Niby zwykłe przedmioty codziennego użytku. Tymczasem okazuje się, że dziecko potrafi wykorzystać je w sobie właściwy, jakże pomysłowy sposób. Nie zawsze bezpieczny!

Baterie

Zabawki, piloty do telewizora, a nawet zegarki czy piloty do bramy wjazdowej – baterie są wszędzie. W ogóle nie zwracamy na nie uwagi. W przeciwieństwie do dziecka. Na oddziały szpitali raz na jakiś czas trafiają maluszki, które połknęły baterie. Szczególnie te malutnie okrągłe wyglądają wyjątkowo smakowicie i łatwo je przełknąć. W małym brzuszku bateria ulega rozszczelnieniu a żrący płyn wylewa się. Konsekwencje bywają przerażające. Jeśli podejrzewasz, że twoje dziecko połknęło baterię, natychmiast udaj się do szpitala lub zadzwoń po pogotowie. Na co dzień staraj się pilnować, by maluch miał z nimi jak najmniej kontaktu.

Magnesy

Zdawałoby się, że niewinne magnesy są ciekawą zabawką dla dziecka. Tak, ale pod warunkiem, że ich wielkość uniemożliwi małemu człowiekowi połknięcie obu na raz. Przechodząc przez jelita magnesy nie przestają się przyciągać i mogą doprowadzić do bardzo groźnego sklejenia jelit.

Ładowarka do telefonu

Końcówka ładowarki do telefonu kusi, by wziąć ją do buzi. Tymczasem często ma w sobie skumulowaną odrobinę prądu. Nie zrobi dziecku krzywdy, ale może je przestraszyć.

Wolnostojące meble

Nie bez powodu znana szwedzka marka załącza do komód, szaf i regałów elementy pozwalające zamontować je na ścianie. Szuflady komody aż się proszą, by otworzyć je wszystkie na raz powodując wywrócenie się mebla. Nie trzeba wiele wyobraźni, by regał na książki zaczął przypominać drabinę do wspinania. Po złożeniu mebli pamiętaj więc o umocowaniu już na ścianie w sposób, który uniemożliwi przewrócenie się i przygniecenie brzdąca.

Prostownica do włosów i lokówka

Oba urządzenia nagrzewają się do temperatury 180 – 220 stopni. Wystarczy chwila nieuwagi, by ciekawski maluch dość dotkliwie się oparzył.