Żyję w niechcianym trójkącie

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 44)
  • Autor
    Wpisy
  • #63784

    kasiejka

    Długo zastanawiałam się czy na forum odnoszących się do tematów macierzyństwa i ojcostwa mogę pisać o swoim problemie, który nie zalicza się do tej tematyki. Może nie na tym forum powinnam o tym pisać ale jednak napiszę bo stwierdziłam, że właśnie Wy możecie mnie lepiej zrozumieć, odczuć moją trudną sytuację, że tu mogę otrzymać wsparcie psychiczne i zrozumienie mojego problemu, którego naprawdę bardzo potrzebuję.
    Mój kochany mąż rozumie niemal wszystkie moje smutki, problemy, jest naprawdę wspaniały, tego jednak problemu jak dotąd nie zdołał zrozumieć i po wielu próbach wyłożenia mu tego jak chłopu na miedzy wiem, ze już nie zrozumie. Bardzo cierpię z tego powodu.
    Od pół roku jesteśmy małżeństwem, dostaliśmy od jego rodziców 2 pokojowe mieszkanie. Wiem, że wielu z Was może i nawet tego jeszcze nie ma. Być może zbyt wiele rządam…. Miesiąc po naszym ślubie wprowadził się do nas jego młodszy brat, który zaczął studia w naszym mieście. Rodzina i brat mojego męża mieszkają dosłownie na drugim końcu Polski, mój Paweł w moim mieście robił te same studia, które zaczął teraz jego brat. Robi teraz doktoratj. Ich rodzice uznali, że dobrze by było by na początku, może przez około pierwszy rok by Sebastian zamieszkał z nami, pomożemy mu wtedy w adaptowaniu się w nowym mieście,środowisku, uchronimy przed złym wpływem studenckiego środowiska. Rodzice tez nieźle spłukali się kupując to mieszkanie więc byłoby to dla nich pewne odciążenie bo Sebastian płacił by mniej za mieszkanie z nami niż za akademik. Pytali mnie czy się zgadzam. Cóż mogłam powiedzieć? Nie mogłam przecież odmówić. Tymbardziej, że na razie mieszkanie zapisane jest przez 5lat na ich ojca- mojego teścia.Zgodziłam się więc, w duchu jednak wszystko we mnie protestowało. Powiedziałam sobie wtedy jednak, że nie mogę myśleć tylko o sobie bo to egoistyczne. Już wtedy jednak podejrzewałam, że dzieląc dość małe mieszkanie(43m2) z obcym tak na prawdę dla mnie chłopakiem( bo znaliśmy się tylko z moich 3 odwiedzin w ich rodzinnym mieście), zostanę w pewien sposób pozbawiona pełnej swobody życia, intymności. Przecież wiecie jak ważne jest takie bycie sam na sam ze swoją ukochaną osobą przynajmniej na początku wspólnej drogi. Przed ślubem nie mieszkałam z Pawłem. Czekaliśmy z utęsknieniem na ten i inne piękne momenty naszego małżeńskiego życia. W swoim domu rodzinnym znosiłam wcześniej straszny terror psychiczny od rodziców aż do ostatnich dni dzielących nas od ślubu. Nie było mi/ nam łatwo. Marzyłam wprost o tym by wreszcie móc zamieszkać z moim mężem, uciec od tego wszystkiego, od tego całego nieustannego napięcia, w którym żyłam na codzień, znaleźć wreszcie spokój i ciszę. To