Trudne dziecko partnerki

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #116618

    krassik

    Witam Was wszystkich.
    Jestem nowy na tym forum i chciałem zwrócić się do Was z prośbą o radę i pomoc. Nie wiem czy przedstawiana przeze mnie sprawa jest banalna czy nietypowa ale dla mnie na pewno trudna, stąd tez moja u Was obecność. Od kilku miesięcy mieszkam wraz ze swoja życiową partnerka. Jesteśmy parą bardzo zgodną, uważam że bardzo dobraną, szanującą się i kochającą. Oboje mamy za sobą dość ciężką przeszłość i w sobie znaleźliśmy to czego nam zawsze w życiu brakowało. Postanowiliśmy z sobą zamieszkać. Ona z poprzedniego związku posiada siedmioletnią córeczkę, ja jestem bezdzietny. Marta od zawsze miała z nią problemy wychowawcze, które naturalnie, trwają. Wiem ze jestem intruzem w świecie dziecka, ze swojej strony staram się jak najbardziej nieinwazyjnie w nim zagościć. Obserwuje jednak ich wzajemne relacje, często o tym rozmawiamy i nie umiemy znaleźć rady na pewne zachowania małej. Postaram się wyliczyć te które zauważyłem i uznaje za niepokojące.
    Jest dzieckiem kinestetycznym ale to już tak ma.
    Pierwszą rzeczą na jaką zwróciłem uwagę to to, że funkcjonuje na zasadzie ja chcę, ja muszę, mi się należy a jak nie to jestem obrażona i nadąsana na cały świat. Oczywiście potrafi poprosić ale jest to, że tak się wyrażę „propozycja nie do odrzucenia”.
    Bardzo kiepsko reaguje na prośby. Wszelkie. O zostawienie psa w spokoju, o ciszę (jest bardzo hałaśliwa, 3/4 wypowiadanych komunikatów wykrzykuje), o porządek o ubranie się do szkoły itp… Nadmienię że Marta jest osobą bardzo łagodna, miękką i dobrą. Sama zdaje sobie z tego sprawę i martwi się ze nie potrafi skutecznie oddziaływać na małą. A ta gdy wpadnie w agresje (dość często, ostatnio dziś) potrafi zaatakować ją fizycznie, rzucać przedmiotami i niszczyć sprzęty. Tak już bywało zanim się poznaliśmy i tak jest dalej. Akurat dziś jestem poza domem i dowiedziałem się o tym telefonicznie. Nie wydaje mi się normalne by matka musiała uciekać z domu przed niespełna siedmioletnią córką i krążyć bez celu samochodem po ulicach dodatkowo zabierając z sobą przerażonego psa.
    Zupełnie nie wiem co jej poradzić, jak włączyć się do sytuacji. Wspieram ją jak mogę ale nie czuje się uprawniony do wychowywania nie swojego dziecka a z drugiej strony nie mogę być przecież zupełnie obojętnym. Na razie cierpliwość straciłem raz i powiedziałem że jest nieznośna, bezczelna i źle się zachowuje (nie podnosiłem głosu). Popyskowała, nadąsała się i tak to trwa. Nie wiem czy ja mam przeprosić czy oczekiwać przeprosin czy jeszcze co innego. Mój stosunek do niej był zawsze uprzejmy, starałem się być miły i pomocny ale bez nachalności. O tyle się nią zajmuję że jest dzieckiem osoby którą kocham. Sam nie mam dzieci, doświadczeń z nimi, ani czegoś co można by nazwać instynktem ojcowskim. Mogę chyba powiedzieć ze nie lubię dzieci choć według Marty mam do małej anielską cierpliwość.
    Nie mam zamiaru mówić ze to złe dziecko, ma dobre cechy i dobre nawyki jednak jej nadmierna agresja i opryskliwość czynią ja trudną dla mnie a bardzo przygnębiają jej mamę. Nie bardzo wiemy co mamy robić,jak się zachowywać. Wiem ze post jest niepełny, ledwo obrysowuje zarys problemu ale może ktoś z Was może udzielić jakieś porady.
    Pozdrawiam.

