(Pre)Natalka K. pisze o sobie

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #14826

    lolinka

    Hej to ja! Właściwie to już dawno ( od 17.02.2002) nie jestem PreNatalką tylko najprawdziwszą na świecie Natalką, ale pozostał mi sentyment do tego imienia. Jestem najukochańszą Dzidzią mamy Lolinki, tatusia Agusia i naszego Pana Doktora Łagódka (to dzięki niemu wytrzymałam te nudne 37 tygodni w brzuchu mamy i nie uciekłam wcześniej, mimo, że próbowałam). Obecnie mam prawie 14 miesięcy, długie i gęste włoski, osiem ząbków i żelazny charakter. Jak już coś postanowię to tak musi być. A więc postanawiam pisać pamiętnik. Będę w nim opowiadać Wam o wszystkim, co mnie cieszy, smuci, dziwi i ciekawi. Poznacie moich rodziców, przyjaciół i zabawki. Na dobry początek zdarzenie z wczoraj. Moi rodzice bardzo starają się nauczyć mnie kto jest kim w naszej rodzinie. Ja już od dawna to wiem, ale żeby nie odbierać im okazji do trenowania umiejętności pedagogicznych nie daję się łatwo skłonić do udzielenia odpowiedzi na pytanie. Wczoraj mama zapytała wskazując na siebie: Kto to? Odpowiedziałam z godnością: Nie-e. Próbowała mi podpowiedzieć: Mama. Powiedz mama. A ja na to : KUPA. Dialog zakończony. Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)

    #219163

    Anonim

    Re: (Pre)Natalka K. – jestem coraz mądrzejsza

    Podjęłam decyzję. Trzeba zacząć się uczyć. A uczyć się, jak wiadomo, można z książek. Chodzę więc z książeczkami w rękach za tatą i mamą i proszę: „TATAJ”. Ale nie o to chodzi, żeby „tatać” cokolwiek. Trzeba „tatać” „o tiu”- czyli tam, gdzie ja wybiorę. Z mądrych książek dowiedziałam się, że „łała” to pies, jak wygląda kotek, świnka, krówka, konik i owieczka. Umiem już powtórzyć odgłosy pieska, kotka, krówki, owieczki i wrony. I to nie koniec moich umiejętności. Wiem, że do modlitwy trzeba złożyć rączki i schylić główkę, i chętnie to robię. Umiem sama zjeść kanapkę (chociaż najczęściej ograniczam się do obgryzienia masła), wypić kaszkę z kubeczka z zajączkiem, ściszyć lub rozgłośnić radio. Mam też określone upodobania. Jeżeli np. nie podoba mi się mój wygląd danego dnia, przeszukuję szafkę z ubraniami i przynoszę tacie rzeczy, które chcę włożyć. Wczoraj w związku z tym cały dzień chodziłam w różowej sukience i białych rajstopkach, które sama wybrałam. Poza tym odpuściłam sobie chwilowo grę na flecie, gitarze, harmonice ustnej i keyboardzie na rzecz rysowania. Mam swój blok rysunkowy i wielkie kredki, i spędzam coraz więcej czasu rysując. Naprawdę to lubię. Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)



