jak doczekalam sie FRANULKA

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 23)
  • Autor
    Wpisy
  • #24646

    effcia

    Przez cala ciaze zastanawialam sie jak to bedzie, a im bardziej sie zastanawialam, tym bardziej bylam przerazona. Ale natura tak to jakos wykombinowala, ze im bardziej zblizal sie termin finalu, im bardziej bylo ciezko i wielorybio, tym bardziej przerazenie zamienialo sie w wielkie oczekiwanie. Termin z wyliczanki zblizal sie wielkimi krokami, czulam sie psychicznie przygotowana na powitanie mojego dzieciatka, a wszytko wskazywalo na to, ze fizycznie tez. Ale dzieci jak to dzieci, bywaja uparte. Mijaly dni, mijaly kolejne terminy, odszedl czop sluzowy i…..nic sie dalej nie dzialo, lazilam z rozwarciem na palec chyba ze trzy tygodnie. Moja gotowosc zamienila sie w jakas placzliwa depreche przedporodowa. W koncu definitywnie sie przeterminowalam…. Poczlapalismy do punktu konsultacyjnego na Zelazna. Zbadali, zrobili ktg: wszystko ladnie przygotowane, dzidzius zdrowy, tylko skurczy brak, to znaczy jest – jeden smetny, prosze przyjsc za dwa dni. No to czlapiemy raz jeszcze: ktg, usg – wyglada na to, ze ciaza jest mlodsza o dwa tygodnie. Matko! Jak to? Caly czas wszystko bylo ksiazkowo a tu nagle mlodsza? Jak dlugo jeszcze bede sie toczyc??? I znowu: wszystko ladnie przygotowane, dzidzius zdrowy, tylko skurczy brak, to znaczy jest – jeden smetny, prosze przyjsc za dwa dni. To byl poniedzialek, a raczej poniedzialkowy dol. Sama juz nie wiedzialam co mam myslec, brzunio twardnial w oszalamiajacym tempie, ale nic nie bolalo. No to jak ja mam wiedziec czy to to, czy nie to? Kiedy bede wiedziec, ze cos sie dzieje? We wtorek dol sie poglebil. Przetoczylam sie tak caly dzien, a wieczorem zaleglam moim wielkim cielskiem na sofie przed telewizorem, az do usniecia. Ocknelam sie, poczlapalam do sypialni, na pocieche popiescilismy sie troszke z mezem. Ech, pora spac. Ale najpierw siusiu, o!! a to niespodzianka, leciutkie krwawienie! no no. wracam do sypialni: kochanie, chyba rano pojedziemy do szpitala! Jednak bedzie lwiatko a nie panna:-) Z wrazenia zjadlam jeszcze pozna i nadprogramowa kolacje. polozylam sie spac. AAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! 15 minut pozniej potworny skurcz przygwozdzil mnie do lozka!!!!!! Cholera jasna, juz wiem jak to jest!!!!! Kotku wstawaj! Nie jedziemy rano! Jedziemy NATYCHMIAST!!!!!!! Patrze przytomnie na zegarek 12:15, skurcze co 5 minut, zbieram sie, co nie jest latwe bo z wrazenia dostalam jakiejs okropnej telepki. Przytomnie wysylam posta i….jedziemy do szpitala. Na Zelaznej jestesmy o 1.00, skurczyki skurczybyki juz co 3 minuty! I boli jak diabli! Senna atmosfera w izbie przyjec, ale bardzo mile dziewczyny. Badanko – 2-3 cm. Idziemy na porodowke! No dobra jak idziemy to idziemy, auuuu, tylko ten skurcz. Dzielny maz mowi mi jak oddychac, bo ja sie pogubilam zupelnie. Ale dobrze jest. Trafiamy na super polozna, ktora znamy i ktora nas zna – chodzilismy do niej do szkoly rodzenia. Co za ulga, czuje, ze jestem w dobrych rekach.