    #5427206

    qr-chuck

    Oj chyba znam podobne sytuacje…
    Jakoś wszystkie przytrafiaja się łagodnym, dobrym kobietom samotnie wychowującym dzieci :Hmmm…:

    To niestety nie dziecko się „zepsuło” (to byłoby łatwe do naprawienia), tylko otoczenie je tak ukształtowało.
    Nie wiem jakie młoda ma doświadczenia z przeszłości, jak zachowuje się jej biologiczny ojciec, czy dziadkowie rządzą matką itd… Ale sami sobie takiego potworka ukształtowali…
    A teraz jeszcze doszedłeś Ty i zabierasz matce cenny czas, który (w rozumieniu córki) powinna tylko jej poświęcić. No i zaczyna się jazda…
    Nie wiem, czy możesz jakoś pomóc – musiałbyś przede wszystkim jakoś zdobyć zaufanie małej, poczuć się chociaż troche jej ojcem i żeby ona za takiego Cię uważała (to oczywiście przenośnia, możesz być jedynie nauczycielem, wujkiem 😉 – ważne że kimś kto ma autorytet…)
    Spróbuj popatrzeć na nią jako na dziecko, które się strasznie miota, bo świat jej się zmienia, a ona nie ma na to wpływu, a wcześniej rządziła wszystkim. Ale jest tylko dzieckiem, więc to Wy powinniście powiedzieć jej jak się ma zachowywać.



    #5427207

    beamama

    Ja nie czuję się na siłach dawać Ci jakichkolwiek rad na podstawie tych kilku zdań.
    Bo nie wiadomo co z ojcem małej, jak partnerka radziła sobie z dzieckiem i sobą kiedy została sama, bo mnie jawi się (podkreślam jawi na podstawie paru zdań) matka trochę niewydolna wychowawczo, mało stanowcza, a fakt zostawienia samego dziecka w domu po awanturze, a właściwie ucieczka przed dzieckiem totalnie mnie zszokował.
    Ewidentnie kobieta ma problem ze sobą, a w następnej kolejności z dzieckiem.
    Co Ty możesz zrobić – całą trójkę, jeśli chcesz uczestniczyć w życiu tej rodziny, zaprowadzić do psychologa.

    #5427208

    beamama

    Zamieszczone przez kurczak
    Oj chyba znam podobne sytuacje…
    Jakoś wszystkie przytrafiaja się łagodnym, dobrym kobietom samotnie wychowującym dzieci :Hmmm…:

    To niestety nie dziecko się „zepsuło” (to byłoby łatwe do naprawienia), tylko otoczenie je tak ukształtowało.
    Nie wiem jakie młoda ma doświadczenia z przeszłości, jak zachowuje się jej biologiczny ojciec, czy dziadkowie rządzą matką itd… Ale sami sobie takiego potworka ukształtowali…
    A teraz jeszcze doszedłeś Ty i zabierasz matce cenny czas, który (w rozumieniu córki) powinna tylko jej poświęcić. No i zaczyna się jazda…
    Nie wiem, czy możesz jakoś pomóc – musiałbyś przede wszystkim jakoś zdobyć zaufanie małej, poczuć się chociaż troche jej ojcem i żeby ona za takiego Cię uważała (to oczywiście przenośnia, możesz być jedynie nauczycielem, wujkiem 😉 – ważne że kimś kto ma autorytet…)
    Spróbuj popatrzeć na nią jako na dziecko, które się strasznie miota, bo świat jej się zmienia, a ona nie ma na to wpływu, a wcześniej rządziła wszystkim. Ale jest tylko dzieckiem, więc to Wy powinniście powiedzieć jej jak się ma zachowywać.

    Dokładnie, dziecko samo z siebie się takie nie wzięło.

