Sposobów na to, jak oduczyć dziecko spania w łóżku rodziców jest prawdopodobnie tyle, ilu… rodziców. Wszystko zależy od naszej własnej inwencji i oczywiście od naszego malucha. Co jednak zrobić, gdy żadna z metod na usypianie dziecka w jego własnym łóżeczku nie działa? Wypróbować kolejną… czy się poddać?

Usypianie noworodka w łóżeczku to pestka. I tak przesypia większą część doby (nawet do 20 godzin), bez względu na miejsce, w którym go położymy. Nasz Stasiek też tak spał. Przez dwa pierwsze miesiące swojego życia. Potem zaczęły się bóle brzuszka, przez które całymi nocami wiercił się i budził. Jedynym rozwiązaniem, byśmy wszyscy troje w miarę się wyspali, było zaproszenie go do nas. Bóle minęły, a Staś pozostał w łóżku rodziców. Co gorsza, nasz mały wojownik nie zamierza wyprowadzić się na swoje.

Jak usypiać niemowlę w łóżeczku?

My ściśnięci na jednej połowie łóżka, on w poprzek drugiej. Za pół godziny przy naszych nogach, 10 minut później ze stópką na mojej twarzy. Ale śpi twardo do rana. Na ogół. Dziecko w łóżku to nie jest coś, co rodzice lubią najbardziej. Dlatego uparcie próbujemy przekonać Staśka, że wygodniej będzie mu w pojedynkę. Wypróbowaliśmy razem z nim naprawdę sporo metod usypiania w łóżeczku.
Zacznijmy może od tych bardziej profesjonalnych.

1. Metoda 3 – 5 – 7 (metoda Ferbera)

Najbardziej kontrowersyjna, ale ma sporo zwolenników. Polega na tym, by do płaczącego w łóżeczku niemowlęcia podejść po 3 minutach, spróbować je uspokoić dotykiem, przytuleniem i odłożyć z powrotem ze smoczkiem.

Jeśli dziecko zaczyna płakać, przychodzimy dopiero po 5 minutach i znów je uspokajamy. Gdyby płakało nadal, te same czynności wykonujemy po 7 minutach. Nie pomaga? Znów 7 minut przerwy i wszystko powtarzamy. Aż do skutku. Po jakimś czasie maluch się uspokoi albo uśnie.
Tak wygląda teoria, a jak metoda 3 – 5 – 7 wypadła w praktyce?
Stasiek darł się w niebogłosy, a cichł tylko po wyjęciu z łóżeczka i przytuleniu. Smoczki na niego nie działają, więc ta część w naszym przypadku w ogóle nie miała zastosowania. Po około godzinie koszmarnego ryku rzeczywiście usnął, pewnie z wyczerpania. Za drugim razem było to samo, a ja powiedziałam: nigdy więcej.

2. Metoda Tracy Hogg

Po pierwsze dziecko powinno mieć unormowany, powtarzalny plan dnia. Po drugie, musimy nauczyć się wyłapywać moment, w którym niemowlak zaczyna być śpiący, by nie dopuścić do sytuacji, kiedy staje się przemęczony i grymaśny. A potem wykonujemy codzienne rytuały przed pójściem spać: kąpanie, karmienie, śpiewanie/czytanie bajeczek itp.

Według metody Tracy Hogg odkładamy niemowlę do łóżeczka, cały czas będąc tuż obok. Płacze? Głaszczemy je po pleckach. Nie pomaga? Bierzemy na ręce, przytulamy i uspokajamy. A potem odkładamy do łóżeczka. Znowu krzyczy? Nawet gdy nie potrafi uspokoić się w naszych ramionach, odkładamy je chociaż na chwilę, a potem podnosimy. Powtarzamy czynności, aż uśnie. W książce Język niemowląt przeczytamy, że powinno nam to zająć do 20 minut. Najważniejsze, by maleństwo zasnęło w swoim łóżeczku, a nie na rękach.

Tyle teoria, a jak praktyka?
Poddałam się po około trzech tygodniach stosowania metody Tracy Hogg. Bywało tak, że Stasiek rzeczywiście zasypiał w ciągu 15 minut. Bywało i tak, że padał dopiero po 1,5 godziny (dodajmy, że po którejś z rzędu pobudce w środku nocy). W naszym przypadku metoda Tracy Hogg nie zdała egzaminu, choć mniej odbiła się na nerwach całej rodziny niż metoda 3 – 5 – 7.

3. Usypianie dziecka szumem suszarki

Lepiej sprawdzała się prawdziwa suszarka niż nagrane dźwięki. Stasiek usypiał w łóżeczku szybko, ale spał… dopóki szumiała suszarka. Koniec odgłosów, koniec spania. Na nas za to suszarka nie działała, bo kto by zasnął w takim hałasie? Metoda została zarzucona ze względu na wady nie do usunięcia.

4. Kołysanki

Prawdopodobnie przez całe swoje dotychczasowe życie nie naśpiewałam się tyle, ile w ciągu ostatniego roku. Nasz niemowlak nie dawał się uśpić w łóżeczku innymi kołysankami niż te wykonywane przez mamę, ewentualnie tatę (i tak dowiedziałam się, że mój mąż umie śpiewać). Metoda działała, ale była skrajnie wyczerpująca dla rodziców, którzy po kilka razy w środku nocy dawali popisy wokalne. Występy trwały nawet do godziny. Plus był taki, że Stasiek nie płakał.

5. Drapanie po pleckach… a jeszcze lepiej po nóżce

Świetnie wspomagało śpiewanie kołysanek. Samo też bardzo dobrze uspokajało Staśka. Dopóki mu się nie znudziło.

6. Usypianie w otwartym łóżeczku dostawionym do łóżka rodziców

Zasypianie odbywało się mniej dramatycznie niż w zamkniętym łóżeczku, ale ciągle wymagało długiego śpiewania.

7. Butla mleka

Metoda usypiania dziecka w łóżeczku zastosowana po odstawieniu Staśka od piersi, czyli w 11 miesiącu jego życia. Jako jedyna zadziałała bez zarzutu. Po wypiciu butli mleka Stasiek kręcił się przez kilka minut, a potem spokojnie odpływał.

Co takiego się wydarzyło, że znów zastanawiamy się, jak oduczyć dziecko spania w łóżku rodziców?
Chwila słabości spowodowana przeziębieniem Staśka, który „tylko na kilka dni” został przygarnięty do naszego łóżka. I zadomowił się w nim na dobre. Teraz po wypiciu butli mleka wniebogłosy domaga się zabrania z łóżeczka. Uśpiony z nami i odłożony do swojego łóżeczka budzi się po kilku minutach. 13-mięsięczny bobas nie da się oszukać, a my jesteśmy na etapie zaakceptowania naszej klęski. Chyba że uda nam się zebrać siły do następnej bitwy o łóżko albo ktoś podsunie nam naprawdę skuteczny pomysł.