jak urodził się Filipek

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #50730

    frezja

    No to zaczniemy tak…
    19 czerwca 2004 o godz 0:30 urodził się Filipek, ważył 3600 i mierzył 56 cm, dostał najpierw 9 potem 10 pkt

    Wg mojego gina miałam na pewno urodzić 2 tyg pod terminie albo i wcale (znaczy chyba mówił że nie naturalnie, bo kto jak kto, ale on chyba powinien wiedzieć że każda ciąża się kiedyś kończy). Powód: długa, zamknięta szyja, która w ogóle nie ruszyła w całej ciąży i moje przejście sprzed 1,5 roku kiedy po poronieniu nie mógł wejść do jamy macicy z powodu tej zamkniętej szyjki (zdarzyło mu się to pierwszy raz i zapamięta ten przypadek do końca życia). Cały czas zlecał jakieś dodatkowe badania w różnym kierunku bo mówił że po mnie to się można wszystkiego spodziewać. Więc ja nie szykowałam wyprawki, chodziłam sobie do pracy, no bo przecież przedwcześnie nie urodzę na pewno. Wyprawka się niby kompletowała, była nawet uprana ale nie uprasowana, rzeczy do szpitala też nie w komplecie. Spokojnie czekałam z tym co najmniej do terminu, który notabene był na 15 czerwca-naszą drugą rocznicę ślubu. Ale już im dłużej tak chodziłam, było coraz ciężej, coraz bardziej chciałam już urodzić, przecież synek był już donoszony, nic mu nie groziło. Poprasowałam trochę rzeczy, spakowałam torbę do szpitala, pomyślałam że tak może coś przyspieszę. W poniedziałek zaczął mi odchodzić czop, był brunatny a to miało zwiastować rychły poród (w odróżnieniu od bezbarwnego czy różowego). Dzień po terminie (w środę) miałam mieć ostatnią wizytę i tu ginek bardzo się zdziwił…szyjka przepuściła palec, jeden palec, no sukces jak na 40 tydz ciąży. I mam sobie chodzić dalej zgłosić się na KTG w sobotę i w poniedziałek do obejrzenia. Było mi coraz ciężej. Miałam skurcze, ale takie tylko bóle miesiączkowe, żadne krzyżowe i żadne regularne. Tak było cały czwartek. I odszedł mi też cały, konkretny kawał czopu. W piątek obudziłam się o 2 w nocy z powodu skurczy, wzięłam telefon, nastawiłam stoper i liczę, były co 10 min, Liczyłam tak do 5-tej. Najdłuższa przerwa była 12 min a najkrótsza 5. Wtedy pomyślałam że dzisiaj to chyba do pracy już nie pójdę. Wstałam, wykąpałam się, wysuszyłam włosy, wszystko to w przerwach między skurczami. O 7-mej obudziła męża i powiedziałam że na to KTG to chyba pójdę dzisiaj, znaczy w piątek, a nie jak planowo w sobotę. Spakowałam resztę kosmetyków do torby która została w domu, no bo przecież nie spodziewałam się że u mnie regularne skurcze mogą przepowiadać poród, przecież jestem nienormalna. Mąż odwiózł mnie do szpitala i sam pojechał do pracy. Miałam dać znać jakbym miała zostać to przywiózłby rzeczy. Naczekałam się na izbie przyjęć. Zrobili mi KTG, było marne, bardzo marne, nie znam się na tym ale siła skurczy była ok. 15 % i żadnych skoków. Przyszedł mój doktorek (jako że on prowadził mi ciążę to poprosili jego), aby mnie zbadać. No i znowu się zdziwił…aż 2 palce. Pytają mnie czy mam skurcze, mówię że co 10 minut od 6 godzin, więc wszyscy myślą że zostawiają mnie a ginek że nie tak prędko, że ja na pewno jeszcze poczekam sobie na poród. Powiedział że mam skurcze dlatego że nie piję 3 litrów dziennie i że dziecko nie jest gotowe, a macica tak i daje te skurcze, ale nic z tego nie wynika. Kazał pić, skurcze miały się określić-czy ustępują czy intensywnieją. Dał kartę ruchów płodu. Pomyślałam, dobra idę do domu, nie jest tak źle, nie boli aż tak bardzo, mam 10 minutowe przerwy, skurcze trwały ok. 30 sek więc nie było tak źle.
    A w domku sobie zjadłam, i co mi pozostało, leżeć i liczyć. Liczyłam, liczyłam, w sumie były co 10 min, później się zmniejszało, potem znowu 10 min, a potem, koło 15-tej co 5. Siedziałam w wannie pół godziny i godzinę leżałam, i tak w kółko. W końcu zadzwoniłam aby mąż wrócił z pracy i ewentualnie ustawił sobie że w sobotę go nie będzie. Skurcze cały czas co 5 minut, czasem 4, trwające co najmniej minutę. Nie chciałam jechać do szpitala bo pomyślałam że znowu mnie odeślą. Mąż już nie mógł na mnie patrzeć, jak się męczę i postanowił że jedziemy. Byliśmy tam po 20-tej. Położna mnie zbadała i mówi, rozwarcie trzy, cztery centymetry, no to ja myślę-rano też było tyle i te skurcze nic nie wskórały, więc ta moja szyja chyba nieotwieralna jest. A położna mówi: rodzisz! Podłączyła mnie jeszcze do KTG, skurcze były marne jak na rodzenie-25%. Mężyk z przerażeniem w oczach poszedł do samochodu po torbę,a ja się przebrałam w suknie balową. Wchodzimy na oddział, położna prowadzi od razu na salę porodową. Nie byłam wcześniej zwiedzać oddziału, ani pytać o szczegóły bo i tak byłam zdecydowana na ten szpital, ale myślałam że pierwszą fazę to się spędza gdzie indziej. Wchodzimy na salę, pytam się czy ona myśli że ja dzisiaj urodzę (pozostało 3 godziny), twierdzi że nie, ale bez przekonania. Rozłożyliśmy rzeczy, podłączyli mi kroplówkową kolację, mężyk założył zieloną podomkę i zaczęliśmy