miało nam zapewnić nasze małe mieszkanko. Niestety Sebek zamieszkał z nami. Zajął jeden z naszych dwóch pokoi. Niedługo potem dowiedziałam się od niego, że ma zamiar mieszkać z nami do końca studiów- 5 lat. Krew mnie doslownie zalała. Ryczałam tygodniami po kątach, w łazience, na balkonie.Do dziś nie podjęłam z nim tej kwestii, nie zaprotestowałam bo nie wiem jak mam to zrobić. Nie wiem skąd wzięła się ta sprzeczność uzgodnień. Czy tylko on sobie tak to wyobraża i nie wie nic o naszym uzgodnieniu z rodzicami, czy też to celowe- czyli że zarówno on jak i jego rodzice- moi teściowie planowali właśnie by został on z nami tyle ile się tylko daj- całe studia. Nie rozmawiałam z Sebkiem o tym bo jak mam mu to powiedzieć, że co”możesz mieszkać u nas rok a potem szukaj schronienia w akadmiku?”. To przecież bardziej jego i mojego męża mieszkanie niż moje. Jest przecież zapisane na ich ojca. Czuję się w sytuacji bez wyjścia. Gdy się postawię i zaprotestuję sprawię wielki zawód mężowi
    (to przecież jego ukochany młodszy brat- życzy mu jak najlepiej), zapracuję na niechęć lub wręcz antypatię i wrogość zarówno szwagra jak i jego rodziców. To dopiero 6 miesięcy po ślubie nie chcę kłocić się z własnymi teściami, być z nimi w złej relacji(to naprawdę sympatyczni, serdeczni i szczerzy ludzie). Czuję się tak źle z tym wszystkim w środku. A Sebek to skądinąd naprawdę miły,sympatyczny chłopak ale jeszcze niedojrzały życiowo no i strasznie leniwy, nastawiony na gotowe. Mieszka u nas jak w hotelu ****. Ma wszystko, wszelkie wygody: jedzenie, spanie, komputer, internet, często też podwożenie na uczelnię. Czuję się dużo mniej swobodnie w tym mieszkaniu niż on. Ciągle muszę chodzić kompletnie ubrana, wciąż nie zapominać o szlafroczku, staniczku, majteczkach bo przecież nie może zobaczyć mnie w negliżu. Ja się po prostu go krępuję i wstydzę. Kochać się z mężem też nie mogę swobodnie. Naprawdę często w sytuacjach intymnych zasłaniam sobie usta by nie słychać było jak reaguję. A jestem z natury bardzo spontaniczną osobą.Wyobraźcie sobie jakie to krępujące, drzwi z względu na specyficzny kształt wejścia do naszego pokoju(łuk) mamy tylko jako typ przysłonięcia, j nie mamy jak szczelnie ich domknąć. Nie mogę bez skrępowania tulić się do mojego męża, szeptać mu czegoś osobistego, sprzeczać się, kłócić, godzić czule bo wiecznie gdzieś obok jest Sebek i wszystko słyszy. Ponieważ mój Paweł pracuje nad projektami siedząc z nim przy kompie ramię w ramię, nie ma mowy o intymności w rozmowach. Sebek wie wszystko o naszym życiu małżeńskim, o naszych planach o tym, że ja już chcę mieć dzidziusia i dlaczego a mąż wolałby jeszcze zaczekać. Wie o nas wszystko. Nie czuę się jak pani tego domu. Wciąż przemykam z naszego małżeńskiego pokoju do kuchni, łazienki- To jedyna, rozsądna przestrzeń dla mnie. W jego pokoju tak naprawdę nie ma dla mnie miejsca bo mój mążjak wspomniałam tam ciągle pracuje na komputerze a w tym czasie Sebek bawi się całymi godzinami na drugim, łóżko rozbabrane całymi dniami, nie ma nawet gdzie usiąść, gdzie przystanąć bo jest po prostu bajzel. A ja marzyłam o pięknym estetycznym, czystym domu. Zapomnij.