    #219164

    Anonim

    Re: (Pre)Natalka K.- jak to wiosną miło…

    Odkryłam coś fantastycznego! I to coś jest bardzo niedaleko mojego domu. Jest duże, kwadratowe, a w środku ma piasek. Mama i tata nazywają to „piaskownicą”. Nazwa nieistotna, ale uwielbiam przesypywać piasek. Bo, musicie wiedzieć, już go nie zjadam. Istnieje wszakże wiele smaczniejszych rzeczy. W piaskownicy spędzam z rodzicami coraz więcej czasu. Grzebię w piasku łopatką i grabkami. Czasami mama robi baby z piasku, a ja je burzę. I tę zabawę zdecydowanie lubię najbardziej. W ogóle wiosna działa na mnie rozbrajająco. Wystarczy, że poczuję w nosku świeże powietrze, a już chce mi się krzyczeć z radości. I krzyczę aż miło! Ludzie różnie reagują na te moje przejawy zadowolenia. Ostatnio jedna pani w parku powiedziała półgłosem:”Biedna dziecina, pewnie jakaś niedorozwinięta, i w wózku inwalidzkim jeździ” A ja po prostu mam wózek trójkołowy. Generalnie bulwersuję otoczenie jak się da. Wszystkie dzieci w naszej miejscowości jeżdżą w wózeczkach w zimowych kurtkach, przykryte kocami i z przykryciem na nóżkach- a ja nie. Co więcej, w ciepłe i bezwietrzne dni (a kilka ich już było) tata zdejmuje mi czapeczkę. I to już przeraża najbardziej! A ja wbrew czarnowidzącym przepowiedniom czuję się fantastycznie i daleko mi do śmierci na suchoty. Gdyby nie astma byłabym zupełnie zdrowa. Życzę zdrówka wszystkim czytelnikom. Do przeczytania.
    Natalka (+ skryba Lolinka)
    P.S. Napiszcie do mnie! [email]talcik-k@wp.pl[/email] (Natalka)

    #219165

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K. – co u mnie słychać?

    A u mnie same nowości! Najpierw pojawiły się cztery zupełnie nowe zęby (czyli jeśli ktoś stracił rachubę mam ich już 12). Bardzo długo opłakiwałam ich pojawienie się, ale jakoś to przeżyłam (ja- o rodzicach raczej nie wspomnę). Później były nowe zabawy- lubię karmić wszystkich, a szczególnie moją lalkę pustą łyżeczką z pustej miseczki, i uwielbiam wózki dziecięce (tzn. takie dla lalek). Bujam je najchętniej. Z nowości jeszcze to, że już nie chodzimy do piaskownicy. A wszystko przez zęby. Bo zęby, jak wiadomo, należy w coś wbić. Znalazłam właściwy obiekt właśnie w piaskownicy. Ale wtedy mama powiedziała, że czuje „kocie siuśki”, czy coś podobnego, więc musimy wrócić do domu. Zabrałam moje znalezisko w zębach ze sobą i kiedy mama mnie postawiła w domu „to” wypadło mi z buzi. I wtedy zrobiło się zamieszanie. Mama poszła do WC porozmawiać z sedesem: mówiła „Łeee”, a tata zabrał mnie do łazienki i podwójnie długo szorował mi zęby szczoteczką pełną pasty. Później się dowiedziałam, że to była kocia kupa, przysuszona. I dlatego już nie bawię się w piaskownicy. Ale tata mówi, że jak się przeprowadzimy z bloku do domku (może już niedługo…) to tam będę mieć o taaaaką piaskownicę, czystą i zupełnie własną, i huśtawkę, i brodzik, i co jeszcze zechcę. Tak przynajmniej mówi tata. Na pewno kiedyś wam opowiem o domku. Tymczasem do przeczytania,
    Natalka (+ skryba Lolinka)
    P.S. Przyślij mi pozdrowienia! [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]

    #219166

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- zabawy tematyczne

    Moja mama wyczytała ostatnio w mądrej książce o dzieciach rocznik ’83, że to co robię z moją lalą Marysią to zabawy tematyczne. Chodzi teraz dumna jak paw, bo podobno tak bawią się conajmniej dwulatki. A ja się bawię. I to jak! Bujam Marysię i wożę w wózeczku, w leżaczku, karmię ją pustą łyżeczką z pustej miseczki, poję z pustego kubeczka, ubieram (tzn. albo daję mamie ciuszki, które Marysia ma mieć na sobie i ona odwala za mnie tę brudną robotę, albo kładę ubranko na odpowiedniej części ciała Marysi- skarpetkę na stopie, kaftanik na kadłubku, czapkę na głowie i tylko czasami spodnie na głowie- i przyklepuję. I gotowe. Lubię też przytulać Marysię i rozmawiać z nią. Bo musicie wiedzieć, że Marysia mówi. Właściwie to nie mówi tylko płacze, ale lale nie rozwijają się tak szybko jak ludzie i Marysia po swoich 15 latach życia doszła już do tego etapu. Jedno mnie tylko martwi. Mama i tata nie pozwalają mi brać wózka Marysi na spacer, bo on ma już 20 lat i to „obciach pokazywać się z czymś takim publicznie”. Czekam zatem, aż kupią mi nowy, ale chyba nieprędko się doczekam…No cóż. Aha, chciałam Wam jeszcze zacytować moje trzywyrazowe zdanie, jakie skierowałam ostatnio do taty prosząc o nakręcenie bąka: „Da tata brrr brrr”. Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Przyślij mi pozdrowienia [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]

