Czy rozczulacie się nad dziećmi?

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #85623

    kotus

    Niestety,ale ja często rozczulam się:-/ Bardzo często za mało mam konsekwencji.Nie mogę narzekać,że moje dzieci nic w domu nie robią,bo kiedy trzeba pomagają na ile potrafią,ale często nie mobilizuję ich np do sprzatania,wyręczam je w tym,a bo mają np za dużo nauki,a niech odpoczną od szkoły i sobie bajke obejrzą.Często mam sama do siebie pretensję,że wyręczam je,ale ciężko jest mi to zmienić.Natomiast jestem raczej konsekwentna w kształtowaniu ich charakteru,szczególnie staram się je ukierunkować w relacjach międzyludzkich.Np moja najstarsza od małego dziecka wiecznie narzekała na koleżanki,a bo coś jej tam koleżanka zrobiła,a bo coś tam jej powiedziała.Póżniej w szkole zaczęła mówić na nauczycieli,biadolić,bo np została niesprawiedliwie potraktowana…Zabraniałam jej krytyki innych ludzi ,szczególnie starszych zresztą w naszym domu bardzo rzadko o kimkolwiek żle się mówi.Zawsze tłumaczę,że nie ma ludzi doskonałych,ze trzeba innych zrozumieć,że może pani miała zły dzień,a może nie układa jej się w rodzinie i musi miec dla niej wyrozumiałośc,że na dzieciach nie można polegac bo ich emocje są jeszcze bardzo chwiejne.Zawsze wpajałam jej,że to ona musi być wzorem dobrego traktowania innych ,choć ją czasami żle traktują i tak w kółko tłumaczenie i tłumaczenie….Pod tym względem miałam zawsze świadomość,że muszę ją uodpornić,nie mogę się rozczulać i tak się cieszę bo są już tego owoce.Ostatnio Wiktoria powiedziała mi,że nie może słuchać,aż w srodku jej się coś robi kiedy dorośli,którzy powinni byc przykładem krytykują innych.Majac 14 lat kiedy większość buntuje się przeciwko autorytetom ona ma wielki szacunek do starszych ,do nauczycieli.Cała klasa naśmiewa się z katechety,a ona jednak choć nie nalezy do KK popiera go w wielu kwestiach
    A jak jest u was ? jakie sa wasze słabe i mocne strony?Czy zawsze jesteście konsekwentne,czy pobłażacie dzieciom?
    Mam nadzieje,że zachęcicie mnie do większej konsekwencji:-)

    #1300879

    agat79

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    Nie wiem, czy uda mi sie Ciebie „zachecic”, bo sama mam z tym wieeeelki problem. Jestem niekonsekwentna w stosunku do mojego dziecka, i niestety zaczynam powoli zbierac tego plony. Olivia ma ponad 2,5 roku, i to, ze gra mi na nosie zaczyna zauwazac otoczenie. Ja zgadzam sie z tym, ale wtedy wkurzam sie na sama siebie, bo w oczach innych czuje sie jak totalny nieudacznik!!! Zawsze postanawiam sobie- wiecej konsekwencji, dyscyplina itd. Maz jest w tej chwili z nami w domu, takze wychowujemy ja razem, co nie zawsze dobrze wrozy, bo gdy jestesmy z nia razem w domu, u lekarza, czy gdziekolwiek, pozwala sobie na wiecej, ze gdy jest tylko z jedna „czescia” rodzicow! Jestem za miekka, jak maz wkracza do akcji, to mnie serce boli, i uwazam, ze jest niesprawiedliwy, czasami, gdy za prawdziwy nieposluch dostanie od taty klapa, nie moge tego zniesc, opierniczam go, a potem wiem, ze to cholernie niepedagogiczne!!! Sama jestem w dziwnym „kregu” chorej milosci do dziecka, ktora tak naprawde krzywdzi i nas i ja!!! Jesli chodzi o usprawiedliwianie ludzi, o czym pisalas, jestem troche odmiennego zdania, co do tego. Sama zostalam wychowana w duchu usprawiedliwiania innych, ale mnie nikt nie usprawiedliwial. Co z tego wyszlo- zawsze staram sie znalesc jakies wytlumaczenie dla kogos, dla siebie jestem za krytyczna, inni niechetnie usprawiedliwiaja bledy innych, i to ja zawsze na koncu jestem ta „zla”, przynajmniej w swoim mniemaniu. Dlatego walcze z tym, i tym samym, przez to glupie wpojenie, jestem nieufna do ludzi. Ale wiadomo, kazdy ma swoje spostrzezenia- widzisz??nawet teraz innych tlumacze ;-)Pozdrawiamy