    Właściwie niemal wcale nam nie pomaga. Najchętniej spędza czas właśnie przed tym komputerem, grając, przesiadując na gadu-gadu,słuchając muzyki My natomiast jesteśmy od całej reszty, od wszelkiej brudnej roboty, my robimy zakupy,obiad, sprzątanie, on najczęściej przychodzi na gotowe. Jestem w tej chwili już po prostu tak wściekła i zrozpaczona gdyż nie raz mu mówiłam o swoich odczuciach- nie wiele się zmienia. Potrafi zadziornie odpowiadać „a dlaczego ja mam to zrobić?”,albo „nie dziś”,” jutro, później to zrobię”. Zawsze rozrywka jest dla niego najważniejsza. Piszę te długie- chaotyczne wywody bo czuję w sobie już taką agresję i mam taki awers do kwestii jego mieszkania z nami, ze naprawdę nie jestem już w stanie tego opisać. Nie zdzierże tego dłużej to dopiero pół roku a ja już wariuję. To rzutuje na moją relację z mężem, psuje ją. Nie widać tego jeszcze ale ja czuję, że to nie ma dobrego na nas wpływu. Zwierzając się mężowi ze swoich odczuć, błagając go by coś zrobił w kwestii wyprowadzki swego brata sprawiam mu wielką przykrość, stawiam w trudnej sytuacji wobec jego własnych rodziców, którym powinniśmy być wdzięczni za dach nad głową. Mój Paweł pyta się mnie w takich sytuacjach zasmucony do głębi ” co on ci tak przeszkadza,za co ty go tak nienawidzisz?” a ja go przecież nie nienawidzę, przecież lubiłabym go nawet bardzo gdyby mieszkał poza naszym domem. Dlaczego teściowie tak bez wyobraźni pozbawili mnie/nas swoje dzieci tych pierwszych radosnych samotnych- tylko we dwoje miesięcy po ślubie. Gdy urodzą się dzieci już nigdy nie będzie tego okresu w życiu. Nie nauczyłam się mieszkać jeszcze dobrze z jednym mężczyzną a już kazali mi z dwoma. Dla jedynaczki to niełatwe. Uwierzcie. A jak będę chciała zajść w ciąże, urodzi się maleństwo to co kisić się będzie ze szwagrem w ciasnym pokoiku? Nie…. ,wiem on dopiero w takiej sytuacji by się od nas wyprowadził, nie zniósł by tego płaczu, i całego ambarasu wokół dziecka. Czasem głupio sobie myślę w głowie, ze zajdę w ciążę już teraz by on się wyprowadził już za te 9 miesięcy. Dziecka jednak nie można traktować jako środka do osiągnięcia takiego celu.
    BŁAGAM, PROSZĘ NAPISZCIE MI COŚ POCIESZAJĄCEGO, NAPISZCIE CO O TYM MYŚLICIE, CZY ROZUMIECIE MÓJ PUNKT WIDZENIA TEJ SPRAWY, CZY ROZUMIECIE TEŻ MOJEGO MĘŻA, NAPISZCIE NAJZUPEŁNIEJ SZCZERZE CO SĄDZICIE. OGROMNIE TEGO POTRZEBUJĘ BO CZUJĘ SIĘ PASKUDNIE NIE MOGĄC ZNALEŹĆ ZROZUMIENIA. JEŚLI MYŚLĘ EGOISTYCZNIE TEŻ MI O TYM NAPISZCIE. DZIĘKUJĘ Z SERCA. KASIA

