jak ucywilizować dwulatka?

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #98933

    morena

    chyba coś robiliśmy nie tak, już sama nie wiem :Hmmm…:
    niby trudny wiek (ma 2 lata skończone), te słynne bunty i tak dalej…
    Ale starsza takich jazd nam nie fundowała… Z drugiej strony w stosunku do niej jakoś tak bardziej wymagająca byłam, konsekwentna – a młody, jako że najmłodszy w rodzinie, zawsze nam na głowę właził. No i mam teraz problem…

    Dzisiaj: najpierw popisowa ucieczka na spacerze i zero reakcji na moje krzyki, że ma do mnie przyjść; wytaplał się w błocie i z całymi mokrymi spodniami zażyczył sobie, żebym go niosła do domu. Nie zgodziłam się na to, więc mamrocząc coś pod nosem szedł parenaście metrów za rękę, po czym odmówił współpracy. Zaczął się ryk, usiadł na środku chodnika i nie chciał iść dalej [zaznaczam: w mokrych spodniach, upału na dworze nie było, no i nieco spieszyło mi się do domu]. Zostawiłam go tak i odeszłam, nie reagując na wrzaski – myślałam, że pójdzie za mną, ale gdzie tam! Na polecenie: „chodź do mnie!” słyszałam krótkie: „nie!!” Wróciłam więc, wzięłam pod pachę (dosłownie) i takiego wrzeszczącego zaniosłam do domu, zdjęłam bez słowa mokre ciuchy i zaniosłam do pokoju, żeby się sam uspokoił. Wrócił po kilku minutach, już bez płaczu, z pokojowymi zamiarami. Potłumaczyłam mu trochę zasady chodzenia z mamą za rękę, ale to chyba na długo nie zostanie w głowie :Hmmm…: I takie sytuacje wcale nie należą do rzadkości, jest bardzo nieusłuchany niestety…

    Wszedł nam na głowę 🙁

    Potrafi być strasznie marudny i upierdliwy i dlatego zazwyczaj dostaje to, co chce. To jego jęczenie o wszystko doprowadza mnie do szału i zupełnie nie wiem, jak to wyplenić (czy to w ogóle możliwe?) Poza tym totalnie olewa wszystkie zakazy, jak słyszy „nie”, to i tak sprawdzi jeszcze kilka razy, czy to „nie” to takie ostateczne czy może jednak niekoniecznie :Boje się:

    Jak sobie radzicie w takich sytuacjach, jak ta nasza dzisiejsza na dworze?
    Jak być konsekwentną w obliczu wiecznie jęczącego dziecka?

    Jakieś złote rady poproszę :Wow!:

    #2463947

    klucha

    aaaa tam
    moja miała podobnie
    i w ryzach była trzymana
    taki typ
    trzeba przetrzymać
    twardym i konsekwentnym być
    nie dać się

    ps. moja nie raz leżala na chodniku bo nie chciałam jej nieść 🙂



    #2463948

    jaewa

    Mojego też kilka razy niosłam pod pachą do domu. Wsadzałam do łóżeczka i czekałam aż przejdzie.

    Mój najgorszy powrót do domu to jak poszłam z Błażejem do sklepu bez wózka i on miał jeszcze auto na sznurku. Mieszkam przy sporej ulicy i nie mogłam go olać tak jak rzucał się np w parku. Niosłam torbę z zakupami, Błażeja i jeszcze dyndało mi auto na sznurku. W domu zobaczyłam w lusterku, że mam ślady jego butów na koszulce i brudne ślady na twarzy. Na drugi dzień bolały mnie mięśnie ramion.

    edytuję, żeby dodać, że Błażej w sumie jest grzeczny, więc u nas samo przeczekanie wystarczyło. Tylko starałabym się nie ustępować, bo jak raz się poddasz to zawsze będzie wymuszał wrzaskiem z nadzieję, że może i tym razem. Nie damy się! 😉

    #2463949

    klucha

    sorry
    ale ja po paru latach lubię sobie powspominac te dwulatkowe bunty Zuzanki
    tak mi jakoś na serduszku fajnie
    choć wtedy smiałam się że w alkoholizm popadę 😉

    pamiętam jak Zanka też chciała na mnie wymuszać noszenie na rekach
    miała rózne sposoby i pomysły

    najwięcej mi marudziła jak wracałam z nią do domu z przedszkola
    pamiętam dzień gdy wysiadłyśmy z autobusu i laska chciala na ręce
    tłumaczyłam jej ze mamusia nie moze bo ma ciężkie torby i zajęte ręce
    a Zanka? wpadła na pomysł…
    w jedną rączkę wzięła reklamówkę z 3-4 kg ziemniaków, w drugą rączkę drugą reklamówkę
    i…
    teraz mama mozesz mnie nieść, już masz wole ręce

