Alicja z Krainy Czarów

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 33)
  • Autor
    Wpisy
  • #67217

    maduxia

    Zastanawiałam się długo, czy to napisać na forum, ale doszłam do wniosku, że jestem Wam, tym, które okazały mi tyle serca i współczucia, winna chociaz to: prawdę o śmierci Ali i o moim w niej udziale. Zdaję sobie sprawę, że część, jeśli nie większość, z Was zmieni zdanie o tym, co mnie spotkało, a może nawet pomyśli ” dobrze jej tak, sama tego chciała”. Zrozumiem to.

    Jest to kopia maila, którego dostała szpilki sześć dni temu.

    „Dziś mija tydzień od śmierci Ali. Nie wiadomo jeszcze, w którym dokładnie momencie odeszła, to wykaże dopiero sekcja zwłok, której wyniki będą za miesiąc. To nie jest tak, że ona po prostu umarła i już; miałam indukowany poród w 22. tyg. ciąży, po tym jak dowiedzieliśmy się, jakimi strasznymi wadami jest obciążona. Lekarze powiedzieli, że jeśli dożyje do końca ciąży, to nie ma żadnych szans na przeżycie porodu. Ja wiem, że to była moja decyzja, żeby przerwać jej życie w tym a nie w innym momencie, ale jednocześnie ta decyzja została podjęta poza mną, teraz czy później moja córeczka i tak by umarła. Nie pytam się „dlaczego ja?” bo wiem, że na to pytanie odpowiedź jest jedna: „a dlaczego nie?”

    Powoli zaczynam się z jej odejściem oswajać, chociaż nie ma dnia, żebym nie tęskniła, nie płakała i nie modliła się za mojego Aniołka. Wiesz, jakie to straszne podjąć taką decyzję, kiedy od dwóch miesięcy czujesz, jak ona się rusza, jak kopie?… Najgorzej jest, kiedy usypiam Antosia, kładę się przy nim jak zwykle, przytulam i zaczynam śpiewać kołysankę, tę samą, co zwykle; do niedawna leżeliśmy razem we trójkę, Ala wierciła się, chociaż teraz mam pewność, że mnie nie słyszała… Ciąża przebiegała bez najmniejszych problemów, odstawiłam wszystko, co mogłoby zaszkodzić, mierzyłam ciśnienie 3x dziennie itd…. Potem było usg połówkowe, ale okazało się, że małej do połówki jeszcze daleko, z pomiarów wynikało, że to 16. tydz. A pozostałe parametry były-podobno- w normie. Nie bałam się o nic, w końcu z Antosiem nie ma i nie było żadnych problemów, ten przesunięty termin- myślałam sobie, że bywa, zaszłam w ciążę w trzecim cyklu po pierwszym porodzie a cykle zawsze miałam nieregularne, i tyle. Teraz okazuje się, że mogła być maleńka, bo była tak bardzo chora.

    Umówiliśmy się na kolejne usg pod koniec maja, w poniedziałek po Bożym Ciele, bo wtedy z parametrów wychodziła połówka. Długi weekend na Mazurach, sielanka… a potem wszystko potoczyła się bardzo szybko.

    Poniedziałek: dr Zioło, usg prywatny gabinet: 100% dziewczynka, prawdopodobnie rozszczepienie wargi i podniebienia. Szok, ale szybko doszliśmy do wniosku, że to wada kosmetyczna, więc nie ma problemu. Zaczęłam się trochę niepokoić, kiedy kazał nam przyjechać następnego dnia do Sw, Zofii, żeby zobaczyć to w kilka osób, no ale może tak się robi, skąd mam wiedzieć? O innych podejrzeniach nie wspomniał ani słowem.

    Wtorek: szpital Sw.Zofii, dr Zioło, dr Makowski i jeszcze jakaś jedna: obustronny rozszczep wargi i podniebienia, podejrzenie holoprozencefalii, czyli ciężkiego niedorozwoju mózgu (nie podzielił się na dwie półkule) ja wiem, że oni tej wady byli wtedy pewni, ja sama to widziałam na monitorze. Zamknęli się w gabinecie, po pewnym czasie wyszli i kazali zgłosić się do Roszkowskiego, z którym umówili mnie telefoniczne na następny dzień na Czerniakowskiej. Nie powiedzieli nic więcej, nie patrzyli nam w oczy tylko ciągle w podłogę. W domu powiedziałam Maćkowi, że chyba możemy się zacząć z Nią żegnać, nigdy nie widziałam, żeby facet tak płakał, on tak bardzo chciał córeczkę…

