cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 92)
  • Autor
    Wpisy
  • #77940

    chilli

    dzisiaj rano moj malzonek zapytal sie gdzie jest jego usmiechnieta madzia,
    wczoraj zapytal dlaczego nie mam cierpliwosci.
    wczoraj grzecznie odpowiedzialam, ze lont mi sie skonczyl. To zapytal gdzie ten
    lont jest? odpowiedzialam, ze w szpitalu na zelaznej.
    Dzisiaj juz tak gladko nie przeszlo. „Przeciez ten INCYDENT (poronienie w 11tc,
    09.04.06)- przyp. autora) byl juz dawno – ja o nim zapomniałem”, „musisz
    docenic to co masz – nasza córke” „ja zrozumiełem jak ona jest wazna wtedy jak
    nie mogli znaleźć tętna (30tc – przyp. autora)” – czyli drogi męzu 30 tygodni
    później niż ja.

    Nie wytrzymałam- ja wiem że mam corke – ale jej widok przypomina mi że nie mam
    drugiego, ja kochałam to drugie dziecko tak samo jak pierwsze od II kresek na
    teście (jak i pierwsze). Ide do pracy, gdzie 8 bab ma termin na koniec
    września/połowe pździernika – podziwiem ich rosnące brzuchy, odpowiadam na
    pytania ciązowe (nikt w pracy nie wiedział o ciązy i nie wie o poronieniu) i
    ciesze sie z nimi.

    Dusza wyje. Nie wziełam zwolnienia poszpitalnego, ba! do szpitala udałam sie w
    sobotę (żeby w rpacy nie wiedzieli).

    Dla mojego męża to był INCYDENT – dla mnie koszmar z którym nie moge sie
    uporac. Potrzebuje zmienić okolicznosci przyrody, wyjechać, urżnąć w trupa i
    wypłakać. I nie moge, bo pazernosc
    urzędu skarbowego skutecznie pozbawiła mnie środków do podstawowej egzystencji –
    o wypasie nie wspomne.

    NIe licze na zrozumienie u niego. Mam nadzieje, że da mi spokój, bo nie wiem
    jak długo bede w stanie wysłuchiwać że zmieniłam sie na gorsze, mam zły humor,
    płacze, nie smieje sie itd.

    Na dobitke usłysząłam „o jezu – jak tak bardzo chcesz to zrobię ci drugie”
    NIe drugie – tylko trzecie…

    Musiałam chyba i ja wyrzucic z siebie.

    Panicznie boje sie seksu – boje sie że zajde w ciąze i bede musiała raz jeszcze
    ten koszmar przechodzic. Nie wiem ile on bez seksu wytrzyma – ja nie potrafie
    nawet myśleś o zbliżeniu – nawet pocałunku.

    www (10.03.2004)

    #1045628

    mata-hari

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad sob

    Żadne słowa nic tu nie pomogą. Popłacz sobie, może choć trochę Ci ulży.
    Jedyne, co mogę zrobić, to baaardzo, ale to baaaaardzo mocno Cię przytulić.

    Michaś 09.05.04



    #1045629

    klucha

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    przytulam cię……………..

    Izka i Zuzia prawie 4 🙂

    #1045630

    ciapa

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    A dlaczego miałabys snie nie użalać? Dotknęła Cie wielka tragedia. Rozmawiaj, krzycz, płacz, wrzesz rób wszystko co pomoże Ci przezyc ten koszmar.
    A faceci, szkoda gadać, uważam że nie sa w stenie tego zrozumieć do końca, chociaz na pewno przezywaja to na swój sposób. „o jezu – jak tak bardzo chcesz to zrobię ci drugie” – chyba zabiłabym za to :(. Daj mu do poczytania tu na Forum kacik poronienie, może mu się oczy trochę otworzą. Zobaczy w tym tragedię a nie incydent.

