Matka została odesłana z oddziału ratunkowego. W kilkanaście godzin później jej 4-miesięczne niemowlę zmarło. Jak przypuszcza mama dziecka, prawdopodobnie udusiło się podczas krótkiej drzemki. Sprawą zajęła się prokuratura, jednak wielu internautów już wydało werdykt. Kto ich zdaniem jest winny śmierci małego Filipa?



4-miesięczne dziecko z biegunką odesłano z SOR-u

Czteromiesięczny Filip od poniedziałku miał biegunkę. We wtorek pojawiły się również wymioty. Wtedy rodzice niemowlęcia natychmiast pojechali na SOR Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie, skąd zostali odesłani do domu. Lekarz na oddziale stwierdził lekkie odwodnienie i zalecił rodzicom podawanie dziecku Smecty.

Według relacji pani Magdaleny, mamy 4-miesięcznego Filipa, po powrocie do domu wymioty i biegunka nie ustępowały przez całą noc. Dziecko nie mogło zasnąć, a gdy próbowało, piszczało tak jakby z bólu. Rano mama Filipka zgłosiła się do przychodni, gdzie powiedziano jej, że może przyjść dopiero po godzinie 17:00. Podczas wizyty pediatra stwierdził, że niemowlę jest odwodnione i dał Filipowi skierowanie do szpitala. Pani Magdalena pojechała do domu, by spakować dziecko. W tym czasie niemowlę zasnęło. I już się nie obudziło.

screen facebook.com

Jak podkreśla dyrektor szpitala w momencie przyjęcia dziecka na SOR lekarz stwierdził biegunkę, ale bez cech odwodnienia. To zdecydowało o zaleceniu typowego w tej sytuacji postępowania. Szpital zwrócił się do prokuratury z prośbą o przeprowadzenie sekcji zwłok.

Zwróciliśmy się do prokuratury o zarządzenie sekcji zwłok ze względu na śmierć małego dziecka. Trudno mi powiedzieć na ten moment, kto zawinił. Tak naprawdę jedyna styczność szpitala z dzieckiem była we wtorek, gdy matka przyjechała z nim na SOR. Została skierowana wtedy do pediatry na nocną opiekę zdrowotną. Lekarz stwierdził biegunkę, ale bez cech odwodnienia i zalecił leczenie farmakologiczne bez konieczności hospitalizacji – słowa Michała Jedliński, dyrektora chełmskiego szpitala cytuje portal nowosci.pl.

Sekcja zwłok chłopca była zlecona na piątek rano. Jej wynik i opinia będzie znana dopiero za miesiąc. Dopiero po otrzymaniu wyników badań, będzie można orzec, kto jest winny śmierci dziecka. Śledztwo prokuratury zostało wszczęte w kierunku art. 160 par. 2, w związku z art. 155., czyli nieudzielenie pomocy w sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu i kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Śledztwo zostało wszczęte w kierunku art. 160 par. 2, w związku z art. 155, czyli nieudzielenie pomocy w sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu i kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Na piątkowy poranek zaplanowano sekcję zwłok tego dziecka, także wyniki i opinia będzie znana za ok. miesiąc. Na chwilę obecną wiadomo tylko tyle, że dziecko zostało przewiezione przez pogotowie ratunkowe do szpitala i tam prowadzono reanimację, gdzie niestety udzielonej pomocy nastąpił zgon chłopca. Dopóki nie będzie jednoznacznych wyników badań, nie możemy mówić, czyja była to wina i kto za to odpowie. To dopiero wyjaśni prowadzone postępowanie. – słowa Lecha Wieczerzy, szefa Prokuratury Rejonowej w Chełmie cytuje spottedlublin.pl

Kto jest winien śmierci dziecka?

O przyczynie śmierci dziecka dowiemy się dopiero za około 4 tygodnie. Dopiero wtedy prokuratura otrzyma wyniki sekcji zwłok. Jak mówi prokurator cytowany przez wiadomosci.gazeta.pl przyczyny śmierci dziecka oraz czy była możliwość uratowania mu życia nie da się określić przed poznaniem wyników badań histopatologicznych.

Sekcje zwłok noworodków są specyficzne, organizm dorosłego człowieka zupełnie inaczej reaguje na bodźce chorobowe niż organizm noworodka, więc przed poznaniem wyników badań histopatologicznych trudno określić, co było przyczyną zgonu oraz jakie były możliwości ratowania tego dziecka.

