Dawniej podział ról i domowych obowiązków był bardzo jasny. Nikt nie kwestionował tego, że matka zostanie z dzieckiem w domu, a tata będzie pracować. Tego typu poglądy odchodzą jednak w niepamięć, a rodzice dzielą się obowiązkami. Co zrobić kiedy oboje rodziców chce pracować zawodowo lub zwyczajnie dopięcie rodzinnego budżetu wymaga powrotu mamy do pracy? Czy dziecko na tym ucierpi?



Mama wraca do pracy

Mama wraca do pracy i tym samym najczęściej rozpoczyna niekończącą się dyskusję, ba sama się zastanawia (!), czy krzywdzi w ten sposób dziecko? Czy maluch pozostawiony pod opieką babci, opiekunki czy w przedszkolu będzie rozwijał się prawidłowo? I czy te kilka godzin, które mama spędzi z dzieckiem po powrocie z pracy wystarczy, by zbudować z nim więź? Czy jej obawy są słuszne? A może da się znaleźć plusy tej sytuacji?

depositphotos.com

Mama pracująca to zła mama?

Rodzice starający się połączyć opiekę nad dzieckiem, pracę zawodową i dbanie o dom, czasem stają się wielozadaniową maszyną. Pędzą z pracy, do szkoły, na dodatkowe zajęcia, do domu i jeszcze gdzieś pomiędzy starają się złapać oddech. Ciężko jest połączyć grafiki obu rodziców, dzieci i szefów, tak by każdy był zadowolony. Nie mówiąc już o relacji między partnerami, którzy w ciągłym zamieszaniu zapominają o sobie i swoim związku, randkach, drobnych przyjemnościach.

Przeciwnicy powrotu mamy do pracy na pewno zwrócą uwagę na fakt, że choć sama praca trwa tylko 8 godzin, to po doliczeniu dojazdu do niej, zakupów po drodze i czasu koniecznego na odebranie dziecka z przedszkola lub żłobka, nagle robi nam się 10-11 godzin. Właściwie cały dzień. Po powrocie do domu mama nie jest w stanie poświęcić całej swojej uwagi dziecku, bo obiad sam się nie zrobi, a pranie w żadnen sposób nie chce samodzielnie powędrować do pralki, a potem na suszarkę. Wspólny czas? Znikomy. Czy w tej sytuacji można budować z dzieckiem więź? Psychologowie podkreślają, że nie ilość, a jakość się liczy. Jednak nawet biorąc pod uwagę to twierdzenie, zawsze trzeba zachować rozsądek.

Do tego szkoły i przedszkola to siedliska zarazków. Dzieci co chwila łapią jakąś chorobę i wystarczy kolejna infekcja, by wypracowana rutyna legła w gruzach. Trzeba lecieć do lekarza, potem wstąpić do apteki po leki. I jak jeszcze do tego wszystkiego poprosić szefa z dnia na dzień o kolejne wolne, by zaopiekować się chorym dzieckiem? Czasem taka wielozadaniowość kosztuje rodziców bardzo dużo stresu i wyrzeczeń, nie jest to jednak zadanie niewykonalne, a nawet ma to swoje plusy.

Pozytywy pracującego rodzica

Rodzice czynni zawodowo mają wyrzuty sumienia, że nie spędzają z dzieckiem tyle czasu, ile by chcieli, jednak często to ich napędza, by wolne chwile wykorzystać jak najlepiej. Zamiast siedzieć przed telewizorem, organizują wypady do parków rozrywki, kina, na basen. Mogą sobie na to pozwolić również finansowo, ze względu na większy przychód, kiedy zarówno mama, jak i tata pracują. Oboje są też bardzo zaangażowani w opiekę nad maluszkiem, gdyż muszą dzielić się obowiązkami po równo.

Dziecko, w takiej sytuacji szybciej się usamodzielnia i nie chodzi o to, że musi samo o siebie zadbać, bo rodzice go zaniedbują, ale uczy się potrzebnych w dorosłym życiu zdolności. Wielu rodziców zwraca uwagę na to, że ich dzieci nauczyły się pewnych rzeczy dopiero w przedszkolu. Umiejętność sprzątania po sobie, samodzielne ubieranie – takie rzeczy czasami odpuszczamy nadmiernie wyręczając malucha. Przejazd autobusem bez rodzica, pierwszy prosty ugotowany obiad, samodzielne powroty ze szkoły. Wiadomo, że nie możemy tego wymagać od dziecka za wcześnie, ale są to rzeczy, których też nie należy wprowadzać za późno. Nasza pociecha prędzej czy później będzie musiała sprostać tego typu wyzwaniom, a rodzice pracujący siłą rzeczy wprowadzają je krok po kroku.



Mimo że świat się zmienia, kobieta na wysokim stanowisku w pracy, czy po prostu spełniająca się zawodowo nie jest częstym zjawiskiem. Uczymy nasze dzieci, że mogą osiągnąć wszystko, o czym zamarzą, ale czy pokazując im zupełnie inny obraz codzienności faktycznie to potwierdzamy? Dziecko, a zwłaszcza córeczki, patrząc, jak mama świetnie się czuje w swoim zawodzie i jak spełnia się w pracy uczy się, że można godzić w życiu różne role. Chłopiec otrzymuje pewien wzorzec rodziny, w którym partnerka jest nie tylko matką. Czy to dobrze?

Wszystko zależy od naszych wzorców i organizacji

Zdarzają się osoby, które uważają, że z dzieckiem trzeba przebywać w domu i nie opuszczać go do 3 roku życia, by stworzyć więź. Są też mamy, które oddają dzieci do żłobka w wieku roczku i nie uważają, że wyrządzają im krzywdę. Gdy przyjrzymy się naszym dorosłym już znajomym, zauważymy, że wcale nie ma reguły, że osoby wychowywane przez niepracującego rodzica są bliżej rodziny i lepiej sobie radzą w samodzielnym życiu, niż ci z czynną zawodowo matką i ojcem. Które z tych rozwiązań jest lepsze? Mama pracująca, czy „siedząca” z dzieckiem w domu?

Jak ze wszystkim w rodzicielstwie należy kierować się swoim instynktem i podchodzić indywidualnie do każdego dziecka. Kiedy pociecha wymaga więcej uwagi, rzeczywiście można pomyśleć o dłuższej przerwie od pracy albo o zajęciu na pół etatu. Kiedy jednak nie ma takiej potrzeby, możemy spełniać się zawodowo i jednocześnie wychowywać wspaniałe i szczęśliwe dzieci. Tym bardziej, że w dzisiejszym świecie praca zdalna nie należy do rzadkości, a elastyczne grafiki w wielu zawodach umożliwiają sprawne łączenie życia rodzinnego z zawodowym bez konieczności zostawiania dziecka w przedszkolu od świtu do zmierzchu.



A jakie rozwiązanie Wy wybrałyście?