    PS. PISAŁAM SZYBKO I BEZ SPRAWDZANIA POPRAWNOŚCI TEGO TEKSTU BO KORZYSTAŁAM Z TEGO, ŻE KOMPUTER BYŁ CHWILOWO WOLNY…. CO JEST WIELKĄ RZADKOŚCIĄ)

    #809178

    aginkax

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    cześć Kaśka
    o rany, masz problem dziewczyno i to nie lada. Łatwo jest radzić ale na początek może pogadaj ze swoim mężem na spokojnie i ustalcie wspólnie pewne sprawy a potem przedstawcie je Sebkowi – mówię tu o podstawowych zasadach współmieszkania: wynoszenie śmieci, mycie garów, gotowanie tudziez robienie zakupów. Jakiś grafik zaproponuj albo cos w tym stylu – może mu się znudzi. Poza tym może jednak warto porozmawiać szczerze z tesciami. Na spokojnie i rzeczowo wyjaśnić jak sprawy stoją i jak oni to widzą. Nie wiem jak stoicie finansowo, ale ja juz bym wolała wynajmować kawalerkę niż żyć w ten sposób i to przez 5!!! lat. Przecież on wam zabierze najpiękniejsze 5 lat – te pierwsze, najbardziej intymne, osobiste 5 lat, kiedy to małżeństwo w zasadzie uczy się wspólnego życia, uczycie się siebie nawzajem. Teraz jest na to czas. Nie potem tylko teraz. Spróbuj wyobrazić sobie jak będzie wyglądało Wasze życie za 5 lat?? i czy na pewno on się wyprowadzi?? A co z dzieckiem?? też 5 lat chcesz czekać? Nie ma co się zastanawiać. To są chyba dość mocne argumenty i myślę, że rozsądna rozmowa najpierw z mężem, potem z teściami i wreszcie z Sebkiem jest jak najbardzej na miejscu. Zapytaj dyplomatycznie jak oni to widzą, czy mają jakąś propozycję, inne rozwiązanie, ale tak najzwyczajniej nie może być. I tak w ogóle co oni o tym myślą. Niech się szczerze wypowiedzą.Nie jestes egoistką i masz prawo do normalnego życia z mężem.Ważne jest abyście mieli takie samo zdanie i pogląd na tę sprawę.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    Jestem z Tobą. Trzymam kciuki. Daj znać jak sobie radzisz ze wszystkim.

    Aga



    #809179

    bratek

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Kiedyś – zaraz po ślubie, przez 2 lata też żyłam w takiej sytuacji- tyle, że to ja byłam inicjatorką, to z mojej decyzji nie mieszkaliśmy sami, a mój mąż stał na Twojej pozycji. I powiem to ze 100% pewnością- taka sytuacja o jakiej piszesz nie jest zdrowa a wprost przeciwnie jest chora, tyle, że- a to niestety nie jest dobra wiadomość- nie ma z niej dobrego wyjścia. Jak już się raz w to wpakowałaś, to jak by się to nie skończyło to i tak pozostanie niesmak………. Tak było w naszym przypadku i obawiam się, że tak też będzie w Twoim….
    Jeżeli jesteś zdecydowana tą sytuację przerwać, to MÓW O TYM!!! Rozmawiaj z mężem, ze szwagrem z teściami. Bądź szczera tak jak z nami. Jeżeli to myślący ludzie to zrozumieją to! A mąż gdy już zostaniecie sami doceni uroki sytuacji- już Twoja w tym głowa
    Ale dziecko faktycznie nie jest dobrym wyjściem z tej sytuacji… Ja w ogóle jestem raczej przeciwniczką pojawiania się dziecka bardzo szybko po ślubie… Uważam, że małżeństwo powinno się najpierw „wyszaleć” i nacieszyć sobą a dopiero potem podejmować odpowiedzialności rodzicielstwa. Tym bardziej jeżeli jak piszesz Twój mąż nie jest jeszcze gotowy… Widzisz dla niego ojcostwo zamiast mieszkania z bratem mogłoby stanowić w najlepszym wypadku- z deszczu pod rynnę, a w najgorszym katastrofalną zamianę czegoś dobrego i wygodnego na pełne zawalenie niechcianymi obowiązkami… Tak uważam.
    Pozdrawiam- Bratek- Michałowa mama (01.04.2004)

    #809180

    pasiasta

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Ja jestem z tych złośliwych typków – nie sprzątaj szwagrowi, nie gotuj, jak ma wyrzucić śmieci a tego nie zrobi – wstaw mu do pokoju To jest terapia wstrząsowa, ale zazwyczaj działa. Może się opanuje i stwierdzi, że lepiej mu będzie z kolegami.