    Środa:Czerniakowska, dr Roszkowski: obustronny rozszczep, holoprozencefalia bezpłatowa, pępowina dwunaczyniowa, anoftalmia (brak gałek ocznych), brak nosa… kordocenteza przez łożysko, próbka wysłana do Instytutu Genetyki w celu określenia kariotypu. Nie ma szans na przeżycie, pytanie, czego ja chcę, a ja chyba chcę przerwać, to wszystko jest zbyt straszne.

    Karowa, dr Dangel: wszystko się potwierdza, podejrzenie wad kończyn, co wskazywałoby na trisomię 13. chromosomu, czyli zaspół Patau. Wysyłają mnie do instytutu Genetyki do prof. Zaremby po skierowanie na indukcje na Karową

    Sobieskiego, dr Zaremba: proszę potraktować to jak wypadek przy pracy, szansa, że coś takiego się powtórzy jest minimalna ( wiedział, że mamy już Antosia) To cudowny człowiek, naprawdę, potrafił mi wszystko poukładać, do niczego nie namawiał chociaż stwierdził, że on sam osobiście zalecałby przerwanie. Spotkaliśmy tam dwie inne kobiety, w tym samym celu, potem miało się okazać, że takie wady są teraz bardzo częste.

    Czwartek, Karowa: czekanie 3 godziny na prof. Smolarczyka, żeby podpisał skierowanie. Odsyłają mnie do domu, bo nie ma miejsc. Mam się zgłosić w poniedziałek rano. To horror kazać tyle czekać! Jakaś pani doktor:” a może do poniedziałku sprawa rozwiąże się sama?”

    Sobota, telefon: Mam przyjeżdżać, bo zwolniło się miejsce na sepsie, pierwsza noc Antosia bez cycka; boję się.

    Niedziela: rano dowiaduję się, że w niedziele tych rzeczy nie robią, jem śniadanie; tymczasem o 10. dr Szczecina mówi, że dziś zaczynamy indukować, czekamy na upłynięcie 6 godzin od ostatniego posiłku. Pytam się kilku osób o znieczulenie, oczywiście, co tylko chcę, zoo (400pln) czy dolargan, nie ma sprawy. Potem łyżeczkowanie pod narkozą. Od 14. do 20.30 leżę pod oksytocyną i nic. Kolacja, picie, mogę jeść i pić do 24.00 a jutro od 6. znowu oksy.

    Poniedziałek: bez jedzenia i picia do 20., dwie przerwy na siku, trzy ostatnie godziny już nieżle boli, ale badanie nie wykazuje żadnego postępu. Kolacja, picie, a jutro od nowa… dr Sieńko: „możemy dać pani więcej oksy, ale wtedy dziecko urodzi się razem z macicą”. Rozmawiam z psychologiem, ryczę jak bóbr, ale dociera do mnie to co najważniejsze: to tak długo trwa i ze względu na mnie i ze względu na dzieciątko, ona tego nawet nie zauważy, mam wykorzystać te ostatnie momenty, żeby się z nią pożegnać, to natura a nie ja podjęła taka decyzję… Ja nie chcę się żegnać, to moja córeczka! Nawet teraz nie mogę o tym myśleć .Przenoszą mnie na salę porodową, spędzam noc wśród narzędzi, ktg, vacum, kleszczy, na łóżku porodowym nakrytym prześcieradłem. Czy oni nie wiedzą jak kobieta czuje się w takiej sytuacji?

