Pchacz czy chodzik, czyli czy i czym wspomagać naukę chodzenia u dzieci?

Pomysł na ten wpis pojawił się po przeczytaniu komentarzy, które dziś pojawiły się na naszym Instagramie. Chodziło o post w którym Zuzia (w nie do końca prawidłowy sposób) korzysta z pchacza.

Wspomniany wpis:

W końcu to #pchacz 😁 #naukachodzenia #kombinator #spryciarz #coreczkatatusia #instababy

Film zamieszczony przez użytkownika Artur Wygryz (@tata_na_asapie)

 
 
I wspomniane komentarze:

Ja tam tego synkowi nie sprawię 😛 strach o kręgosłup i bioderka mi zabrania 😅

to raczej chodzika trzeba się obawiać, a nie pchacza…

jaki to może mieć wpływ na kręgosłup i bioderka?

Czytając powyższe komentarze (do tej pory pojawiło się ich znacznie więcej) przypomniałem sobie, że miałem podobny dylemat dwa miesiące temu. Mało tego: miałem nawet małą batalię z moją mamą, która popiera chodzik, a jak wiecie już po obejrzeniu filmu na Insta – my wybraliśmy pchacz.
Pokrótce opiszę swoją argumentację. Chętnie także posłucham Waszych opinii i poznam doświadczenia.

 
Sam wychowałem się w chodziku, moja młodsza o 10 lat siostra również. O ile u mnie z kręgosłupem nie jest idealnie (na to nałożyło się przynajmniej kilka czynników) o tyle moja siostra jest prosta jak strzała i jest okazem zdrowia.
To, że my bez problemów wychowaliśmy się w chodzikach było podstawowym argumentem mamy za chodzikiem. Podobne opinie pojawiają się na Instagramie.

Drugim argumentem za chodzikiem były ciągłe siniaki na Twarzy córki. To prawda, że w chodziku dziecko zdecydowanie rzadziej się przewala i nie zawadza o wszelkiego rodzaju stoły, stołki, itp, ale ma to swoje plusy i minusy.

Wybraliśmy pchacz z dwóch powodów. Po pierwsze to Zuzia decyduje kiedy chce stać i chodzić, a kiedy odpoczywać. Uczy się także od razu jak zachować równowagę przy odjeżdżającym podpieraczu. Dla malucha to bardzo trudne, ale Zuzi dawało ogromną frajdę.
Pchacza także polecił nam znajomy, który kupił go po tym, jak jego córka zaczęła spacerować po mieszkaniu z taboretem.

To prawda, że na początku nie było łatwo i Zuzia często lądowała na pupie, a czasem i na buzi. Szybko jednak się podnosiła i kombinowała dalej.
Teraz jest na etapie nauki skręcania i zawracania. Znów pojawiają się siniaki, ale frajdę ma niesamowitą. Zwłaszcza jak uda jej się zawrócić i utrzymać równowagę.

Poza tym pchacz ma dla niej wiele zastosowań. Lubi się po nim wspinać (o zgrozo), lubi na nim jeździć i się nim bawić.

Pchacz czasem służy Zuzi za hulajnogę

Pchacz czasem służy Zuzi za hulajnogę 🙂


 

Zanim ostatecznie zdecydowaliśmy się na pchacza przeczytaliśmy kilka artykułów oraz wątków na forach.
Większość z nich krytycznie odnosiła się do chodzików. Najczęściej pojawiały się opinie o tym, że obciążają kręgosłup i rozleniwiają dzieci. Podobno niemowlaki, które używały chodzików zaczynały samodzielnie chodzić później nawet o 2-3 tygodnie niż dzieci, które z nich nie korzystały. Niestety nie znalazłem informacji na temat liczebności grupy na której te badania przeprowadzono.

Poniżej zebrałem listy wad i zalet zarówno chodzika, jak i pchacza, które znalazłem w sieci lub odnosiły się do naszego przypadku.
 

Przewagi chodzika nad pchaczem

  • Ryzyko stłuczeń – Pchając pchacza dziecko łatwo może stracić równowagę i się przewrócić. Łatwiej ma też o coś uderzyć. W chodziku takie ryzyko jest znikome.
  • Mniejsza mobilność – W pchaczu dziecko ma trudniej zmieniać kierunek spaceru. Skręcenie i zawracanie wymaga nie małych zdolności motorycznych.

 

Przewagi pchacza nad chodzikiem

  • Nauka upadania – Chodzik jest niczym bańka, która chroni dziecko przed uderzeniami. Z tego powodu ciężko nauczyć się prawidłowo upadać.
  • Wzmacnianie mięśni odpowiedzialnych za chodzenie – Inne partie mięśni pracują podczas chodzenia w chodziku, a inne przy korzystaniu z pchacza. Pchacz stymuluje te same mięśnie, które używane są w czasie samodzielnego chodzenia.
  • Nauka oceny odległości – W chodziku dziecko nie uczy się oceny odległości.
  • Rozbudzanie zmysłu dotyku – Dziecko w chodziku nie dotnie praktycznie niczego co nie znajduje się na tacce przed nim. Chodząc z pchaczem może zatrzymać się w dowolnym miejscu i dotknąć tego co napotka na swej drodze (to czasem można zaliczyć do wad ;)).
  • Brak deformacji stópek – Przy chodzeniu w chodziku stopy dziecka układają się nienaturalnie. Niemowlak porusza się na palcach. W dodatku nie przenosi ciężaru ciała z jednej nogi na drugą. Zwiększa to ryzyko nieprawidłowego formowania się stóp.
  • Samodzielność – To dziecko decyduje o tym czy, kiedy i jak długo będzie chodzić. Jestem zdania, że dziecko najlepiej wie czy boli go kręgosłup, jego mięśnie są przemęczone i w takim przypadku siada, żeby odpocząć. W chodziku nie ma takiej możliwości.

 

Co jest zdrowsze dla kręgosłupa i bioderek? Pchacz czy chodzik?

Z licznych opinii ortopedów wynika, że mimo wszytko lepszy jest pchacz. Zwracają oni uwagę nie tylko na pracę innych mięśni, obciążenie kręgosłupa, deformację bioderek, ale przede wszystkim stwierdzają, że chodziki zamiast przyspieszać to spowalniają naukę chodzenia.

Niektóre kraje bardzo poważnie biorą do siebie opinie lekarzy i na przykład w Kanadzie oraz w Krajach Skandynawskich sprzedaż chodzików jest prawnie zabroniona.

Drewniany pchacz dla dziecka

Drewniany pchacz dla dziecka


 


 

Jaki pchacz wybrać dla dziecka?

Przeglądając oferty sklepów w poszukiwaniu pchaczy trafiliśmy na różne modele. Główna różnica między nimi jest taka, że jedne są drewniane, inne plastikowe. Oprócz tego można wybierać z wielu wzorów i kolorów. Do wyboru są zwierzaki, wózki, samochodziki i wiele innych.

My zdecydowaliśmy się na drewnianą żyrafę. Nie wiem czy tu już hipsterka, ale zdecydowanie wolimy drewniane i metalowe zabawki niż plastikowe.
Żyrafa co prawda mogła by być trochę wyższa. Dodatkowo blokada kółka jest dość luźna. Nie da się chodzika zablokować tak, żeby kółka się nie toczyły.
Mimo tego jesteśmy zadowoleni z zakupu.

 

A Ty drogi czytelniku lub czytelniczko: Co uważasz na ten temat? Pchacz, Chodzik, a może całkowity brak „wspomagaczy”?