Opowiem Wam nasza historie…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 67)
  • Autor
    Wpisy
  • #29838

    oliweczka

    Bylam mezatka od 6 miesiecy – nieszczesliwa, beznadziejnie zrezygnowana, samotna… Nie spelnialam sie w tym zwiazku, czulam sie jak wypalony, suchy i martwy pien drzewa. Dlaczego??? Hmmm… Dziwne, ale chyba nie potrafie jasno i klarownie odpowiedziec – nikt mnie nie zmuszal do slubu, wydawalo sie, ze kochamy sie wzajemnie… Mimo wszystko brakowalo „tego czegos” – jakiejs iskierki, fascynacji, magii… Bylam na 5-tym roku studiow pedagogicznych, mialam mnostwo zajec – praktyki, praca magisterka, przygotowania do jej obrony. W domu pretensje, wymowki, niemile uwagi, napiecie… Brakowalo mi swobody, spontanicznosci, innych ludzi wreszcie. Poza tym niesamowita zazdrosc mojego meza – ze za duzo mam kolegow, ze pewnie mam kochankow, ze to, ze tamto… Bleeee, niedobrze sie robi na sama mysl.
    Bylam sama. Czulam sie sama, chociaz kazdego dnia otaczali mnie inni ludzie. Rodzice… Kochani, jedyni, najlepsi przyjaciele… Nie chcialam ich martwic, obciazac jakimis blahostkami. Mama wiedziala… Widziala w moich oczach przygnebienie, Tato pytal: „co sie dzieje z naszym dzieckiem?” A ja mialam wrazenie – ba! pewna bylam, ze nic juz sie w moim zyciu nie zmieni. Przeciez wzielam slub, „podpisalam kontrakt” (to slowa mojego ex), jestem juz przypisana do konca zycia temu jedynemu…
    Byl poczatek lutego, ja zakopana w ksiazkach – egzaminy, zaliczenia, praca magisterska… Akurat w tym czasie, by zdazyc z otwarciem na ferie zimowe, rodzice uparli sie na zalozenie kafejki internetowej. Mieli warunki, mieli mozliwosci – dlaczego by nie sprobowac? Tak tez zrobili. Uruchomili kontakty, zaczeli rozmawiac z tymi i owymi. Potrzebowali dobrego informatyka, by to wszystko poskladac do kupy i nadac przedsiewzieciu ostateczny ksztalt. No i znalazl sie taki informatyk… Zobaczylam go dopiero na nastepny dzien… Pierwsze wrazenie – fajny chlopak, ale mlodziutki chyba… Wysoki, dlugie wlosy zwiazane w kucyka, ubrany w dlugi skorzany plaszcz po dziadku, spodnie bojowki i bluze z kapturem. Luzak… Powiedzialam tylko „czesc” i zniklam na kolejne dni.
    Egzaminy byly juz za mna, zaczely sie ferie, kafejka pracowala na pelnych obrotach. Moje zycie wciaz bylo takie samo – bez blasku, smutne… Ale zaczal pojawiac sie On – coraz czesciej, pozniej juz codziennie. Najpierw niesmiale wymiany spojrzen, pozniej rownie niesmiale zaczatki rozmow :))) Pozniej juz wspolne wypady na narty z moim bratem i mezem. Nic jeszcze nie zapowiadalo burzy… Ale On byl, wtapial sie w moja szara rzeczywistosc niczym dobry duszek – rozjasnial mi zycie swoimi zartami, usmiechem, sama swoja obecnoscia. Smialam sie wiecej, spalam lepiej, czekalam na kazdy kolejny dzien… Jeszcze nieswiadoma, ciekawa, roztargniona… Maz gdzies byl, ale nie obok mnie – gdzies daleko, za mgla, a ja, szczerze mowiac, niewiele o nim myslalam. Szlam za jakims glosem – slepo, w nieznane. Wtedy juz nie poznawalam siebie – ja, stateczna studentka, opanowana, w zasadzie skromna, mezatka z polrocznym stazem, majaca w miare poukladane zycie zawodowe i osobiste… Czasem zastanawialam sie: „co ja wlasciwie robie? Zapadam w jakis cholerny romans, ktory nie mam pojecia jak sie zakonczy. A moze On chce mnie wykorzystac? Udowodnic, ze <mezatka na Niego poleci>? Co ja robie?” Uwierzcie jednak – byly to mgnienia mysli, ulotne, poruszajace malutka strunke niepewnosci w moim sercu… Nie wiedzialam skad i jak, ale moglabym przysiac, bylam prawie pewna, ze cos takiego zdarza sie w zyciu tylko raz. Pytalam Go: „skad sie wziales? gdzie byles wszystkie te lata? dlaczego TERAZ?” Nie tylko On, nie tylko inni krecili bezradnie glowami… W zasadzie chyba tylko Pan Bog moglby udzielic wowczas jakiejkolwiek odpowiedzi…
    Przyszla wiosna, narty odstawilismy do lamusa, przyszedl czas na majowe spacery po wroclawskich parkach. Jedyne na swiecie miejsce, gdzie moglismy sie zaszyc, schowac przed ciekawskimi spojrzeniami.
    Zylam podwojnym zyciem – oszukiwalam rodzine, meza, przyjaciol. Sama siebie, ze cos sie jeszcze zmieni – moze w moim malzenstwie, moze w Naszych relacjach… Powoli mialam dosc wymowek meza, mojej mamy, surowosci mego ojca. Wiedzialam, ze nic juz nie jest jak dawniej. Byl tylko On – ciagle taki sam, ciagle wpatrzony jak w obraz, zakochany, spontaniczny. Nosil mnie na rekach po parkowych alejkach, bral „na barana”, gdy odwiedzalismy ZOO… Calowalismy sie jak nastolatki, smialismy glosno w twarze przechodniow. Nikt nie byl w stanie tego zmienic… Probowalam zerwac ta znajomosc – nie dla siebie, nie dla Niego – dla ludzi. Aby nie gadali, nie wytykali palcami… I tak wytykali… Plakalam nocami, odwrocona tylem do meza. Nieobecna dla wszystkich. Podpieralam sie marzeniami… Wyjezdzalam dwukrotnie za granice dla uspokojenia serca, dla chlodnej kalkulacji „za” lub „przeciw”. Rozdzieralam siebie na pol – dla jednego rozum, dla drugiego serce… Ale dac siebie, to dac siebie cala… Zdecydowalam…
    Pol roku temu otrzymalam rozwod, poltora roku temu zamieszkalam z Nim, siedem miesiecy temu zaszlam w ciaze, a dwa tygodnie temu wzielismy upragniony slub :)))) I wiecie co? Chociaz to najtrudniejsza milosc mojego zycia – to jednak przeszlabym jeszcze raz ta droge wiedzac, ze tam bedzie czekal On i Nasze Malenstwo…

