W lubelskim Pogotowiu Opiekuńczym przy ul. Kosmonautów jesienią rozegrał się dramat, który przeszedł 9-letni chłopiec za sprawą swoich kolegów. Pod pretekstem zabawy zwabili go oni do swojego pokoju. Następnie 11- i 12-latek zgwałcili młodszego kolegę, czego świadkiem był ich współlokator z pokoju. To właśnie dzięki niemu sprawa ta ujrzała światło dzienne. Opowiedział o całym zdarzeniu kolegom ze szkoły, ci z kolei powiadomili swoich rodziców, którzy zaniepokojeni opowieścią dzieci zgłosili sprawę na policję i do MOPRu.



Jak wynika z dostępnych informacji, o gwałcie wiedzieli pracownicy placówki. Wiadomość ta dotarła również do jej byłego dyrektora, Michała Misztala. Nie poinformował jednak o tym fakcie odpowiednich służb. W ubiegły piątek złożył on rezygnację ze swojego stanowiska, po rozmowie z zastępcą prezydenta Lublina, Moniką Lipińską. Obecnie jego obowiązki pełni Elżbieta Nycz, dotychczasowa zastępczyni dyrektora.

Dyrektor twierdził na początku, że nie doszło do gwałtu, a były to tylko „czynności o charakterze eksperymentów seksualnych”. Nie złożył zawiadomienia, ponieważ najpierw chciał zbadać sprawę wewnętrz placówki. Jego celem nie było ukrywanie prawdy.
Po tym, jak sprawa wyszła na jaw, dyrektor nie miał już wątpliwości, że to jednak był gwałt.

Sprawę bada prokuratura. Potwierdza to Joanna Bełz, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Lublinie. Ze względu na dobro śledztwa nie udziela jednak zbyt wielu informacji.

Wszystkie materiały, jakie zgromadziliśmy, przesłaliśmy już do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego Lublin-Zachód, który będzie teraz prowadził odrębne postępowanie w tej sprawie – powiedziała Joanna Bełz w wywiadze dla „Kuriera Lubelskiego”

Jaki los może czekać chłopców? Z uwagi na ich młody wiek możliwe jest wyłącznie zastosowanie środków wychowawczych. Prawdopodobnie czeka ich poprawczak.

 [Zdjęcie główne: screen Google Maps]