Jak przyszla na swiat Ninka

Postów wyświetlanych: 14 - od 1 do 14 (wszystkich: 14)
  • Autor
    Wpisy
  • #18818

    olaka

    No wiec zgodnie z obietnica moja historia o przyjsciu na swiat mojego szkrabka w piatek 30 maja.
    Juz od srody czulam sie bardzo dziwnie zmeczona. Probowalam cos sprzatac, ale efekt byl taki: dwa machniecia szmatka, pol godziny odpoczynku. Po poludniu bylam na wizycie u mojej ginki i umowilysmy sie na USG i KTG na dzien nastepny, bo akurat miala dyzur. W czwartkowy poranek jakos nie moglam zwlec sie z lozka taka bylam po nocy obolala. Postanowilam polezec jeszcze troszke i kiedy o godz.10 zadzwonil telefon siegajac po niego poczulam, ze cos chlupnelo do majtek. Okazalo sie, ze to jakis wodnisty sluz podbarwiony na rozowo. Postanowilam wiec na dobre spakowac torbe tak na wszelki wypadek, zeby wziasc ja jadac do szpitala na umowione badania. Po poludniu pojechalismy na badania: USG w porzadku – przyblizona masa dziecka 3700gr +/- 500gr, KTG wszystko w porzadku – dzidzia sie rusza :-). Poniewaz sluz caly czas moczyl podpaske ginka stwierdzila, ze mnie jednak zbada. Tak na oko stwierdzila, ze to odchodzi czop sluzowy, ale jak sytuacja sie nie zmieni to mam zglosic sie na dzien nastepny, zeby sprawdzic czy to jednak nie sacza wody plodowe, bo w szpitalu o papierkach lakmusowych mozna pomarzyc. No wiec po badaniu wracajac do domu, stwierdzilismy z mezem, ze wstapimy do TESCO kupic wode mineralna i zakupic jeszcze pare brakujacych rzeczy. W dziale kosmetycznym czuje jakies male chlup w podpaske, wiec do koszyka dorzucilam jeszcze podpaski, a poniewaz przy kasach duze kolejki to stwierdzilam, ze wychodze na zewnatrz i bede czekac na laweczce. Znowu jakies male chlup ;-), wiec stwierdzilam, ze musimy jednak wziasc dodatkowa reklamowke, zeby ewentualnie rozlozyc na fotelu samochodu. Wstalam z laweczki, zeby powiedziec o tym mezowi, powiedzialam i czuje duuuze chlup, po nogach cieknie, na szczescie niewidocznie dla pozostalych ludzi. No wiec co bylo robic podpaski z koszyka do lapki i bieg do ubikacji. No i wierzcie nie mozna miec watpliwosci czy to wody (podpaska do wykrecenia!). Telefon do lekarki i oczywiscie droga powrotna do szpitala. Badanie przez polozna, golenie (chcialam zrobic sama w domu, ale sie nie udalo ;-)), no i lewatywa. Faktycznie nie jest taka nieprzyjemna jak by sie wydawalo. Lekarka przywitala mnie oczywiscie ze smiechem pytajac czy dojechalismy do domu :-). No i dalej to juz zaprowadzono mnie na sale porodowa (maz w miedzyczasie do domu po reszte rzeczy, no i zjesc obiad). Dostalam dozylnie oksytocynke ok. godz. 21, a kolo 22 juz skurcze byly dosyc wyczuwalne. Maz przyjechal, ja poczulam sie od razu lepiej i pewniej przy nim, ale coraz bardziej zaczelam sie bac boli tym bardziej, ze slyszalam, ze po oksytocynie sa silniejsze. Zaczelam wiec myslec o ZZO. Slyszalam, ze procedura jest taka, ze wystarczy sie zdecydowac przy przyjeciu i wtedy sprowadzaja anestezjologa. Przyszla polozna wiec ja pytam, a ona na to, ze obok wlasnie rodzi dziewczyna z ZZO i jest anestezjolog wiec go zaraz przysle. Mozecie sobie wyobrazic jaka byla moja radosc- zaraz stwierdzilam, ze mam wiecej szczescia niz rozumu, tak mi sie przynajmniej wydawalo. Pan anestezjolog jednak stwierdzil, ze to trzeba sie umawiac wczesniej, np. z pania ktora rodzi obok dogadal sie juz miesiac wczesniej, a poza tym lapie go jakies chorobsko, bardzo zle sie czuje, jest po dyzurze, wiec chce jechac do domu (przeciez ZZO kosztuje 500 zl!!!). I z usmiechem