    Agata i Olivia 27.07.04 i Marcowa Viktoria :-))



    #1300880

    ahimsa

    Długie mi wyszło;)

    Mat jeszcze za mały na taką dogłębną analizę:) Ale co w naszym przypadku oznacza „rozczulanie się”?
    To są prostsze rzeczy, np. kiedy się przewróci itd. nie biegniemy z płaczem w jego kierunku, pozwalamy by sam się pozbierał:) To umacnia poczucie własnej siły i sprawczości. Oczywiście jeśli już się pobeczy ( a baardzo rzadko to się mu zdarza z takiego powodu), to pocieszamy.

    Dalej; jestem cholernie konsekwentna np. jeśli chodzi o sprzątanie;) Ale co innego mam robić, jeśli jestem jedyną kobietą w tym domu i na zmianę się nie zanosi? Harować za panów i władców? Chcę wychować synów tak, by ich przyszłe żony nie musiały mnie przeklinać;)

    Ale…jestem zakochana w M.:) I z tą świadomością staram się mu nie popuszczać! Nie chcę wychować rozpieszczonego księcia. Balansuje wciąż między miłością a konsekwencją, czasem myślę, że jestem zbyt surowa…Wiem, że moje dziecko jest fajne. Tak obiektywnie;))))) Póki co się udaje….bo jest bardzo wrażliwym chłopcem ( i tu jest pewna trudność) i bardzo zależy mu na naszej aprobacie. Mam nadzieję, że uda się nam wypracować szacunek do nas. Taki nie wymuszony, powodowany miłością. I że Mat i ten drugi wyrosną na fajnych mężczyzn:)

    Mat 2,4l. i lipcowy chłopczyk

    #1300881

    olinja

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    Marzenko, ja z podziwu wyjsć nie mogę. To, ze pytasz o tą rzecz jest dla mnie powowdem do zastanowienia, oczywiscie nad własnym zachowaniem wobec Jonatana.
    Przemyślałam to sobie i doszłam do wniosku, ze:
    To on mnie rozczula a nie ja rozczulam sie nad nim
    Jestem surowa, czasami kiedy np kładę go spac w dzień on jeszcze na „odchodnym” robi mi „akuku” spod kocyka nie umiem (nie chce) aie powstrzymać od śmiechu.
    Pewnie powinnam mieć konsekwentnie twarz pokerzysty ale… nie umiem.
    I wcale nie jest mi z tym źle bo wiem, że te chwile są dla niego bardzo ważne, jest szczesliwy.

    Ja i tupot małych stóp

    #1300882

    daga-j23

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    Ja potrafię być konsekwentna i nie rozczulam się za bardzo. W moim przypadku oznacza to, że nie rusza mnie za bardzo gdy Emilka płacze, oczywiście z powodów takich jak bunt na coś czy nie spełnianie jej zachcianek. Potrafię ją wtedy zignorować, potrafię jej jasno powiedzieć, o co chodzi, np. ostatnio u teściów mieliśmy pójść do drugiego pokoju obejrzeć zdjęcia a Emilka chciała zostać i bawić się. Gdy została sama bardzo krzyczała, że ma do niej ktoś przyjść. Ja nie reagowałam, w końcu ona żałośnie „Mama przytulać”, więc jej mówię „przyjdź do mnie to Cię przytulę” a ona walczyła ze swoją złością – przyjść czy nie?… Mimo jej płaczu nie uległam i nie byłam nawet zdenerwowana, wiedziałam, że jak nie przyjdę to ona przyjdzie, i tak się w końcu stało, przyszła do mnie. Niestety ciągle płakała, bo trudno tak szybko się uspokoić a innych to zdenerwowało (pracuję nad mężem…, teścia nie zmienię) i krzyknęli na nią by natychmiast się uspokoiła i co to za wycie. Było mi przykro, bo wiedziałam, że moja metoda zadziałała i dziecko nie postawiło na swoim, przyszła się przytulić a chlipanie zaraz by ustało. A tymczasem jak na nią nakrzyczeli to się znowu rozryczała, oglądanie zdjęć zostało przerwane, atmosfera się pogorszyła. No i co – ja właśnie nie zgadzam się na takie kategoryczne krzyki „w tej chwili przestań płakać, ucisz się” – dziecko to nie robot prawda, wyciszenie trochę musi potrwać, najważniejsze by swoim płaczem nie osiągnęło czegoś co rodzice zabronili. A płakać sobie może, to jest rozładowanie emocji, tak uważam. Oczywiście, nie jestem „zimna”, właśnie dlatego dziecko woła „mama przytulić” bo wie, że zawsze jestem chętna ją przytulić, pokazuję jej dużo miłości ode mnie, co nie znaczy, że ulegam jej żądaniom.
    Całuję i przytulam Emilkę bardzo często, opowiadam jej o miłości, a ona ładnie to rozumie: „Emi tocha mame, Emi tocha tatę, uczucie miłości”.
    Jednak co do wyręczania to często oczywiście sprzątam jej zabawki więcej niż ona, ale też ją w to angażuję. Radzą, że dopiero 3 latek może mieć takie stałe obowiązki, wiec powoli ją tego uczę.

