, dostaliśmy od jego rodziców 2 pokojowe mieszkanie. Wiem, że wielu z Was może i nawet tego jeszcze nie ma. Być może zbyt wiele rządam…. Miesiąc po naszym ślubie wprowadził się do nas jego młodszy brat, który zaczął studia w naszym mieście. Rodzina i brat mojego męża mieszkają dosłownie na drugim końcu Polski, mój Paweł w moim mieście robił te same studia, które zaczął teraz jego brat. Robi teraz doktoratj. Ich rodzice uznali, że dobrze by było by na początku, może przez około pierwszy rok by Sebastian zamieszkał z nami, pomożemy mu wtedy w adaptowaniu się w nowym mieście,środowisku, uchronimy przed złym wpływem studenckiego środowiska. Rodzice tez nieźle spłukali się kupując to mieszkanie więc byłoby to dla nich pewne odciążenie bo Sebastian płacił by mniej za mieszkanie z nami niż za akademik. Pytali mnie czy się zgadzam. Cóż mogłam powiedzieć? Nie mogłam przecież odmówić. Tymbardziej, że na razie mieszkanie zapisane jest przez 5lat na ich ojca- mojego teścia.Zgodziłam się więc, w duchu jednak wszystko we mnie protestowało. Powiedziałam sobie wtedy jednak, że nie mogę myśleć tylko o sobie bo to egoistyczne. Już wtedy jednak podejrzewałam, że dzieląc dość małe mieszkanie(43m2) z obcym tak na prawdę dla mnie chłopakiem( bo znaliśmy się tylko z moich 3 odwiedzin w ich rodzinnym mieście), zostanę w pewien sposób pozbawiona pełnej swobody życia, intymności. Przecież wiecie jak ważne jest takie bycie sam na sam ze swoją ukochaną osobą przynajmniej na początku wspólnej drogi. Przed ślubem nie mieszkałam z Pawłem. Czekaliśmy z utęsknieniem na ten i inne piękne momenty naszego małżeńskiego życia. W swoim domu rodzinnym znosiłam wcześniej straszny terror psychiczny od rodziców aż do ostatnich dni dzielących nas od ślubu. Nie było mi/ nam łatwo. Marzyłam wprost o tym by wreszcie móc zamieszkać z moim mężem, uciec od tego wszystkiego, od tego całego nieustannego napięcia, w którym żyłam na codzień, znaleźć wreszcie spokój i ciszę. To miało nam zapewnić nasze małe mieszkanko. Niestety Sebek zamieszkał z nami. Zajął jeden z naszych dwóch pokoi. Niedługo potem dowiedziałam się od niego, że ma zamiar mieszkać z nami do końca studiów- 5 lat. Krew mnie doslownie zalała. Ryczałam tygodniami po kątach, w łazience, na balkonie.Do dziś nie podjęłam z nim tej kwestii, nie zaprotestowałam bo nie wiem jak mam to zrobić. Nie wiem skąd wzięła się ta sprzeczność uzgodnień. Czy tylko on sobie tak to wyobraża i nie wie nic o naszym uzgodnieniu z rodzicami, czy też to celowe- czyli że zarówno on jak i jego rodzice- moi teściowie planowali właśnie by został on z nami tyle ile się tylko daj- całe studia. Nie rozmawiałam z Sebkiem o tym bo jak mam mu to powiedzieć, że co”możesz mieszkać u nas rok a potem szukaj schronienia w akadmiku?”. To przecież bardziej jego i mojego męża mieszkanie niż moje. Jest przecież zapisane na ich ojca. Czuję się w sytuacji bez wyjścia. Gdy się postawię i zaprotestuję sprawię wielki zawód mężowi
(to przecież jego ukochany młodszy brat- życzy mu jak najlepiej), zapracuję na niechęć lub wręcz antypatię i wrogość zarówno szwagra jak i jego rodziców. To dopiero 6 miesięcy po ślubie nie chcę kłocić się z własnymi teściami, być z nimi w złej relacji(to naprawdę sympatyczni, serdeczni i szczerzy ludzie). Czuję się tak źle z tym wszystkim w środku. A Sebek to skądinąd naprawdę miły,sympatyczny chłopak ale jeszcze niedojrzały życiowo no i strasznie leniwy, nastawiony na gotowe. Mieszka u nas jak w hotelu ****. Ma wszystko, wszelkie wygody: jedzenie, spanie, komputer, internet, często też podwożenie na uczelnię. Czuję się dużo mniej swobodnie w tym mieszkaniu niż on. Ciągle muszę chodzić kompletnie ubrana, wciąż nie zapominać o szlafroczku, staniczku, majteczkach bo przecież nie może zobaczyć mnie w negliżu. Ja się po prostu go krępuję i wstydzę. Kochać się z mężem też nie mogę swobodnie. Naprawdę często w sytuacjach intymnych zasłaniam sobie usta by nie słychać było jak reaguję. A jestem z natury bardzo spontaniczną osobą.Wyobraźcie sobie jakie to krępujące, drzwi z względu na specyficzny kształt wejścia do naszego pokoju(łuk) mamy tylko jako typ przysłonięcia, j nie mamy jak szczelnie ich domknąć. Nie mogę bez skrępowania tulić się do mojego męża, szeptać mu czegoś osobistego, sprzeczać się, kłócić, godzić czule bo wiecznie gdzieś obok jest Sebek i wszystko słyszy. Ponieważ mój Paweł pracuje nad projektami siedząc z nim przy kompie ramię w ramię, nie ma mowy o intymności w rozmowach. Sebek wie wszystko o naszym życiu małżeńskim, o naszych planach o tym, że ja już chcę mieć dzidziusia i dlaczego a mąż wolałby jeszcze zaczekać. Wie o nas wszystko. Nie czuę się jak pani tego domu. Wciąż przemykam z naszego małżeńskiego pokoju do kuchni, łazienki- To jedyna, rozsądna przestrzeń dla mnie. W jego pokoju tak naprawdę nie ma dla mnie miejsca bo mój mążjak wspomniałam tam ciągle pracuje na komputerze a w tym czasie Sebek bawi się całymi godzinami na drugim, łóżko rozbabrane całymi dniami, nie ma nawet gdzie usiąść, gdzie przystanąć bo jest po prostu bajzel. A ja marzyłam o pięknym estetycznym, czystym domu. Zapomnij.
Właściwie niemal wcale nam nie pomaga. Najchętniej spędza czas właśnie przed tym komputerem, grając, przesiadując na gadu-gadu,słuchając muzyki My natomiast jesteśmy od całej reszty, od wszelkiej brudnej roboty, my robimy zakupy,obiad, sprzątanie, on najczęściej przychodzi na gotowe. Jestem w tej chwili już po prostu tak wściekła i zrozpaczona gdyż nie raz mu mówiłam o swoich odczuciach- nie wiele się zmienia. Potrafi zadziornie odpowiadać “a dlaczego ja mam to zrobić?”,albo “nie dziś”,” jutro, później to zrobię”. Zawsze rozrywka jest dla niego najważniejsza. Piszę te długie- chaotyczne wywody bo czuję w sobie już taką agresję i mam taki awers do kwestii jego mieszkania z nami, ze naprawdę nie jestem już w stanie tego opisać. Nie zdzierże tego dłużej to dopiero pół roku a ja już wariuję. To rzutuje na moją relację z mężem, psuje ją. Nie widać tego jeszcze ale ja czuję, że to nie ma dobrego na nas wpływu. Zwierzając się mężowi ze swoich odczuć, błagając go by coś zrobił w kwestii wyprowadzki swego brata sprawiam mu wielką przykrość, stawiam w trudnej sytuacji wobec jego własnych rodziców, którym powinniśmy być wdzięczni za dach nad głową. Mój Paweł pyta się mnie w takich sytuacjach zasmucony do głębi ” co on ci tak przeszkadza,za co ty go tak nienawidzisz?” a ja go przecież nie nienawidzę, przecież lubiłabym go nawet bardzo gdyby mieszkał poza naszym domem. Dlaczego teściowie tak bez wyobraźni pozbawili mnie/nas swoje dzieci tych pierwszych radosnych samotnych- tylko we dwoje miesięcy po ślubie. Gdy urodzą się dzieci już nigdy nie będzie tego okresu w życiu. Nie nauczyłam się mieszkać jeszcze dobrze z jednym mężczyzną a już kazali mi z dwoma. Dla jedynaczki to niełatwe. Uwierzcie. A jak będę chciała zajść w ciąże, urodzi się maleństwo to co kisić się będzie ze szwagrem w ciasnym pokoiku? Nie…. ,wiem on dopiero w takiej sytuacji by się od nas wyprowadził, nie zniósł by tego płaczu, i całego ambarasu wokół dziecka. Czasem głupio sobie myślę w głowie, ze zajdę w ciążę już teraz by on się wyprowadził już za te 9 miesięcy. Dziecka jednak nie można traktować jako środka do osiągnięcia takiego celu.
BŁAGAM, PROSZĘ NAPISZCIE MI COŚ POCIESZAJĄCEGO, NAPISZCIE CO O TYM MYŚLICIE, CZY ROZUMIECIE MÓJ PUNKT WIDZENIA TEJ SPRAWY, CZY ROZUMIECIE TEŻ MOJEGO MĘŻA, NAPISZCIE NAJZUPEŁNIEJ SZCZERZE CO SĄDZICIE. OGROMNIE TEGO POTRZEBUJĘ BO CZUJĘ SIĘ PASKUDNIE NIE MOGĄC ZNALEŹĆ ZROZUMIENIA. JEŚLI MYŚLĘ EGOISTYCZNIE TEŻ MI O TYM NAPISZCIE. DZIĘKUJĘ Z SERCA. KASIA

