Kolejne przypadki odry w Pruszkowie i informacja, że wśród chorych znalazły się również osoby zaszczepione są niczym młyn na wodę toczącej się od pewnego czasu dyskusji na temat szczepionek. 



Ognisko odry w Pruszkowie

W jednej ze szkół w Pruszkowie w ubiegłym tygodniu odnotowano wzrost liczby zachorowań na odrę. Jak wynikało z komunikatu Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego żadna z chorych osób nie była zaszczepiona na odrę. Wkrótce okazało się, że jednak niektórzy chorzy byli wcześniej szczepieni na tę groźną chorobę zakaźną.

„Kiedy nie mamy pełnej dokumentacji, na co są osoby zaszczepione, traktujemy je jako nieszczepione” – mówi reporterom Faktów TVN dr Agata Wolska, dyrektorka powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej w Pruszkowie.

Na tej podstawie za nieszczepionych uznano całą 6-osobową rodzinę mieszkającą w Pruszkowie, w której aż 5 osób zachorowało na odrę. Po przedstawieniu książeczek szczepień okazało się, że niezaszczepione było jedynie dwoje najmniejszych dzieci, które nie zostały zakwalifikowane do szczepienia ze względu na stan zdrowia. Pozostali członkowie rodziny, mimo szczepień, zachorowali. Choroba miała jednak zupełnie inny przebieg w przypadku osób szczepionych i dziewczynek, którym szczepionki na odrę nie podano.

„Serce się krajało patrząc na dziewczyny. Tą odrę przechodziły ciężko. Były takie średnio przytomne przez tydzień” – mówi matka dziewczynek w rozmowie z dziennikarką Faktów TVN.- „Katar, zapalenie spojówek, kaszel. Miały bardzo wysoką gorączkę w okolicach 39,5 st.”

Wśród osób, które zachorowały na odrę, były też osoby szczepione

Odrą zaraziła się też matka dzieci, mimo iż była szczepiona. W przeciwieństwie do córek nie miała tak nasilonych objawów, a jedynie niewielką wysypkę na dekolcie i plecach. Jako kolejny zachorował 13-letni brat dziewczynek, który również był szczepiony. Miał jedynie stan podgorączkowy. Jako kolejny objawy odry zauważył u siebie ojciec, u którego pojawiła się niewysoka gorączka i mała wysypka na dłoniach. Czwarte z dzieci, 9-letnia dziewczynka, w ogóle nie zachorowała na odrę.

Wszystko wskazuje więc na to, że szczepionki, mimo iż nie uchroniły części członków rodziny przed zachorowaniem, zdecydowanie złagodziły przebieg odry. A o to tak naprawdę chodzi, bo jak warto przypomnieć to głównie poważne powikłania, a nawet możliwość śmierci są tym, co jest najgroźniejsze dla osób chorujących na odrę.

Jak podaje Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień w Polsce można było zauważyć znaczny spadek zachorowań, a nawet jeśli osoba zaszczepiona przeszła chorobę, miała ona łagodniejszy przebieg:

Przed wprowadzeniem szczepień przeciw odrze w dzieciństwie chorowała prawie każda osoba. W Polsce, zanim wprowadzono obowiązkowe szczepienia przeciwko tej chorobie (lata 1965-1974) liczba rejestrowanych przypadków kształtowała się od 70 000 do 130 000 w latach pomiędzy epidemiami oraz od 135 000 do 200 000 w latach epidemicznych. Umierało 200-300 dzieci, a tysiące miało ciężkie powikłania wymagające długotrwałej hospitalizacji. Obecnie w Polsce każdego roku występuje od 60 do 130 zachorowań.

 

Czy bać się szczepionek?

Ilość nieszczepionych dzieci w Polsce z roku na rok rośnie, a wynika to przede wszystkim z obaw rodziców. Jakich? Jak pokazuje ankieta przeprowadzona przez organizację STOP NOP rodzice, którzy nie szczepią swoich dzieci nie robią tego bezmyślnie, ale z obawy przed powikłaniami.



