Jak na świat przyszedł Sławek :)

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #66997

    aleini

    Wg wielu znaków na niebie i ziemi mówiono, że Sławcio urodzi się w kwietniu. Terminy: wg USG to 3 maj, a z okresu 12 maj minęły, a młody nadal był w brzuszku.

    Zgodnie z zaleceniami lekarza 16 maja zgłosiłam się do szpitala. Przyjęto mnie i podczas badania dowiedziałam się, że rozwarcie mam na 1 cm – ależ się ucieszyłam bo dotychczas wszystko było szczelnie pozamykane.

    Mijał dzień i nagle dowiedziałam się, że 17 mam miec prowokację – byłam zszokowana, że tak szybko a jednocześnie podekscytowana, że jutro (jak sądziłam) zobaczę synka.

    Wieczorkiem podano mi olejek rycynowy, który nie zrobił na mnie większego wrażenia (poza korzystaniem z toalety). Chodziłam po korytarzu myśląc, że to coś pomoże. Skurcze niby jakieś tam czułam, ale nic nie szło do przodu.

    Rano o 6:30 podłączono mnie pod kroplówkę z oksytocyną i co? I nic. Wielkie nic … skurcze pojawiły się ok. 17. Czułam je, ale nie robiły na mnie większego wrażenia, za to wg wykresu na ktg były na maksa, regularne i powinnam zaraz urodzić.

    Niestety prowokacja się nie udała, co nie wpłynęło na mnie pozytywnie, bo myślałam, że już wiecznie będę w ciąży.

    W środe badanie i co – nadal 1 cm rozwarcia – załamałam się – to po co tyle km robiłam po korytarzu i po schodach. Ordynator powiedział jeszcze, że druga prowokacja najwcześniej w piątek, ale on i tak wątpi, że się uda. Super perspektywy…

    Nadszedł czwartkowy wieczór. Zgodziłam się na olejek – tym razem 2 łyżki, bo ponoć po jednej nic się nikomu nie dzieje. Postanowiłam zmienić taktykę i zamiast iść do toalety przy pierwszej zachciance położyłam się do łóżka i zajęłam czytaniem. Dopiero gdzieś po 2 godzinach poszłam do wc, ale i tym razem załatwiłamsię standardowo, więc znów moje nadzieje na poród prysły.

    Wykąpałam się i za przykłądem koleżanek z sali poszłam spać. Jednak nie mogłam zasnąć od razu bo jakieś skurcze czułam (nie pierwszy raz …), ale postanowiłam sprawdzić czy są regularne itp. Włączyłam stoper i po chwili usłyszałam pęknięcie.

    W pierwszej chwili pomyślałam, że pęknął pęcherz płodowy, jednak nie poczułam nic morkego (leżałam na boku). Nie dało mi to jednakspokoju i delikatnie się ruszyłam i poczułam wewnątrz ciepło, ale nadal było sucho. Postanowiłam nie czekać na rozwojwypadków tylko szybko porwałam papier i poleciałam do toalety. Stamtąd już tylko zadzwoniłam po położną, aby mi powiedziała czy to czasem wody zaczęły odchodzić. Dowiedziałam się, że tak.

    Miałam zgłosić się na badanie – rozwarcie nadal 1 cm!! ALeż byłąm zła, ale liczyłam, że jak wody odchodzą to to pójdzie. Na ktg wyszło, że mam całkiem ciekawe skurcze, które stawały się coraz częstsze i regularniejsze i nie ukrywam, że coraz boleśniejsze, ale łagodziłam je głębokimi oddechami – pomagało.

    Lekarz został powiadomiony, że o 23 jednej odeszły wody i będzie poród.
    Ja zaraz po telefon i dzwonię do męża, że się zaczyna, a on akurat na browarkach i bilardzie ze znajomym :)) Przyszedł jednak dość szybko zdezorientowany itp. hihi

    Dostaliśmy salę do porodów rodzinnych i zaczęły się schody. Zawsze chcialam rodzić w nocy ze wzgl. na ciszę i spokój, co okazało się zgubne. Już po północy miałam maksymalne skurcze, regularne i długie. Jak był skurcz to krzyczałam na mężą, aby się do mnie nie odzywał 🙂 Strasznie mnie drażniło jak ktoś coś do mnie mówił. Starałam się głęboko oddychać i to pomagało. Na szczęście bolał bardziej brzuch, krzyż na szczęście lekko. Idylla nie trwała długo, bo mój organizm zaczął odmawiać posłuszeństwa i zaczęłam spać między skurczami (wydawało mi się to wcześniej nieprawdopodobne). Było źle, bo budziłam się jak już skurcz intensywnie trwał nie byłam w stanie wprowadzić się w głębokie oddechy ani też znaleźć sobie wygodnej pozycji. Generalnie chodzenie odpadało, leżenie też (łóżko ostatecznie zajął mój mąż i spał 🙂 ) a ja kimałam na krześle, gdzie bóle podczas skurczy były najbardziej niwelowane – pilka mi też niespecjalnie pomagała.