PS. PISAŁAM SZYBKO I BEZ SPRAWDZANIA POPRAWNOŚCI TEGO TEKSTU BO KORZYSTAŁAM Z TEGO, ŻE KOMPUTER BYŁ CHWILOWO WOLNY…. CO JEST WIELKĄ RZADKOŚCIĄ)

43 odpowiedzi na pytanie: Żyję w niechcianym trójkącie

aginkax Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

cześć Kaśka
o rany, masz problem dziewczyno i to nie lada. Łatwo jest radzić ale na początek może pogadaj ze swoim mężem na spokojnie i ustalcie wspólnie pewne sprawy a potem przedstawcie je Sebkowi – mówię tu o podstawowych zasadach współmieszkania: wynoszenie śmieci, mycie garów, gotowanie tudziez robienie zakupów. Jakiś grafik zaproponuj albo cos w tym stylu – może mu się znudzi. Poza tym może jednak warto porozmawiać szczerze z tesciami. Na spokojnie i rzeczowo wyjaśnić jak sprawy stoją i jak oni to widzą. Nie wiem jak stoicie finansowo, ale ja juz bym wolała wynajmować kawalerkę niż żyć w ten sposób i to przez 5!!! lat. Przecież on wam zabierze najpiękniejsze 5 lat – te pierwsze, najbardziej intymne, osobiste 5 lat, kiedy to małżeństwo w zasadzie uczy się wspólnego życia, uczycie się siebie nawzajem. Teraz jest na to czas. Nie potem tylko teraz. Spróbuj wyobrazić sobie jak będzie wyglądało Wasze życie za 5 lat?? i czy na pewno on się wyprowadzi?? A co z dzieckiem?? też 5 lat chcesz czekać? Nie ma co się zastanawiać. To są chyba dość mocne argumenty i myślę, że rozsądna rozmowa najpierw z mężem, potem z teściami i wreszcie z Sebkiem jest jak najbardzej na miejscu. Zapytaj dyplomatycznie jak oni to widzą, czy mają jakąś propozycję, inne rozwiązanie, ale tak najzwyczajniej nie może być. I tak w ogóle co oni o tym myślą. Niech się szczerze wypowiedzą.Nie jestes egoistką i masz prawo do normalnego życia z mężem.Ważne jest abyście mieli takie samo zdanie i pogląd na tę sprawę.

Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Jestem z Tobą. Trzymam kciuki. Daj znać jak sobie radzisz ze wszystkim.

Aga

bratek Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kiedyś – zaraz po ślubie, przez 2 lata też żyłam w takiej sytuacji- tyle, że to ja byłam inicjatorką, to z mojej decyzji nie mieszkaliśmy sami, a mój mąż stał na Twojej pozycji. I powiem to ze 100% pewnością- taka sytuacja o jakiej piszesz nie jest zdrowa a wprost przeciwnie jest chora, tyle, że- a to niestety nie jest dobra wiadomość- nie ma z niej dobrego wyjścia. Jak już się raz w to wpakowałaś, to jak by się to nie skończyło to i tak pozostanie niesmak………. Tak było w naszym przypadku i obawiam się, że tak też będzie w Twoim….
Jeżeli jesteś zdecydowana tą sytuację przerwać, to MÓW O TYM!!! Rozmawiaj z mężem, ze szwagrem z teściami. Bądź szczera tak jak z nami. Jeżeli to myślący ludzie to zrozumieją to! A mąż gdy już zostaniecie sami doceni uroki sytuacji- już Twoja w tym głowa
Ale dziecko faktycznie nie jest dobrym wyjściem z tej sytuacji… Ja w ogóle jestem raczej przeciwniczką pojawiania się dziecka bardzo szybko po ślubie… Uważam, że małżeństwo powinno się najpierw “wyszaleć” i nacieszyć sobą a dopiero potem podejmować odpowiedzialności rodzicielstwa. Tym bardziej jeżeli jak piszesz Twój mąż nie jest jeszcze gotowy… Widzisz dla niego ojcostwo zamiast mieszkania z bratem mogłoby stanowić w najlepszym wypadku- z deszczu pod rynnę, a w najgorszym katastrofalną zamianę czegoś dobrego i wygodnego na pełne zawalenie niechcianymi obowiązkami… Tak uważam.
Pozdrawiam- Bratek- Michałowa mama (01.04.2004)

pasiasta Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Ja jestem z tych złośliwych typków – nie sprzątaj szwagrowi, nie gotuj, jak ma wyrzucić śmieci a tego nie zrobi – wstaw mu do pokoju To jest terapia wstrząsowa, ale zazwyczaj działa. Może się opanuje i stwierdzi, że lepiej mu będzie z kolegami.


Dorota 08.08.04

zabka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Oj sytuację masz rzeczywiście nieciekawą. I nie uważam aby wychodził tu Twój egoizm, ale żadasz rzeczy które Tobie, Wam się słusznie należą.
Wiesz ja byłam w troszkę podobnej sytuacji, kiedy wprowadziłam się do mojego męża, który mieszkał w domku ze swoją mamą i zajmował ostatnie piętro, które zostało specjalnie dla niego i jego przyszłej rodziny wybudowane. Zrobiliśmy sobie tam kuchnię, łazienka była, wielki salon i mniejszy pokoik z komputerem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to że mama przychodziła co rusz, siedziała z nami, wietrzyła nam itp. Ja zaczęłam mydlić głowę mężowi że dłużej tego nie wytrzymam, nie dam rady, ale zakup mieszkania nie wchodził w grę, bo przecież mamy gdzie mieszkać i to naprawdę w super warunkach. Kiedyś mama weszła jak mąż był sam, kąpał się i wyszedł sobie swobodnie nieubrany z łazienki a tam mama sobie siedzi. Po moim powrocie zeszliśmy na dół porozmaiwać z nią że nam to przeszkadza, że przychodzi że wietrzy. Efekt był taki, że nie wróciła na noc do domu, nocowała u koleżanki, przeprowadziła rozmowę z mężem że to jest jej dom i ona będzie robić w nim co jej się tylko podoba. Nasze kontakty uległy pogorszeniu.
Dlatego myślę że z teściami napewno nie masz co rozmawiać, bo stwierdzą że Ci woda sodowa uderzyła do głowy, oni kupili mieszkanko, wydali tyle pieniędzy a Ty nie chcesz pomóc dla ich drugiego syna. Mężowi też trudno zrozumieć co przeżywasz bo to jest przecież jego brat! a poza tym nie zaznał jak to jest mieszkać we dwoje tylko z Tobą. Poprostu chyba będziesz musiała się przemęczyć tylko jak długo?
Jedno co napewno powinnaś zmienić to zasady życia codziennego w domu, brat musi się angażować we wszelkie prace domowe, nie może być tak że tylko Wy a on nic. A może wtedy mu się znudzi mieszkanie z Wami, jak zaczniecie od niego coś wymagać. Bo jak narazie on ma z Wami super, a Ty na tym strasznie cierpisz…
Trzymaj się

Żabka i Mikołaj (13.02.03)

kingaok Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Dolanczam sie do dziewczyn!!! Powinnas porozmawiac z mezem, a puzniej z bratem,a jesli to nie poskutkuje to porozmawiajcie z tesciami. Na spokojnie, nie urazajac nikogo.
Zycze ci powodzenia i szczesliwego zakonczenia calej sprawy!!!
Czymam kciuki!!!!!!!!!!!!!!!!

k8-77 Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

doskonale Cie rozumiem, nie miejdo siebie zadnych pretensji! ja mieszkalam 2 lata po slubie z moja tesciowa i mlodszym bratem meza. co prawda mielismy swoj malenki pokoik, ale … u nas stal komputer. tragedia, koszmar. wiecznie obrazony brat, ktorego trzeba bylo wypraszac z pokoju. ja wslizgujaca sie do lozka, poubierana od stop po szyje, bo on musial cos pisac do poznej nocy. poranne nerwowe szukanie szlafroka. seks z poduszka w buzi. klotnie (nie da sie ich uniknac, szczegolnie u nas:-), do ktorych wlaczala sie tesciowa i brat… makabra!!!! skonczylo sie tak, ze zakupilismy psa (pretekst) i ja sie wyprowadzilam na pare miesiecy, zeby ratowac malzenstwo… pozniej przeprowadzilismy sie na swoje, ale tamten okres BARDZO zle wspominam.
nie mozesz tak zyc, jestescie swiezo po slubie, musicie miec czas dla siebie. udalo sie Wam – macie mieszkanie. wydaje mi sie, ze powinnas porozmawiac – i z mezem, i z jego bratem, i z tesciami. na spokojnie, ale nie ulegajac. moze nie stawiaj sprawy na ostrzu noza, tzn. nie mow, zeby brat wyprowadzil sie nastepnego dnia, daj czas 2-3 miesiace, wspolnie poszukajcie akademika czy studenckiego mieszkania. jemu tez bedzie tam lepiej!!!!
a przede wszystkim porozmawiaj z mezem, niech sprobuje Cie zrozumiec i wesprzec.
pozdrawiam cieplo, trzymam kciuki.