na twarzy na odchodne dodal, ze na pewno sobie poradze…. Wierzcie, myslalam, ze go popluje! Akcja postepowala, co jakis czas masaz szyjki na skurczu, boli strasznie! Kolo godz. 2giej mialam juz skurcze co dwie minuty i nigdy nawet nie przypuszczalam, ze uda mi sie zasypiac pomiedzy tymi skurczami, w dodatku na pilce. Niestety polozna nie informowala mnie na ile jest rozwarcie, a ja nie pytalam uwazajac, ze to pewnie jeszcze prawie zadne, wiec jakiez bylo moje zdziwienie kiedy troche przed czwarta rano poprosila mnie, zeby polozyc sie na lozku, bo bedziemy rodzic! Uwazam, ze ten etap porodu to prawie nie boli, oczywiscie w porownaniu ze skurczami rozwierajacymi szyjke. Niestety mialam bardzo slabe skurcze parte, wlasciwie to prawie zadne i mimo iz moja lekarka podkrecala mi oksytocyne to czulam je minimalne i nie mialam tej nieodpartej potrzeby parcia. Wiec parlam nawet przy najmniejszym skurczu, niestety natura mi nie pomagala. Szczerze powiedziawszy w pewnym momencie mialam juz wizje kleszczy, proznociagu itd., bo pomimo iz parlam jak tylko moglam to glowka pokazywala sie tylko i chowala. A polozna powiedziala do lekarki „pani doktor ona chyba nie urodzi”. I gdyby nie brak tych boli to moze nie bylabym wcale nacinana. Po nacieciu i przy pomocy mojej lekarki wraz z mezem (naciskanie na brzuch) moja kochana Niunia zostala wypchnieta na swiat. Urodzila sie o godz.4:20, 3500gr/57cm. I powiem, ze to naprawde byla najpiekniejsza chwila w moim zyciu kiedy taka malutka kwilaca kuleczke polozyli mi na brzuchu. Ona jest taka sliczna!!! Po przecieciu pepowiny zabrali ja na badania, a mnie w tym czasie pozszywano, mimo znieczulenia troche bolalo. Niestety nie dostalam jej z powrotem, bo okazalo sie, ze z 9 pkt. w pierwszej minucie, punktacja spadla do 7, bo mala zachlystnela sie wodami plodowymi i musi lezec w inkubatorku przynajmniej 24 godz., a byc moze 48 godz. No i mam sie nie martwic, bo wszystko bedzie dobrze. Latwo sie mowi…. Wyslalm meza z aparatem (na szczescie cyfrowym) zeby zrobil jej kilka zdjec, bo ja chce ja widziec! Tak bylo mi jej zal, ze musi tam sama lezec!
    O godz. 11tej postanowilam pojsc do malutkiej (niestety wczesniej odpoczywalam na sali porodowej, bo bylo tyle porodow, ze musialam czekac na wypisy) i ku mojemu zaskoczeniu w inkubatorku nie bylo zadnego dziecka! Moj bobasek juz doszedl do siebie i nikt mi o tym nie powiedzial :-(. Ale za to jak tylko wzielam ja w ramiona to tak slodko sie przyssala do piersi, bez najmniejszego problemu wiedziala jak to sie robi :-). Niestety to nie byl koniec moich smutkow. W drugiej dobie okazalo sie, ze ma silna zoltaczke i musi lezec pod lampami, wiec musialam ja oddac, ale na szczescie moglam karmic w dzien, jeszcze… Po dwoch dobach i braku spadku bilirubiny zdecydowano sie na fototerapie 24 godzinna i odstawienie od piersi, bo powodem braku spadku moze byc moj pokarm, wiec na mojej sali 4 mlode mamusie, 3 dzidziusie i moj laktator, bo akurat wtedy przypadl nawal pokarmu. Bylo mi niewyobrazalnie smutno, przykro i bardzo placzaco…. Moje dzieciatko same w inkubatorze, z wenflonem, kroplowka i uczuleniem z ciepla na calym cialku, a najbardziej na buzce… Na cale szczescie w czwartek, po 4 dobach kroplowki z glukoza, fototerapi i moich dniach i nocach z laktatorem, poziom bilirubiny spadl i moglysmy wrocic do domu. A teraz nie mozemy nacieszyc sie soba, Ninusia jest bardzo grzeczna, przesypia CALE noce, przybiera na wadze, przewraca sie sama z boczku na bok i jest moim najwiekszym skarbem :-).