    Dorota 08.08.04

    #809181

    zabka

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Oj sytuację masz rzeczywiście nieciekawą. I nie uważam aby wychodził tu Twój egoizm, ale żadasz rzeczy które Tobie, Wam się słusznie należą.
    Wiesz ja byłam w troszkę podobnej sytuacji, kiedy wprowadziłam się do mojego męża, który mieszkał w domku ze swoją mamą i zajmował ostatnie piętro, które zostało specjalnie dla niego i jego przyszłej rodziny wybudowane. Zrobiliśmy sobie tam kuchnię, łazienka była, wielki salon i mniejszy pokoik z komputerem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to że mama przychodziła co rusz, siedziała z nami, wietrzyła nam itp. Ja zaczęłam mydlić głowę mężowi że dłużej tego nie wytrzymam, nie dam rady, ale zakup mieszkania nie wchodził w grę, bo przecież mamy gdzie mieszkać i to naprawdę w super warunkach. Kiedyś mama weszła jak mąż był sam, kąpał się i wyszedł sobie swobodnie nieubrany z łazienki a tam mama sobie siedzi. Po moim powrocie zeszliśmy na dół porozmaiwać z nią że nam to przeszkadza, że przychodzi że wietrzy. Efekt był taki, że nie wróciła na noc do domu, nocowała u koleżanki, przeprowadziła rozmowę z mężem że to jest jej dom i ona będzie robić w nim co jej się tylko podoba. Nasze kontakty uległy pogorszeniu.
    Dlatego myślę że z teściami napewno nie masz co rozmawiać, bo stwierdzą że Ci woda sodowa uderzyła do głowy, oni kupili mieszkanko, wydali tyle pieniędzy a Ty nie chcesz pomóc dla ich drugiego syna. Mężowi też trudno zrozumieć co przeżywasz bo to jest przecież jego brat! a poza tym nie zaznał jak to jest mieszkać we dwoje tylko z Tobą. Poprostu chyba będziesz musiała się przemęczyć tylko jak długo?
    Jedno co napewno powinnaś zmienić to zasady życia codziennego w domu, brat musi się angażować we wszelkie prace domowe, nie może być tak że tylko Wy a on nic. A może wtedy mu się znudzi mieszkanie z Wami, jak zaczniecie od niego coś wymagać. Bo jak narazie on ma z Wami super, a Ty na tym strasznie cierpisz…
    Trzymaj się

    Żabka i Mikołaj (13.02.03)

    #809182

    kingaok

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Dolanczam sie do dziewczyn!!! Powinnas porozmawiac z mezem, a puzniej z bratem,a jesli to nie poskutkuje to porozmawiajcie z tesciami. Na spokojnie, nie urazajac nikogo.
    Zycze ci powodzenia i szczesliwego zakonczenia calej sprawy!!!
    Czymam kciuki!!!!!!!!!!!!!!!!



    #809183

    k8-77

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    doskonale Cie rozumiem, nie miejdo siebie zadnych pretensji! ja mieszkalam 2 lata po slubie z moja tesciowa i mlodszym bratem meza. co prawda mielismy swoj malenki pokoik, ale … u nas stal komputer. tragedia, koszmar. wiecznie obrazony brat, ktorego trzeba bylo wypraszac z pokoju. ja wslizgujaca sie do lozka, poubierana od stop po szyje, bo on musial cos pisac do poznej nocy. poranne nerwowe szukanie szlafroka. seks z poduszka w buzi. klotnie (nie da sie ich uniknac, szczegolnie u nas:-), do ktorych wlaczala sie tesciowa i brat… makabra!!!! skonczylo sie tak, ze zakupilismy psa (pretekst) i ja sie wyprowadzilam na pare miesiecy, zeby ratowac malzenstwo… pozniej przeprowadzilismy sie na swoje, ale tamten okres BARDZO zle wspominam.
    nie mozesz tak zyc, jestescie swiezo po slubie, musicie miec czas dla siebie. udalo sie Wam – macie mieszkanie. wydaje mi sie, ze powinnas porozmawiac – i z mezem, i z jego bratem, i z tesciami. na spokojnie, ale nie ulegajac. moze nie stawiaj sprawy na ostrzu noza, tzn. nie mow, zeby brat wyprowadzil sie nastepnego dnia, daj czas 2-3 miesiace, wspolnie poszukajcie akademika czy studenckiego mieszkania. jemu tez bedzie tam lepiej!!!!
    a przede wszystkim porozmawiaj z mezem, niech sprobuje Cie zrozumiec i wesprzec.
    pozdrawiam cieplo, trzymam kciuki.