    W ciagu 2-3 godzin miałam 2-3 badania i niestety mimo pieknych skurczy rozwarcie jakby nie postępowało – po pierwszej godzinie zwiększyło się do 1,5 cm co przy takich skurczach powinno mieć przynajmniej 1 cm postępu. Nie byłam tym pocieszona. Nie pomogły czopki, ani zastrzyk na rozkurczenie szyjki. Położna zrezygnowała też z badań, aby mi bólu nie zadawać i dała mi przykaz by odpocząć, ale przy idealnych skurczach nie było na to szans.

    Przed 6 znów mnie zbadała i rozwarcie było jak dobrze pamiętam na 4 cm – strasznie mało … Lekarz zdecydował, aby mi podać jakiś narkotyk, by skurcze trwały nadal, ale abym mogła się przespać, bo byłam strasznie już zmęczona. Kolejne czopki na szyjka i wciąz ten sam znikomy postęp rozwarcia a skurcze już kolejną godzinę były na max.

    Od tego czasu niewiele pamiętam. Wiem, że narkotyki nie zadziałały do końca jak mówili – nadal czułam skurcze brzucha, ale mniej i chyba troszkę więcej przesypiałam. Nie wiem kiedy mnie badano, ale w końcu zapadła decyzja, abyśmy się przenieśli do sali porodowej na łóżko. Pamiętam, że było 8 cm a potem 9 cm i na tym się skończyło.

    Wciąż jedna strona szyjki nie chciała ustąpić, robiono mi masaże podcza skurczu – pamiętam, że bolało, ale już nie wiem jak 🙂 Wiedziałam, że to dla mojego dobra, ale mimo to patrzyłam ze zgrozą na położną.

    Obok na sali ogólnej rodziły następne dziewczyny (koleżanki z sali). Gdy dowiedziałam się, że będę rodzić jako 2 w kolejności nie posiadałam się ze szczęścia, bo chciałam już mieć juniora przy sobie 🙂

    Ja na łóżku walczylam ze skurczami. W końcu rozwarcie było na 10 cm i stało się – skurcze zaczęły być krótsze i słabsze i w coraz większych odstępach.

    Razem z położną pomagałyśmy małemu wstawić się główką – było z tym trochę problemów, ale się udało i usłyszałam, że mam przeć.

    Byłam z siebie dumna! Nie uczęszczałam do szkoły rodzenia a parłam jak doświadczona wieloródka :)) Położna była dumna zwłaszcza, że ostatnie parcia robiłam własnymi siłami, bo akcja skurczowa, mimo podłączonej na maksa oksytocyny, zanikała.

    To było niesamowite – czuć w którym miejscu dokładnie jest dziecko, wiedzieć, że z każdym parciem jest bliżej nas. Mąż miał mi tylko asystować przy porodzie, stac koło mojej głowy i mnie wspierać, a skończyło się, że prawie z lekarzem odbierał poród :)) Dzielnie mi pomagał trzymając moją nogę, bo jednak ból biodra dał się we znaki.

    Sławek dzielnie się przeciskał, mimo to doktor postanowił mu pomóc naciskając na mój brzuch no i się udało! Nasz malutki szkrab był z nami :)) Była 12:35. 20.05.2005.

    Jak się okazało malutki to on nie był, bo ważył niecałe 4 kg (3930g) i mierzył 58 cm. Dostał 9 pkt. (odjęto mu jeden za kolor skórki). Wydał swój pierwszy okrzyk a potem cichutko leżął na brzuchu mamy 🙂

    Żałuję, że nie widziałam mojego męża, ale słysząc jak odmawia przecięcia pępowiny był na pewno pod wielkim wrażeniem.

    Właśnie z powodu tego, że Sławcio okazał się wielk,i w poównaniu do brzusia jaki miałami w porównaniu do moich kości miednicy, miał problemy, aby się przecisnąć. Mial trochę zniekształconą główkę i krwiaczek z tyłu.

    Szybko urodziłam łożysko i zaczęło się najgorsze – SZYCIE.
    Nacięto mnie podczas porodu – czułam to. Chyba też trochę pęknęłam w dół i wiem, że bliżej środka miałam też jakiś szew.

    W każdym razie podczas szycia się popłakałam. Ryczałam jak nie wiem, tak mnie to bolało i myślałam, że coś temu lekarzowi zrobię za chwilę. Nie pomoglo zmęczenie, narkotyki i znieczulenie w kroplówce.