    :Śmiech:

    #2463950

    asik

    Przeczekać, u nas przeszło samo :Kciuki:
    Julka też kiedyś miała fazę jęczenia – jak mnie to doprowadzał do szału
    Mówiłam jej wtedy, że jak ona tak jęczy to jej nie rozumiem i musi mówić normalnie,
    ona się wtedy wkurzała i znów jęczała, więc ja jej znowu to samo – że jej nie rozumiem
    Jakoś przeszło.
    Ogólnie to J. z tych raczej grzecznych :Wow!:
    Zdarzało jej się, że chciała wymusić np. dłuższe zostanie na placu zabaw ale jak widziała, że ja idę to biegła za mną i było ok
    W sklepie też sobie dawała wytłumaczyć, że np dziś nie kupię jej nowej zabawki
    Musisz być konsekwentna, nie dawać np czegoś dla świętego spokoju
    wiem, wiem, że łatwo tak mówić – jęczenie dziecka potrafi doprowadzić do szału :Hmmm…:

    Ps. Zanim nastąpi poprawa będzie gorzej – jak mały zobaczy twoją konsekwencję będzie „walczył” ze zdwojoną siłą o to co ma teraz – bo jemu jest fajnie popłacze, popłacze i ma co chce.
    Będzie dobrze, bunt dwulatka kiedyś mija :Hyhy:

    #2463951

    aborka

    Alka ma nadal takie fazy. Jak cos jest nie po jej mysli to sie obraza. Głównie na Bartka bo on jest całosciowo nie po jej mysli. No i na mnie bo nie chce nosic. Na spacerze mówi – cieżko mi, nóżki bolą itp. Ostatnio musiałam ją nieść. Byłam na spacerze z kolegą i naszą 4 dzieci. i moja jedna zrobiła strajk. Jako ze wczesniej miala problem z kupką to uznałam ze pewnie ją boli brzuszek sie zlitowałam. Kolega chwile ją chiał ponies ale była taka awantura ze hej. rece mnie bolą do dziś. No a koło piaskownicy nózki magicznie przestały ją bolec :).
    No i awantury mimo konsekwencji i u[poru mamy. Taki ma wredny i uparty charakterek. No a czasami aniołek.



    #2463952

    brawurkot

    Zamieszczone przez morena
    chyba coś robiliśmy nie tak, już sama nie wiem :Hmmm…:
    niby trudny wiek (ma 2 lata skończone), te słynne bunty i tak dalej…
    Ale starsza takich jazd nam nie fundowała… Z drugiej strony w stosunku do niej jakoś tak bardziej wymagająca byłam, konsekwentna – a młody, jako że najmłodszy w rodzinie, zawsze nam na głowę właził. No i mam teraz problem…

    Dzisiaj: najpierw popisowa ucieczka na spacerze i zero reakcji na moje krzyki, że ma do mnie przyjść; wytaplał się w błocie i z całymi mokrymi spodniami zażyczył sobie, żebym go niosła do domu. Nie zgodziłam się na to, więc mamrocząc coś pod nosem szedł parenaście metrów za rękę, po czym odmówił współpracy. Zaczął się ryk, usiadł na środku chodnika i nie chciał iść dalej [zaznaczam: w mokrych spodniach, upału na dworze nie było, no i nieco spieszyło mi się do domu]. Zostawiłam go tak i odeszłam, nie reagując na wrzaski – myślałam, że pójdzie za mną, ale gdzie tam! Na polecenie: „chodź do mnie!” słyszałam krótkie: „nie!!” Wróciłam więc, wzięłam pod pachę (dosłownie) i takiego wrzeszczącego zaniosłam do domu, zdjęłam bez słowa mokre ciuchy i zaniosłam do pokoju, żeby się sam uspokoił. Wrócił po kilku minutach, już bez płaczu, z pokojowymi zamiarami. Potłumaczyłam mu trochę zasady chodzenia z mamą za rękę, ale to chyba na długo nie zostanie w głowie :Hmmm…: I takie sytuacje wcale nie należą do rzadkości, jest bardzo nieusłuchany niestety…

    Wszedł nam na głowę 🙁

    Potrafi być strasznie marudny i upierdliwy i dlatego zazwyczaj dostaje to, co chce. To jego jęczenie o wszystko doprowadza mnie do szału i zupełnie nie wiem, jak to wyplenić (czy to w ogóle możliwe?) Poza tym totalnie olewa wszystkie zakazy, jak słyszy „nie”, to i tak sprawdzi jeszcze kilka razy, czy to „nie” to takie ostateczne czy może jednak niekoniecznie :Boje się:

    Jak sobie radzicie w takich sytuacjach, jak ta nasza dzisiejsza na dworze?
    Jak być konsekwentną w obliczu wiecznie jęczącego dziecka?