    Czas, Madziu, czas – nic więcej madrego nie napisze 🙁

    Kaska i Mikołaj 18.09.2003

    #1045631

    ciapa

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    i pieprzyc urzad sakrbowy weż kredyt, urlop w pracy i wyjedż odpocząć

    Kaska i Mikołaj 18.09.2003

    #1045632

    domi

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad sob

    Magda, Twoje uczucia są najzupełniej naturalne – i sądzę, że sama doskonale o tym wiesz – co nie znaczy oczywiście, że to Ci cokolwiek ułatwia. Dla Ciebie poronienie nie było zdarzeniem, lecz utratą DZIECKA – które miało już u Ciebie w sercu miejsce, a być może nawet wyimaginowany wygląd i imię. Czułaś się z nim związana, opiekowałaś się nim – i nagle ono odeszło, a Ty wciąż zadajesz sobie pytanie „dlaczego”.
    Myślę, że u Twojego męża działa mechanizm wypierania – boli go jego własna bezsilność, bo nie może Ci pomóc; nie radzi sobie z Twoim bólem – więc podświadomie stara się go zbagatelizować, wyprzeć ze świadomości, traktując jego przyczynę w kategoriach incydentu, przypadku.
    To prawda, ze poronienia zdarzają się często (z takiego założenia zapewne wychodzi Twój mąż) – ale każde z nich jest czyimś, bardzo osobistym dramatem, z którym tym trudniej sobie poradzić, gdyż nie umie się znaleźć przyczyn, dlaczego tak się stało.
    Być może nie umie on sobie poradzić również i z własnym cierpieniem i poczuciem straty – więc może i sam siebie próbuje przekonać, że zapomniał i że to był „tylko incydent”.
    Twój mąż dokonuje prób naprawy sytuacji – poprzez zakwalifikowanie straty dziecka w „wytłumaczalnych” kategoriach (tylko incydent, który miał miejsce już dawno, więc najwyższy czas zapomnieć) i poprzez wskazanie rozwiązań („Zrobię Ci drugie”). Tylko że dla Ciebie sprawa wygląda inaczej. Teraz jest Ci źle nie tylko z powodu utraty ciąży, ale także jest Ci przykro z powodu niezrozumienia ze strony bliskiej osoby.
    Dużo więcej mógłby zrobić nazywając Twoje uczucia: „Wiem, że jest Ci bardzo trudno, wiem, że tak naprawdę nigdy o tym nie zapomnisz, ale chciałbym, żebyś ze mną porozmawiała, wyrzuciła to z siebie, będę słuchał, głaskał po głowie, a Ty po prostu spróbuj opowiedzieć mi o swoich uczuciach, o niesprawiedliwości, jaka nas spotkała, o Twojej bezsilności i rozpaczy.”
    Myślę, że trochę szkoda, że tak późno się otworzyłaś. Pamiętam, że kiedy poroniłaś, nie chciałaś nawet żadnych wyrazów współczucia, troski. Chciałaś odsunąć od siebie te przytłaczające, wywołujące nieznośny ból fakty. Stlumiłaś wszystko w sobie i pewnie teraz jest Ci tym trudniej. I bardzo cieszę się, że napisałaś tą wiadomość – bo pewnie mimo wszystko jest Ci teraz lżej. Rzeczywiście szkoda, że nie możesz się oderwać od wszystkiego, wyjechać – przydałoby się, żebyś mogła zdjąć z siebie odpowiedzialność za „codzienność” i po prostu pobyć sama ze sobą, wypłakać się, poprzeżywać jeszcze świadomie i głeboko ten ból, aż do momentu, gdy poczujesz, że udało Ci się oswoić trochę swoje emocje, nabrać siły.
    A może zamiast tego spróbuj napisać list do swojego nienarodzonego dziecka i tam ubierz swoją rozpacz w konkretne słowa? Często już samo nazwanie uczuć, „zobaczenie ich” bardzo pomaga w oswojeniu bólu, uspokojeniu się.
    Strach przed ponowną ciążą również jest zrozumiały – bo już wiesz, jak bardzo cierpiałabyś, gdyby ponownie się nie udało. Nie czujesz się gotowa na kolejną próbę. Nie chodzi przecież o to, że chcesz mieć koniecznie jeszcze jedno dziecko – bo Twoje emocje w tej chwili nie są pragnieniem posiadania dziecka – chodzi o to, że Ty MIAŁAŚ drugie dziecko i je straciłaś.
    Myślę, że Twój post tutaj świadczy o tym, że jesteś na dobrej drodze. Nazwałaś swoje uczucia, powiedziałaś o nich. Za jakiś czas odzyskasz spokój, przestanie tak boleć, chociaż na pewno poczucie straty pozostanie – nie będzie jednak tak dojmujące i bolesne. Ale pogodzisz się z nią. I myślę, że wtedy dopiero spróbujesz pomyśleć o ewentualnej kolejnej ciąży.
    Na razie daj sobie trochę czasu – i porozmawiaj jednak z mężem o Twoich uczuciach, o tym, jak bardzo jest to dla Ciebie trudne do zaakceptowania (o ile można to tak nazwać). Spróbuj znaleźć na to siłę – być może warto. Łatwiej jest pogodzić się ze stratą jeżeli ma się świadomość, że bliska osoba rozumie to, co czujesz i nie stara się ty uczuciom zaprzeczać, a tylko je łagodzić poprzez swoją troskę, miłość, spokój.
    Gdybyś chciała pogadać, powałkować temat w nieskończoność, aż poczujesz, że już nic nie jesteś w stanie więcej powiedzieć – priv, mail, telefon, spotkanie, cokolwiek – jeżeli tylko będziesz chciała, czekam.
    Przytualam Cię mocno.

