"Kieszonkowe" od waszych rodziców

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 102)
  • Autor
    Wpisy
  • #103190

    ulaluki

    Nasunął mi się temat, po przeczytaniu tego artykułu:

    Czy rodzice pomagają wam finansowo, doraźnie, czy systematycznie?
    Czy dokonują opłat za was?

    Moja mama raczej nie, sama niewiele ma
    Rodzice męża pomagali, ale niesystemtycznie. Opłacali przez pewien czas prąd, bo na ich adres szły rachunki(szczerze powiedziawszy nie wiem czemu).
    Pienieżnie do ręki nie. Czasem dawali pieniądze dla wnuków, na buty, albo coś w tym rodzaju.
    Teraz się obraziła teściowa, wszelką pomoc zamroziła:)

    Jestem zdania, że młodzi sami powinni się utrzymywać, wzrośnie ich przedsiębiorczość, gdy sami będą musieli zdobyć fundusze.
    Ale… jak to w życiu różne są sytuacje, każdemu zdarza sie pod krechą, chudsze dni i czasem pomoc potrzebna.
    A co wy myslicie?

    #3199439

    superbasiek

    mój tato czasem rzuci jakimś szmalem ale na konkretną rzecz… czasem sam coś mi kupi do domu 🙂 ostatnio piłę do metalu 🙂 wcześniej nowy pedał do maszyny, a wcześniej dał na mopa parowego….zdarza się że jak jest ze mną w markecie to płaci za moje zakupy :)… z matka nie utrzymuję kontaktu a i tak jak utrzymywałam wolała wydębiać kasę ode mnie niż się ze mną dzielić…. .generalnie rzadko mi tato pomaga, ale jednak…. przypuszczam, że gdyby było naprawdę ciężko mogłabym liczyć na jego wsparcie finansowe….

    … rachunków mi nie płacą, sama muszę …..

    Pozdrówki 🙂



    #3199440

    gosik

    moi?
    nigdy
    ani doraźnie, ani systematycznie

    #3199441

    yoko

    moja mama czesto podrzuci nam obiadek lub jakiś wiktuał ze wsi (jaja, kiełbasa, warzywo).
    ani razu jej nie oddalam pieniedzy jeszcze…

    #3199442

    kaktus

    Zamieszczone przez bruni
    moja mama czesto podrzuci nam obiadek lub jakiś wiktuał ze wsi (jaja, kiełbasa, warzywo).
    ani razu jej nie oddalam pieniedzy jeszcze…

    jezeli tak na to spojrzec to moi nam pomagają i to nie tylko rodzice, ale i dziadkowie, ciotki…Jakos rodzina na wsi “dla dzieci” zdrowe mięsko, jajeczka, owoce przetwory podsyla. Mój tatko ma za to problem z gotowniem…zawsze gotuje ilości hurtowe. Jak byłam na studiach żywiłam pół korytarza w akademiku, teraz tez mam w zamrazalniku kilka pudełaek fasolki po bretońsku, bogracza, bigosu, leczo “na szybki obiad”

    Pieniędzy, rachunki nigdy, choć np moja mama kupuje nam prezenty urodzinowe itp jak najbardziej praktyczne…kołdra, poduszki, swerwis, gary itp

    #3199443

    iwi

    rodzice ani teściowie nie pomagają nam finansowo, bo nigdy nie było takiej potrzeby, ale za to obydwie strony bombardują nas zdrowymi badylami ze swych ogródków :Kciuki:, własnymi przetworami, sokami.

    Jednak wiem to na pewno , ze gdyby kiedykolwiek zaszla potrzeba pomocy finansowej to i jedna i druga strona by to zrobiła 🙂



    #3199444

    ma-ma

    Pomagali (wg mnie bardzo za co jestem im wdzięczna), przez pół roku po ślubie byliśmy z mężem na ich kuchni (dopóki nie umeblowaliśmy swojej i mogłam zacząć gotować oddzielnie). Dopiero po 2 latach od ślubu zaczęliśmy dorzucać się do rachunków (połowę), przez te 2 lata kazali nam się porządnie urządzić. Mieszkamy w jednym domu z moimi rodzicami a to już jest wielka pomoc (budowali dom 2 rodzinny z myślą że ja zostanę w nim z nimi). Pomocy czysto finansowej bym nie przyjęła, podsuwam im pomysły że możemy się złożyć po połowie na wymianę okien, drzwi, pieca CO itp. Prezenty urodzinowe czy świąteczne są typowo praktyczne a to też jest pewna forma pomocy.
    Pomagają bratu siedząc z najmłodszym swoim wnuczkiem, starszemu wnukowi opłacali kiedyś przedszkole, kupując mieszkanie itp.
    Teściowie nie pomagają i nie pomagali nigdy. Męża nakłonili po podstawówce żeby skończył zawodówkę i przynosił szybciej kasę do domu, na studia puścili tylko córki (mąż nadrabia teraz zaległości w wykształceniu – studiuje 🙂 ). Przez kilka lat doili z niego ile się dało na utrzymanie domu (pomimo że pracował jeszcze starszy brat i siostra – oni nie dawali nic). Na wesele musiał zapracować sobie sam (bratu wesele wyprawili oni). Z domu mąż wyszedł tylko z 1 walizką ubrań, teraz to oni patrzą co by im coś dać, kupić.
    Wiem, że mąż wychował się w biednym domu, ale nie mogę zrozumieć takiego nierównego traktowania rodzeństwa (jednego wydoimy z kasy a drugiemu damy wszystko, wykształcenie itp). Nie rozumiem też rozrzutności teściowej na rachunki za telefon 200-400 zł miesięcznie a do garnka nie ma co włożyć.