I choć śledztwo jest w toku, wiele osób już wydało wyrok osądzając lekarzy, ale też matkę dziecka. Pierwsi z nich przytaczają kolejne przykłady mające potwierdzić niekompetencję lekarzy.



Lekarz jest odpowiedzialny za to co się stało.Jeżeli nie miał pewności co dziecku jest zatrzymują w szpitalu pod obserwacją robią wszystkie wyniki i sprawdzają co jest przyczyną że dziecko jest w takim stanie. – czytamy w komentarzach na fanpage’u Buzz.

Dziecko powinno natychmiast dostać kroplówki. Jak można było odesłać do domu!!! – komentuje jedna z fanek na fanpage’u Mamadu.pl

4 miesięczne dZiecko z biegunka odeslali do domu chyba sobie kpią ja bym pojechała do innego sZpitala. Takie dzieci się strasznie szybko odwadniaja straszna tragedia teraz to już prawdziwego lekarza ciężko znajść😒😒 takiego z powołania. – mówi pani Agata w komentarzu do posta na Fecebookowej stronie Rodzice.pl

Wielu internautów przytacza też własne historie związane z wizytami na ostrym dyżurze. Pani Renia na naszym fanpage’u opisuje jedną z nich:

Niestety takie są realia. Moja córka z synkiem pojechała do szpitala na izbę z temperaturą 39,8 (która mimo okładów i środków obniżających nadal się utrzymywala) a tam też młoda lek.med. odesłała z izby przyjęć po północy. Jej podejście „po co pani przyjeżdża o tej porze z dzieckiem to tylko gorączka zbijać ją i przyjechać rano”. Dodam że nawet dziecka nie zbadala i nawet nie starała się wypisać skierowania na oddział. Rano dziecko znalazło się w szpitalu z podejrzeniem sepsy a zarazem z obustronnym śródmiąższowym zapaleniem pluc. Dzięki szybkiej interwencji lekarzy mój wnusio po tygodniowym pobycie w szpitalu wrócił zdrowy do domu. Dodam że lekarka była wręcz oburzona bo córka wyrwała ją z głębokiego snu z odciskami na twarzy dlatego tak podeszła do dziecka. Lekarka miała szczęście że nie natrafiła na mnie bo uwierzcie mi zakończyłaby swoją kadencję w szpitalu z konkretnymi konsekwencjami.

Są jednak tacy, którzy zauważają inny aspekt sprawy. Przede wszystkim pytają, co zrobiła mama Filipka po wyjściu od pediatry ze skierowaniem do szpitala. Z opisu pani Magdaleny wynika, że w przychodni była po 17:00. Zgon dziecka stwierdzono około 21:50.

Znowu to samo będzie,ze to wina lekarzy. Matka miała obserwować i podawać leki,zamiast wrócić na sor skoro dziecku się pogorszalo mimo leków lub zadzwonić na pogotowie siedziała w domu,z dzieckiem pół żywym szła do pediatry na godzinę 17 ktory itak by nic nie pomógł.Zamiast odrazu ze skierowaniem które dostała od pediatry jechać do szpitala to wróciła się do domu niby pakować i była tam 4 godziny a w miedzy czasie sprzedawała meble na Facebooku.. po 21 wezwała pogotowie do dziecko bez oznak życia, mimo że już dawno miała być w szpitalu..Coś za dużo tu niejasności.. – czytamy w jednym z komentarzy.

Wśród postów na Facebooku pojawiają się też spekulacje, jakoby po wyjściu z przychodni, matka dziecka wrzucała przedmioty na aukcje internetowe:



 

To wielka tragedia, ale też w tej sprawie jest wiele niewiadomych – w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim posumował sprawę Leszek Litwin, zastępca dyrektora chełmskiego szpitala ds. medycznych.

Nie ulega wątpliwości, że od momentu wizyty w szpitalu do śmierci dziecka upłynęło sporo czasu. U tak malutkich dzieci choroba może postępować niemalże z godziny na godzinę. Dlatego ocenianie, kto tak naprawdę jest winny śmierci czteromiesięcznego niemowlęcia to na razie nie poparte żadnymi faktami spekulacje. O faktycznych przyczynach śmierci dziecka dowiemy się dopiero po sekcji zwłok.

[Zdjęcie główne: Depositphotos.com]