    k8 i Adaś 30.04.04

    #809184

    mamamajeczki

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Ciebie rozumiem w 100 %, bo to że dostaliście mieszkanie od teściów nie znaczy wcale, że nie macie nic do powiedzenia Byłabym tak samo jak ty wściekła i zbulwersowana tą sytuacją. Twojego męża też rozumiem – to w końcu Jego brat. Ale to właśnie mąż powinien próbować coś zrobić z tą sytuacją. Nie mówię, że macie wyrzuciać brata z mieszkania ale przede wszystkim wpłynąć na to, żeby czuł się równie odpowiedzialny za porządek i inne sprawy związane ze wspólnym mieszkaniem. A nie zachowywać się jakby był waszy dzieckiem bo to dopiero przed Wami… nie może być tak, że On czuje się w mieszkaniu swobodnie i bezstresowo a Ty ciągle się męczysz, pilnujesz i denerwujesz – to Twój mąż powinien zrozumieć, bo innaczej wcześniej czy później Wasze stosunki się popsują
    powinniście porozmawiać z bratem i jasno określić czego od Niego oczekujecie a jeśli to nie pomoże to ja na Twoim miejscu porozmawiałabym z Teściami. Nie możesz siedzieć i cicho i bać się, że popsują się relacje między Tobą a Nimi, w końcu sama napisałaś, że to dobrzy ludzie więc powinni zrozumieć co czujesz
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że wszystko dobrze się poukłada
    A brat męża jak zobaczy, że wymagacie od Niego odpowiedzialności to pewnie za jakiś czas sam zacznie myśleć co zrobić, żeby się od Was uwolnić

    Aga i Majka 14.08.2004

    #809185

    aniaos

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    wspolczuje serdecznie. koniecznie porozmawiaj z mezem – spokojnie, rzeczowo. przygotuj sobie wszystkie argumenty, wytlumacz jasno,jak ty czujesz sie w tej sytuacji, czego tobie brakuje i czego oczekujesz. nie czekaj zadnych 5 lat!!! na nic takiego sie nie zgadzaj – jezeli dalej bedziecie trzymac na karku szwagra, to szybciej sie doczekacie wlasnego rozwodu niz uwolnienia od niechcianego goscia. ja bym na twoim miejscu zaczela od rozmowy z mezem i zaraz pozniej ze szwagrem – ma czas 2-3 miesiace na wyprowadzke (akurat koniec roku akademickiego niedlugo) a do tego czasu na rowni z wami sprzata, myje naczynia, wynosi smieci i placi swoje rachunki!!! za jedzenmie, telefon, internet – bo tego pewnie tez nie robi?
    naprawde, uwierz – bierne czekanie tylko pogorszy sprawe. sytuacja miedzy toba a mezem bedzie coraz bardziej napieta a chyba zalezy tobie na waszym malzenstwie?
    pozdrawiam

    daj znac jak sie sprawy maja i co udalo sie tobie zdzialac!