    #3199445

    tuya

    kieszonkowe :Hmmm…:
    od rodziców jako dziecko nie dostawałam to teraz tym bardziej…
    teście też się nie wychylają ………………….. na szczęście nie ma takiej potrzeby 🙂

    #3199446

    ja3

    Kiedyś, jak żyła teściowa to pomgła nam dwa razy: raz, nie miałam za co kupić lekarstw, moja mama była wtedy na wyjeżdzie, ciąża zagrożona, teściowa wyłożyła i raz z własnej inicjatywy wysłali męża na kurs prawa jazdy. Więcej nie pamiętam. Ale kobieta była super.
    Teściu, gdyby mógł to zdarby z nas skórę. Potrafił przyjechać do na nie po to by zobaczyć wnuki ale po kasę. Teraz , gdy mieszakmy na wsi nie przyjeżdza wogóle bo mu się nie opłaca. Mojego syna widział parę razy w życiu, na palcach jedej ręki można policzyć i to tylko było widzenie z mojej inicjatywy.
    Natomiast moja mama pomaga nam praktycznie. Kiedyś mieszkaliśmy u niej, od 5 ciu lat ona u nas. Kuchnia oddzielna. My wszystko opłacamy a mama pomaga w domu , popilnuje dzieci , jak to babcia. A, Kupiła żyrandole do salonu, komody. Także trochę by się nazbierało. Ale z jej renty to i tak dużo może. Gdyby mieszkała sama to myśmy by musieli dokładać.

    #3199447

    asik

    Rachunki opłacamy sami
    Ale mój tata zajmuje się zawodowo wykończeniami wnętrz
    Prawie całą chatę nam wyremontował
    nie wziął od nas nawet złotówki
    A oprócz tego dzięki niemu sporo zaoszczędziliśmy też na materiałach
    wiedział gdzie, co kupić itp. żeby było taniej
    Moi rodzice należą do dość praktycznych osób
    prezenty – zawsze dostajemy od nich coś do domu
    Na Gwiazdkę tata zrobił dla J. biurko
    wcześniej były drzwi do szafy Komandor, kanapa
    Uważam, że mamy od nich naprawdę dużą pomoc.
    Nie systematyczną, bo na rachunki zarabiamy sami 😉

    Aaa jeszcze mi się przypomniało, że dzieki rodzicom K.
    mamy hiszpańskie kafle w kuchni i łazience 😉
    Sami na pewno byśmy tyle kasy na kafle nie wydali :Śmiech:



    #3199448

    Anonim

    największym “kieszonkowym” jest dla nas pomoc mamy przy Krzysiu

    stałej pomocy nie potrzebujemy
    ale oczywiscie korzystamy z owoców, warzyw, przetworów, jaj – to dla nas i rodziców jest naturalne

    #3199449

    Anonim

    Ani “kieszonkowego”, ani obiadków, ani zajmowania się wnuczką 🙂



    #3199450

    yoko

    Zamieszczone przez nesfree
    Ani “kieszonkowego”, ani obiadków, ani zajmowania się wnuczką 🙂

    masz mnie:)
    wiesz, że na obiadek możesz wpasc zawsze;)
    jak nie gołabki tesciowej to inna masakra ze mną w kuchni w roli głownej:)
    ale mowiłaś że lubisz extremalnie;)

    #3199451

    Anonim

    Zamieszczone przez bruni
    masz mnie:)
    wiesz, że na obiadek możesz wpasc zawsze;)
    jak nie gołabki tesciowej to inna masakra ze mną w kuchni w roli głownej:)
    ale mowiłaś że lubisz extremalnie;)

    Dziewczyno!
    Twoją sałatkę odgapiam do dzisiaj!
    Robię ją co 2 dni i nawcinam się jak dziki królik! :Hyhy:

    Wymyśliłam wersję z serem pleśniowym 🙂

    #3199452

    yoko

    Zamieszczone przez nesfree

    Wymyśliłam wersję z serem pleśniowym 🙂

    ja też;)
    i z tunczykiem…
    z kurczakiem…
    i bez zwierząt;)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 102)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close