    #219167

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- i stało się BUM

    Ostatnio wypiękniałam. A to za sprawą ślicznego białego plasterka, który od dzisiejszego ranka malowniczo zdobi moje czoło. A było to tak: Cały ranek spędziłam w swoim pokoiku, naprzemiennie w łóżeczku i „na wolności”, w zależności od tego, czy była ze mną mama, która w międzyczasie przemeblowywała kuchnię, rozmrażała lodówkę i robiła wiele innych tajemniczych rzeczy. Chciałam to wszystko zobaczyć, ale podobno „to nie jest zabawa”, więc słuchałam muzyki, karmiłam misia itp. Nie byłabym jednak sobą nie zrobiwszy jakiegoś psikusa, więc kiedy mama wyjęła mnie z łóżeczka, błyskawicznie zerwałam jej z włosów opaskę (taką plastikową z mnóstwem ostrych ząbków) i zaczęłam uciekać. Nie zdążyłam nawet krzyknąć „mama” (tzn. żeby mnie goniła), kiedy się przewróciłam i wyrżnęłam czołem prosto w tę nieszczęsną opaskę. Oj, było mnie słychać, a z głowy zaczęło mi kapać coś czerwonego i było tego sporo. Mama natychmiast przycisnęła mi do głowy moją koszulkę, a potem kostkę lodu i szybciutko zadzwoniła po tatę. Potem wyszłyśmy na dwór i ja już właściwie zapomniałam o wszystkim. A godzinę później, kiedy spałam sobie w najlepsze, rodzice zawieźli mnie na izbę przyjęć. Przyjęcia jednak nie było, ale był pan doktor i bardzo jasna lampa. Mam więc na czole 6 malutkich plasterków zamiast szwów i ten duży biały opatrunek, którym wzbudzam ogólny podziw. A zresztą zdążyłam już dokonać niezbędnych poprawek na czole, uderzając nim raz jeszcze, tym razem tylko o podłogę. Trochę mi całość przypuchła, ale nie jest źle. Tata mówi, że to spotyka każą dzidzię w moim wieku. To prawda, bo moja koleżanka Ola, starsza ode mnie o trzy miesiące, kilka miesięcy temu miała zszywane czoło. Teraz ma o taaaaką bliznę. Ale ja może nie będę miała. Pan doktor powiedział, że szkoda zszywać takie śliczne czółko i że powinno pozostać śliczne. Życzę wszystkim dzidziom miękkiego lądowania. Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Naprawdę lubię otrzymywać mailiki. Mama zawsze mi je czyta. Napiszcie do mnie! [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]