    Tej nocy jest jednak taki wysyp dzieciaczkow, ze musimy troche poczekac na salke, bo sie wlasnie „truja bakterie”. No to lazimy po korytarzu, wieszam sie na fotelach, na Slawku, wyginam w pozach oszalalego jogina. Slawek i Gosia caly czas mowia mi jak oddychac, faktycznie dobry oddech troche lagodzi bol. Miedzy skurczami Slawek masuje mi plecy, w czasie skurczu chybabym go ugryzla gdyby mnie dotknal. W koncu zabieramy swoj majdan i idziemy do sali morelowej. Z miejsca wieszam sie na drabinkach. Maz pomaga mi sie przebrac, Malgosia podlacza do ktg – piekne silne skurcze co 1,5 minuty, 4 cm rozwarcia. Przytomnie przypomnialam sobie, ze to odpowiedni moment: ja chce znieczulenie!!! pojawia sie pani anestezjolog, dostaje strzala w plecy, nie boli, ale przyjemnie nie jest, no bo jak tu sie wygiac w koci grzbiet, zeby sie wlasnym brzuchem nie zadusic???
    Nastepne dwie godziny sa cudne, nic nadmiernie nie boli, pracuje nad rozwarciem w podpowiadane przez Malgosie sposoby, oddycham tlenem, prowadzimy mila pogawendke, radio sobie gra. Pieknie jest. Przy kolejnym badaniu – 7 cm – odchodza wody. Zaraz potem robi sie 9 cm i skurcze parte. Jest 4 rano i juz nie jest tak przyjemnie! Boli!!!!! Gosia mowi: 4.40 rodzimy. Zabawna. Znowu wyginam sie w pozycjach szalonego jogina, by glowka zeszla nizej, kloce sie z Gosia, Slawek robi co moze, zeby mi pomoc. przenosimy sie na lozko. Znowu mam te przekleta telepke, znieczulenie juz nie dziala, skurczyki skurczybyki silne jak nie iem co, ale troche za krotkie, by miec czas wypchnac chlopaka. Dostaje oxytocyne, jest lepiej. Wrzeszcze az do zdarcia gardla, opadam z sil. Taka mysl nagle nieprzytomna: robcie sobie co chcecie, ja urodze kiedy indziej… Ale to sie tak nie da niestety…Gosia i Slawek dopinguja mnie, maz dodatkowo podtrzymuje glowe, dociska nogi do brzucha. AAAAAAAAAA, klejny mega skurcz. Jest glowka!!!!!!! Dotknij jej!!!!! Dotykam, lapa mi drzy, to jest niesamowite, jest glowka!!!! Dostaje jakiegos kopa energetycznego, skurcz, parcie, JEEEEEEST! 4.40 urodzilam synka!!! Czuje jak odplywam ze zmeczenia, klada mi malca na brzuchu. Boze, jaki on piekny!!!!! Maz caluje mnie w spocone czolo, nic juz nie jest wazne, to najpiekniejszy moment w moim zyciu. Juz nic nie boli, o niczym nie pamietam. Co tam lozysko, co tam szycie. Tule w ramionach moje wrzeszczace malenstwo, ktore patrzy na mnie tymi niesamowitymi oczkami. Witaj na swiecie malenki. Dzielny tata przecina pepowine, jestesmy rodzina. Malenstwo jest piekne, dziesieciopunktowe. teraz czas tylko dla nas, czas na pierwsze karmienie i tulenie sie do siebie. Czas na zdjecia, usmiech prosze! Lezymy tak ponad dwie godziny, jestem zmeczona, opuchnieta i najszczesliwsza na swiecie. Potem przychodzi pani pediatra, zabiera Franka na badania, Slawek asystuje synkowi. A ja przy pomoc Malgosi probuje sie umyc.
    I to wlasciwie tyle. I wiecie co? Mialam wspanialy porod, bolalo, ale mimo bolu to bylo niezwykle wydarzenie, nie zadna bolesna trauma. Gdybym miala rodzic raz jeszcze to tylko tak i na Zelaznej. No i moze chetnie skorzystalabym z tych wszystkich „pomocy naukowych” na ktore nie mialam czasu, bo wszystko tak szybko szlo. Wprawilam wszystkich na porodowce w oslupienie, bo ja taka mala i drobna (150 cm), dzidzius calkiem spory (3450g i 53 cm), pierwszy porod, a od pierwszego skurczu zajelo mi to 4.40 h!!!!!
    Powinnam pojsc teraz do tego lekarza, z ktorym rozstalam sie gdy ocenil na oko, ze u mnie to tylko cc. Ale nie pojde. Pojde do pokoju obok zobaczyc co u synka

