To jest do ojców, którzy biorą nocną zmianę. I do tych, którzy właśnie siedzą na bujanym fotelu czytając coś na swoim telefonie.



To jest do tych tatusiów, którzy wyciągają aparat, by uchwycić zdjęcie mamy i dziecka w momencie, którego nikt nie może zobaczyć.

I do ojców, którzy kładą telefon na swoim dziecku. Cóż, każdemu się zdarza…

To jest do tych tatusiów, którzy pracują poza domem cały dzień i do tych, którzy zostają na cały dzień w domu.

Do tych, którzy zmywają podłogę w kuchni i sortują śmieci.

To jest do ojców, którzy rozrabiają ze swoimi córkami i pozwalają synom płakać.

I do ojców pozwalających sobie na łzy.

To jest do ojców, którzy ubierają swoje małe dziewczynki w niebieski, tylko po to, by potem zmienić go na kilka różowych sukienek i majtki w różowe cętki.



I do ojców, którzy ćwiczą na siłowni, a potem biegną na drugą salę gimnastyczną, by obejrzeć mecz koszykówki przedszkolnej, która zdecydowanie różni się od właściwej koszykówki.

Do jest do tatusiów, którzy leżą w nocy nie mogąc spać i zastanawiając się, jak przeżyć z rodziną do końca miesiąca, by nie skończyły im się pieniądze.

I do ojców, którzy zastanawiają się, jak wychować dzieci, podczas gdy sami wciąż dorastają.



To jest do ojców, którzy zapewniają swojej rodzinie opiekę.

Biorą zwolnienie chorobowe, by zaopiekować się chorą żoną.

To do tatusiów wspinających się po korporacyjnej drabinie.

To jest do tych ojców, którzy spóźniają się na spotkanie, bo syn chciał jeszcze jednego (albo dwanaście…) przytulasków więcej. I ojców, którzy potem spóźniają się na przedstawienie do przedszkola z powodu tego spotkania, na które spóźnili się wcześniej.

To jest do tatusiów, którzy wiedzą, ile sił trzeba, by przyznać się do błędu i jak odważnie jest przepraszać.

Do ojców, którzy wychowują dzieci samotnie lub z partnerem, w związku małżeńskim lub po rozwodzie.

To jest do tatusiów, którzy zawiedli i przegapili dzieciństwo syna lub córki. Do tych, którzy zbyt długo się bali. Do tych którzy zostali skrzywdzeni lub sami kogoś skrzywdzili.

Do ojców, którzy wrócili.

To jest do ojców, którzy uczą swoich synów, by byli wystarczająco twardzi, by przeciwstawić się nietolerancji i niesprawiedliwości. Wystarczająco silni, by poznawać swoje emocje.

To do tatusiów uczących swoje córki, że są wystarczająco twarde, by przeciwstawić się nierealnym standardom urody.

Do ojców, którzy uczą swoje dzieci, że ich wartość jest niezaprzeczalna.



I do tych, którzy uczą się od swoich dzieci.

I na koniec: to jest również do mam, dzięki którym tatusiowie zostali ojcami…

WSZYSTKIEGO DOBREGO Z OKAZJI DNIA OJCA!

[Zdjęcie główne: depositphotos.com]

List został napisany przez Justina Baldoniego – aktora, producenta i reżysera obecnie realizującego serial „Man Enough”, który obala tradycyjne wzory męskości.