Narodziny mojego słoneczka

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)
  • Autor
    Wpisy
  • #11293

    shiva

    Wczoraj minął tydzień jak moja Martynka przyszła na świat.Ja jestem od 5 dni w domu i wszelkie niedogodności związane z porodem powoli mijają więc mogę wam opisać mój poród.
    Jak większość forumowiczek,zwłaszcza grudniówek wie ,żemój termin wypadał na 20.12.2002.Oczywiście ja byłam pewna,że urodzę wcześniej a na pewno na święta będę w domu.Niestety wyniknęły problemy ze szpitalem w którym chciałam rodzić i szybko musiałam przestawić się na poród w szpitalu w moim mieście.Nadszedł 20.12.i nic się nie działo,a ja juz mocno się niecierpliwiłam i cały czas miałam nadzieję,że do świąt To nastąpi.Tymczasem minęły święta,ja robiłam się przeterminowana i coraz bardziej zdesperowana bo nadal nosiłam dzidzię w brzuchu.Zaczęłam co dzień chodzić na ktg do szpitala no i na badania, które stwierdzały jakie i czy w ogóle mam rozwarcie.No i miałam na 1 palec ale to jeszcze nie znaczyło że tak szybko urodzę.26.12.zadzwoniłam do swojej położnej z pytaniem co dalej,bo zbliżał się tydzień po terminie. Ona kazała mi bezwzględnie 27.12. kłaść się na oddział i czekać w szpitalu na dalszy tok wydarzeń.27.12. rano stawiłam się z mężem na izbie przyjęć,potem pojechałam na położnictwo i pomaszerowałam do swojej sali.Po obchodzie wzięto mnie na badanie.Oglądało mnie grono ginekologów- położników,w tym student bardziej zawstydzony ode mnie.Pani ordynator słynąca zresztą ze swei niedelikatności zbadała mnie,narzekając ,że mam za daleko szyjkę.Zleciła jednemu z panów zrobienie amnioskopi(sprawdzenie czystości wód),badanie bardzo nieprzyjemne ale wykonane z dużą delikatnością więc jakoś przezyłam.Okazało się,że wody są czyste więc pani ordynator orzekła,że czekamy.Potem przyszła do mnie moja położna i nie kazała się martwić,powiedziała,że jeśli nie urodzę sama to ona ma dyżur nocny 28.12. i wtedy mi pomoże. Oczywiście do 28.12. nic się nie wydażyło.Wieczorem przyszła do mnie położna i wzięła mnie na badanie(bardzo bolesny masaż szyjki)okazało się,że mam rozwarcie na 2 palce. Położna powiedziała,że dzis urodzę.Kazała mi dużo spacerować i szczypać sutki żeby zaczęła się wydzielać oksytocyna,która ma przyspieszyć bóle.Zrobiłam jak mi polecono,dodatkowo wzięłam jeszcze prysznic.Za jakiś czas położna wróciła z pytaniem czy się coś dzieje,nic się nie działo więc znowu mnie zbadała.Po badaniu kazała mi iść spać.Około godz.23 obudziła mnie i znowu wzięła na badanie ,tym razem była z lekarzem dyżurnym i to on mnie badał(rozwarcie było na 3 palce),ale nie miałam bóli.Wspólnie zadecydowali,że czekają do rana i gdyby nic się nie wydażyło podadzą mi kroplówkę.Położyłam się do łóżka.Ponieważ miałam już nadzieję,że poród niebawem nastąpi kazałam mojemu mężowi spakować resztę potrzebnych rzeczy i czekać pod telefonem.Była chyba 23.30 jak poczułam lekkie puknięcie w środku i zalewająca mnie gorącą ciecz. Zorientowałam się,że odeszły mi wody.Moja sąsiadka pobiegła po położną dyżurną,a tamta kazała mi się spakować i zaprowadziła mnie na porodówkę.Zdążyłam jeszcze zadzwonić po męża.Na porodówce zajęła się mną już moja kochana połżna.Zaprowadziła do pokoju z łóżkiem,wc itp i tam kazała czekać na męża,licząc skórcze.NIestety na traktcie porod. odbywał się właśnie poród,słyszałam jęki i krzyki dziewczyny i bardzo mnie to dekoncentrowało choć