k8 i Adaś 30.04.04

mamamajeczki Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Ciebie rozumiem w 100 %, bo to że dostaliście mieszkanie od teściów nie znaczy wcale, że nie macie nic do powiedzenia Byłabym tak samo jak ty wściekła i zbulwersowana tą sytuacją. Twojego męża też rozumiem – to w końcu Jego brat. Ale to właśnie mąż powinien próbować coś zrobić z tą sytuacją. Nie mówię, że macie wyrzuciać brata z mieszkania ale przede wszystkim wpłynąć na to, żeby czuł się równie odpowiedzialny za porządek i inne sprawy związane ze wspólnym mieszkaniem. A nie zachowywać się jakby był waszy dzieckiem bo to dopiero przed Wami… nie może być tak, że On czuje się w mieszkaniu swobodnie i bezstresowo a Ty ciągle się męczysz, pilnujesz i denerwujesz – to Twój mąż powinien zrozumieć, bo innaczej wcześniej czy później Wasze stosunki się popsują
powinniście porozmawiać z bratem i jasno określić czego od Niego oczekujecie a jeśli to nie pomoże to ja na Twoim miejscu porozmawiałabym z Teściami. Nie możesz siedzieć i cicho i bać się, że popsują się relacje między Tobą a Nimi, w końcu sama napisałaś, że to dobrzy ludzie więc powinni zrozumieć co czujesz
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wszystko dobrze się poukłada
A brat męża jak zobaczy, że wymagacie od Niego odpowiedzialności to pewnie za jakiś czas sam zacznie myśleć co zrobić, żeby się od Was uwolnić

Aga i Majka 14.08.2004

aniaos Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

wspolczuje serdecznie. koniecznie porozmawiaj z mezem – spokojnie, rzeczowo. przygotuj sobie wszystkie argumenty, wytlumacz jasno,jak ty czujesz sie w tej sytuacji, czego tobie brakuje i czego oczekujesz. nie czekaj zadnych 5 lat!!! na nic takiego sie nie zgadzaj – jezeli dalej bedziecie trzymac na karku szwagra, to szybciej sie doczekacie wlasnego rozwodu niz uwolnienia od niechcianego goscia. ja bym na twoim miejscu zaczela od rozmowy z mezem i zaraz pozniej ze szwagrem – ma czas 2-3 miesiace na wyprowadzke (akurat koniec roku akademickiego niedlugo) a do tego czasu na rowni z wami sprzata, myje naczynia, wynosi smieci i placi swoje rachunki!!! za jedzenmie, telefon, internet – bo tego pewnie tez nie robi?
naprawde, uwierz – bierne czekanie tylko pogorszy sprawe. sytuacja miedzy toba a mezem bedzie coraz bardziej napieta a chyba zalezy tobie na waszym malzenstwie?
pozdrawiam

daj znac jak sie sprawy maja i co udalo sie tobie zdzialac!

anna

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Dziewczyny napisaly wiele madrego wiec nie bede po nich powtarzac. Napewno to nie bedzie latwo rozwiazac, ale radzila byl obok bycia stanowcza takze zebys jednak byla delikatna. Po co robic wielka rodzinna klotnie?
Jesli tescie powiedzieli ze Sebastian przyjedzie na rok, to ja bym ten rok przetrzymala. Jednak juz teraz lepiej zaczac rozmowe (z mezem, Sebastianem i tesciami) ze nie moze byc dluzej i zacznijcie powoli rozgladac sie za jakims lokum dla niego (bo na mlodego to raczej nie ma co liczyc) To chyba kompromis?
Zeby maz szybciej zaczal dzilac, odmowila bym mu raz na jakis czas sexu, tlumaczac ze krepuje mnie braciszek za sciana. I moj ulubiony manewr :)) (daje dobre efekty) powiedziala bym kokieteryjnie mezowi ze nie moge sie doczekac az bedziemy sami w domu, wtedy dopiero bede mu pokazywac jak bardzo go kocham….

Pozdrawiam

Jola i Adrian (30.10.2000)

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Dziewczyny- jesteście po prostu kochane! Gdy wróciłam z pracy i tak dla proformy sprawdziłam czy może jakimś cudem pojawił się choć jeden głos, odzew na mojego rozpaczliwego posta, po prostu nie mogłam uwierzyć. Napisałam przecież tak obłędnie długi tekst(nie mam umiejętności pisania krótko i konkretnie), że trzeba być człowiekiem z charakterem by wysilić się na jego przeczytanie a co dopiero na odpisanie. Dzięki za Waszą wrażliwość. Cała drżałam z emocji gdy czytałam Wasze wypowiedzi, strasznie się wzruszyłam. Zrobiło mi się o tyle lżej na sercu. Może na niedługi czas no bo codzienność stale mi przypomina o sobie ale Wasze głosy mają dla mnie wielką wartość. Poczułam, że nareszcie ktoś mnie zrozumiał, że czujecie jak ja i nie jestem jakimś egoistycznym odmieńcem. Mój mężczyzna wciąż mi tłumaczy, że to ja mam problem z akceptacją siebie, że się tak spinam i krępuję przy Sebie, i że moje roszczenia są egoistyczne co nawet usprawiedliwił…. moim jedynactwem. Wiecie ja mu nawet mówiłam ” porozmawiaj Pawełku z innymi kobietami one muszą mnie gdzieś tam rozumieć, może wtedy pojmiesz, że to nie tylko ja tak bym się czuła”. Jeśli pozwolicie dam mu do przeczytania Wasze wypowiedzi może coś mu się przejaśni, zrozumie choć w kilku procentach. Dziś rano jadąc z nim samochodem do pracy wykrzyczałam po raz kolejny z siebie mój ból, wściekłość- bo to jest wściekłość. Trochę powymienialiśmy poglądy. Zapytał mnie ” czy zdaję sobie sprawę, że kiedyśmoże nadejść taki moment, że to któryś z moich rodziców może potrzebować naszej opieki, mieszkania z nami i co wtedy on miałby też się tak rzucać, mieć pretensje? Wybił mi argumenty z ręki. On jest tak wspołczujący, że każdego niemal przyjął by pod swój dach gdyby ten potrzebował pomocy. To raczej dobre ale ja w tej obecnej sytuacji nie umiem czuć inaczej. Widzę,że też nie miałyście łłatwych startów dziewczyny. Rozumiem to jak mało chyba kto co czułyscie.
Piszcie jeszcze, proszę, to wszystko co przyjdzie Wam do głowy w związku z tym moim problemem. Takie głosy chyba uratują mnie przed kompletnym rozstrojem nerwowym, w który powoli wchodzę. Ja będę pisać co u mnie, tak jak prosicie, zresztą sama szczerze potrzebuję tak pisać. (mam nadzieję, że szwagier siedzący obok, nie podpatrzył co ja i Wy tu napisałyście. Pa kochane kobitki. Panowie też piszcie- cenię sobie także Wasze głosy. Kasia

martyna80 Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

no kochana masz wielki problem! przyznam ci sie ze ja siebie nie wyobrazam w takiej sytuacji! a dlatego ze jestem z natury wybuchowa i jak sie wkurze tak porzadnie to “wykładam kawe na ławe”
po pierwsze ustawiłabym tego brata , co on do cholery sobie wyobraza ze jest na wczasach???? niech sam sobie gotuje robi zakupy i przede wszystkim sprzata( oj syfu takiego jak opisujesz bym nie zniosła) mysle ze rozmowa z tesciami nic tu nie da ! jeszcze jak sie wkurzą to wygarna ci ze mieszkanie to oni kupili i takie tam………. nie potrzebnie sie jeszcze bardziej wkurzysz i poczujesz jak intruz w swoim domu!!!

mysle ze powinnas zachowywać sie normalnie , na luzie ! podejdx do męza jak pracuje daj mu całusa powiedz miłe słowo !moze w koncu ten brat sie zawstydzi??!!!

ps.napisz jak dalej rozwija sie sytuacja !! trzymaj sie i bądż pewna siebie i stanowcza!!! w końcu to on u was mieszka a nie ty u niego !!!! i daj mu porzadnego kopa !niech nie liczy ciągle na gotowe!!

pozdrawiam

kika210 Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Eee, jaka w tym złośliwość?? Co ona służąca jest?Faktycznie kolesiowi odmówiłabym usługiwania, niech sam sobie gotuje itp. A tak – przyzwyczaił się, że wszyscy za niego robią i nic sobie nie robi z aluzji dziewczyny…
No i szczera, spokojna rozmowa z mężem jest chyba nieodzowna…

Ada 22m!
[Zobacz stronę]

gosia Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

To faktycznie problem i mało tego – powiem szczerze na miejscu Twoich teściów w życiu nie poprosiłabym o taki gest.
To chore – we własnym domu nie mozesz za przeproszeniem w majtkach polatać. Szansa tylko taka jest, że może szwagrowi zachce się studenckiego życia i sam zrezygnuje.
Trzymaj się ciepło

Gosia i Artek

figa Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Argument o chorych rodzicach jest o tyle nietrafiony, że ta sytuacja nastąpi KIEDYŚ – wtedy moglibyście już się dotrzeć, przetrwać pierwsze kryzysy, nauczyć się wspólnego życia i szacunku dla potrzeb drugiej osoby.
Teraz jest na to za wcześnie.
Uważam, że Twoi teściowie wykazali się niesłychaną krókowzrocznością “wrzucając” Wam drugiego synka dla obniżenia kosztów, bez chwili zastanowienia na tym, jak to wpłynie na Wasze życie.