    Dagmara i

    #1300883

    kotus

    Re: Długie mi wyszło;)

    To świetnie,że potrafisz być tak konsekwentna:-)Z podziwem patrzę na takich ludzi i zazdroszczę im,że tak potrafiom. Jedna z moich koleżanek ma dorosłych już 3 synów i niestey przyzwyczaiła tak wszystkich swoich chłopów łącznie z mężem,że usługuje im.Druga koleżanka ma 3 synów jeszcze są mali.Ten trzeci skończył dopiero roczek i też podziwiam ją i jej męża,że tak świetnie wychowują chłopców.Włanie potrafią wybalansować miłość z konsekwencją.Brawo Ala!! cieszę się :-)że jak na razie Ci się to udaję:-)



    #1300884

    kotus

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    Tak Olu masz rację :-)) nie może być przsady w jakąkolwiek stronę.Kiedy nasze dzieci są szczęśliwe i my przecież jesteśmy szczęśliwe.:-))W południe usypiałam Marysię.Położyłam się razem z nią niby miałyśmy zamknięte oczy,a uśmiechałyśmy się do siebie :-)Marysia nie chciała zasnąć,a chodzi niedospana,bo mamy zimowisko dziecięce w domu ,dzieci hałasują,.W końcu chciałam konsekwentnie ją uśpić.Położyłąm ją do łóżeczka ,a kiedy ona wstawała spowrotem ja kładłąm i tak kilka razy ona wstawała niby płacząc niby smiejąc się,aż w końcu poddałam się i ululałam na rękach :-)Wieczorem też często poddajemy się i zasypiamy z nią.Póżniej przekładam ja do łóżeczka,ale te nasze maluchy są jeszcze tak małe,że przecież nie da rady inaczej one jeszcze potrzebują tego ciepła wygrzewającej kwoki:-)A dyscyplina na tyle ile się da nie tak,aby wysłuchiwać przecież płaczów i spazmów .Mając na myśli konsekwencję w wychowaniu myślałam już raczej o starszych dzieciach
    Pisząc tego posta bardziej zaczęłam się zastanawiać nad swoim postępowaniem wobec dzieci,przede wszystkim nad oczekiwaniem wobec nich.I tak myśle,czy mając za duże oczekiwania wobec dzieci nie krzywdzimy ich.I tu chyba zależy od dziecka od jego progu wrażliwości,bo jedno dziecko jakby oczekuje i aż się prosi,żeby od niego dużo wymagać,a inne będzie się stresować i wręcz nawet płacić zdrowiem za wygórowane oczekiwania rodziców

    #1300885

    kotus

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    Popieram Cię i myśle,ze masz wyczucie w byciu konsekwentną 🙂

    #1300886

    ahimsa

    Re: Długie mi wyszło;)

    Dzięki:))) To czy się udało okaże się za lat naście! I tak po drodze popełnia się błędy..

    Mat 2,4l. i lipcowy chłopczyk

    #1300887

    ahimsa

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    W odpowiedzi na:


    Pisząc tego posta bardziej zaczęłam się zastanawiać nad swoim postępowaniem wobec dzieci,przede wszystkim nad oczekiwaniem wobec nich.I tak myśle,czy mając za duże oczekiwania wobec dzieci nie krzywdzimy ich.I tu chyba zależy od dziecka od jego progu wrażliwości,bo jedno dziecko jakby oczekuje i aż się prosi,żeby od niego dużo wymagać,a inne będzie się stresować i wręcz nawet płacić zdrowiem za wygórowane oczekiwania rodziców


    Dokładnie o tym myślałam pisząc o błędach! Że wszystko zależy od dziecka i nie ma jednej recepty…dlatego chyba najmądrzej wnikliwie obserwować dzieciaka, po prostu znać go! A te śmieszki przed zaśnięciem…to nie brak dyscypliny tylko sama słodycz:))))) też tak robię. Bo inaczej się nie da!:)

    Mat 2,4l. i lipcowy chłopczyk



    #1300888

    kotus

    Re: Długie mi wyszło;)

    W odpowiedzi na:


    To czy się udało okaże się za lat naście!