    Wtorek: o 6. pod język cytotek, ma pomóc, po godzinie dostaje po nim wysypki na rękach i drgawek, wszystko mija po 15 minutach. Dwa czopki rozluźniające, nie pamiętam co, i oksy. Po godzinie mam skurcze co minuta, potem przerwa wynosi 10 sek, nie jestem w stanie myśleć, nie mogę odpocząć, bo boli przez cały czas, proszę kilka razy o coś przeciwbólowego, odpowiedź jest taka: musi boleć! A potem: pani doktor gdzieś poszła a my nie możemy same decydować. Położna: ‚dziś pani urodzi, to znaczy poroni. I proszę tak nie krzyczeć, bo na korytarzu siedzą panie ciężarne, i one się boją!’ Ja za to nie boję się wcale…
    Przebicie pęcherza płodowego, poród przy niepełnym rozwarciu, brak skurczy partych, bo moja córeczka jest za mała… Nie chciałam jej oglądać, bo bałam się swojej reakcji na jej zniekształcone ciałko, będę tego żałować do końca życia, chociaż Maciek mówi, że tak jest lepiej. Położna oglądala ja przy mnie, 600g, zarośnie te oczodoły, zniekształcone kończyny, brak noska….mój nieochrzczony Aniołek. Rodzenie łożyska, narkoza do łyżeczkowania, wydaje mi się, że bawię się z Antosiem w piaskownicy, za chwilę jest po wszystkim, pielegniarka pyta się z uśmiechem: „i co, poroniła już pani?” jadę na salę dwuosobową, gdzie leży nastolatka, z, jak twierdzi, zapaleniem przydawek… Dostaję pół litra oksy, i obiad. Czuję się jak po zwyczajnym porodzie, może fizycznie lepiej, ale psychicznie, szkoda gadać. Chcę być sama, nawet nie mogę popłakać… Dają mi bromergon na powstrzymanie laktacji, w środę wracam do domu z zaleceniem brania bromergonu przez 12 dni, za 6 tyg. kontrola gin, wcześniej odebrać wyniki badania hisopat po łyżeczkowaniu, za 6 tyg też wynik sekcji zwłok, do odbioru na Sobieskiego. I tak się to kończy, moje wielkie nadzieje i plany. A nie, jeszcze nie koniec: w piątek miałam telefon, że wyniki posiewu nie są najlepsze, więc pojechaliśmy po receptę na antybiotyk. Chcemy mieć jeszcze dziecko, zawsze marzyliśmy o rodzeństwie dla Antosia, trzydziestka stuka nam za rok, więc jeszcze nie tak żle… Wczoraj odebraliśmy wyniki badania krwi płodu: trisomia 13. ale z niczyjej winy, genetycznie prawdopodobieństwo wystąpienia takich wad jest zerowe. Dowiedzieliśmy się, że teraz trisomie to choroby cywilizacyjne, niestety nie tak rzadkie jakby się wydawało. Oczywiście następna ciąża ściśle monitorowana. I tyle. ”

    Nie chcę pisać o tragicznych szczegółach, o tym, jak moja martwa córeczka leżała między moimi nogami podczas wstępnego badania przez położną, o plastikowym wiaderku, do którego ją włożono…

    Nie chcę Cię zapomnieć, córeczko, kocham Cię, mama.

    Antoś (24.11.03)

    #858184

    smoki

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Jestesmy z Tobą

    smoki, Dawidek i Michał



    #858185

    ewike

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Będę zawsze pamiętała o Twoim Aniołku.

    Przemek (15.07) i Ewa +

    #858186

    lea

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Jest mi niewypowiedzianie przykro…

    Mateuszek (2 lata)

    #858187

    cait

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Nawet nie wiesz, jak mocno chciałabym Cię teraz przytulić. Łzy kapią mi na stół.
    W zeszłym roku siostra mojej najlepszej koleżanki ze studiów też otrzymała wyrok – anencephalia.
    Nie uzurpuję sobie prawa, żeby powiedzieć, że wiem co przeżywasz, ale… rozumiem.

    Przed Tobą na pewno trudne dni, szukaj sił w rodzinie. A na forum zawsze znajdziesz pocieszenie.


    Cait + Alka (15 stycznia 2003)

    #858188

    pasiasta

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Nie wiem co napisać… siedzę, łzy mi lecą i myślę o Tobie…
    Słońce świeci za oknem – będzie dobrze…

    [*]
    Dorota 08.08.04



    #858189

    mkkafe

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Bardzo to wszystko przykre i nie wiem co napisac. Nie wyobrazam sobie jak strasznie sie czujecie. Ale nie obwiniaj sie o nic, sama piszesz ze natura zadecydowala za Ciebie. Modle sie za Twoja coreczke, jej jest napewno dobrze…