Rozumiem Cię doskonale.
Jakoś dziwnie bliskie jest mi to, co piszesz.
Wiem jedno – nie wolno spasować.

A! I podobnie jak Kasiasta odmówiłabym obsługi.
Stanęłabym w drzwiach pokoju i wyglosiła piękne 😉 przemówienie na temat dorosłości, o odpowiedzialności za siebie, o tym, że jest gościem i musi dostosować się do zasad panujących w tym domu (sprzątanie, jakieś dyżury przy robieniu zakupów i gotowaniu, godziny powrotów do domu etc.). To Twój dom i naucz go, że musi to uszanować.
Jeśli nie zechce, to się wkrótce wyniesie.
Będzie Ci pewnie przykro.
Ale i tak nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia 🙁

Pozdrawiam i trzymam kciuki 🙂
Nie daj się wpędzić w depresję :)))

Beata i Ptysia (30.01.03)

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

ja nie obsługiwałabym ani jednego ani drugiego.
Przykro mi, ale jeżeli twój mąż kładzie na szale Wasze małzenstwo, to już dla mnie absurd!
Trzeba było mu odpowiedziec na pomysł ‘opieki nad kimś z Twojej rodziny”, że owszem wziełas to pod uwage, ale na pewno nie robilabyś tego kosztem Waszego małżenstwa.

Ja nie chciałabym tak mieszkac ani chwili dłuzej…
Doczekaj umówionego roku i basta!!!
Porozmawiaj z tesciami – powiedz,że planujecie z mężem powiekszenie rodziny, że macie swoje plany, a jesli bedą zgorszeni, to spytaj sie czy chcą rozpadu Waszego małzenstwa?
Twoj mąż musi przy tej rozmowie stać za Tobą murem, musicie jednoznacznie razem porozmawiac z rodzicami:)
a na to są sposoby…
jak nadal bedziesz się z nim kochać itp to w zasadzie nic nie zdziałasz – daj do zrozumienia, że nie jesteś kochanką i służącą na etacie!

smutna jest ta cała sytuacja!
Wg. mnie mów jasno i otwarcie, że Ty (WY)umawiałas sie na ROK i tak wlasnie bedzie, bo nie mozesz (nie mozecie) swojego zyca osobistego i planów rodzinnych przełożyc o 5lat, ani nawet o 2!!!!
I ja mysle, ze jak przestaniesz nadskakiwac mezowi i uprawiac z nim sex uwłaczający kobiecie ‘w poduszke’ to wtedy pojdzie po rozum do głowy, bo jak Ci może wiadomo – faceci po ten rozum muszą chodzić!
Nie siedz cicho, mów głosno i wyraźnie o co chodzi…

Podkurzaj brata:
-dzis WYJATKOWO Ty wyrzucasz smieci…
-mieszkasz z nami, wiec oczekuje, że poscielisz łóżko
-jak Ci warknie, to powiedz…”dobrze, że mamy mieszkac razem tylko rok, bo gdyby miało trwać to dłużej, mogłabym Cię przestac darzyć sympatią”

I poza tym NIE NIE NIE NIE! NIE ZGADZAJ SIE NA TAKĄ SYTUACJE, BO ONA JEST CHORA!

bruni i Filipek 23mce !

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Wiecie dziewczyny, wczoraj straciłam właściwie ostatki nadziei, że wyprowadzka Sebka mogłaby być efektem naturalnego biegu wydarzeń. Nie mówiłam Wam wcześniej o tym bo i tak musiałam przedstawić Wam wiele innych wątków ale przez kolejne ostatnie tygodnie trwania sesji Seby (jest na bardzo ambitnym kierunku) polał 3 najważniejsze chyba egzaminy(oczywiście z przyczyn wiadomych- rozrywka przy kompie była ważniejsza od nauki- chyba tylko kilka razy w ciągu tego półrocza widziałam go uczącego się). Właściwie i on i jego rodzice staneli już wobec faktu, że wyleci. Wszyscy- on i ja, teściowiei i mój Paweł nastawialiśmy się na ten fakt, że będzie musiał wracać do rodzinnego domu. Każdy z nas przeżywał to jednak w sposób wiadomy dla siebie. Oni byli bardzo przygnębieni(teściowa ciągle płakAŁA), ja jak się domyślacie widziałam w tym radosne wybawienie z sytuacji, chociaż uwierzcie naprawdę nie życzę mu źle(chciałabym by mógł kontynuować te studia…. byle nie pod naszym dachem) i chociaż czułam się z tą swoją nadzieją na jego naprawdę porażkę podle to jednak czekałam, liczyłam dni kiedy w końcu ostatecznie będzie wiadomo, kiedy dowiem się, że z przyczyn naturalnych …zostaniemy nareszcie sami. A tu okazało się, że profesor jeden i drugi i kolejny ni z tego ni z owego dali polewającym szansę i to wyobraźcie sobie, że niejedną. Sebastian wziął się na tyle do naukl, że za którymś razem zdołał załapać się na zaliczenie kolejno jednego, drugiego i trzeciego. Wczoraj się właśnie dowiedziałam, że zaliczył już ostatni z tych egzaminów. Sebek poszedł świętować to radosne wydarzenie razem z kumplami a ja w przenośni poszłam sobie podcinać żyły a w rzeczywistości to odstawiłam mojemu mężowi taką histerię i takie wyrzucanie z siebie emocji, że cały wieczór mieliśmy z głowy- ja poszłam ryczeć w jeden kąt on poszedł się dołować w drugi. Radziłyście kochane bym umiejętnie i romantycznie wykorzystywała taki czas kiedy zostajemy sami w chacie… nieźle ten czas wykorzystujemy co?Dopiero wtedy jednak mogłam wywrzeszczeć mężowi z furią i w potoku łez, że “wcale ale to wcale się nie cieszę, że on zaliczył i zostanie na drugie półrocze,wręcz przeciwnie umarła ostatnia moja nadzieja!!!!!”. Dopiero po długich godzinach dyskusji zdołaliśmy jakoś ukoić nasze zdruzgotanie wewnętrzne.
Co do Waszych rad Dziewczyny to postaram się jakoś wcielić w życie to co mi radziłyście(podsunęłyście mi kilka mądrych pomysłów na przeprowadzanie rozmów, działań wobec Sebka i teściów) ale potrzebuję na to czasu i zebrania sił. Wytrzymam ten rok akademicki do końca ale potem rozpętam III wojnę domowa:).Dla wyjaśnienia niektórych spraw o których pisałyście powiem Wam, że mojego mężczyzny nie chcę karać w żaden sposób i odgrywać się za tę sytuację na nim, on też jest ofiarą tego chorego układu, to wbrew pozorom tej sytuacji facet z charakterem i on czasami już chce interweniować bym mogła być wreszcie zadowolona(tylko, że ja wiem jakie to dla niego trudne bo musiał by powiedzieć w jakiś sposób rodzicom “radzcie sobie sami, dzięki za mieszkanko ale Sebek to już Wasza troska, my z Kasią umywamy ręce”. Oni się tak spłukali, że Paweł wciąż powtarza, że jest im to winny. Ja to naprawdę rozumiem i do pewnego stopnia podzielam. Dostaliśmy bowiem i mieszkanie i samochód i jeszcze koszty za ślub oni pokryli w większej mierze, oni zresztą zajęli się w sumie całą organizacją ślubu i wesela, które odbyły się właśnie w rodzinnym mieście męża. Nie mogłabym też odgrywać się na moim facecie bo wyobraźcie sobie że on robi w domu bardzo dużo- często gotuje i to świetnie, robi zakupy, załatwia wszystkie trudne sprawy urzędowe, jest ogromnym wsparciem i pomocą we wszystkim, nigdy nie uchyla się od pracy i odpowiedzialności. Słowem charuje jak wół i to na kilku frontach- doktorat, projekty, które robi dla jednej firmy- jest ich full, praca o dzieło dla innej firmy no i obowiązki w domu. Ja też robię dużo, zwłaszcza tej drobiazgowej babskiej roboty, której jednak jak same wiecie często nie widać na pierwszy rzut oka- także nie próżnuję, mam dwie prace cały i pół etatu. Kiedy przychodzimy do domu jesteśmy skonani. A tu to wszystko trzeba jeszcze zrobić by mieszkanie nie było całkiem zapuszczone. Co do Sebka to co miesiąc płaci nam te 200 zł. w sumie mało je (no ale coś tam je), wcale nie wydzwania, także może nie idzie na niego aż tyle kasy. Jak mówiłam pomaga nam sporadycznie, najczęściej kilka razy poproszony. Dopisuję te informację byście miały pełniejszy i bardziej prawdziwy obraz całości bo mój mąż twierdzi, że rozumiecie mój punkt widzenia dlatego, że przedstawiłam Wam to po swojemu. Naprawdę bardzo dbam tu o obiektywność i wierzę, że mi wierzycie. Pozdrawiam. To forum jest moja przestrzenią terapeutyczną także będę pisać więcej jeśli to moje marudzenie Was jeszcze nie męczy drogie Kobitki. Pa. Kasia
p.s. ale macie prześliczne maleństwa.

