Krótki fragment prozy to doskonała alternatywa dla wiersza na konkurs recytatorski. Uczy naturalnej interpretacji tekstu i pozwala dziecku pokazać swoje umiejętności przedstawienia emocjonalnej i artystycznej warstwy utworu. Odpowiednio dobrany tekst powinien być ciekawy, zrozumiały i dopasowany do wieku, ale także dosyć bogaty pod kątem emocji i słownictwa. Który krótki fragment prozy do recytacji dla dzieci wybrać na konkurs?
Krótki fragment prozy do recytacji dla dzieci
Wybierając krótki fragment prozy do recytacji dla dziecka, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na jego język, dynamikę i tematykę. Najlepiej sprawdzają się teksty z elementami dialogów, humoru lub wyraźnie zarysowaną akcją, które pomagają młodemu recytatorowi pracować nad intonacją, tempem wypowiedzi i wyrażaniem emocji. Dużo emocjonalnych fragmentów, z głębokim, ciekawym przesłaniem znajdziemy w lekturach takich jak „Chłopcy z Placu Broni”, „Hobbit”, „Mały Książę”, „Opowieści z Narnii”, a także w baśniach Andersena czy braci Grimm.
Ruszyli do domów. Gdzieś w oddali, w dzielnicy Józsefváros, odezwał się wesoły dźwięk dzwonu, świeciło słońce i wszystko wokół wydawało się piękne i radosne. Chłopcy czuli jednak, że stoją przed doniosłymi wydarzeniami. Ogarnęło ich podniecenie i żądza czynu. Jeżeli Boka powiedział, że trzeba działać, to na pewno jest to zapowiedź czegoś
niezwykłego.Zaczęli się rozchodzić. Czonakosz z Nemeczkiem zostali nieco z tyłu. Boka obejrzał się. Obaj chłopcy zatrzymali się przy jednym z piwnicznych okienek fabryki tytoniu. Było ono oblepione grubą warstwą tytoniowego pyłu.
Tabaka! – zawołał wesoło Czonakosz, jeszcze raz gwizdnął i napchał sobie żółtego pyłu do nosa. Nemeczek roześmiał się i, małpując kolegę, również wciągnął w nozdrza szczyptę tabaki. Uradowani odkrycie pomaszerowali ulicą Köztelek głośno kichając. Czonakosz kichał donośnie niczym z armaty, a mały, jasnowłosy Nemeczek prychał jak rozdrażniona
Chłopcy z Placu Broni
świnka morska. Biegli ulicą kichając, śmiejąc się i czuli się tacy szczęśliwi, że zapomnieli na chwilę o tej wielkiej niesprawiedliwości, którą nawet sam Boka, zawsze spokojny i poważny Boka, uznał za wręcz niesłychaną.
— Nic nie jest doskonałe — westchnął lis, po czym wrócił do tematu. — Moje życie jest monotonne. Poluję na kury, a ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. Trochę się więc nudzę. Jeżeli jednak mnie oswoisz, moje życie będzie jakby opromienione słońcem. Stukot twoich kroków będzie dla mnie brzmiał inaczej od wszystkich innych. Te inne wpędzają mnie pod ziemię. Twoje będą wywabiać mnie z jamy jak muzyka. Poza tym: spójrz! Widzisz tam pole pszenicy? Nie jadam chleba. Pszenica jest mi niepotrzebna. Pszeniczne pola z niczym mi się nie kojarzą. I to jest smutne! Ale ty masz złote włosy. Kiedy mnie oswoisz, będzie cudownie! Pszenica jest złocista i będzie mi ciebie przypominać. Pokocham szum wiatru w zbożu…
Lis zamilkł i spojrzał przeciągle na Małego Księcia.
— Proszę… oswój mnie — powiedział.
— Chętnie — odparł Mały Książę — ale nie mam wiele czasu. Muszę jeszcze znaleźć przyjaciół i poznać mnóstwo rzeczy.
— Można poznać tylko te rzeczy, które się oswoi — powiedział lis. — Ludzie nie mają czasu na poznawanie czegokolwiek. Kupują gotowe rzeczy w sklepach. Ponieważ jednak nie istnieją sklepy z przyjaciółmi, ludzie nie mają już przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
— Jak to zrobić? — spytał Mały Książę.
— Trzeba okazać wiele cierpliwości — odparł lis. — Na początek usiądziesz w pewnej odległości ode mnie, o tak, na trawie. Będę na ciebie popatrywał kątem oka, a ty nie będziesz nic mówił. Język jest źródłem nieporozumień. Ale każdego dnia będziesz mógł usiąść trochę bliżej…
Mały Książę
Sprawdź też: Zabawne wiersze do recytacji dla dzieci i nastolatków. Utwory i rymowanki z humorem
Zabawny fragment prozy do recytacji
Po zabawne fragmenty prozy najlepiej sięgać do takich lektur jak „Mikołajek”, „Akademia Pana Kleksa”, a także do opowiadań Sławomira Mrożka, które kryją mnóstwo zabawnych historii.