    #219168

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- taka jestem towarzyska

    Moje czółko znów jest śliczne i gładkie (jeśli nie wiecie, co się działo- przeczytajcie wcześniejszą opowieść). Nie starcza mi więc wrażeń (bo nie może być tak, żeby nic się nie działo), w związku z czym uzyskuję nowe osiągnięcia na polu towarzyskim. Właściwie to nigdy nie byłam mrukiem i ponurakiem, ale aktualnie biję wszelkie rekordy. Byłam niedawno (czyli wczoraj) z mamą na uczelni, bo musicie wiedzieć, że dwa razy do roku występuję w roli karty przetargowej, przy okazji rozmów mamy i taty z ich wykładowcami. Te rozmowy się tak śmiesznie nazywają…o, już wiem! Egzaminy i zaliczenia. A więc byłam z mamą na takim zaliczeniu, z języka francuskiego, u bardzo miłej pani doktor. (Fajne, nie? Ta pani jest doktorem, chociaż wcale nie leczy ludzi!) Nauczona doświadczeniami z ubiegłego roku zaczęłam się bardzo głośno zachowywać, tak żeby mama mogła pisać na korytarzu (bo się lepiej ściąga). No i wyszłyśmy. Ale ja zapomniałam skończyć wrzaski, więc mama już naprawdę miała problem. I wtedy pojawiły się dwie nowe ciocie. Zabrały mnie na dłuuugi spacer i fantastycznie się razem bawiłyśmy. Nie widziałam ich nigdy wcześniej, mama zresztą też ich nie znała, ale mam nadzieję, że spotkamy się w przyszłym tygodniu (bo zaliczenia trwają nadal). Później poszłyśmy z mamą do cioci Oli i cioci Doroty, które mieszkają razem na stancji. I tam pokazałam co potrafię! Bo było komu pokazać. Ciocia Dorota ma taaaakiego fajnego chłopaka, że ja od pierwszego wejrzenia poczułam do niego sympatię. Bawiliśmy się razem w krówkę, karmienie misia i było fantastycznie. A potem pokazałyśmy im wszystkim z mamą wszystkie sztuczki, jakie znamy, czyli:
    1.O taaaaki wielki
    2. Amen
    3.Gdzie mieszka Bóg
    4. Brawo brawo
    5. Kosi łapci
    6. Cześć
    7. Pa pa
    8. Gdzie jest rozumek
    9. Mryg
    10. Puknij się w czółko
    11. Baran buc
    12. Przytrę ci te rogi
    13. Bach
    14. Taniec
    15. Stanie na głowie (to z niewielką asekuracją)
    16. Mniam mniam
    I wszyscy byli zachwyceni! Ja też, bo jak na jedynaczkę przystało, lubię być w centrum uwagi. A poza tym kocham wszystkich ludzi! (Szczególnie tych, którzy noszą spodnie, mówią niskim głosem i nie uciekają na drzewo- czyli panów)
    Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Ciociu Marysiu Riibo! Ogromnie się cieszę, że do mnie napisałaś.
    Jeśli macie ochotę wysłać mi mailika, czekam z niecierpliwością [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]

    #219169

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- nienawidzę cię nocniku!

    Moja mama oszalała. Postanowiła nauczyć mnie sikać do nocnika. A niby po co? Przecież pampersy są znacznie wygodniejsze. Ale mama z tatą doszli do wniosku, że skoro już za rok pójdę do przedszkola, więc muszę być samodzielna, i stąd ten pomysł.
    W związku z tym skoro świt pakują mnie na nocnik i jeszcze poją, szelmy. Później wyłapują okazję, kiedy stękam podejrzanie i… sadzają na nocniczek. Potem idę spać, a gdy wstanę…siadam na nocniczek. I tak w kółko. Na początku, kiey nocnik przywędrował do domu nawet mi się to podobało. Ale teraz robi się nudne. Zdecydowałam więc, że nie będę się tak załatwiać. Kiedy chcę siusiu, robię z jeszcze zamkniętymi oczami, żeby rodzice nie zdążyli. Z kupką chowam się w kąt i jestem wyczuwalna ale nie słyszalna. A mama z tatą próbują dalej. Biją mi brawo za każdą złapaną kropelkę i razem spuszczamy wodę. To akurat jest fajne. Ale zastanawiam się co będzie, jak wcielą w życie te swoje plany co do treningu czystości tak w stu procentach. Bo to co jest teraz to dopiero podobno początek. Mam zostać ucywilizowana w najbliższe wakacje. Próbę tego miałam dzisiaj na działce u znajomych. Ganiałam po dworze prawie zupełnie nago i w końcu nasikałam sobie w buty. Oczywiście nie powiedziałam przecież, że mam jakieś zamiary, bo nie byłabym sobą. Niemniej mokre nogi i buty to nic przyjemnego. Takie sytuacje osłabiają moją pewność siebie.
    Do przeczytania,
    Natalka (+skryba Lolinka)