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

oby do konca semestru, byle nie do konca studiów:)

bruni i Filipek 23mce !

maduxia Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Wydaje mi się, że nie powinnaś w ogóle brać pod uwagę takiej opcji, że szwagier zostaje dłużej, niż rok, niech wszyscy wiedzą, i przypominaj im otym, że umowa była taka a nie inna. W związku z tym propozycja moja jest nastepująca: zagadaj z nim od czasu do czasu o tym, jakie są jego dalsze plany, czy rozglądał się już za czymś, bo czas leci, zaproponuj swoją pomoc i udawaj, że nic nie wiesz o tym, że miałby mieszkać z wami dłużej. W końcu umowa to umowa.
Nie możecie swoich planów osobistych przekładać ze względu na niego, jesteście młodym małżeństwem, mnie by chyba szlag trafił, jakbym musiała być w Twojej sytuacji!
Najgorsze jest w tym wszystkim, moim zdaniem, to, że jesteście w jakiś sposób winni teściom ogromną przysługę, w końcu to oni kupili wam mieszkanie, samochód, zafundowali przyjęcie… To chyba najgorsze uzależnienie jakie może być, bo oni teraz oczekują w pewnym sensie rekompensaty poniesionych kosztów, i, kurde, chyba mają trochę racji. Nie wydaje mi się, żeby rzeczywiście nie mięli w tej sytuacji nic do powiedzenia, jak to sugerują niektóre dziewczyny; rozumiem Twojego męża- nie dość, że chodzi o jego brata, to rodzice mogliby odebrać jego opór jako niewdzięczność..
To naprawdę trudna i baaardzo delikatna sytuacja.
Myślę też, że głośno wyrażona decyzja dotycząca powiększenia rodziny (przekonaj męża :-)))) mogłaby pomóc w skutecznym wypłoszeniu szwagra- ważne jest to, żeby to on sam chciał się wyprowadzić i żeby teściowie też sami doszli do takiego wniosku. Działaj delikatnie, a nawet nie zauważą, że robią dokładnie to, na czym Ci zależy 🙂
Pozdrawiam.

Antoś i fasolka 16.09.2005

laminja Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

to bardzo trudna sytuacja. Oczywiście dla Twojego męża i jego rodziny będzie bardzo trudna do zrozumienia. Obawiam się, że czekają Cię ciężkie przejścia rodzinne…

Nie pochwalam tego co zrobili Twoi teściowie – faktycznie wykazali się małą wyobraźnią. Ale myślę, że ponieważ kupili Wam mieszkanie są przekonani o tym, że dali Wam bardzo dużo (młodszy brat mieszkania nie dostał, więc niech chociaż skorzysta z tego…). Taka sytuacja jest oczywiście łatwiejsza do zaakceptowania dla Twojego męża, bo jego Sebastian nie krępuje.
Wydaje mi się, że jakimś rozwiązaniem problemu byłoby opłacenie chłopakowi akademika od przyszłego roku… Nie obciążalibyście kosztami teściów – więc rodzina miałaby o jeden argument mniej. Młody nauczyłby się nieco samodzielności – przecież zawsze mógłby wpadać do Was na obiad – czy popracować na komputerze – moglibyście zaproponować mu klucze – ale po ustaleniu pewnych zasad… Ja bym tak zrobiła. A nawet więcej – pewnie pomogłabym mu znaleźć dorywczą pracę, żeby miał za co się bawić 😉

A teraz musisz się uzbroić w cierpliwość, ustalić zasady – czyli pogonić chłopaka do roboty i doczekać do końca semestru – na wakacje pewnie pojedzie do domu…

Trzymamy kciuki. Pozdrawiam
Ania

Szymon 8/12/2003

aniaos Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

pomysl z oplaceniem akademika jest – moim zdaniem – trafiony w 10, ale z kluczami… mhm.. pewnie nikt nie bedzie znal dnia ani godziny, gdy szanowny sebus zwali sie na glowe. mysle, ze jego wizyty przysporzylyby wielu klopotow – lepiej, niech dzwoni do drzwi 🙂 – a jeszcze lepiej, niech zapowiada sie telefonicznie.
a powaznie: dawanie kluczy od wlasnego mieszkania osobom trzecim (nawet najblizszym) jest naprawde krepujace. wiem, bo sama bylam w takiej sytuacji: dalam klucze przyjaciolce, by mogla czasami skorzystac z internetu, zaczekac na autobus (mieszkala poza miastem i dojezdzala podmiejskim). po jakims czasie to “czasami” zamienilo sie w “codziennie” i to na kilka godzin, o roznych porach. nigdy nie bylam pewna, czy za sekunde nie zazgrzyta klucz w drzwiach i nie wejdzie moja przyjaciolka…

pozdrawiam

anna

jusi22 Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Rok temu byłam w identycznej sytuacji, mieszkałam z mężem, córką i bratem męża w mieszkaniu mojej teściowej,która mieszka aktualnie ze swoim drugim mężem w innym mieśćie. Założenia mojej teściowej odnośnie właściciela mieszkania były prawie takie same jak u Was: czyli kiedyś mieszkanie miało zostać przepisane na mojego męża. Niestety nie skończyło sie to happy endem.
Sytuacja od początku mnie drażniła, żadnej intymności, ciągłe uważanie co mówie, co robie, sprzątanie całego mieszkania (ale u szwagra w pokoju nigdy! nie sprzątałam), no i do tego jeszcze małe dziecko.Narastała we mnie złość i niechęć,mój mąż uważał że przesadzam. Uwierzył mi niestety po czasie. No więć było to tak: w marcu zeszłego roku mężowi trafił sie dobrze płatny wyjazd do Szwecji na 2-3 miesiące, zdecydowaliśmy że pojedzie a ja dam sobie rade, zresztą kiepsko było z pieniędzy więc innego wyjścia nie było.Gdy Rafał wyjechał zaczęł sie dla mnie koszmar! Szwagier już nie krył sie ze swoją złośliwością, bezczelnością, wchodził mi do pokoju bez pukania, grzebał w moich rzeczach, brał sobie z lodówki nasze jedzenie i wiele innym okropnych rzeczy i sytuacji. W końcu widząc że sobie radze (wstawiłam zamek w dzwi pokoju, wezwałam brata aby pokazać mu że nie jestem sama) wyrzucił mnie z mieszkania z Milenką na rękach, jedyne co zabrałam to łóżeczko i torbe z kilkoma ubraniami. Zagroził,że mnie zabije więc co miałam robić?! Zamieszkałam u mamy do czasu przyjazdu Rafała. Gdy wrócił przeprowadziliśmy sie do moich rodziców i mąż zerwał jakiekolwiek kontakty z bratem. O mieszkaniu możemy sobie już tylko pomarzyć, ale wole mieszkać u rodziców lub wynajmować niż znowu przeżywać gehenne mieszkania z tym człowiekiem!!!
A jeśli chodzi o teściową to kolejny raz pokazała że nie moge na nią liczyć…
Smutne to ale może w ten sposób jakoś ci pomoge, pokaże jak takie chore sytuacje mogą sie skończyć.
Musisz przekonać męża że na dłużej niż rok szwagier mieszkać z Wami nie może.Jeśli przekonasz męża to już wszystko sie ułoży.
pozdrawiam


Jusi & Milenka ur.27.05.03.

laminja Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

klucze po ustaleniu zasad :)) Ale może faktycznie byłoby to pole do nadużyć ze strony młodego człowieka. Tym nie mniej jednak i jemu coś się należy, więc pomyslałam, że taki gest byłby dobrze widziany przez rodziców i brata. W rodzinie ciągle trzeba przecież prowadzić wysokiego szczebla dyplomację 😉

Ale doświadczeń tegoi typu nie mam i raczej mieć nigdy nie będę, więc napisałam co mi się wydawało za dobry pomysł. Dzięki za oświecenie mnie w kwestii dzielenia sie kluczami.

pozdrawiam

Szymon 8/12/2003

mmu Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Oj, Kasiu, kiepska sprawa, kiepska. Tym bardziej, że jesteś sama z tym. Twój mąż pewnie też wolałby mieszkać tylko z Tobą, ale dla niego ta sytuacja jest dużo prostsza, w końcu to jego brat, z którym mieszkał ileś tam lat i się go nie krępuje. Zresztą faceci inaczej rozumują, mój mąz zaraz powiedziałby, że przesadzasz, przecież nic takiego sie nie dzieje…
Uważam, że pomysł Laminji z akadaemikiem jest super!!! To właśnie wyjście z sytuacji. Młody zasmakuje życia studenckiego, będzie sobie żył w swoim syfie i przekona się że żeby zjeść trzeba kupić i zrobić. A do Was niech wpada na niedzielne obiadki
Niestety sprawa jest delikatna, ale argument Twojego męza o opiece nad rodzicami jest kompletnie nietrafiony. W końcu Seba jest zdrowy, młody i raczej nie potrzebuje opieki , choć po tym co piszesz, myślę że on sądzi, że powinno być jak u mamusi. Posprzątane, ugotowane, uprane i uprasowane. Cóż, czas dorosnąć!
Główka do góry, będzie dobrze!

