Z darmowymi podręcznikami i ćwiczeniami w szkołach od momentu ich wprowadzenia jest sporo problemów. W ubiegłym roku szkolnym wielu uczniów otrzymało pomoce naukowe w połowie października. W roku szkolnym 2018/19 może się okazać, że dzieci w ogóle nie dostaną kompletu ćwiczeń. Dlaczego?



300 Plus na pokrycie kosztu zakupu ćwiczeń?

Od kilku dni mamy możliwość składania wniosków o 300 zł na wyprawkę dla ucznia. Trudno się dziwić radości rodziców, którzy poza zakupem przyrządów szkolnych, muszą we wrześniu wnieść sporo dodatkowych opłat związanych z zajęciami dodatkowymi czy składkami rodzicielskim. Może się jednak okazać, że jest to przedwczesny optymizm. Wszystko przez to, że wydawca zdecydował się podnieść ceny ćwiczeń. Ceny podręczników pozostały natomiast niezmienione.

W tej chwili są one w niektórych przypadkach niemal dwukrotnie wyższe, niż w latach ubiegłych. Dyrektorzy szkół boją się, że zamawiając pełen komplet ćwiczeń przekroczą limit refundacji ustalony przez MEN. Obecnie limit refundacji na materiały ćwiczeniowe do wszystkich przedmiotów w klasach IV-VIII wynosi 24,75 zł.

Skąd decyzja wydawców o podwyżce cen ćwiczeń?

Podczas rozmowy z Dziennikiem Łódzkim pracownik wydawnictwa Wiking miał stwierdzić, iż wydawnictwo jest prywatną firmą, która ma prawo do samodzielnego stanowienia o cenach. Szkoła natomiast nie ma obowiązku zakupu podręczników czy ćwiczeń tego konkretnego wydawcy.

Zanim odnieśliśmy się do tej wypowiedzi, o zdanie na temat podwyżki spytaliśmy księgarza z kilkudziesięcioletnim stażem w branży. Zwraca on uwagę na fakt, iż po przeniesieniu dystrybucji podręczników do szkół, rynek wydawniczy i księgarski w Polsce znalazł się w skrajnie trudnej sytuacji. Zmiany, choć korzystne dla rodziców, postawiły na skraju bankructwa lub wręcz doprowadziły do upadku wiele księgarń.

Zmiana w ubiegłych latach sposobu dystrybucji podręczników i przeniesienie jej do szkół była przysłowiowym „gwoździem do trumny” dla prywatnego księgarstwa. W ostatnich latach „sezon podręcznikowy” oprócz oczywiście przedświątecznego, pozwalał utrzymać się prywatnym księgarzom. Tym bardziej, że duże sieci (np. Empik) nie podejmowały się zapewnienia pełnej oferty podręczników.

Od momentu wprowadzenia dystrybucji podręczników przez szkoły duża część osób w ogóle przestała interesować się zakupami w księgarniach i zakupem książek w ogóle. Dodatkowo biorąc pod uwagę masowy „odkup książek”, kserowanie, wypożyczanie ostateczny efekt jest taki, że prywatnych księgarń już nie ma. Bibliofilom pozostały tylko internet i ostatnie antykwariaty, a pozostałym czytelnikom „evergreeny” i „top 10” wielkich sieci sprzedaży. – mówi osoba od kilkudziesięciu lat związana z rynkiem księgarskim w Polsce.

A co Wy sądzicie na ten temat? Kto ma rację szkoły czy wydawca?

Sprawdź też:

[Zdjęcie: depositphotos.com]