    Dominikka + Zuziaczek (23.08.04)



    #1045633

    krzemianka

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    Nie umiem nic madrego doradzic i nie chce cwaniakowac, bo nie wiem, jak sie czujesz.
    I też przyszlo mi do glowy – daj sobie czas, wez wiaderko na lzy, przezyj zalobe od poczatku do konca. Nie mozesz byc zawsze usmiechnieta, zadowolona i sumienna.

    I jak chcesz, wezme swoja rakiete, przyjade do tej warszawki i zloje Ci tylek. Chcesz?

    #1045634

    ask74

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad sob

    przykre…
    przytulam cie najbardziej jak moge!!!…..

    Ania & Bianca

    #1045635

    tora

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    madzia.. po prostu trzymaj sie. nie potrafie pomoc, i pewnie nikt tego nie umie, wszystko co mi przychodzi do glowy co moglabym ci napisac, wydaje mi sie puste i zupelnie pozbawione sensu przy tym co teraz przezywasz…
    przytulam mocno i jestem z Toba.

    wyszukalam kilka linkow, ktore pewnie znasz, ale na wypadek gdyby nie..

    kasia z martusia (3 luty 2004)

    #1045636

    porky

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    nie można mówić, że nic się nie stało
    nie mozna przemilczeć
    trzeba wyjechać, wykrzyczeć żal i wrócić, mając w sobie ciut więcej siły
    przytulam Cię mocno

    17 m-cy



    #1045637

    mati2

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    Kochana niestety doskonale wiem co czujesz :(. Najważniejsze, że zaczęłaś o tym mówić bo widać, że tego potrzebujesz. Wkleję Ci co odpisałam Justborn na temat „Co powiedzieć koleżance, która poroniła”

    W odpowiedzi na:


    Powiem Ci co ja czułam i czego potrzebowałam po stracie ciąży. Przede wszystkim było mi baaaardzo przykro jak ktoś przemilczał temat i starał się zachowywać jakby nic się nie stało. A przecież się stało!!!! Odszedł Ktoś bliski i kochany!!! A ciszę odbierałam jak ignorowanie sprawy i uważanie, że przecież to nie było dziecko tylko jakiś głupi zarodek. Matka po stracie nawet kilkudniowej ciąży jest w prawdziwej żałobie i potrzebuje współczucia (nie mylić z roztkliwianiem się ) i kondolecji aby poczuć, że wszytscy kochali tę małą istotkę i czują ogromną pustkę po jej odejściu.
    Wiem, że temat nie jest łatwy ale myślę, że większość mam po takich przejściach ma podobne odczucia.