    #5427209

    krassik

    Dzięki za odpowiedzi.
    Od razu korekta: dziecko nie zostało samo, sąsiadka z nią posiedziała. Może użyłem niewłaściwego określenia „ucieczka”, było to wyjście w celu odzyskania równowagi.
    Co do jej ojca i kontaktów z nim: spotyka się z nim raz w miesiącu na kilka dni, mieszka w innym mieście, nie z nam go ale z tego co wiem relacje miedzy nimi są poprawne i jest więź uczuciowa. Na ile silna naprawdę trudno mi powiedzieć. Z tego co widzę nie włącza się w wychowanie (byłoby to chyba trudne na odległość), Marta mówi że po powrocie od niego musi zawsze ją trochę naprostować (pory snu, mycie itp..), poza tym mała nie pamięta go z domu, wspólnego z nim życia. Jej rodzina mieszka na krańcach Polski i w żaden sposób nie próbuje jej zdominować, zresztą Marta jest osoba bardzo rozsądną, niezależną umysłowo, dobrze sytuowaną i niełatwo poddającą się presji z zewnątrz.
    Gdzieś przeczytałem że dzieci często zachowują się znacznie gorzej gdy są same z mamą. Tu to się potwierdza, gdy zostają same mała pozwala sobie na takie rzeczy których przy mnie nie robi (np fizyczna przemoc). Jednak jest dla mamy okrutna np potrafi nie mając pozornie złego nastroju ni z tego ni z owego w rozmowie z lalkami czy całkiem do siebie ale tak by być słyszaną powiedzieć „zła mama”, „niedobra” itp… Na ile się na tym znam uważam że zupełnie bez żadnych ku temu podstaw. Zresztą jak zauważyłem, najczęściej jest nafumfana i chyba nigdy nie słyszałem żeby mamie za coś podziękowała tak szczerze, od serca, po dziecinnemu. Zawsze wszystko jest źle, „fuj”, niedobrze i trudno dogodzic.
    Jak napisałem, staram się być obecny w jej świecie w sposób nienatrętny, pomagam w lekcjach, czasem odbieram ze szkoły, gdy che od czasu do czasu się z nią bawię, czytam na dobranoc, uczę obchodzić się z psem (pies to mój wkład 🙂 ). Tu ciekawostka: wcześniej za nic nie chciała spać bez mamy, teraz gdy jest pies zasypia z nim bez problemów, trzeba jej tylko wcześniej poczytać ale tu dogoterapia poskutkowała. Ale jak powiedziałem staram się być nienachalny nie szukam na siłę kontaktów i bliskości z nią, wiem że nie jestem jej ojcem, nie mam doświadczenia z dzieckiem. Ona zresztą jest dzieckiem które nie lubi czułości (dla mnie na szczęście), nie lubi gdy mama daje jej buziaki,nie szuka fizycznej bliskości, nawet gdy się ja chwali żąda by natychmiast przestać.
    Pomysł z psychologiem wydaje się być niezły, problem tylko jak znaleźć właściwego, takiego, który pomoże a nie zamąci bardziej sytuację.
    Jutro wracam do domu (jestem na wyjeździe w związku z pracą), cały czas się zastanawiam jak się zachować, jak znaleźć się po tej wczorajszej awanturze. Na razie doszedłem do tego że ponieważ nie wiem będę po prostu stał przy Marcie i milcząco ją wspierał.
    Może znacie jakąs literaturę dotyczącą meżczyżn w podobnej do mojej sytuacji ?
    Pozdrawiam

    #5427210

    tosia

    A czy to możliwe, że tata kiedy mała jest u niego, oczernia matkę? Czy teksty „zła mama, niedobra mama” nie są zasłyszane od niego?

    Niestety znam to z autopsji, stąd pomysł taki.. Tyle, że ja byłam sporo starsza i swój rozum miałam i wiedziałam, że zachowanie mojego ojca jest nieudolną próbą prania mi mózgu..

    Ciężka sytuacja.. Ja bym proponowała jakiś wspólny wypad na weekend, żeby teren był neutralny i wspólna szczera rozmowa całą trójką.. Powiedzieć Młodej, że jest już duża i rani mamę która ją kocha i niech powie co się dzieje, że w ten sposób się zachowuje…

    Powodzenia!



    #5427211

    qr-chuck

    Zamieszczone przez Tosia…
    A czy to możliwe, że tata kiedy mała jest u niego, oczernia matkę? Czy teksty „zła mama, niedobra mama” nie są zasłyszane od niego?

    Niestety znam to z autopsji, stąd pomysł taki..

    Też mi to przyszło do głowy…
    I też znam z autopsji – tyle że u mnie „pranie mózgu” robiła mi mama :(…

    Z ojcem złapałam kontakt dopiero jak dorosłam i doszłam do „własnego rozumu”

    #5427212

    qr-chuck

    Zamieszczone przez krassik
    Jej rodzina mieszka na krańcach Polski i w żaden sposób nie próbuje jej zdominować, zresztą Marta jest osoba bardzo rozsądną, niezależną umysłowo, dobrze sytuowaną i niełatwo poddającą się presji z zewnątrz.

