Jak „synkretyzm” pokazał prawdziwy bezsens rozszerzonej matury z polskiego

Nieważne, ile czytasz i jak dobrze rozumiesz literaturę. Nie zdasz matury, jeśli pominiesz jedną książkę lub wyleci ci z pamięci słowo.

Rozszerzona matura z języka polskiego — co trzeba wiedzieć?

Osoby odpowiedzialne za przygotowywanie tegorocznej matury z języka polskiego na poziomie rozszerzonym rozminęły się z celem. Chyba, że ich intencją było udowodnienie młodzieży, że wiedza o literaturze to wąska, dogmatyczna dziedzina, którą lepiej pozostawić profesorom.

Do matury z języka polskiego na poziomie rozszerzonym podchodzą zazwyczaj osoby, które kochają literaturę. Drugą grupę stanowią ci, którzy chcą „odhaczyć” przedmiot rozszerzony i interesuje ich stosunkowo najprostszy przedmiot. 

Rozszerzona matura z języka polskiego polega na pisaniu wypracowania. Maturzyści otrzymują do wyboru dwa tematy. Ich zadaniem jest wybranie jednego z nich i napisanie eseju lub rozprawki na co najmniej 500 wyrazów.

Zgodnie z przyjętymi zasadami, jeden temat wskazuje konkretną lekturę, która ma stanowić motyw przewodni wypracowania, a drugi temat daje większą swobodę pod względem doboru lektur, którymi uczeń motywuje swoje tezy.

Ważne jest jednak, aby maturzysta odwołał się do jednej lektury pochodzącej z kanonu i dwóch innych pozycji, które nie muszą być na liście lektur, ale powinny pochodzić z różnych epok literackich. 

W teorii, aby zdać egzamin, należy być po prostu oczytanym i umieć łączyć motywy literackie. W końcu to świadczy o tym, czy ktoś rozumie świat literatury. Do matury rozszerzonej z matematyki, chemii czy biologii trzeba znacznie więcej „zakuwać”, co z pewnością jest powodem, dla którego do rozszerzonego polskiego przystępuje aż 20% maturzystów.

O co ten hałas z synkretyzmem?

20 maja olbrzymia część maturzystów zderzyła się ze ścianą. W tej grupie są zarówno ci, którzy przystąpili do egzaminu na tym poziomie szukając najłatwiejszego sposobu zdania matury, jak i ci wiążący z kierunkami humanistycznymi swoją przyszłość.

Tematy maturalne okazały się niebywale trudne i zaskoczyły nie tylko samych maturzystów, ale i nauczycieli. Na grupach zrzeszających polonistów na Facebooku można przeczytać, że spodziewano się absolutnie każdego innego tematu, ale nie synkretyzmu, który był podstawowym pojęciem w pierwszym temacie. Jego pełne brzmienie to „Synkretyzm w literaturze i jego rola w utworach literackich”. 

Co to ten synkretyzm?

Jestem drugim rocznikiem objętym obowiązkiem zdawania tzw. nowej matury i swoje lekcje języka polskiego z racji zawodowych i prywatnych zainteresowań pamiętam dość dobrze. Synkretyzm pojawił się na tym etapie mojej edukacji głównie jako wzmianka i z pewnością były tematy, które omawiane były bardziej dogłębnie, a miałam przyjemność pracować z naprawdę fantastycznymi pedagogami. 

Więcej na temat synkretyzmu dowiedziałam się w następnych latach edukacji, studiując na wydziale polonistyki. Przyznam, że musiałam sięgnąć ponownie do notatek, aby odświeżyć sobie wątki, które mogłabym wpleść w rozprawkę na powyższy temat. 

Najbezpieczniejszym wyborem prawdopodobnie byłoby odwołanie się do wielkich dzieł literackich epoki romantyzmu, jednak wciąż nie jestem przekonana, czy wiedza przekazywana na poziomie licealnym pozwala na stworzenie wnikliwego eseju na co najmniej 500 słów w tym temacie. 