    #219170

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- wypadków ciąg dalszy

    Ostatnio w słowniku moich rodziców pojawiło się nowe tajemnicze słowo- PECH. W moim też by się pojawiło, tyle że nie potrafię go wypowiedzieć. A słowo to zaistniało w związku z niecodziennym splotem wydarzeń, które stały się moim udziałem w ubiegłym tygodniu. Jak zapewne pamiętacie zupełnie niedawno skrzywdziłam swoją śliczną główkę wbijając w nią opaskę mamy. Później natomiast byłyśmy na ognisku i tam pogryzły mnie komary. Po przeszło tygodniu od ugryzienia, tzn. w ubiegły wtorek, obudziłam się tak spuchnięta, że nie mogłam otworzyć prawego oka i ruszyć prawą nogą. Pan doktor do którego poszliśmy z tatą szybko skierował nas do specjalistycznej kliniki, i tym sposobem zmieniłam alergologa, u którego się leczę. Oczywiście, obie wizyty zajęły nam wtorkowe i środowe przedpołudnia, ale to nie koniec atrakcji. W sobotę rano zrzuciłam sobie na głowę deskę do prasowania, prawie wybijając sobie ząb. Musiałam to okupić wizytą u pani stomatolog- na szczęście tylko oględziny, ale i tak mam wstręt do takich miejsc. Tego samego dnia wieczorem mam skręciła stopę, i stąd te teksty o pechu. Chyba jednak w tym tygodniu będzie lepiej, bo dzisiejszy dzień przebiegł bezwypadkowo- po prostu mama złapała mnie gdy wyskakiwałam z wózka na złamanie karku, i kiedy miałam główkować ze schodów. Jeśli dożyję przyszłego tygodnia, to napiszę coś jeszcze, jeśli zaś nie to jako ostatni załącznik przeczytacie epitafium. Do przeczytania,
    Natalka (+skryba Lolinka)

    #219171

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- nieco rustykalnie

    ;;;;;;;;;;;;;;;;nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm nwghhhjjjkjuhfxxabkkj (oryginał wystukany łapkami Natalki)
    A teraz tłumaczenie oryginału na polski:
    Kocham wieś! Urzeka mnie tam wszystko- krówka (muuu), świnki (ćlam ćlam), pieski (łała), kotki (totej), ale przede wszystkim Babcia i Dziadzio. Bo babcia (baba) i dziadzio (diadia) mieszkają na wsi. Ostatnio często ich tam odwiedzam i coraz bardziej mi się podoba. Chyba nawet zostanę rolnikiem, tym bardziej, że dziadzio musi w najbliższym czasie znaleźć sobie spadkobiercę, żeby dostawać pełną emeryturę, a ja jestem jedyną chętną. Wczoraj po raz pierwszy jechałam traktorem- jako prawie kierowca. Prawie, bo jeszcze nie sięgam nóżkami do podłogi, ale trzymałam mocno kierownicę. Było suuuper! Cały czas piszczałam z zachwytu i robiłam jedną rączką papa wszystkim, których mijaliśmy (mamie, babci, pieskom…). Poza tym zmieniają mi się upodobania kulinarne, na rzecz potraw wiejskich, ma się rozumieć. W ubiegłym tygodniu hitem dnia była zupka szczawiowa i mnóstwo ziemniaczków, w tą niedzielę zupka koperkowa i znowu mnóstwo ziemniaczków oraz najprawdziwsze racuchy (takie bez jajka i tylko kawałeczek, niestety). Jak się tak wyszaleję (cały dzień na dworze i to na golaska), to później śpię i śpię…. Wczoraj zasnęłam o 18 i obudziłam się następnego dnia o 7 rano (podobno w nocy płakałam, ale nic mi o tym nie wiadomo). A szaleć to z Babcią można. Ona potrafi zrobić chyba wszystko żeby mnie tylko rozśmieszyć, więc chicholimy się pół dnia, aż wszędzie nas słychać. Babcia udaje pieska i świnkę, i kotka, i mówi głosem misia, i bawi się moim traktorkiem, i wozi ze mną Marysię w wózeczku, i głaszcze ze mną zwierzątka, i karmi mnie różnymi pysznościami (czasem w nadmiarze), i usypia mnie kiwając się jak wahadło starego zegara, i jeszcze wiele innych rzeczy….A dziadzio zabiera mnie do obory i pokazuje cielaczka i małe świnki, i daje przymierzyć swoją czapkę, i można go nakarmić chrupkami albo trawą, i bawi się ze mną w piasku, albo w domu na podłodze, i pokazuje ile literek jest w słowie INKA na pudełku, i jeszcze możnaby liczyć….Dlatego nie lubię stamtąd wyjeżdżać, ale jak już jadę to mocno robię Babci i Dziadziowi papa. I bardzo chcę pojechać tam znów! Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)



    #219172

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- do widzenia kwa-kwo!