    Ale córce pozwala po sobie jeździć…
    Bywa tak, że matka chce dziecku „wynagrodzić” braki ojca i trochę się w tym aż za bardzo zapędza…

    Piszesz, że młoda z jednej strony nie szuka czułości, a z drugiej chciała, żeby mama z nią spała… Może tylko „gra” taką twardzielkę, a w środku jest małą dziewczynką (którą de facto jest) i jednak tego wsparcia potrzebuje…

    Co do psychologa też mam podobne obawy jak Ty… Ale chyba warto poszukać – może nawet nie po to żeby małą do niego wysłać (przynajmniej na początek), ale samemu porozmawiać z kimś kto już wiele podobnych sytuacji „przerobił”

    Co do literatury to jedyne co czytałam i gdzie temat dzieci z rozbitych rodzin jest poruszony to „Jak wyhodować potwora”. Niestety nie jest to stricte poradnik adresowany do przybranych ojców, ale coś na temat jest.

    #5427213

    krassik

    Dobry wieczór.
    Minął niemal dokładnie rok od moich poprzednich wpisów. Dziękuję za odpowiedzi.
    Nadal mieszkamy razem i nadal mam pewne kłopoty z córką Marty. Postanowiłem częściej Was odwiedzać i po trochu się tu nimi dzielić, mam nadzieje ze znajdę u Was przyzwolenie na to.
    Kłopoty nie zniknęły, mała nadal jest trudna, zadziorna, przekorna…Polubiłem ją na swój sposób ale obiektywnie przyznaję że trudno ją lubić. Trochę się bałem na początku że może to wynikać z mojego ogólnego raczej niezbyt przychylnego nastawienia do dzieci ale podobne odczucia maja również inne osoby z Marty i mojej rodziny. Pisałem o tym wcześniej ale jeszcze raz powtórzę: rogów dostaje przy mamie. Gdy jesteśmy sami (Marta ze względu na pracę czasem musi na kilka dni wyjechać) jest naprawdę grzeczna, nigdy mi nie pyskuje, jest posłuszna (w miarę), nie kłóci się o wszystko, nie dogaduje, szanuje moją prywatność, jest wspaniała dla psa.
    To wszystko znika gdy pojawia się mama. Dla niej oczywiście też potrafi być przekochana ale to jest zawsze o krok od diametralnej zmiany nastroju. Jeśli tylko mama zrobi coś nie po jej myśli, wieczór potrafi się zmienić w piekło. I tu mam kilka pytań
    – czy to normalne że ośmioletnia dziewczynka nadal „wisi” na mamie? Wydaje mi się że ona nie ma własnego świata, tylko jej światem jest mama. Nawet gdy jej nie ma, to czeka na nią i wszystko co wtedy robi (bajki, zabawy) nie jest istotne samo w sobie tylko jest formą oczekiwania na mamusię. Gdy ta wróci zabawy czy zajęcia nie są kontynuowane.
    – Czy niczym niezwykłym jest że bez mamy nie chce się wykapać, mama musi ją położyć spać?
    – Jak poradzić sobie z tym że w zasadzie do momentu gdy pójdzie do łóżka nie mamy dla siebie czasu, ponieważ nie mamy możliwości porozmawiania samemu (zaraz jest przy mamie i przeszkadza nawet kilka zdań zamienić)?
    – Czy to że do większości czynności (ubieranie, mycie, czasem nawet toaleta, zasypianie, zabawa itd…) potrzebuje towarzystwa mamy jest również czymś zwyczajnym?
    – Jak ocenić to że mając duży pokój do własnej dyspozycji, wraz ze wszystkimi udogodnieniami, zabawkami itp… w zasadzie wcale w nim nie przebywa bo nie ma w nim mamy? chyba że zmusi Martę aby siedziała tam z nią. Znosi raczej wszystkie zabawki do salonu i tam przy włączonych tzw bajkach (te „bajki” to temat na inny wątek) zamienia pokój wspólny na swój, czego przyznam już nie łykam i zaszywam się w swoim.
    Nie wiem czy nie kreślę zbyt czarno bo przecież tworzymy z Martą chyba udany związek, ufamy sobie i nie boję się tego powiedzieć, kochamy. Tyle że w tych trudniejszych chwilach pojawiają się takie i inne jeszcze pytania i naprawdę nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Rozmawialiśmy o tym nie raz ale efektów z tego większych nie ma.
    Pozdrawiam Was i będę wdzięczny za wszelkie sugestie, rady i pytania.

    #5427214

    touk

    Trudno oceniać, jak Was się nie zna ani nie można spojrzeć na całą sytuację z boku, niezależnie… Niemniej jednak dziwne wydaje się, żeby 8-latka zachowywała się w taki sposób, prędzej dzieci w wieku 3-5 lat

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close