nie wystraszyło.Skórcze się zaczęły co 5min,po chwili były juz co 3 min,a za chwilę kiedy przybiegł już mój mąż były co 1.5 min.Potem juz co min i trwały 50 sek.Mój Krzysiek liczył skórcze,ja oddychałam tak jak mnie uczono w szkole rodz. ,dużo chodziłam i kucałam. W międzyczasie przychodziła położna pytała o częstotliwość skurczy,moje samopoczucie,badała mnie i sprawdzała tętno malucha.Muszę Wam powiedzieć,że te skórcze w pierwszej fazie nie były takie tragiczne,przy oddechach prawie ich nie czułam.Gdzieś ok. godz.4 rano poczułam je mocniej i juz z parciem na odbyt.Nie były to jednak jeszcze właściwe skórcze parte.Więc dalej trenowałam oddechy cały czas wspierana i wspomagana przez mojego kochanego męża.O 5 bóle parte juz właściwe stały się koszmarem.Wtedy poszłam na trakt porodowy.Ból był nie do zniesienia,skórcz za skórczem ciśnięcie na odbyt olbrzymiaste, w dodatku chciało mi sie siusiu i było mi niedobrze.Kiedy już znalazłam sie na łożu porodowym w czasie skórczy mogłam przeć. Nad oddechami nie panowałam,ale oddychałam jak tylko potrafiłam aby nie udusić maleństwa.Krzysiek ocierał mi pot, podawał wodę,trzymał rękę i cały czas dopingował.Było mi to wszystko bardzo potrzebne.Nagle okazało się,że moja czynność skórczowa zanika,z parciem jakoś sobie nie radzę,a wprzerwach między skórczami,które się nagle pojawiły przysypiam.Wtedy położna zawołała lekarza.Przy kolejnym parciu Krzysiek powiadomił mnie że widać juz kudłatą główkę ale co z tego skoro nie mogłam jej wypchnąć. Tak więc lekarz,położna i Krzysiek złapali mnie każdy z innej strony i zaczęłi krzyczeć żebym parła.Nie miałam juz siły i wydawało mi się,że zaraz umrę,chciałam to komuś powiedzieć ale też nie miałam siły.Krzysiek krzyknął jeszcze że wychodzi głowa i żebym nie przestawała.Włożyłam resztki sił jakie mi pozostały i zaczęłam pchać,poczułam rozdzierający ból między nogami i usłyszałam dalszy krzyk pchaj! nie przerywaj! Wiedziałam że to moje dziecko juz wychodzi więc parłam dalej.Za moment moja kruszyna była już na świecie,usłyszałam jej płacz głos połżnej,że to córcia i za chwilę miałam ją juz na piersi. To byłąa godzina 6 rano 29.12.2002.Martynka była cudowna i cieplutka.Jjż nic nie czułam oprócz radości a właściwie euforii.Płakałam i śmiałam się, a Krzysiek głaskał mnie po głowie. Pocałowaliśmy nasze szczęście i zabrano ją na oddział noworodków.Mnie zszyto i po godz.zawiedziono na poożnictwo.Tam juz czekała moja córeńka,którą zaraz przystawiono mi do piersi, a ona dossała się jak mały żarłoczek. Dziś jeśteśmy juz wszyscy troje w domu,zadowoleni i szczęśliwi,że to co najgorsze za nami, a co najcudowniejsze obok nas.Mąż jest zadowolony że uczestniczył przy porodzie,ja oczywiście również.Twierdzi,że przy kolejnym również by uczestniczył.
    Martynka jest zdrowa i bardzo grzeczna.Na razie je,zasypia przy piersi i budzi się znowu na jedzenie.W międzyczasie jest jeszcze przewijana.Właściwie nie płacze tylko kwili kiedy się budzi co oznacza,że chce jeść:)i mam nadzieję,że to się nie zmieni.Życzę wszystkim mamusiom i tatusiom takich grzecznych dzieciątek.
    Mam nadzieję kochane,że was nie zanudziłam i choć trochę zainteresowałam tym długim opisem porodu.
    Pozdrawiam wszystkie mamy i przyszłe mamy Dominika i Martynka(29.12.2002)

    Dominika(20.12.2002)

    #177551

    cat

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Gratulacje i pozdrowienia!