Gosia i Hania 20.05.2004

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Dziewczyny- cały czas śledzę ten wątek i dziękuję z serca za kolejne wypowiedzi. Wpycham się teraz do komputera jak nigdy, marudzę tak długo aż któryś z chłopów mnie wpuści. Ten pomysł z akademikiem lub choćby ze stancją jest naprawdę dobry, zresztą od początku tak to z moim Pawłem rozumieliśmy. Początek u nas, dla oswojenia się z nową rzeczywistością i rozbiegu dalej to już na własną rękę w akademiku. Oczywiście jeśli była by taka potrzeba byłoby też nasze wsparcie. Ile on by się nauczył o życiu. Takie rzucenie na głębię wyszłoby mu tylko na dobre, facetom to potrzebne zwłaszcza tym, których mamusie wychowują na styl synusia o dwóch lewych rękach, czyniąc w ten sposób krzywdę im samym, ich przyszłym żonom, dzieciom. Wiecie mimo momentów samodzielności i inicjatywy ze strony Sebka często czujemy się jak półroczne małżeństwo z 21 letnim synem. Kompletna paranoja.
Powiem Wam na koniec inną ciekawostkę: mój mąż jeszcze kiedy studiował z przyczyn finansowo- kumplowskich mieszkał przez wszystkie 5 lat studiow ze swym przyjacielem Jarkiem w mieszkaniu podarowanym mu przez matkę. Po dwóch latach Jarek się ożenił z ich wspólną dobrą koleżanką i tak już mieszkali razem przez kolejne 3 lata w identycznym niemal jak nasze metrażem 2 pokojowym mieszkanku. Bardzo zbliżony układ. Podziwiam tę Sylwię,że wytrwała dzielnie do końca ale ona też już miała pod koniec a może i dużo wcześniej dość tego niezręcznego układu mimo, że oni wszyscy traktowali się jak przyjaciele i naprawdę każdy odpowiedzialnie przyjmował na siebie różne obowiązki a mój Paweł w dość wydatny sposób wspierał ich finansowo. Mój mąż tam- od Sylwi i Jarka i dzięki ich mądremu panowaniu nad tym układem nauczył się wszystkiego o życiu, trochę o realich małżeńskich, obowiązkach, odpowiedzialności i jest teraz naprawdę zaradnym, pracowitym facetem. Może też stąd mój mąż porównując mnie być może do Sylwi- sądzi, że skoro ona tak żyła i nie marudziła i umiała nie dawać sobie wejść na głowę- wyznaczała granice to ja też powinnam to potrafić? Pewnie i rodzice mojego Pawła przywołują w głowach ten przykład z życia ich starszego syna bo znają Sylwię i Jarka- spędzili nawet u nich kilka dni i widziel,i że to dość zdrowo funkcjonowało. Trudno więc może im wszystkim się dziwić, że nie potrafią oceniać tego i myśleć o tym dziwnym układzie tak jak ja. To też jeden z czynników osłabiających moje argumentacje i świadczące o tym zdaniem męża, że przesadzam. Oni byli dla Pawła obcymi w sumie ludźmi a przyjęli go na 5 lat pod swój dach, ja jestem rodziną….. więc powinnam z otwartymi ramionami pewnie, co? Eh, szkoda gadać. Ale skomplikowane to życie co? Im więcej opowiadam tym bardziej to chyba dostrzegacie. ŚCISKAM SERDECZNIE WAS WSZYSTKIE. DZIĘKI.
ps. A Panowie czemu się nie odzywają? Nie macie ochoty czytać tego tasiemca- tak wiem, rozumiem. Powinnam Wam napisać jakieś exstra krótkie streszczenie? Figa z makiem- tak nie umiem, chyba nawet się nie da. Proszę napiszcie jakieś jedno, dwa zdanka- niech Wam żonki opowiedzą tę historię. Możecie nawet napisać, że jesteśmy wszystkie przeczulone wariatki- ( i tak oczywiście nie weźmiemy sobie tego do serca)ale miejcie w tej sprawie też swoje zdanie. Jak mówiłam cenię też Wasze opinie- nie jestem seksistką. Poprostu wiem, że ze względu na płeć patrzymy na różne rzeczy z różnych perspektyw i chcę zrozumieć Wasze spojrzenie.
Kasia

annaw Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Rozumiem Cie doskonale i tez bym była wsciekła gdybym musiala tak zyc przez 5 lat. Ale wiesz co ja bym spróbowala troszke dac dla tego brata do zrozumienia ze to jest Twój dom . Bardzo mile i uprzejmiea nawet niby zartem zaczelabym mu zwracac uwage zeby zaczal sprzatac bo mozna sie przewrócic w tym pokoju , co jakis czas tak zupelnie przy okazji gdy bedzie wychodzil wsadzialbym mu w rece kosz ze smieciami do wyrzucenia i powiedzialbym z pieknym usmiechem :”moze wyrzucisz je mój ulubiony bracie męza “,z jeszcze wiekszym usmiechem po zjedzonej przez niego kolacji (zrobionej przez Ciebie) zapytalabym sie smakowalo?on powie tak ,a ty na to :no to teraz musisz mi sie a to odwdzieczyc i zmywasz naczynia … itd Wiadomo ze jesli bedziesz robic to w formie zlosci czy awantury to tesciowie sie obraza ,maż tez bedzie krzywo patrzyl .Ale jesli zrobisz to umiejetnie to on poczuje sie gosciem w tym domu i jesli bedzie musial cos w nim robic to nie bedzie moze chcial mieszkac w nim 5 lat.
pozdrawiam , zycze wytrwalosci i powodzenia

Zaglosuj na Natalke[Zobacz stronę]

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

chcialas poznac opinie jakiegos mezczyzny, wiec ci jedna troche przyblize. rozmawialam z mezem o twojej sytuacji. oboje bysmy starali sie uciec z takiego ukladu. jestesmy teraz od dwoch miesiecy na emigracji. ze wzgledow finansowych mieszkamy z naszym pracownikiem i jego bratem. uklada nam sie calkiem dobrze, nie mozemy na chlopakow narzekac, ale…brakuje nam troche prywatnosci. marzy nam sie chodzenie po domu w samych majtkach itp, itd. wiec w pewnym sensie jestesmy w stanie cie zrozumiec.
przede wszystkim powinnas pogadac z mezem. pokazac mu jak ty sie w tym czujesz. jezeli on nie bedzie stal po twojej stronie to sprawa bedzie bardzo ciezka.
w nastepnej kolejnosci powinnas bratu wyznaczyc pewne obowiazki i granice. slub bralas z mezem a nie z jego bratem, wiec nie musisz sie godzic na sprzatanie po nim i godzenie sie na wszystkie zachcianki i inne takie. moj maz ma 16 letniego syna. przyznam sie ze czasem ciezko mi mieszkac razem (chwilowo on jeszcze jest w polsce). ustalilismy ze ja nie bede po nim sprzatac – kazdy ma w domu jakies obowiazki. no i cos co dla mnie jest bardzo wazne: sypialnia jest tylko nasza. od roku dzielimy ja z nasza cora, ale nikt inny nie jest tam mile widziany. mysle ze tez powinnac tak zrobic.
no i powinniscie postawic sprawe jasno: rok i papa. zebyscie nie czuli sie zle wobec rodzicow mozecie pomoc bratu (czasem go dokarmic itp), ale mieszkacie osobno. powiedzcie wszystkim jasno o co chodzi.
my jestesmy bardzo antyrodzinni, wiec w takiej sytuacji albo bysmy sie wyprowadzili, albo niech sie obraza…ale to juz ostatecznosc. teraz musicie sprobowac ogarnac to bardziej dyplomatycznie.
zyczymy wam madrych decyzji i swietego spokoju polaczonego z prywatnoscia.
pisz jak na to zapatruje sie maz….zapomnialm: mysle ze powinniscie z mezem sie dogadac, bo nie ukrywajmy ze jestes teraz miezy mlotem a kowadlem. z jednej strony nie chcesz krzywdzic meza z drugiej sama sie meczysz…

powodzenia
ania i konrad

Ania i Oliwka

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Dzięki, będę tak dziękować Wam bez końca- za to, że macie tak czułe, rozumiejące serducha i nawet mężów skłaniacie do dyskusji na ten temat. Aniu W. staram się tak przemyślnie przemawiać do brata mojego męża. Staram się być serdeczna i prosić o różne działania na rzecz domu. Czasem to pomaga choć on lubi brać mnie na przetrzymanie. Czarująco się uśmiecha milczy wyczekująco gdy go o coś poproszę,tak jakby zabawiał się w badanie mnie na ile będę twarda w tej prośbie, czy się nie złamię i pewnie nie zrobię tego sama lub nie poślę Pawła. Czasem myślę sobie tak: ok. niech nic nam nie pomaga, niech spędza czas nic nie robiąc lub bawiąc się kompem,dzięki temu będę miała, jakby doszło do jakiejś poważnej rodzinnej narady, potężny atut w ręku za tym, że jego obecność nic nam nie ułatwia życia, że tylko mamy jednego nieporadnego nieboraka do odkarmienia więcej. A tak mogliby mi wmówić, że on jest dla nas cenną pomocą w domu i będzie nam ciężej bez niego. Trudno wyczuć jak to najlepiej rozegrać. Ściskam. Kasia