W dużym skrócie: wyróżnia się synkretyzm gatunkowy i rodzajowy. Synkretycznymi nazywa się te utwory, które łączą w sobie elementy liryczne, epickie, dramatyczne.

Klasycznym przykładem synkretyzmu jest mickiewiczowski „Pan Tadeusz”. Jednak jeśli już twórcy matury z polskiego chcieli zachęcić uczniów do odwoływania się do tego dzieła, mogli wybrać wątki o wiele ciekawsze i pokazujące bardziej rozległą wiedzę. Ponadto, na samym Mickiewiczu tego tematu rozpisać się nie dało, bo wciąż pozostały do omówienia jeszcze co najmniej dwa teksty. Jestem przekonana, że połączenie ich ze sobą zgrabną tezą i ułożenie w jasny wywód jest zadaniem, które mogłoby pokonać całkiem dobrego studenta na zajęciach z literatury romantycznej. 

Dlaczego na matematyce są fory, a na polskim nie?

Sam temat to jedno, ale często podnoszona przez uczniów sprawa to jego zaprezentowanie. Wielu maturzystów po egzaminie skarżyło się, że podjęłoby walkę, gdyby temat był przystępniej wyjaśniony, a konkretnie samo pojęcie synkretyzmu. 

Na maturze z matematyki uczniowie mogą korzystać bez ograniczeń z „legalnej ściągi”, jaką jest pełna karta wzorów. Wydaje się to logiczne: w końcu nie chodzi o to, aby pamiętać wszystkie wzory świata, tylko by umieć je stosować.

Uważam, że podobnie powinno być z maturą z języka polskiego. Gdyby trudne pojęcia były skrótowo wyjaśnione, z pewnością wielu pojętnych uczniów byłoby w stanie odkopać w pamięci stosowne przykłady i zbudować swoją wypowiedź. A przynajmniej spróbować — w przypadku tegorocznej matury, uniemożliwiono im odwołanie się do zdobytej wiedzy i ogólnego oczytania.

Co gorsza, drugi temat był równie niszowy, co pierwszy. Nauczyciele zaznaczają, że „Sklepy cynamonowe” Brunona Schulza omawiane są zaledwie na paru godzinach lekcyjnych i nie poświęca im się tak wiele uwagi, jak innym dużym dziełom. 

Dlatego temat „Jak w utworach literackich kreowana jest przestrzeń i jaka jest funkcja takiej kreacji w danym utworze? W pracy odwołaj się do wybranego opowiadania z tomu »Sklepy cynamonowe« Brunona Schulza” brzmi jak wyjątkowa złośliwość. Szczególnie w zestawieniu z drugim, tak bardzo nieprzystępnym tematem.

Gdyby zamiast Schulza postawiono na autora, jak wspomniany wyżej Mickiewicz, Szekspir czy chociaż Reymont (podobnie „zużyty” maturalnie jak wieszcz Adam), mogłabym uwierzyć, że celem twórców tematów było coś więcej, niż udowodnienie młodzieży, że literatura to zamknięta dziedzina. A jeśli myślisz, że możesz się o niej wypowiadać, to się grubo mylisz.

Niestety, na studiach miałam okazję spotkać się wielokrotnie z takim podejściem ze strony profesorów, którzy patrząc z wysokości katedry starali się za wszelką cenę udowodnić nam na egzaminach, że nie możemy myśleć o sobie dobrze i zdać egzamin nawet na 3, jeśli nie zapamiętaliśmy jednego słowa z trzeciego tomiku wierszy Norwida (prawdziwa historia). 

Boleję nad tym, że ten sposób myślenia nie przemija i na dodatek serwuje się takie niesprawiedliwości młodym ludziom, dla których matura to wstęp do dalszej edukacji. 

Centralna Komisja Egzaminacyjna powinna bardziej skupić się na zachęcaniu młodzieży do podejmowania wyzwań i twórczego myślenia, niż poświęcać energię na wyszukiwanie sposobów, jak zgnębić maturzystów. Gombrowiczowskie „upupianie” nadal ma się świetnie. Egzaminatorom dobrze by zrobiła powtórka z „Ferdydurke”.

Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
Logo