    Pozdrowionka od naszej trojeczki :))
    Ania, Marcin i Niespodzianka (5.01.04)

    #393767

    aniaolo

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    🙂

    Ania i Olo, 22 lipca 2003



    #393768

    dorota27

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    co tu duzo mowic..przeznaczenie i juz!
    duzo szczescia zycze…

    dorota i claudia / ur. 29 maja 2003/

    #393769

    Anonim

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    W oczach mam łzy, historia jak z filmu, a jednak z prawdziwego życia. Każdego to mogło spotkać i ja będac w takiej sytuacji jak Ty, też bym tak postąpila, po co się dusić w związku gdzie nie ma milości zrozumienia. Wszystkiego dobrego na Nowej drodze Życia u boku kochanej osoby i szczęśliwego rozwiązania.

    joa

    #393770

    oliweczka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Dzieki, dzieki serdeczne za dobrniecie do konca :)). Mam nadzieje, ze w tych „kilku” slowach oddalam przynajmniej czastke tej Naszej Milosci. A wszystkim zycze mniej bolesnych, ale jednakowo szczesliwych zwiazkow !

    Pozdrowionka,
    Ania i Niespodzianka (5.01.04)

    #393771

    dna

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    :)))))))

    mi tez chyba brakuje takiego dobrego duszka

    Dana&Gabi (23.09.03)



    #393772

    sobotkahp

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    cudowna historia, daje nadzieje kobietom ktore sa w nieudanych zwiazkach….

    SobotkaHP i Victoria (23.02.04)

    #393773

    oliweczka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Mozna zapewne i tak na to spojrzec… Ale jezeli kogokolwiek mialaby podniesc z kolan, to ciesze sie, iz odwazylam sie ja opowiedziec

    A teraz nadzwyczajnie – wklejam nasze slubne

    i naszej Malenkiej

    Ania i Natunia (12.01.04)

    #393774

    joanna26

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    noj wszystko dobrze sie skonczylo nie liczy sie przeszlosc tylko przyszlosc ………………wszystkiego dobrego
    pozdrawiam

    #393775

    oliweczka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Ania, Marcin i Natunia
    (12.01.04)



    #393776

    Anonim

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Super mi się czytał. Dlaczego tajie krótkie???:-)))
    Życzę Wam wszystkiego naj, naj. a maleństwu szybkiego i zdrowego rozwiązania. Pozdrawiam.

    Justyna i 8 mies. Martynka

    #393777

    dronka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Podziwiam cie za sile i odwage, za to ze odwazylas sie przeciwstawic sie tylu trudnosciom i walczyc o swoje szczescie.
    A zdjecie za slubu piekne, no nie mowiac juz o maluszku.
    Powodzenia!

    Iwona i Karolinka (01.26.02)



    #393778

    oliweczka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Dziekujemy!
    A nasza Natenka ma juz prawie miesiac. I jaka z niej duza pannica…
    Buziaki!

    Ania i Natunia (12.01.04)

    #393779

    oliweczka

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    Dzieki!

    Ania i Natunia (12.01.04)

    #393780

    iwi27

    Re: Opowiem Wam nasza historie…

    wow sliczny opis:) jesli moge zapytac to prosze opowiedz jeszcze jak to sie stalo ze wyladowaliscie az w Chicago?

    iwi27 i Natalka ur.06.11.2003

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 67)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close