  • 70% z ankietowanych postanowiło nie szczepić swoich pociech po zapoznaniu się z możliwymi efektami ubocznymi i możliwym ryzykiem.
  • Aż 60% rodziców jest skołowanych zamieszaniem wokół szczepionek i nie ufa lekarzom ani urzędnikom
  • 40% ankietowanych zauważyło niepożądane skutki uboczne poszczepionkowe u siebie, czy osoby bliskiej i obawia się o zdrowie swojego dziecka.

Rodzice bywają zagubieni w nadmiarze informacji. Doskonale wiem, co czują, bo kilka lat temu po urodzeniu mojej córki również zastanawiałam się, czy powinnam ją szczepić. Jako, że nie jestem lekarzem, udałam się do zaufanego specjalisty: pracującej kilkadziesiąt lat w zawodzie sędziwej pani profesor, ordynatora oddziału dziecięcego jednego z warszawskich szpitali. Opowiedziałam jej o swoich wątpliwościach i uzyskałam mniej więcej taką odpowiedź:

W medycynie zawsze wybiera się mniejsze zło. Oczywiście szczepionki mogą mieć, jak każdy lek, skutki uboczne. Jednak występują one stosunkowo rzadko. O wiele rzadziej niż poważne powikłania groźnych chorób, na które szczepimy małych pacjentów. Dlatego lepiej jest szczepić dzieci niż nie szczepić, jednak zachowując zdrowy rozsądek. Nigdy nie wolno podawać szczepionki dziecku, u którego rozwija się infekcja, bo to może być główny powód wystąpienia powikłań po szczepieniu.

Na Facebookowym profilu Doktor Radzi prowadzonym przez lekarza Łukasza Durajskiego możemy przeczytać, że skutki uboczne pojawiają się jedynie u jednej osoby na milion, a wiele składników, które wydają się być szkodliwe, są w pełni bezpieczne dla organizmu np. rtęć. Szczepionki zawierają bowiem etylortęć, która jest wypłukiwana z organizmu w przeciwieństwie do metylortęci, którą wielu z nas zjada chociażby wraz z niektórymi rybami i pewnie 90% osób w ogóle się nad tym nie zastanawia!

Nowe przypadki odry na Mazowszu

Według najnowszego komunikatu Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego zgodnie ze stanem na godzinę 19:00 4 listopada 2018 na Mazowszu odnotowano w sumie 18 przypadków zachorowań na odrę. W ciągu zaledwie 4 dni (od 1 listopada 2018) ilość chorych niemal się podwoiła. 17 chorych zgłoszono w powiecie pruszkowskim, a 1 osobę w powiecie warszawskim. Dwoje chorych nadal jest hospitalizowanych.



Pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Pruszkowie oraz pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w m. st. Warszawie podjęli czynności mające na celu wygaszenie ognisk odry. Są to przede wszystkim szczepienia, które podaje się osobom mającym kontakt z chorymi. Profilaktyczne szczepienia, które mają służyć zahamowaniu rozprzestrzeniania się odry na Mazowszu, prowadzone są w wyznaczonych punktach: w przychodni w Pruszkowie, w Szpitalu Św. Anny w Piasecznie w gabinecie zabiegowym, w przychodni WUM w Warszawie.

Decyzja o szczepieniu dzieci kiedyś była podejmowana automatycznie. Dziś stanowi podstawę do rozważań i dyskusji. Obie strony przerzucają się argumentami zapominając o tym, że odkrycie przez Jennera szczepionki na ospę w 1796 r. uważano za jedno z największych dokonań ludzkości. I to na długo przed pojawieniem się pierwszych gigantów farmaceutycznych, którzy mogliby na tym zarobić.

[Zdjęcie główne: depositphotos]