Właśnie dobiegła końca konferencja prasowa Rzeszowskiej Prokuratury w sprawie śmierci półrocznego chłopca. Za znęcaniem się nad nim oraz jego starszą siostrą zarzut usłyszał znajomy rodziców, który wcześniej był pracodawcą ojca.



Po przewiezieniu dzieci do szpitala policja natychmiast podjęła działania zmierzające do wykrycia sprawcy. Funkcjonariusze zatrzymali trzy osoby: rodziców dziecka oraz ich znajomego. Gdy matce przedstawiono zarzut morderstwa, złożyła bardzo obszerne wyjaśnienia. W tym czasie materiał dowodowy spływał.

Najważniejsze cytaty z konferencji:

„Zeznania matki wydawały sie na początku wręcz niewiarygodne – że nie wiedziała pewnych rzeczy, że nie ma z tym nic wspólnego” – mówił Łukasz Harpula z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. „Materiał dowodowy wskazywał na to, że to raczej ona jest sprawcą. Natmiast weryfikacja linii obrony w trakcie składania przez nią wyjaśnień sprawiła, że zaczęliśmy podejrzewać, iż ze sprawą może mieć związek zatrzymany dzień wcześniej znajomy rodziców dzieci. Podczas rozmowy z prokuratorami mężczyzna zaprzeczał, że ma z tym coś wspólnego, jednak w pewnym momencie stwierdził, ze chce współpracować i opowiedział nam przerażającą historię.”

„Powiedział, że od około roku, może 1,5 roku znęcał się nad obecnie 2,5 letnią Lenką. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego. Robił to tak, by nie widzieli tego rodzice. Wykorzystywał moment, gdy zostawał sam z Leną. Dokuczał jej, przyduszał, szarpał. Sprawiało mu przyjemność, to, że widział u dziecka przerażenie, że się go boi.
Takie zdarzenia miały miejsce wielokrotnie. Dodatkowo mężczyzna opowiedział nam jak doszło do śmierci Maksymiliana”

Feralnego dnia zjawił się w domu matki i za wszelką cenę chciał zostać sam z córką. Matka w tym czasie musiała wyjść do sklepu. Mężczyzna chcąc grać na czas poprosił ją, żeby przy okazji odebrała dla niego przesyłkę.
Gdy mama czekała na nieistniejącą przesyłkę, mężczyzna znęcał się nad dziewczynką. W tym czasie obudził się Maksymilian i zaczął płakać. Mężczyzna twierdzi, że wyjął chłopca z łóżeczka. W tym czasie zadzwoniła matka dziecka. Odbierając telefon mężczyzna upuścił Maksymiliana. Niemowlę upadło na głowę. Próbował reanimować chłopca i „być może” uderzył w tym czasie kilkakrotnie głową dziecka o podłogę. Następnie odłożył go do łóżeczka i gdy matka wróciła, nic jej nie mówiąc wyszedł. Matka widząc, ze dziecko jest sine, natychmiast zadzwoniła na pogotowie

Jak to możliwe że przez tyle czasu nikt nie wiedział, co się dzieje?

Mężczyzna chciał znęcać się nad Lenką jak najdłużej, dlatego starannie to ukrywał. Gdy przypalał ją papierosem mówił, że przypadkiem się oparzyła. Mała była tak przerażona, że bała się cokolwiek powiedzieć rodzicom, a on krzywdził ją tak, by nie pozostawiać śladów.

Trwają dalsze czynności wyjaśniające.



Pozwólcie, że nie dodamy komentarza od siebie.