    Potem nie pamiętam jakim cudem znalazłam się na zwykłym łóżku. Przywieziono mnie do sali gdzie już czekał mój Maciek z naszym Sławkiem.

    Oczywiście my też uważamy, że to nasze dzieciątko jest najpiękniejsze i najukochańsze na świecie, a my najszczęliwsi rodzice 🙂

    Urodziłam w piątek, a w poniedziałek byliśmy już w domku. Mój mąż pracował, a ja dochodziłam do siebie. Szwy bardzo bolały a w środę/ czwartek doszły do tego okropne bóle kości miednicy i bioder – nie mogłam ruszać nogami nawet tak mnie Sławek porozciagał, że przy schodzeniu się kości czułam straszny ból.

    10 dnia udałam się na ściągnięcie szwów panicznie bojąc się tego. Na szczęście czułam tylko jakby takie uszczypnięcia i od tego czasu wszystko jak ręką odjął.

    Maluszek chowa się zdrowo. Jest grzeczny, ładnie śpi i je. jest tez ciekawski i towarzyski. Już w ciągu 2 tygodni przytył 0,5 kg.

    Śmieję się, że mogłabym jeszcze raz rodzić, mimo że teraz trwało to 13,5 godz., ale pod jednym warunkiem, że nie zszywaliby mnie!

    Dziękuję Bogu za cudownego męża i syna i życzę, aby każda z Was miała takie szczęście jak ja 🙂

    Jola, Maciej i nasz

    #855042

    aneci

    Re: Jak na świat przyszedł Sławek 🙂

    Przedwszystkim gratuluję:-))) Duży synek:-)))
    Czytając Twój poród przypominałam sobie swój, dużo miałyśmy wspólnego.
    Ja również leżałam na patologii, również kiepsko wypadła u mnie próba oxy i myślałam że już zawsze będę w ciąży;)
    Wody odeszły mi same 2 dnia pobytu w szpitalu. Oczywiście akcja nie postępowała, kroplówka oxy podkręcona na maksa.
    Mój mąż też był ze mną i również bał się odzywać, wystarczyło moje złowrogie spojrzenie;) Ja też miałam wstawianą główkę małego podczas bóli partych, mąż trzymał mnie w tym momencie za nogę, a mi się to bardzo nie podobało.
    Współczuję Ci tego bólu podczas szycia, ja teraz tego unikłam, ale wiem co to znaczy ( przy pierwszym porodzie).

    Masz szansę urodzić drugi raz bez nacinania, ponieważ coraz więcej szpitali chroni krocze podczas porodu, a specjalne przygotowania pozwalają uniknąć popękania, ale na to jeszcze masz czas:)

    I jeszcze jedno – no ładnie, narkotyzowali Cię w szpitalu;-)
    Pozdrawiam.

    Aneta + Kinga i Igorek – 20 marca



    #855043

    aleini

    Re: Jak na świat przyszedł Sławek 🙂

    Również gratuluję dzieciaczków 🙂

    Poród faktycznie podobny – to pocieszające, że się nie jest się samemu ewenementem 🙂

    A jakie to są metody na uniknięcie nacinania? Nie słyszałam chyba o nich 🙂 Przyda się na przyszłość 🙂

    Pozdrawiamy

    Jola, Maciej i

    #855044

    aneci

    Re: Jak na świat przyszedł Sławek 🙂

    Przedewszystkim wcześniejsze przygotowywanie krocza poprzez specjalne masaże z użyciem olejku. Było o tym pisane tutaj na forum, nawet niedawno.
    Ja osobiście tego masażu nie robiłam, ale trafiłam do szpitala, gdzie chronione jest krocze rodzącej. Nacinają tylko w razie absolutnej konieczności ( Żelazna w Wawie). Podczas mojego pobytu w szpitalu, nie słyszałam o żadnym przypadku nacięcia.
    Coraz więcej szpitali zaczyna wprowadzać ochronę krocza, więc istnieje duża szansa że za parę lat będzię to w całej Polsce.
    Mój pierwszy poród był z nacięciem – też nie wspominam tego najmilej, obecnie obyło się bez nacinań i popękań, wszystko dzięki profesjonalnej położnej, która tak manewrowała ciałkiem rodzącego się synka, że uchroniła mnie przed tym wszystkim.
    Pozdrawiam:)

    Aneta + Kinga i Igorek – 20 marca

    #855045

    viccy

    Re: Jak na świat przyszedł Sławek 🙂

    Gratuluję synka!!!
    Bardzo fajnie to opisałaś.
    Pozdrawiam gorąco.
    viccy

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close