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Jusi23- opis Twoich perypeti życiowych czytałam już jakiś czas temu.Podobnie jak inne opowieści dziewczyn ta historia poruszyła mnie bardzo ze względu na absolutnie chore, patologiczne wręcz zachowanie Twojego szwagra i to co zrobił Tobie i Milence. Aż mi się włos na głowie zjeżył. Koszmar. Mój szwagier jest na szczęście inny, do głowy by mu raczej nie przyszlo by tak postąpić.Pa. K.

jusi22 Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kasiejko- może to moje życie faktycznie zakręcone czasami bywa, ale uwierz mi nie na co dzień spotykają mnie takie historie. Do dziś choć minął rok na wspomnienie strachu który wtedy czułam dreszcze przechodzą mi po plecach.
Ale co tam, kolejne doświadczenie życiowe, tak trzeba sobie tłumaczyć. Najważniejsze, ze nasze małżeństwo na tym nie ucierpaiało, a wręcz odwrotnie.
A szwagier mój trzeba to przyznać-ma kłopoty ze zdrowiem psychicznym, zwłaszcza odkąd zostawiła go żona, to egoista który widzi tylko siebie i swoje potrzeby, tacy ludzie nigdy nie dogadają sie z innymi, nie uznają kompromisów.
Ciesze sie,że twój szwagier do mojego podobny nie jest!
Trzymaj sie, będe śledzić jak sytuacja sie zakończy, pisz!
pozdrawiam


Jusi & Milenka ur.27.05.03.

ahimsa Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Chore! Twoi teściowie kupili de fakto mieszkanie swoim synom! A nie Wam!

[obrazek] http://lilypie.com”><img src=”http://lilypie.com/baby1/051014/2/15/1/

kata Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

o rety, przeczytałam wszystko, ja Cię Kasia podziwiam że jeszcze nie wybuchłaś i szlag cię nie trafił…….ja jestem beznadziejna…. brałam ślub w Kolumbii i mieszkaliśmy pierwszy miesiąc (jeszcze przed śłubem) u teściów w malutkim mieszkanku………całymi dniami wychdziłam z naszego mikro pokoiku tlyko do toalety….nie wiem co mi sie porobiło, bo wszyscy mnie bardzo dobrze traktowali……….no nieważne….a obecnie to ciężko mi znieść w domu obecność jakichś gości………….a już jak ich obecność się przedłuża to nie daj boże…..a już nocowanie u nas…….mamy kolegę z Wawy dj’a i duuuuzo czasu mnie kosztowało przyzwyczaić się i pogodzić z myśla że raz na kilka tygodni on u nas śpi jak gra w Lubinie……

jestem jakaś chora psychicznie chyba….ale to mój dom…..

zapomniałam dodać że po przylocie do Polski pół roku mieszkaliśmy z moimi rodzicami

życze powodzenia we wdrażaniu planów i negocjacjach i udanego pożycia


[Zobacz stronę]

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kata – ale mi uśmiech od rana przyprawiłaś do twarzy tym co napisałaś. Gratuluję przeczytania wszystkiego- dużą musiałaś mieć motywację. Jak miło, że w tym moim szamotaniu się z samą sobą tak czasem odjechanym emocjonalnie Ktoś jeszcze mnie podziwia za cierpliwość. Gdy chodzi o Ciebie to myślę, że jesteś jeszcze w takim okresie(ja w nim jeszcze jestem), że chcesz cieszyć się bliskością, intymnością męża, a oprócz tego masz też pewnie silnie rozwiniętą potrzebę posiadania swojego zacisza, w które nie wtargnie ktoś niepowołany, jakiś buldożer, który by rozwalił coś co tak pieczołowicie staracie się budować, pielęgnować. Rozumiem to wszystko bo sama też tak czuję i nie lubię gdy ktoś z gości przesiaduje nazbyt długo gdy ja nie mam na to ochoty. Osobiście staram się czasami siebie trochę w tym jednak temperować bo myślę, że nie można z domu robić takiej ufortyfikowanej twierdzy związkowi i dzieciom potrzebne są od czasu do czasu takie wizyty, odwiedziny, otwieranie drzwi dla innych to kształtuje szczególnie w dzieciach poczucie, że nie żyje się tylko dla siebie, że są też inni ludzie, którym należy poświęcić swoją uwagę, czas, zainteresowanie bo inaczej łatwo o egoizm. Nie łatwo czasem o to, to prawda, ja ciąglę nad tym pracuję ale w kwestii przechowywania szwagra tak długo to już chyba nieco inna sprawa( z tym nie umiem sobie poradzić) i Wasz, Twoje Kata opinie bardzo mnie podnoszą na duchu. Ściskam i pozdrawiam cieplutko. Kasia.
P.S.Jakie ładne to imię- Dorian.

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kochane dziewczyny minęło sporo czasu.Długo nie pisałam bo jakoś tak ciężko było mi zmuszać się do pisania o tym wszystkim ale zaglądałam tu praktycznie codziennie mając nadzieję, że może jeszcze ktoś mi coś napisze co mnie podtrzyma na duchu. Nie jest lepiej. Dziś znowu przechodzę załamanie nerwowe bo Sebek wraca do nas po 10 dniach przedłużonego weekendu majowego, który postanowił spędzić w swoim rodzinnym mieście. Tak mogłam odpocząć, odetchnąć od jego narzuconej mi obecności, tak swobodnie mogłam się nareszcie czuć we własnym domu. Tak mi było dobrze z moim własnym mężem sam na sam nareszcie. Życie bez Sebastiana jest kompletnie inne- cudowne wprost choć takie zwykłe. Mój Paweł nadal tego nie rozumie wmawia mi: “przecież nic się nie zmieni, wszystko będzie tak samo”. Życie bez swobody w domu to nigdy nie będzie dla mnie to samo. Dziś wraca….to koszmar- mam dzień, ba przynajmniej tydzień żałoby z tego powodu. Ryczę już od wczoraj dosłownie wszędzie. Paweł pojechał po niego na dworzec a ja ryczę i tłukę się z myślami, popadam w rozpacz i wściekłość na przemian. Nie cierpię z nim mieszkać, nie chcę z nim mieszkać pod jednym dachem. Ta sielanka nie mogła trwać zbyt długo. Widać jako młode małżeństwo nie mamy prawa by mieszkać bez świadków.Targają mną takie emocje!!!!!! Nie mam już ochoty, siły by zmuszać się do bycia dla niego miłą. Nic złego mi nie zrobił ale jestem zła na niego, na nich wszystkich za to, że tak nam psują małżeństwo od samego startu, za to, ze nie padło ani jedno pytanie,wątpliwość z ich strony, że pewnie jest nam trudno tak żyć, że może nas to krępuje. Nikt nie poddaje tego w wątpliwość, nikogo to nie wprawia w zakłopotanie, że młodego kawalera ze studenckimi przyzwyczajeniami zrzucono na głowę i wtłoczono do domu poznającemu się dopiero mocniej,docierajacemu młodemu małżeństwu, które nigdy dotąd nie miało okazji dłużej cieszyć się zyciem sam na sam ze sobą. Nawet 1 tydzień miodowego miesiąca, którego nota bene nie mieliśmy z racji pracy przyszło nam spędzać z nim w trójkę w naszym współnym mieszkaniu!!!!!!!!!!!!!!!!! A ostatnio- z miesiąc temu gdy pojechałam do rodziny mojego męża na pogrzeb i był tam i mój Paweł i Seba i jakiś ich wuj poruszyli przy mnie przy stole temat jego mieszkania z nami i miałam okazję usłyszeć jakie są naprawdę zapatrywania moich teściów na to mieszkanie współnie. Myślałam, że nie wytrzymam, serce waliło jak oszalałe, słabo mi się zrobiło z przejęcia, gorąco na całym ciele(bo to mój bądż co badż temat egzystencjalnej wagi). Usłyszałam taką oto rozmowę, skierowaną pośrednio do nas pośrednio do wuja: ” No, Sebciu teraz mieszka u Pawła, zobaczymy jak długo, pewnie jak pojawi się dzidziuś to będzie za ciasno dla nich wszystkich i Sebuś będzie musiał poszukać pewnie jakiś akademik….” . A więc to dokładnie tak jak sobie myślałam wcześniej, co negował Paweł: dopiero jak urodzi się dziecko to może wtedy się wreszcie wyniesie bo może będzie za ciasno………….. A więc dziecko to jedyny sposób na pozbycie się go? Stawiają mnie w sytuacji bez wyjścia. A jeśli nie daj Boże nie mogłabym szybko zajść w ciążę to on będzie te pięć lat. Ja tego nie wytrzymam! Niestety przy tak dużym gronie rodzinnym nie było mnie stać na nic innego poza zaproponowaniem teściowej, że może poznoszę talerze po obiedzie do kuchni. Tam mogłam ulżyć swoim emocjom i trochę popłakać. Gdy Paweł zobaczył jak wytrąciła mnie ta sytuacja z równowagi i jak kwilę w jego ramionach, powiedział mi: Nie martw się Sebek nie będzie z nami mieszkał od września, porozmawiam z nim…” Nie wierzę jednak, że mój mąż będzie w stanie to zrobić i mam ku temu powody by nie wierzyć. A zresztą ja sama nie mam odwagi na tę rozmowę ani przy Sebku a już wogóle przy teściach nawet jeśli to Paweł będzie mówił a ja będę milczeć jak grób. Przecież to we mnie zobaczą inicjatorkę tej całej zadymy.Znienawidzą mnie. I nikt nawet nie doceni tego roku wyrzeczeń, braku intymności we własnym domu, skrępowania, znoszenia z cierpliwością jego lenistwa, grzecznego proszenia go po kilka razy o rzeczy oczywiste będące także jego powinnością,wyręczania go w obowiązkach, miłego zwracania się do niego, przynoszenia jedzenia pod samą gębę, znoszenia tego bajzlu w chałupie, wiecznie rozbabranego łóżka i niemożności korzystania swobodnie z drugiego pokoju. Nikt tego nie doceni a zamiast tego zasłużę sobie mimo, że nic złego przecież nie robię na miano podłej, egoistycznej synowej. Brak mi słów. Pomóżcie. Kasia