    anna

    #809186

    Anonim

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Dziewczyny napisaly wiele madrego wiec nie bede po nich powtarzac. Napewno to nie bedzie latwo rozwiazac, ale radzila byl obok bycia stanowcza takze zebys jednak byla delikatna. Po co robic wielka rodzinna klotnie?
    Jesli tescie powiedzieli ze Sebastian przyjedzie na rok, to ja bym ten rok przetrzymala. Jednak juz teraz lepiej zaczac rozmowe (z mezem, Sebastianem i tesciami) ze nie moze byc dluzej i zacznijcie powoli rozgladac sie za jakims lokum dla niego (bo na mlodego to raczej nie ma co liczyc) To chyba kompromis?
    Zeby maz szybciej zaczal dzilac, odmowila bym mu raz na jakis czas sexu, tlumaczac ze krepuje mnie braciszek za sciana. I moj ulubiony manewr :)) (daje dobre efekty) powiedziala bym kokieteryjnie mezowi ze nie moge sie doczekac az bedziemy sami w domu, wtedy dopiero bede mu pokazywac jak bardzo go kocham….

    Pozdrawiam

    Jola i Adrian (30.10.2000)



    #809187

    kasiejka

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Dziewczyny- jesteście po prostu kochane! Gdy wróciłam z pracy i tak dla proformy sprawdziłam czy może jakimś cudem pojawił się choć jeden głos, odzew na mojego rozpaczliwego posta, po prostu nie mogłam uwierzyć. Napisałam przecież tak obłędnie długi tekst(nie mam umiejętności pisania krótko i konkretnie), że trzeba być człowiekiem z charakterem by wysilić się na jego przeczytanie a co dopiero na odpisanie. Dzięki za Waszą wrażliwość. Cała drżałam z emocji gdy czytałam Wasze wypowiedzi, strasznie się wzruszyłam. Zrobiło mi się o tyle lżej na sercu. Może na niedługi czas no bo codzienność stale mi przypomina o sobie ale Wasze głosy mają dla mnie wielką wartość. Poczułam, że nareszcie ktoś mnie zrozumiał, że czujecie jak ja i nie jestem jakimś egoistycznym odmieńcem. Mój mężczyzna wciąż mi tłumaczy, że to ja mam problem z akceptacją siebie, że się tak spinam i krępuję przy Sebie, i że moje roszczenia są egoistyczne co nawet usprawiedliwił…. moim jedynactwem. Wiecie ja mu nawet mówiłam ” porozmawiaj Pawełku z innymi kobietami one muszą mnie gdzieś tam rozumieć, może wtedy pojmiesz, że to nie tylko ja tak bym się czuła”. Jeśli pozwolicie dam mu do przeczytania Wasze wypowiedzi może coś mu się przejaśni, zrozumie choć w kilku procentach. Dziś rano jadąc z nim samochodem do pracy wykrzyczałam po raz kolejny z siebie mój ból, wściekłość- bo to jest wściekłość. Trochę powymienialiśmy poglądy. Zapytał mnie ” czy zdaję sobie sprawę, że kiedyśmoże nadejść taki moment, że to któryś z moich rodziców może potrzebować naszej opieki, mieszkania z nami i co wtedy on miałby też się tak rzucać, mieć pretensje? Wybił mi argumenty z ręki. On jest tak wspołczujący, że każdego niemal przyjął by pod swój dach gdyby ten potrzebował pomocy. To raczej dobre ale ja w tej obecnej sytuacji nie umiem czuć inaczej. Widzę,że też nie miałyście łłatwych startów dziewczyny. Rozumiem to jak mało chyba kto co czułyscie.
    Piszcie jeszcze, proszę, to wszystko co przyjdzie Wam do głowy w związku z tym moim problemem. Takie głosy chyba uratują mnie przed kompletnym rozstrojem nerwowym, w który powoli wchodzę. Ja będę pisać co u mnie, tak jak prosicie, zresztą sama szczerze potrzebuję tak pisać. (mam nadzieję, że szwagier siedzący obok, nie podpatrzył co ja i Wy tu napisałyście. Pa kochane kobitki. Panowie też piszcie- cenię sobie także Wasze głosy. Kasia