    Od dwóch dni skutecznie walczę z jednym ze swoich dwóch straszliwych nałogów- z kwa-kwiarstwem. Kwa-kwa, jeśli ktoś jeszcze nie wie, to nasze rodzinne określenie smoczka. Wzięło się ono stąd, że na pierwszej kwa-kwie jaką miałam w życiu, była narysowana żółta kaczuszka. I tak kwa-kwa została kwa-kwą. A ostatnio kwa-kwy już nie ma. A było to tak: Od jakiegoś czasu rodzice chcąc mi obrzydzić kwa-kwę nie kupowali mojej ulubionej Aventowej z hipciem albo lwem, tylko podobną w kształcie, obrzydliwie twardą silikonową kwa-kwę bez uchwytu do trzymania (marki Pur). Niespecjalnie mi się ona podobała, więc chętniej wyjmowałam ją z buzi i uzywałam w naprawdę wyjątkowych sytuacjach, wypluwałam ją też w nocy. Bardzo chciałam wrócić do Aventu, więc wyrzucałam kolejne silikonowe kwa-kwy przez okno w samochodzie, albo z wózka w trakcie spaceru, ale rodzice byli nieugięci. Kiedy więc w ostatni piątek w tajemniczych okolicznościach zniknęła czwarta w ciągu dwóch tygodni kwa-kwa, mama stwierdziła, że właściwie już są wakacje, więc można mnie odzwyczaić. I od tej pory kwa-kwy już nie było. Pierwszej nocy zasnęłam bez większych problemów na materacu obok łóżka rodziców i spałam bez przerwy prawie 10 godzin! W sobotę byliśmy u Babci i Dziadzia i przed południem spałam w samochodzie, popołudniową drzemkę darowałam sobie całkowicie i usnęłam dopiero o 20.15 trochę płacząc. Mama zaczęła mi opowiadać, jaka jestem dzielna i dorosła bez kwa-kwy i jak to będzie fajnie jak będę duża i nie będę siusiać w pieluchy, aż zasnęłam. Budziałam się w nocy chyba z 10 razy, ale spałam z rodzicami i oni zaraz mówili „Ciii”, więc szybko się uspokajałam. Dziś z kolei przed południem znowu mama opowiadała mi, jaką dużą dziewczynką już jestem, jakie proste ząbki będę miała, i jak dużo będę mogła mówić nie mając kwa-kwy, i znów zasnęłam. Myślę, że to już niezły sukces, prawda? Do przeczytania,
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Napisz do mnie [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]
    Zobacz mnie na stronie http://strony.wp.pl/wp/talcik-k/index.html