spacery. W czasie skurczu zginałam się na stojąco w pół i opierałam łokciami o łóżko i kołysałam a mężyk masował plecy. Położna co jakiś czas sprawdzała tętno. Wiele metrów tak nie przeszliśmy (tylko godzinę) bo ja już miałam dość. Byłam już delikatnie mówiąc trochę zmęczona i musiałam się położyć. Koło 11-tej zaczęliśmy skalanie na piłce. Niby skakanie miało pomóc i główka miała zejść niżej, ale to powodowało u mnie sprzeczne odczucia. Z jednej strony wiedziałam że powinnam skakać aby to wszystko przyspieszyć a z drugiej nie chciałam skakać bo sprawiało mi to ból. Powoli, trochę poskakaliśmy i znowu musiałam się położyć…i już nie wstałam. Położna cały czas badała tętno, nawet jak poszłam do łazienki na ostatnie przedporodowe posiedzenie to przyszła tam z przenośnym na baterie aparatem do mierzenia tętna. Leżałam…, położna co jakiś czas badała rozwarcie, postępowało bardzo szybko, potem poleciały wody, jeszcze trochę poleżałam, oczywiście każdy skurcz czuł mężyk na swojej ręce w którą wbijały się moje paznokcie. Zaczęły mi się bóle parte. (Przypomniało mi się wtedy jak czytałam odpowiedzi na pytanie: skąd będę wiedzieć kiedy przeć? – tego się nie da nie zauważyć). Generalnie leżałam na boku, gdy poczułam ogromne parcie to sama rozkładałam nogi i wołałam położną. Kazała jeszcze trochę wytrzymać i jak czuję parcie to sobie poprzeć lekko. Było za 10 północ kiedy położna powiedziała „pełne”, mając na myśli rozwarcie. Założyła fartuch, zapaliła światło i miało się zacząć. Nogi do siebie, broda do klatki, i przemy… Mężyk instruuje z oddychaniem itd., podaje wodę, i prze razem ze mną (później mi opowiadał jak mimowolnie parł, i jak się na tym przyłapał). Dochodziła północ a nasz dziumbel jeszcze się nie pokazał. Czekaliśmy na kolejny skurcz i parłam…parłam ile sił, ale po jakimś czasie już nie mogłam. Przyszedł lekarz. Ja tu prę, a oni mówią że nie prę. Wnioskowali to po tym że główka się nie przesuwała, to mnie bardzo wkurzało. Z jednej strony chwalili jak ładnie prę, a za chwilę mówili że nie prę. Zwątpiłam już że ja w ogóle urodzę i zaczęłam mówić aby mi jakoś wyjęli synka, a oni że nie mogą. Normalnie bym o tym nie pomyślała (znaczy o kleszczach, czy czymś takim), ale zaczęłam się martwić że jak on tyle czasu z tą główką ugrzęźniętą to będzie niedotleniony. Było już 20 po północy. Czekamy na kolejny skurcz. Lekarz i położna mówili mi kiedy skurcz bo ja już ich nie czułam. Czułam tylko że mam od pół godziny coś ogromnego w kanale rodnym, to był jeden wielki ciągły skurcz. W końcu poczułam że idzie skurcz…dali mi jeszcze 5 jednostek oksytocyny i prę najmocniej jak potrafię, lekarz lekko uciska mi brzuch…wyszła główka, jeszcze jeden wdech, prę… i wyszedł nasz syneczek. Niestety od razu przecięli pępowinę, z powodu że tak długo się męczył. Położyli mi go na brzuchu, był cieplutki, malutki i taki bezbronny, ale…miał jakąś dużą głowę, jakby dużego guza na czubku. Pytam dlaczego ma taką głowę, a oni nic. Więc zaczęłam się martwić, ze jak nic nie mówią to coś jest nie tak. Nie leżał u mnie zbyt długo bo zaraz zabrali go do badania, co jeszcze bardziej mnie zmartwiło, bo wiedziałam że raczej tak szybko się nie zabiera od razu po porodzie. Obejrzeli łożysko i lekarz zaczął mnie szyć. Ja cały czas pytam dlaczego tak wygląda, i że to na pewno wodogłowie, a on że się za dużo naczytałam. Wtedy mi powiedział dlaczego to wszystko się tak przedłużyło. Otóż nasz piękny synek zamiast wychodzić czubkiem głowy, postanowił najpierw pokazać swoją śliczną buźkę. Głowa mu się odchyliła do tyłu i było jej ciężej przejść, nazywa się to poród twarzyczkowy.
    Jeśli chodzi o ból to potem nie czułam już nic, zupełnie nic, i nie chodzi o to że znieczulili mnie do szycia. Wszystko przeszło jak ręką odjął. Czułam że mogłabym wstać i normalnie pójść do domu np. sprzątać. Boleć zaczęło dopiero rano jak się obudziłam, ale to już inna historia. Zszył mnie i czekaliśmy pełni obaw aż przyniosą nam synka. Przyszła pani doktor od noworodków i mówi: syn państwa urodził się z wagą 3600 i mierzył 56 cm, dostał 9 pkt a w trzeciej minucie 10, ma obrzęk głowy który jest skutkiem długiego ucisku w czasie porodu, ale to się wchłonie. Boże… to były najcudowniejsze słowa jakie mogłam wtedy usłyszeć. Wszystko dobrze, synek duży, zdrowy, czego chcieć więcej… Podali mi synka do piersi, chyba nie był za bardzo głodny, ale trochę possał. Patrzyliśmy tak na niego i nie mogliśmy uwierzyć. Był piękny, cudowny, malutki, a przede wszystkim nasz, najukochańszy na świecie, nasza słodka kruszynka. Potem go zabrali, ja jeszcze trochę poleżałam, wstałam do łazienki i do sali na zasłużoną drzemkę. Była godzina koło wpół do trzeciej. Powinnam spać i spać, bo przecież takie zmęczenie, ale obudziłam się już o 6-tej. Przynieśli mi młodego i odtąd jesteśmy już ciągle razem. Kocham go bezgranicznie. Czasem leżę sobie obok niego, patrzę się godzinami na to cudeńko i płaczę ze szczęścia.

    Dla zainteresowanych-rodziłam w MSWiA na Wołoskiej z położną z dyżuru o imieniu Ewa (nazwiska nie pamiętam, blondynka w okularach)

    A tak wyglądał mój synek zaraz po urodzeniu

    #651912

    ani-ani

    Re: jak urodził się Filipek

    🙂 GRATULACJE

    Ania i Izunia (21 m-cy)+lutowa PEREŁKA



    #651913

    ona1

    Re: jak urodził się Filipek

    Gratuluje i zazdroszczę. Nasz Skarbuś nie wybiera się jeszcze na nasz cudowny padół.

    pozdrawiam

    Mariola 40t i 1 d

    #651914

    maja25

    Re: jak urodził się Filipek

    Cieszę się bardzo że mały jest już z wami. Ja też chcę nazwać mojego synka tym imieniem, jeśli kiedyś się urodzi. Na razie zaczynamy dopiero starania, pierwsze po poronieniu. Może teraz się uda. Pozdrawiam!
    MAgda

    #651915

    samba

    Re: jak urodził się Filipek

    Witaj,
    Gratuluje Ci synka, sama oczekuje Dzidziusia i sie poplakalam jak czytalam Twoja opowiadanie.
    Zycze Ci samych wspanialych chwil

    Samba i wrzesniowy Krasnoludek

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close