    Mam nadzieje, ze nie zanudzilam, ale czulam potrzebe opisania tego wszystkiego. I ciezarowki, nie martwcie sie, ten bol da sie przezyc, a co wiecej faktem jest, ze jak tylko zobaczy sie takie malutkie zawiniatko to bol mija i wogole sie o nim nie pamieta.

    Powiem szczerze, nie wyobrazam sobie porodu bez mojego kochanego meza, taka samotnosc na sali porodowej musi byc okropna. Tatusiowie nie zostawiajcie swoich zon samych, to naprawde pomaga przetrwac ten trudny czas.
    Pozdr.

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #264251

    monikavi

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Ale się Olu wzruszyłam czytając opis Twojego porodu, ależ Ci zadzroszczę, że jesteś już po i tulisz Ninkę…Pozdrawiam

    Monika (29.06.2003)



    #264252

    olaka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Tez sie doczekasz na swoja kolej. W koncu do terminu masz juz tylko 2 tygodnie, wiec moze zaczac sie w kazdej chwili. A swoja droga, czy jeszcze bierzesz leki, czy moze juz odstawilas? Pozdr.

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #264253

    monikavi

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Już odstawiłam w poniedziałek. Jutro jadę na KTG do szpitala, a 22. 06. mam się już głościć do szpitala, porobią mi badania i zadecydują kiedy mnie ciąć, bo mały pewnie się już nie obróci;-(

    Monika (29.06.2003)

    #264254

    olaka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Moze jednak maluszek sie przekreci?! Zycze Ci tego z calego serca, tymbardziej, ze mialabys szanse na latwy porod ze wzgledu na doswiadczenia rodzinne :-). No a jezeli cesarskie ciecie to juz przeciez niedlugo, w koncu do 22go pozostalo tylko 9 dni. Zycze powodzenia 🙂

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #264255

    monikaapj

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Bradzo pięknie i wzruszająco to opisałaś! Życzę Wam dużo zdrówka i nadal wielu przespanych nocy! Czekamy na zdjęcia!

    Monika (05.10)



    #264256

    ola2

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Olu, urodziłam ponad 7 miesięcy temu i dzis postanowiłam przeczytać posty o prodach, pięknie. Wyobrażałam sobie mnie i że to ja znów rodze. Też we środe byłam na badaniach i w nocy z czwartku na piętek odeszły mo wody i urodzilam o 6.55 w piatek tyle tylko że 8 listopada poprzedniego roku.
    Piekny poród.
    Moje gratulacje.
    Ola

    #264257

    lea

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Olu, bez urazy dla innych mam, dawno mi się czyjś opis tak nie spodobał jak Twój, taki żywy, prawdziwy i taki … no po prostu w moim stylu 😉
    gratuluję wszystkiego, przejścia przez to, niesamowite chwile, prawda?
    i to zzo… no cholera ludzi bierze, to niedropuszczalne!
    wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

    buziaki dla kruszynki, mam nadzieje ze karmisz piersią (cudownie, prawda?)

    Lea i Mateuszek (14.03.03)

    #264258

    olaka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Fakt karmienie piersia jest przemile. A jak zacznie sie to malenstwo wtulac to, az czlowiekowi sie miekko robi. Ciesze sie, ze opis sie podobal, bo umiejetnosci literackich to ja za bardzo nie posiadam ;-). Pozdr.

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #264259

    iwi

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Jestem ciekawa, czy jesteś zadowolona z wyboru szpitala.
    Co do Twojego porodu to widzę pewne podobieństwa do mojego. Moja Laurusia też nie chciała wyjść na świat i ciągle się cofała, moj lekarz musiał mi ją wypchnąć, inaczej chyba bym się godzinę dłużej męczyła.
    Musimy się kiedyś spotkać z naszymi maleństwami, a najlepiej w takim gronie jak w Katowicach.
    Pozdrowionka


    Iwcia i Laurusia



    #264260

    kruszyna

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    witaj Olu! gratuluję ślicznej córeczki. Jak ja bym już chciała mieć moje maleństwo przy sobie, ech…… jeszcze trochę muszę wytrzymać. A swoją drogą ślązaczki szybko nam się wykruszyły. Zostało nas tylko 2 – Moniki nie liczę bo ona też już wkrótce.
    pozdrawiam serdecznie i ślę całuski dla Ninki

    Ania i Maleńka być może Asieńka (10.08.03) 🙂

    #264261

    olaka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Oj chetnie bym sie spotkala. Mysle, ze jest to calkiem mozliwe. Tymbardziej, ze pogoda chyba jeszcze troche bedzie sprzyjac :-). Sliczna ta Twoja Larusia!

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003



    #264262

    olaka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Tez sie doczekasz swojego malenstwa. Wbrew pozorom ten czas szybko leci. Ja tez nie moglam sie doczekac, a tu juz Ninka ma 3 tygodnie. Pozdr.:-)

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #264263

    kredka

    Re: Jak przyszla na swiat Ninka

    Cudownie to opisalas, ja mam jeszcze 3 tyg. do porodu, ale wszystko na niebie i ziemi mowi, ze bedzie wczesniej. Naprawde dodajesz nam otuchy 🙂
    Sciskam Ciebie i kochaną Niunię :-)))

Postów wyświetlanych: 14 - od 1 do 14 (wszystkich: 14)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close