    Dobrze powiedziane:-) Mnie w czasie mojego wesela kiedyś ktos zapytał czy jestem szczęsliwa?.Odpowiedziałam,że owszem,ale tak naprawdę w tej kwestii będę mogła się wypowiedzieć się za kilka ,kilkanascie lat:-)

    #1300889

    monikachorzow

    Re: Czy rozczulacie się nad dziećmi?

    mnie rozczulanie kojarzy się z cackaniem z dzieckiem…
    wyręczaniem go we wszystkim i chodzeniem krok w krok za nim…pytaniem:”zjesz chlebek z dżemikiem czy z nutelka ???albo serek czy jugurcik???”
    przekonałam sie że dziecko powinno mieć z góry ustalone zasady”dziś na sniadanko jemy paróweczki” i wtedy nie ma dylematów …wiadomo że dziecku trudno podjąć decyzje na co ma ochote w chwili obecnej i potem, wybrzydza …”to nie ,tylko to.raz ugryzie i jednak tamto”.
    albo w sprawie spacerów „dziś idziemy do parku karmić kaczki i do piaskownicy” w chwili wyjścia z domu marcin już wie w którą strone pójdziemy…a jak tego nie zrobie to stoimy jak ciołki na skrzyzowaniu i dyskutujemy „tu??nieeeee może tu??dwa kroki i nieeee tam”.
    z zabawą to samo -marcin jakby mógł to bawiłby się wszystkim na raz i nie sprzatał niczego…skutek tego za 10 minut brakło by miejsca dla niego w pokoju….więc zabawa jedna trwa -on chce coś innego to tłumacze -teraz bawimy się pociągiem ,jak na pewno nie chcesz już tej zabawy to sprzatamy i wyjmujemy klocki…i inaczej być nie może bo zajechałabym sie na smierć z wiecznym sprzataniem…to jego pomaganie to tez takie symboliczne -wrzuci 2 klocki do pudełka i posprzatał …ale przynajmniej ma szczere chęci…-jesli chodzi o to to też nie jestem zbyt rygorystyczna…
    rozczulanie to tez dla mnie bieg na każde zawołanie.jak marcin był młodszy to wiadomo chodziłam z nim krok w krok na spacerach bo albo nie umiał jeszcze dobrze chodzić albo zbierał mi pety,albo podbiegał pod hustawki…z czasem zwiekszałam dystans -ale zawsze do takiego że moglam za wczasu zareagowac …
    byłam świadkiem takiej sceny ostatnio w figlolandzie.dzieci starsze i młodsze biegały wsród piłeczek,klocków,autek i te starsze niebardzo patrzyły pod nogi i tratowały te młodze.patrzyłam za marcinem żeby go jakieś dziecko nie zrzuciło za zjeżdzalni i obok bawiła się dziewczynka tak ok 1,5 roczna.była z tatą który siedział na krzesełku na końcu sali i tylko patrzył…mała chyba z 5 razy sie tak paskudnie przewróciła że ja już bym była przy dziecku i sprawdzała czy jest całe i zdrowe…a on nic…mała sięzbierała za kazdym razem i bawiła się dalej…
    tym samym stwierdziłam że byłam nadopiekuńcza w stosunku do marcina (i nadal jestem) bo nie zostawiłabym leżącego dziecka bez sprawdzenia czy wszystko z nim ok.
    jedno z takich POWAZNIEJSZYCH BŁĘDÓW jakie popełniamy z mężem to mówienie przy marcinie np „ta stara baba” ,”taka głupia baba” itp…
    mąz pracuje w handlu i nieraz po powrocie z pracy mi opowiada jakie to klientki mu sie trafiały(albo klienci) i marcin słucha…doszło do tego że ostatnio w markecie powiedział do pani „TY STARO BABO !!!!!!”…dobrze że była przygłucha i zapytała „co chciałes chłopczyku???”tu już wkroczyłam w akcje i zapobiegłam powtórzeniu….
    za kilka -kilkanaście lat wyjda nasze porazki i sukcesy wychowawcze…..oby tych drugich było wiele więcej ….

    m&m15.01.04

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close