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kasiu, wybacz, mecze sie jak to czytam 🙁 Jesli nic nie chcesz zrobic w tej sytuacji to jak chcesz rozwiazac problem? Nikt z nas nie jest w stanie ci pomoc, to TY musisz zaczac dzialac. Mam nadzieje ze jednak twoj maz porozmawia z Sebastianem i ten sie od was wyprowadzi.
Wg mnie masz tzw syndrom ofiary i kazdy bedzie to wykozystywal i nikt nigdy nie bedzie liczyl sie z twoim zdaniem.
Pozdrawiam i zycze ci wszystkiego dobrego


Jola i Adrian (30.10.2000)

Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

ZGADZAM SIE Z ILIANĄ:)


bruni i Filipek -2latka!!!

laminja Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kasiu a może powinnas porozmawiac ze swoją teściową… Powiedzieć jej, że lubisz Sebska, ale to młody chłopak i jak to bywa robi bałagan, żyje w innym tempie. A Wam to nie pozwala na norlane życie rodzinne. Bo Sebek robi co chce jak dorosły, ale daje z siebie tyle co dziecko. Zapytaj czy pogniewaliby się gdybyście od września OPŁACILI mu akademik. Żeby tesciów nie obciążeć finansowo, ale w jakiś sposób to rozwiązać – bo mieszkanie nie jest duże, a Tobie jest trudno żyć w takim układzie. Albo pogadaj z Sebkiem sama i zapytaj go co o tym mysli… Bo takie męczenie się nie ma sensu – a jestem pewna, że można z rodziną jakoś się dogadać bez niszczenia relacji. Nawet jeśli na początku dojdzie do ochłodzenia stosunków – z czasem się poprawią. Powiedz że jeśli mu będzie w tym akademiku bardzo źle to najwyżej wróci do Was. A teraz mysl o wakacjach – jeszcze tylko niecałe dwa miesiące 🙂

Szymon 8/12/2003

aniaos Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

racja w 100%. kobieto,jezeli ty sama w koncu nie wezmiesz sie w garsc i nie pogonisz tego trutnia, to forumowe rady niewiele dadza… zreszta jakis czas temu laminja podpowiedziala – moim zdaniem rewelacyjny – pomysl na rozwiazanie problemu: po prostu oplaccie mu akademik (albo dajcie tyle na oplaty,na ile was stac) i po sprawie. takie naiwne liczenie na to,ze moze maz porozmawia, a moze ten troll sam sie domysli, a moze dziecko sobie sprawic, a moze tesciow olsni i zabiora pasozyta nic nie da. jak juz powiedzialam – przy takim biernym czekaniu i biadoleniu predzej rozwodu wlasnego sie doczekasz niz spokoju w domu.

trzymaj sie i DZIALAJ!!!!

kasiejka Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

To bolesna prawda ale jednak prawda o mnie. Smutno mi się jednak zrobiło. Wiem, że to męczące. Chciałam po prostu wyrzucić to z siebie gdzieś. Naprawdę byłam zaskoczona i zażenowana, że to forum działa tak, że jak napisze się coś w starym temacie to przerzuca się to na pierwszą stronę. Przepraszam Was za to ciągłe biadolenie bez konkretnego działania. Całe życie w domu wpajano mi poczucie winy za wyrażanie swoich odczuć, poglądów. Nie miałam prawa mieć swojego zdania. niszczono mój wszelki opór i sprzeciw.Tak, wiem cierpię na syndrom ofiary. Z wieloma kwestiami sobie już poradziłam, z wieloma nie umiem. Dziękuję Wam za szczerość, doceniam ją, nie gniewam się oczywiście bo macie rację. K.

ika Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Kasiu – ech..
sytuację masz trudną nieziemsko – ale skoro tak Ciębie to męczy to MUSISZ SOBIE USWIADOMIĆ , ZE TO TY MUSISZ COŚ Z TYM ZROBIC.
Nikt inny
Jak zrobic to bez pretensji ? Moze właśnie tak jak opisujesz tutaj w formie listu. Skorzystaj z podpowiedzi dziewczyn – zaproponuj opłacenie akademika – wyjasnij, jak wazne jest byście wreszcie z męzem pomieszkali razem sami.
Wszystko mozna napisać w liście jeśli boisz się, że zamuruje Cię i słowem się nie odezwiesz, albo, ze zaczniesz płakać, krzyczeć itp.
List daje mozłiwość wyjaśnienia wszystkich swoich racji – nie daje mozliwości dialogu – ale zwerbalizujesz wreszcie swoje potrzeby i oczekiwania.
Pamiętaj, ze to Ty sama robisz z siebie ofiarę ( zgadzam sie z Ilianą) a inni korzystają z okazji by się z Tobą nie liczyć – i NIKT tego nie zmieni jeśli TY sama nic nie zrobisz w tym kierunku.
jak inni mają szanować twoje zdanie jeśli sama go nie szanujesz?
Jak inni mają się z Toba liczyć , jesli sama tego nie robisz?
Wiem, że radzić jest najłatwiej – będąc w konkretnej sytuacji dokonać zmian – to spory wysiłek i wielka odwaga – życze Ci więc wiele siły i odwagi
Pozdrawiam bardzo ciepło dodając , ze NIGDY NIE POWINNAŚ PRZEPRASZAC ZA TO, ZE ŻYJESZ!
uściski

ika i Igor 01.04.2004

magdusiek Dodane ponad rok temu,

Re: Żyję w niechcianym trójkącie

Powiem Ci szczerze – ja bym oszalała. I podejrzewam, że nie umiałabym siedzieć cicho, pewnie Sebastian już dawno sam wpadłby na pomysł, żeby jednak się wyprowadzić. Zresztą – co za chory pomysł? Młode małżeństwo powinno mieszkać samo, wiem, ze często jest to niemożliwe, ale może postaraj się porozmawiać spokojnie z mężem, w końcu wyszłaś za niego, a nie za niego i jego brata? Najbardziej dziwi mnie brak wyczucia Sebastiana i teściów….a może czas przypomnieć, że pierwszy rok studiów się kończy i że czas poszukać czegoś innego?

pozdrawia i powodzenia
Magda

Znasz odpowiedź na pytanie: Żyję w niechcianym trójkącie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
co z kawą ??
Jak myślicie, jak często mozna pić kawę bez uszczerbku dla fasolki? Dotychczas wytrzymywałam bez, tzn. juz cos koło 4 tygodni, ale reklamy juz tak na mnie podziałały ostatnio, ze mam
Czytaj dalej
Dla starających się
Miłego Dnia
Witam, mam dzisiaj bardzo dobry chumor, dużo optymizmu i wiary że może w tym cyklu uda mi się zaciążyć. Życzę wszystkim miłego dnia i dużo usmiechu na codzień oraz wiary że
Czytaj dalej