Wracając ze szkoły, zauważyłem, że idzie przede mną mały piesek. Chyba zabłądził, bo był zupełnie sam, i zrobiło mi się go strasznie żal. Pomyślałem sobie, że ten piesek chciałby mieć przyjaciela, i próbowałem go złapać, ale on się nie dawał. Wcale nie miał ochoty ze mną iść, widocznie nie miał do mnie zaufania, więc poczęstowałem go połową mojej bułeczki z czekoladą i piesek zjadł połowę tej bułeczki z czekoladą i zaczął wymachiwać ogonkiem na wszystkie strony, a ja nazwałem go Reksem, bo był taki pies w kryminalnym filmie, który
widziałem w zeszły czwartek.Reks zjadł bułeczkę prawie tak szybko, jak Alcest – ten kolega, który ciągle je – i poleciał za mną, zupełnie już zadowolony. Pomyślałem sobie, że to będzie świetna niespodzianka dla taty i dla mamy, kiedy przyjdę do domu z Reksem. A potem nauczę Reksa sztuczek, będzie pilnował domu, a także pomoże mi łapać bandytów, jak w filmie, który oglądałem w zeszły czwartek.
A tymczasem (jestem pewny, że mi nie uwierzycie) kiedy przyszedłem do domu, mama nie była specjalnie zadowolona, jak zobaczyła Reksa, właściwie wcale nie była zadowolona. Muszę powiedzieć, że to była trochę wina Reksa. Weszliśmy do salonu i mama przyszła, pocałowała mnie, zapytała, czy w szkole wszystko dobrze poszło, czy nie narobiłem jakichś
głupstw, a potem zobaczyła Reksa i zaczęła krzyczeć: „Gdzieś ty znalazł to zwierzę?!”
Zacząłem jej tłumaczyć, że to jest biedny, mały, zbłąkany piesek, który pomoże mi złapać całą masę bandytów, ale Reks zamiast zachować się spokojnie, wskoczył na fotel i zaczął gryźć obicie. A to był fotel, na którym tacie wolno siedzieć tylko wtedy, kiedy są goście.Mama dalej krzyczała, powiedziała, że mi zabroniła przyprowadzać zwierzaki do domu (to prawda, mama już mi raz zabroniła, kiedy przyniosłem mysz), że to jest niebezpieczne, że ten pies może być wściekły, że nas wszystkich pogryzie, że wszyscy się wściekniemy, że zaraz weźmie szczotkę, żeby wyrzucić tego zwierzaka, i że daje mi minutę czasu, żebym wyprowadził psa z domu.
Z trudem udało mi się nakłonić Reksa, żeby zostawił w spokoju obicie fotela: w zębach został mu kawałek materiału – nie rozumiem, jak mu to może smakować. Potem wziąłem Reksa na ręce i wyniosłem do ogrodu. Chciało mi się płakać, no i popłakałem sobie. Nie wiem, czy
Reks był też smutny, bo zajęty był wypluwaniem resztek obicia.Przyszedł tata i zastał nas siedzących przed drzwiami – ja płakałem, a Reks pluł.
„Mikołajek”
- Co tu się dzieje? – zapytał tata.
Kogut przeczytał ogłoszenie: „Potrzebujemy zwierząt – Cyrk”.
„Artysta” Sławomir Mrożek
– Zgłoszę się – powiedział składając gazetę. – Zawsze chciałem być artystą.
Po drodze snuł wielkie plany:
– Sława i pieniądze. A moŜe nawet wyjazdy za granicę.
– I z powrotem – dodał Lis.
– Dlaczego z powrotem? Za granicą podpiszę kontrakt z Metro Godwyn Meyer.
Dyrektor przyjął go na świeŜym powietrzu, gdzie urzędował. Właśnie rozwijano namiot
cyrkowy. Ja i Lis zatrzymaliśmy się opodal.
– Bardzo mi miło, Ŝe pan się do nas zgłasza. MoŜna poznać godność?
– Lew – przedstawił się Kogut krótko.
– Lew? – zdziwił się dyrektor. – Czy jest pan tego pewny?
– Ewentualnie tygrys.
– No dobrze. Wobec tego niech pan zaryczy. Kogut zaryczał jak umiał.
– Owszem, nieźle, ale są lepsze lwy od pana. Gdyby pan się zgodził na koguta, to co innego.
Wtedy mógłbym pana zaangaŜować.
– Ja dla pana przyjemności nie będę udawał ptaka – obraził się Kogut.
– śegnam wobec tego.
W drodze powrotnej Kogut milczał ponuro. Wreszcie nie wytrzymałem.
– Co ci strzeliło do głowy, dlaczego chciałeś grać lwa?
– Jak to, dlaczego… – odpowiedział za niego Lis. – Czy widziałeś kiedy artystę bez ambicji?
Zobacz też:





