12h na porodówce…

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)
  • Autor
    Wpisy
  • #52419

    iwasuwalki

    Cóż, piszę by przestrzec dziewczyny, że mogą i takie „przeboje” się przydarzyć, więc bądźcie przygotowane na wszystko 🙂
    O 20.05 dnia 23 sierpnia br zostałam przyjeta na porodówkę z regularnymi skurczami i gładzącą się szyjką macicy..hurraaa, pomyslałam.
    Cudowne skurcze przybierały na sile, o 01.15 połozna powiedziała, że mogę dzwonić po męża, gdyż szyjka zgładziła się, więc lada moment dojdzie do rozwarcia…Jednak powiedziałam, że zadzwonię jak juz to rozwarcie będzie. Położna napuściła mi wody do jakuzzi, zrelaksowałam się, wyobrażałam juz sobie sam poród, przypominałam w której fazie jak oddychać i nie mogłam doczekać się dzwonienia do męża…
    Po wyjściu z wanny połozna zbadała mnie, no i niestety nic, zadnych postępów, mijały minuty, a skurcze zamiast nasilić się, to zelzyły, jej, zachciało mi się płakać, jak to.. Przypomniał mi sie poród pierwszego dziecka, z córką też trafiłam na porodówkę z regularnymi skurczami ale bez rozwarcia, po 14 godzinach cofnęli mnie na patologię, przeleżałam jeszcze 2 doby i wreszcie urodziłam…miałam rozwarcie, ale skurcze oksytocyną podtrzymywali bo ciagle zanikały..
    Także mam teraz powtórkę z rozrywki. Tylko tym razem absolutnie nie zgodziłam się na patologię, zresztą mój gin mówił, że nie widzi takiej potrzeby, tetno dzidzi prawidłowe, rusza się, więc wszystko ok. Wyszłam po 12 godzinach okupowania porodówki..
    Smutno mi, bo tak juz chciałam urodzić, ale widocznie dzidzia jeszcze chce kołysać się u mnie w brzuszku, więc cóż mogę na to poradzić…
    Także dziewczyny, uwierzcie, że mozna z porodówki wrócić do domu i to z dzidzią w brzuchu :))
    Tylko co robić by dostać tego rozwarcia, skoro po skurczach ani sladu? Mówiłam lekarzowi o wiesiołku, on powiedział, że zaaplikował mi tabletke na zmiękczenie szyjki i skoro ona nie pomogła, to i wiesiołek nie wskazany, poza tym mam problemy z cisnieniem, więc to dodatkowy powód by nie brać wiesiołka.
    Wczoraj biegałam w domu, skakałam, ale trochę boję się, by dzidzia nie wystraszyła się, no i by jej nie zaszkodzić. Więc jeszcze czekać, czekać, czekać, oby nie „przenosić”. Pierwszą córkę przenosiłam o 11 dni (połozna mówi, że to w terminie, no ciekawe…) i urodziła się z objawami niedotlenienia, bo miałam zielone wody i było „trochę” komplikacji, dlatego teraz drże o każdy dzień, do terminu 8 dni, oby urodzić jak najszybciej, bo wiem, że już wszystko wykształcone, teraz dzidziunia obrasta w tłuszczyk…
    Pozdrawiam

    #672927

    polyana

    Re: 12h na porodówce…

    Witaj
    Jak lezalam na patologii to dziewczynom w Twojej sytuacji przepisywano taki zel dopochwowy, ktory powoduje prawie natychmiastowe zmiekczenie i rozwarcie szyjki. Jedyny mankament to cena tego zelu…. podobno 150 zl, ktore sama musisz wylozyc:( Ale niestety nie interesowalam sie tematem na tyle, aby wiedziec jak sie ten zel nazywa. W aptece powinni wiedziec.
    Pozdrawiam (s)kurczowo

    Ania



    #672928

    iwasuwalki

    Re: 12h na porodówce…

    Właśnie ten żel dostałam, lekarz mi go zaaplikował, dzięki temu zmiękczyła mi się szyjka i nic więcej :))

    Pozdrawiam róznież:))

    #672929

    majamaja

    Re: 12h na porodówce…

    przeczytałam taką ciekawostkę:”kiedy Twojemu Dziecku nie spieszy się na świat, czyli termin porodu już minął, PROSTAGLANDYNA-składnik męskiego nasienia-to hormon, który ma właściwości pobudzajace skurcze macicy. Wtedy seks może przybliżyć dzień, w którym przywitasz dziecko”

    #672930

    iwasuwalki

    Re: 12h na porodówce…

    :))))
    Oj przetestowany sposob nie raz i nie dwa…
    No i nie dziala, a tyle kombinacji z tym sposobem, bo kurcze kochanie sie w ciazy wcale nie jest takie proste…:))))
    Dzieki za podpowiedz, pozdrowka

    #672931

    magdula31

    Re: pobyt w wodzie……

    witaj, czytalam i to nie raz ze z lezenia w wannie mozna kozystac dopiero przy rozwarciu na 4cm, w innym przypadku akcja porodowa moze sie zatrzymac a nie przyspieszyc, wiec kto wie, czy to lezenie w wodzie tak cie nie rozluxnilo ze wszystko sie zatrzymalo (oczywiscie nie podwazam wiedzy i umiejetnosci poloznej, ale kto wie) poza tym w polsce jest tylko kilka szpitali (jesli nie dwa-tak mowil mi moj gin) z uprawnieniami do porodow w wodzie, wiec moze cos w tym jest.
    pozdrawiam magda i wernika (16.09.04)



    #672932

    iwasuwalki

    Re: pobyt w wodzie……

    Powiem Ci, że się zdziwiłam, że pozwoliła mi wejść do wanny, ale w takich sytuacjach nie mysli się, jakos tak instynktownie wierzy położnej, ale już po wyjściu z wanny uświadomiłam sobie, że niekoniecznie to był dobry pomysł. Ale cóż, trudno.
    Na poniedziałek umówiłam się z ginekologiem, jeszcze raz ma mić założyć żel, no niestety czasami tak jest, a ja już nie dam przenosić ciąży, córcię urodziłam 11 dni po terminie, więc niby w terminie, ale dziękuję bardzo, w moim przypadku okazało się to okropne w skutkach. Nie ma sił, wody starzeją się i za długie przebywanie w starzejących się wodah, dla dzidzi nie jest dobre. Moja urodziła się zachłyśnięta zielonymi wodami, podejrzewano u niej zapalenie opon mózgowych i inne okropieństwa. Całe szczęście wszystko skończyło się dobrze, ma 2 latka i 7 m-cy i po urodzeniowych koszmarach nie ma sladu.
    Pozdrawiam

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close