    Agatka 5 lat

    #858190

    vievioorka

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Magduś myślę, że jesteś zbyt surowa dla siebie…
    Nie powinnaś obwiniać siebie za decyzję, którą podjęłaś… każde rozwiązanie w takim wypadku wydaje się być złe ale to jest to mniejsze zło…
    Jakiż sens było to ciągnąć? Nie wiem dlaczego przyszło ci do głowy, że ktoś mógłby cię potępić za to co zrobiłaś…
    Ja napewno nigdy. Wiesz, potępiłabym kogoś kto zdecydowałby się na taki krok w momencie kiedy dowiedziałby się, że dziecko ma zespół Downa. Dzieci tak upośledzone mogą żyć. Nawet w miarę być samodzielne (wiem bo kolega ma siostrę z zespołem Downa).
    Ale Magduś nie w takim przypadku…. ona jeśli by wogóle dożyła do porodu to i tak nie przyszłaby na świat żywa…
    Tak jest lepiej dla was. Szybciej dojdziesz do siebie, przynajmniej fizycznie, ale mam nadzieję, że psychicznie również…
    Szybciej będziecie się mogli starać o kolejne dziecko. Zdrowe.
    Wiem, że się będziesz bać. To naturalna rzecz.
    Przykro mi tylko, że położna nie była dla ciebie zbyt miła i tak cię traktowała. Powinna się choć trochę wczuć w twoje położenie.
    Takie traktowanie jest niedopuszczalne…
    Życzę ci teraz przede wszystkim dużo spokoju, świętego spokoju…
    A jeśli ktoś cię zapyta głupio gdzie masz dziecko to odpowiedz tak jak moja koleżanka (jej córeczka urodziła się z wadą serca, zmarła tydzień po porodzie) całkiem szczerze „Na cmentarzu, ma pani jeszcze jakieś pytania?”
    Chociaż zdałam sobie sprawę z tego że być może Ala nie ma swojego grobu
    Najważniejsze jednak teraz jest to żebyś przestała się obwiniać za decyzję którą podjęłaś… była słuszna

    całuję serdecznie i przytulam mocno

    rrenya & donum Dei

    #858191

    oliweczka

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Boże, jak mi źle jest :((((((((((( Przepłakałam cały opis…
    Niesamowicie mi przykro :((((((((((((((((((((( Nie wiem, co powiedzieć, bo słów brakuje. Może tylko to, że trzymam kciuki za Was, za plany na przyszłość i wierzę, że tym razem wszystko dobrze się skończy.
    Trzymajcie się.

    P.S. Smoki, czy mogę prosić o skasowanie zdjęcia pod podpisem? Dzięki.

    Ania i Natunia (17 m-cy)

    #858192

    paula26

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    mogę tylko napisać, że jest mi bardzo bardzo smutno i współczuję Ci z całego serca to strszna tragedia …

    Paula i Borys



    #858193

    madozu

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Bardzo Ci wspolczuje,zdaje sobie sprawe ze przezycia sa nie do zapomnienia,ale nie poddawaj sie.Spotkalam w moim zyciu profesora Zarembe i musze przyznac ,ze jest nadzwyczajnym czlowiekiem a zarazem takim ludzkim.Polegam calkiem na jego opini.Zycze Ci duzo wiary i wytrwalosci – masz dla kogo zyc.

    Magda

    #858194

    magdi

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Boże jak mi przykro, nie wiem co napisać…
    Modlę się za Was i Aniołka

    Ania 4.11.03 i Adaś 15.05.05



    #858195

    Anonim

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Bardzo, bardzo mi przykro:(
    nic, co napisalas nie zmienilo mojego zdania.
    Postąpiłabym tak samo, bo przecież tak jak piszesz – decyzja została podjeta za Was…
    Przytulam Was w sercu…

    bruni i CHŁOPAKI :

    #858196

    kiniat

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    Modlę się za Twoją córeczkę Aniołka, podziwiam Cię, jesteś brdzo dzielną kobietą, wierzę że gdzieś tam maleńka jest bardzo szczesliwa i zdrowa. Pozdrawiam bradzo ciepło.

    Kinga z Kacperkiem i Kubusiem

    #858197

    teo

    Re: Alicja z Krainy Czarów

    czytajac to co napisałas madziu płakalam bardzo
    bardzo, bardzo mi przykro i bardzo mocno ciebie – was przytulam
    trudno mi sobie to wszystko wyobrazić – po prostu brak mi słów:-(

    musisz być dzielna

    ściskam cię ……….

    ILONA I KUBEK 3 lata

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 33)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close