    A to link do tego wątku http://www.dzieckoinfo.com/forum/showflat.php?Cat=&Board=rozne&Number=1159432&page=&view=&sb=&vc=1

    Ściskam mocno i łączę się w bólu, który za jakiś czas przycichnie ale na zawsze pozostanie w sercu . Nie da się zastąpić jednego istnienia drugim !

    Marta i Kornel 7.10.2004

    #1045638

    elik

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    Z tymi facetami tak jest, ze maja bardzo krotka pamiec i emocje tez trwaja u nich krocej. Nie sa w stanie zrozumiec tak do konca co sie wydarzylo w naszym ciele i naszej glowie w zwiazku ze strata dziecka. Potrafia byz w zwiazku z tym strasznie niedelikatni.
    Moge tylko napisac, ze doskonale Cie rozumiem. Zrozumienie ( i rozmowa jakbys miala ochote) to tak naprawde jedyna pomoc jaka moge Ci dac, bo kazdy kto przeszedl taka strate musi niestety poradzic sobie z nia sam. I jak zwykle czas. Jedna potrzebuje wiecej, druga mniej.
    Po prostu trzyamaj sie cieplo

    Elik i Antek 2 latek

    (*) (*)



    #1045639

    bastet

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    ….nic madrego Ci nie napisze bo nie potrafie zrozumiec tego co czujesz…..

    i ja , choc wirtualnie, sciskam Cie mocno ….

    Aga,

    #1045640

    ika

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad sob

    Madziu
    po 1.

    po 2.
    Jakby co mój nr gg znasz – naprawdę służę chocby wirtualnym ramieniem do wypłakania. Zdaje sie, ze nr tel. też podawałam jakby co…

    po 3. Bardzo sie cieszę, ze napisałaś tego posta. Własnie dlatego, ze zaczełaś płakać oficjalnie i pozwoliłaś sobie na głośne wyrażenie rozpaczy. To jednak pomaga…Czasem sobie myslę, ze szkoda, ze nie mozna urządzić pogrzebu, pożegnać sie z Maleństwem , które się pokochało, które zaistniało, dla którego było się Mamusią, choćby przez chwilę.
    Taka utrata boli jak jasny gwint i ciężko wychodzi się z doła. Moze warto pomyśleć również o fachowej pomocy psychoterapeuty.
    Nasi bliscy nie wiedzą jak zareagować, nie wiedzą, wiec udają, ze problem nie istnieje.. niestety przez to on nie znika. Bark wsparcie u najbliższych jest kolejnym ciosem.
    A dlaczego nei dają wsparcia?
    I tu obiema łapkami podpisuję się pod wszystkim co napisała Dominikka. Mądrze dziewczyna gada.
    Ja musiałam mówić moim bliskim co chcę od nich usłyszeć. Mieli powtarzac jak papuga.. nie było to aż tak kojące jak słowa które by wypłyneły z nich samodzielnie na ten temat ( własciwe słowa)
    Zacznij sie teraz rozpieszczać, robic rzeczy, które sprawiaja Ci frajdę. Zasługujesz na to by być dla siebie dobrą. BY teraz fortuna była juz dla Ciebie korzystna.

    Przesyłam Ci wielgachne gromady serdecznych myśli
    I zaciskam za Ciebie kciuki z całych sił. Pewnie nawet nie wiesz jak mocno.
    Myśle o Tobie ciepło.
    Pozdrawiam serdecznie

    ika

    Edited by ikkunia on 2006/05/06 08:45.

    #1045641

    natinka

    Re: cos czego nie bylo – szpilki sie uzala nad soba

    Mocno przytulam do serducha …

    Nati i Kamilka 05.04.04 oraz Maleństwo

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 92)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close