    #219173

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- totej

    Dzisiaj opowiem wam o totejach. Totej to na początku był kotek, ale ponieważ trzeba iść z postępem aktualnie termin ten oznacza w moim słowniku każde zwierzę spośród ssaków, płazów, gadów i ryb. Totejami nie są natomiast owady i ptaki. Ostatnio jestem bardzo zainteresowana totejami. Nie tak dawno byłam z rodzicami w ZOO i tam było mnóstwo różnych totejów- niektóre to naprawdę kotki, inne wyglądają jak pieski, jeszcze inne jak koniki (oczywiście z różnymi wariacjami), ale ogólnie było pięknie. Bardzo podobały mi się małpy i nawet widziałam jak się kłócą. Umiem to też pokazać- mówią:” AAAAAAAAAAaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!” Zapamiętałam również osiołki i kozy- udało mi się podać osiołkowi trochę koniczynki i wiecie co? On mnie zrozumiał! Powiedziałam „Am” i osiołek zjadł tę koniczynkę. Nie zobaczyłam natomiast wilka i jeszce kilku zwierzątek, bo zasnęłam i rodzice po prostu wywieźli nmnie z ZOO jak już się sami napatrzyli. Po powrocie do domu spotkałam Chemika, psa z sąsiedztwa. Też chciała go nakarmić koniczynką i tak samo powiedziałam „Am”, ale Chemik nie zrozumiał. Osiołki są jednak mądrzejsze.
    Poza tym uczę się skakać. Zapewne nie zostanę Małyszem, ale mału trening nie zaszkodzi. Już się nauczyłam (zupełnie sama!) jak należy przykucnąć i wymachnąć rękami do tyłu, odrywam też jedną nogę od ziemi, drugą muszę się jeszcze asekurować. Rodzice bardzo się cieszą jak zaczynam tak skakać, więc ja też się cieszę i tym bardziej ćwiczę.
    Kończę to pisanie, bo idę pooglądać książkę o totejach! Do przeczytania,
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Napisz do mnie [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]



    #219174

    monikaapj

    Re: To ja, wasza wierna czytelniczka

    Bardzo dziękuję za ten pamiętnik – bardzo go lubię!!!

    Monika i Basia (05.10)

    Edited by smoki on 2003/07/02 20:51.

    #219175

    riiba

    Re: To ja, wasza wierna czytelniczka

    Prawda, że w świetnym stylu napisany??
    Pozdrowienia dla Autorki i głównej bohaterki:)

    Marysia zwana riibą

    Edited by smoki on 2003/07/03 08:55.

    #219176

    lolinka

    Re: (Pre)Natalka K.- życie alergika…

    Alergia. To słowo słyszę w domu od pół roku i już wiem, że nie znaczy ono nic dobrego. A co znaczy? Otóż to, że nie jadam jajek, kurczaka, czekolady, cytrusów, orzechów, miodu, drożdżówek, nie pijam niczego z bąbelkami ani sztucznie barwionego i w ogóle omija mnie to, co najciekawsze. Ileż to razy proszę mamę lub tatę: AM, DAJE AM. A oni na to: „Niestety Natalko, masz przecież alergię”. Ostatnio dowiedziałam się, że nie mogę ganiać u dziadków po łące, bo trawy pylą, a mnie to szkodzi, poza tym mam od tego pokrzywkę na pupie, że nie mogę kontaktować się z totejami (jeśli nie wiesz, czym są toteje, przeczytaj poprzedni wpis) oraz, że nie wyleczę się z astmy do końca życia, bo w tak młodym wieku mam alergię wziewną, co jest praktycznie niespotykane! Po prostu byliśmy z rodzicami u pani alergolog i stąd te smutne wieści. Wyniki moich badań są szokujące, mam poziom Nie-Pamiętam-Czego (mama chyba pamięta) podwyższony ponad dwudziestokrotnie i nowo wykryte uczulenie na większość pyłków. Jeśli chodzi o spacery, moim jedynym sprzymierzeńcem jest deszcz. Tak się zbulwersowałam, że musiałam o tym napisać. Poza tym wszyscy zdrowi. Trochę jeszcze przeżywam rozstanie z kwa-kwą i cierpię z tego powodu na bezsenność, ale hitem dnia jest dzisiaj fakt, że poinformowałam rodziców o robieniu kupy. Powiedziałam: PUTA i zrobiłam. Nie udało się złapać w nocnik, ale i tak jestem bardzo dumna z siebie. O „si si si” też informuję, tyle że najchętniej stojąc w rogu pokoju, skąd nikt mnie mie wywlecze, zanim dokończę dzieła. A ponieważ w ramach treningu chodzę bez pieluchy, konsekwentnie zasikuję wszystkie kąty.
    Jeśli chodzi o żywot alergika, właśnie odkryłam jedną pozytywną stronę całej sprawy. Z całą pewnością odżywiam się zdrowo- nie mam wszak innego wyjścia. Do przeczytania
    Natalka (+skryba Lolinka)
    P.S. Napisz do mnie [email=”talcik-k@wp.pl”]talcik-k@wp.pl[/email]

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close