    #809188

    martyna80

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    no kochana masz wielki problem! przyznam ci sie ze ja siebie nie wyobrazam w takiej sytuacji! a dlatego ze jestem z natury wybuchowa i jak sie wkurze tak porzadnie to „wykładam kawe na ławe”
    po pierwsze ustawiłabym tego brata , co on do cholery sobie wyobraza ze jest na wczasach???? niech sam sobie gotuje robi zakupy i przede wszystkim sprzata( oj syfu takiego jak opisujesz bym nie zniosła) mysle ze rozmowa z tesciami nic tu nie da ! jeszcze jak sie wkurzą to wygarna ci ze mieszkanie to oni kupili i takie tam………. nie potrzebnie sie jeszcze bardziej wkurzysz i poczujesz jak intruz w swoim domu!!!

    mysle ze powinnas zachowywać sie normalnie , na luzie ! podejdx do męza jak pracuje daj mu całusa powiedz miłe słowo !moze w koncu ten brat sie zawstydzi??!!!

    ps.napisz jak dalej rozwija sie sytuacja !! trzymaj sie i bądż pewna siebie i stanowcza!!! w końcu to on u was mieszka a nie ty u niego !!!! i daj mu porzadnego kopa !niech nie liczy ciągle na gotowe!!

    pozdrawiam



    #809189

    kika210

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Eee, jaka w tym złośliwość?? Co ona służąca jest?Faktycznie kolesiowi odmówiłabym usługiwania, niech sam sobie gotuje itp. A tak – przyzwyczaił się, że wszyscy za niego robią i nic sobie nie robi z aluzji dziewczyny…
    No i szczera, spokojna rozmowa z mężem jest chyba nieodzowna…

    Ada 22m!
    ps.friko.pl

    #809190

    gosia

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    To faktycznie problem i mało tego – powiem szczerze na miejscu Twoich teściów w życiu nie poprosiłabym o taki gest.
    To chore – we własnym domu nie mozesz za przeproszeniem w majtkach polatać. Szansa tylko taka jest, że może szwagrowi zachce się studenckiego życia i sam zrezygnuje.
    Trzymaj się ciepło

    Gosia i Artek

    #809191

    figa

    Re: Żyję w niechcianym trójkącie

    Argument o chorych rodzicach jest o tyle nietrafiony, że ta sytuacja nastąpi KIEDYŚ – wtedy moglibyście już się dotrzeć, przetrwać pierwsze kryzysy, nauczyć się wspólnego życia i szacunku dla potrzeb drugiej osoby.
    Teraz jest na to za wcześnie.
    Uważam, że Twoi teściowie wykazali się niesłychaną krókowzrocznością „wrzucając” Wam drugiego synka dla obniżenia kosztów, bez chwili zastanowienia na tym, jak to wpłynie na Wasze życie.

    Rozumiem Cię doskonale.
    Jakoś dziwnie bliskie jest mi to, co piszesz.
    Wiem jedno – nie wolno spasować.

    A! I podobnie jak Kasiasta odmówiłabym obsługi.
    Stanęłabym w drzwiach pokoju i wyglosiła piękne 😉 przemówienie na temat dorosłości, o odpowiedzialności za siebie, o tym, że jest gościem i musi dostosować się do zasad panujących w tym domu (sprzątanie, jakieś dyżury przy robieniu zakupów i gotowaniu, godziny powrotów do domu etc.). To Twój dom i naucz go, że musi to uszanować.
    Jeśli nie zechce, to się wkrótce wyniesie.
    Będzie Ci pewnie przykro.
    Ale i tak nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia 🙁

    Pozdrawiam i trzymam kciuki 🙂
    Nie daj się wpędzić w depresję :)))

    Beata i Ptysia (30.01.03)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 44)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close