    Effcia z FRANULKIEM (20.08)

    #331476

    ykke

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Pięknie to opisałaś Effcia. Rzeczywiście poród to cudowne wydarzenie, ale ja nie spodziewałam się az takiego bólu. No to cieszcie się sobą maksymalnie! Pozdrawiam!

    Izka i Iga-Fryga 31.08



    #331477

    mszcz

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Wiesz co poraz pierwszy czytałam opowieść bo tak mogę powiedziec o TWOIM opisie porodu. Moje gratulacje jesteś wspoaniałą kobietą i matką. Życzę Wam wszystkiego najlepszego
    Marzena i jej marcowo/kwietniowe szczęście

    #331478

    barbetka

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    …uryczałam się jak bóbr….
    Gratuluję syneczka 🙂

    Basia & Amelia, Julia (11.09.2003… a może wcześniej)

    #331479

    koyaga

    Przypomniałaś mi…

    Właśnie. Czytałam twój post i płakałam. Nie pamiętam już bólu który zwalał mnie z nóg i powodował, że na niczym mi nie zależało, ale dobrze pamiętam, że był ogromny BÓL i 15h męki. To był koszmar. Nie opiszę swojego porodu bo chcę zapomnieć o wszystkim. Jedyne co chcę pamiętać do końca życia to uczucie, które ogarnęlo mnie, kiedy położyli mi Martynkę na brzuchu.. i jeszcze jedn o- nie chcę i na pewno nie zapomnę tego jak wspierał mnie Krzysiek w tym wszystkim. W zasadzie to on rodził za mnie. Chyba byłam egoistką, poddałam się bólowi zamiast przyjąć go jako konieczność do drogi mojego Szczęścia. Teraz nie boli mnie już nic, ale pamiętać chyba będę zawsze, że mój poród był bardzo ciężki, poza tym bez znieczulenia.

    Gratuluję szybkiego porodu. Dużo zdrówka raz jeszcze życzę Franulkowi. Jest śliczny.

    Pozdrawiamy,
    Aga i Martynka – 23.08.’03.

    #331480

    sroczka

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Gratulacje dla dzielnej mamy i dzielnego taty!! Dużo zdrówka dla maleństwa 😉

    Ela i Adaś 16.08.2003



    #331481

    magdzik

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    przepiękna opowiesć… niedługo juz wszystko poczuję na własnej skórze!

    Pozdrawiamy,

    Magda, Rafał i Albercik (7.09.03)

    #331482

    aga23

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Cześć, zupełnie przypomniałaś mi mój poród sprzed prawie 3 lat. Też rodziłamz Gosią (Gieradą-Radoń prawda?)
    Powiedz mi proszę ile zapłaciłaś, bo ceny sporo sie zmieniły, a w kwietniu rodzić będę z moim mężem i oczywiście Gosią .
    Pozdrawiam.
    Agnieszka + (23.04.04)

    #331483

    marzena29

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Effcie trzeba ci przyznać ,że masz wielki talent.
    Pieknie opisałas swój poród.
    Mój byl bardzo podobny do twojego i o godzinke krótszy,ale przypominam sobie gdy mąz masował mi plecy w czasie tych największych skurczów to bardzo na niego nakrzyczałam .
    Przy tych ostatnich skurczach równiez wrzeszczałam i nie umialam sie powstrzymac,co skurcz to wrzask ,dobrze ,że byly tylko trzy skurcze bo męzowi popękaly by bębenki.
    Do tej pory smieje sie ze mnie ,że tak krzyczałam.
    Marzena 29 lat z Julcią 28.07.03

    #331484

    effcia

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    hi hi, ja musialam niezle wrzeszczec, bo potem strasznie bolalo mnie gardlo ale to bylo silniejsze ode mnie!

    Effcia z FRANULKIEM (20.08)



    #331485

    effcia

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    wiesz co, mysmy na Gosie trafili nieco przypadkiem, nie planowalam porodu z wlasna polozna, ale traf chcial, ze trafilismy szczesliwie na jej ostatni przedurlopowy dyzur-czasem ma sie roche szczescia. placilismy za porod rodzinny (500 zl) i za znieczulenie (500 zl).

    pozdruffka

    Effcia z FRANULKIEM (20.08)

    #331486

    dotina

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Nieźle to opisałaś Effciu !

    Jeszcze raz grtulacje dla szczęśliwej Trójeczki!
    Naprawdę wiele przeszłaś…. i ten ból…

    Mnie skurcze bolały ale nie tak bardzo jak sprawdzanie ile mam rozwarcia i potem samo wyjście maleństwa.

    Pozdrawiam!

    Dorota i Kubuś
    [25.08.2003]



    #331487

    effcia

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    no wiesz, bolalo baardzo, ale wydaje mi sie, ze to byl super lekki i ekspresowy porod w porownaniu z tym co opisuja dziewczyny:-)))

    Effcia z FRANULKIEM (20.08)

    #331488

    justyna76

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    Ewuś, teraz dopiero czytam (wiesz jak jest:))) piękny miałąś poród:)))))))))) a trzymanie dziecka w ramionach to chyba największe szczęscie jakie może spotkać kobietę:))))

    Justyna i Remi (23.08.03)

    #331489

    effcia

    Re: jak doczekalam sie FRANULKA

    o tak, niesamowite uczucie. mamy nawet krociutki filmik z pierwszego tulenia:-) Franulek jeszcze z pepowina, a lezal opatulony w pieluszki na moim brzuchu, taki malenki i taki piekny….

    Effcia z FRANULKIEM (20.08)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 23)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close