    Jakieś złote rady poproszę :Wow!:

    Myslę, że dobrze zrobiłaś, ja robię mniej więcej tak samo jak sie zdarzają sceny i nie działa już nic innego to bez słowa pod pachę i wynoszę. Mój juz powoli wyrasta z buntu no ale to juz 3-latek! :Hyhy: Przejdzie im!!!

    #2463953

    chilli

    Zamieszczone przez morena
    To jego jęczenie o wszystko doprowadza mnie do szału i zupełnie nie wiem, jak to wyplenić (czy to w ogóle możliwe?) Poza tym totalnie olewa wszystkie zakazy, jak słyszy „nie”, to i tak sprawdzi jeszcze kilka razy, czy to „nie” to takie ostateczne czy może jednak niekoniecznie :Boje się:

    Jak sobie radzicie w takich sytuacjach, jak ta nasza dzisiejsza na dworze?
    Jak być konsekwentną w obliczu wiecznie jęczącego dziecka?

    to o leonie 😀

    u mnie niestety musialam zaczac od spacyfikowania.. tatusia
    bo to on jeczal, ze leon jeczy i daj mu co chce zeby przestal.
    no i tak narodzil sie terrorysta
    u nas sa do dzisiaj dantejskie sceny – upredzilam sasiadow ze mamy troche przerosniete rozpuszczone ego i pacyfikacja jest trudna.

    i niestety tylko zelazna konsekwencja
    ale za to jest znaczna poprawa po kilku miesiacach :Hyhy::Hyhy:

    #2463954

    ulaluki

    A powiedzcie jak sobie poradzić z sytuacją, jak np jeden chce w jedna stronę a drugi w drugą?
    Albo dwóch leży na chodniku i płacze. Niestety metoda pod pachę nie działa. Za nic nie potrafię 2 x 15 kilo dzwigac.
    Albo deszcz zacznie padać, a zaden ani myśli isc do domu, paplaja sie w kałuzach.
    Tak napisałam na pocieszenie, ze zawsze moze byc gorzej:)

    #2463955

    morena

    Zamieszczone przez Klucha
    twardym i konsekwentnym być
    nie dać się

    robię co mogę 😉
    problem polega na tym, że coraz częściej łapię się na tym, że jak on tylko zaczyna jęczeć, natychmiast dostaje to co chce (także starszej np. każę dać mu to, co sobie zażyczył), żeby tylko spokój był…

    Próbuję to kontrolować, ale to nie takie proste 🙁 Jak człowiek wraca z pracy to naprawdę ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę, jest walka z wiecznie niezadowolonym dwulatkiem…



    #2463956

    morena

    Zamieszczone przez szpilki
    ale za to jest znaczna poprawa po kilku miesiacach :Hyhy::Hyhy:

    pocieszyłaś 😉

    #2463957

    klucha

    Zamieszczone przez morena
    robię co mogę 😉
    problem polega na tym, że coraz częściej łapię się na tym, że jak on tylko zaczyna jęczeć, natychmiast dostaje to co chce (także starszej np. każę dać mu to, co sobie zażyczył), żeby tylko spokój był…

    Próbuję to kontrolować, ale to nie takie proste 🙁 Jak człowiek wraca z pracy to naprawdę ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę, jest walka z wiecznie niezadowolonym dwulatkiem…

    uwierz tylko konsekwecją ze swojej strony zdziałasz cuda
    ale tak jak napisała szpila po kilku miesiącach widac efekty twojej pracy – potwierdzam
    słuchałam wyku dziecka przez kilka godzin
    które wyło leżąc u mych stóp – ze zmęczenia zasypiała a jak sie obudziła to wyła dalej, aby nagle przestać wyć i tryskać dobrym humorem
    bywaly dni że była to dla mnie walka z wiatrakami
    aż po jakimś czasie dziecko robiło się nie do poznania
    i nagle dostrzegasz że ostatnie kilka miesięcy nie poszło na marne 🙂

    też przychodziłam zmęczona z pracy
    czesto przynosząc robotę do domu
    nie było łatwo 🙂
    bywały dni że mówiłam
    albo ona albo ja
    mroźną zimą oczami wyobraźni wystawiałam na balkon

    nie dałam się
    hihi ale to brzmi

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close