    #177552

    pluto

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Ogromne buziaki dla Mamusi i słoneczka……..

    Julka kulka i prawie 6 miesięczny Karolek

    #177553

    kiuik

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    dominiko – wieeeeeeelgachne gratulacje….nie wiem jak tu sie nie powtarzac i powiedziec cos innego niz to ze znowu jestem pod wrazeniem….ale bylas dzielna !!!
    mam nadzieje ze moj malzonek bedzie rownie dzielny co twoj…:)
    buziaczki dla ciebie tatuska i oczywiscie dzieciatka w ten bialy puchaty czas…

    pozdrawiamy serdecznie
    kasia i 32-tyg chlopaczek

    #177554

    giasu

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Dominiko
    Byłaś bardzo dzielna ! Brawo ! Wielkie graulacje ! Buziaki dla Sloneczka,Ciebie i Męża, spisał się na „medal” 🙂

    Pozdrawiam ciepło
    giasu, mama Oliwi 🙂

    #177555

    renia

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Wielkie gratulacje. Swiat nie spedziliscie razem, za to Sylwester mieliscie wspanialy, juz we trojke


    Renia
    mama Asi (3 latka) i Ani (roczek i miesiac)



    #177556

    izolda

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Gratulacje!!!!!!!!!!!! I…… dziewczyny jak Wy przez to przechodzicie!! Coś mnie zmroziło, zwłaszcza przy „rozdzierajacym bolu miedzy nogami” brrrrrr……

    Izolda i maleństwo w 33 tyg (02.03.03)

    #177557

    kura-plemienna

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Bardzo dzielna dziewczyna z Ciebie. Powiem Ci, że wzruszył mnie trochę opis porodu, ale nie wiem czy chciałbym rodzić naturanie.
    Całuski dla Martynki od mojej Barbary Martynki :)))

    Buziaki Anka i Basia wyjęta z brzucha 17 grudnia

    #177558

    goha

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Gratulacje!!! Jesteś bardzo dzielna!!! Ucałowania dla całej trójki!!!

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    14. 04. 2003

    #177559

    ola2

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    rewelacja….życzę szybkiego powrotu do formy
    ola



    #177560

    dorotka1

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Dzielna z Ciebie kobieta.
    Pozdrowienia dla Ciebie, corci i meza.

    Dorotka i Chłopczyk (2.03.2003)

    #177561

    Anonim

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Gratulacje
    Az sie rozpłakałam z radości i i wzruszenia… Ja wciąz jeszcze czeka, mam pietra przed porododem , ale wiem że nic mi sie nie cofnie i będe musiała to przejśći że warto. Ciesze sie razem z Wami, ucałujcie Córeczkę i tzrymajcie kciuki za te z nas, przed którymi najgorsze (jak sama to nazwałaś)

    Pozdrawiam
    Bruni i Filipek
    termin 22 kwietnia



    #177562

    Anonim

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Dziękuję za ten opis, absolutnie nie za długi! Teraz każdym takim opisem mamy sprawiają mi wielką przyjemność.

    Pozdrawiam Was wszystkich troje!

    Ewelina i Nikola (01.04.03)

    #177563

    Anonim

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Super… wzruszyłam się… ja miałam cc. pod narkozą i nie dostałam córeczki na piersi… 🙁

    Asia i Julia (5 m-cy)

    #177564

    kati

    Re: Narodziny mojego słoneczka

    Jeżeli dobrze zrozumiałam to urodziłaś 9 dni po terminie, tak?
    Ja właśnie czekam , czekam i nic…
    Naprawdę zazdroszczę Ci, że już masz to za sobą.
    Ja marzę,żeby byc w domu jak najdłużej i jechać do szpitala na ostatnią chwilę, ale nie wiem czy to się uda. Ucałuj córeczkę

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close