Psychika kobiety

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #114804

    gregorypl

    Dzień dobry

    Choć myślałem, że nigdy nie zdobędę się na publiczne wyznanie o moim (Naszym) problemie to jednak pozwoliłem sobie utworzyć temat na forum internetowym i w tym miejscu chciałbym prosić Was o radę i wskazówki jak mogę pomóc żonie w walce o utrzymanie jej psychiki aby ta nie rozsypała się w drobny maczek…

    Od trzech lat staramy się o potomka i od trzech lat widzę jak nasze niepowodzenia powodują coraz większe spustoszenia w psychice i samoocenie mojej drugiej „połóweczki”. Przeszliśmy już całą ścieżkę od badań Nas samych – nasienie – drożność – badania cyklów – 3x inseminacja – 1 x invitro. Niestety starania nie dały Nam upragnionych rezultatów. Dla mnie największym bólem jest widok zapłakanej twarzy mojej ukochanej, jej bezsilność i moja niemoc w tym abym mógł ukoić Jej ból… nie pomagają już zapewnienia że wszystko musi się ułożyć, że na pewno będzie w końcu wszystko dobrze, że zawsze będę przy niej i że może na mnie polegać a na końcu tej drogi Czeka na Nas Nasz upragniony „Mały Szkodnik”

    … jedynym plusem jest to że nasz związek stał się silny jak nigdy dotąd – wiemy że jedno zawsze będzie stało przy drugim choćby świat się palił i walił …

    W tym miejscu BARDZO proszę o poradę co mogę zrobić więcej – jak ulżyć kobiecie w tych trudnych chwilach ? podpowiedzcie mi coś z doświadczenia …

    Pozdrawiam i Dziękuję – Grzegorz

    #5272072

    gregorypl

    Mam jeszcze jedno pytanie

    Niecałe trzy tygodnie temu podano mojej żonce dwa 5 dniowe blastocysty ? po dwóch tygodniach od transferu miała Ona krwawienia typowe dla miesiączkowania jednak bez żadnych objawów bólowych ? Nasz lekarz prowadzący jest aktualnie na zagranicznej konferencji i krótki kontakt telefoniczny nie pozwolił mu na ocenę czy doszło do redukcji tylko jednego czy obu zarodków?. Nie muszę opisywać Wam raczej jak czuje się moja „połóweczka”

    Macie może doświadczenia z transferami dwóch zarodków ? może potraficie mi podpowiedzieć czy jest szansa że było to poronienie tylko jednego malucha czy raczej doszło do poronienia całej ciąży ?…



    #5272073

    ronda

    mysle, ze jedyne co mozesz dla niej zrobic i to co robisz – jest po prostu byc przy niej, wspierac, przytulac i nawet razem płakac. Niestety ciąza to nie matematyka i niewykluczone, ze to nie koniec waszych niepowodzen. Wiem jednak (z własnego doswiadczenia – jestem kobietą, po 4 iui i 3 in vitro), ze mimo tego, iz sypiemy sie na zewnatrz, serce rozrywa przeraźliwa rozpacz, to jednak nasza psychika jest o wiele silniejsza niz nieraz nam sie wydaje. Po dniach zalamania przychodza dni checi do podjęcia kolejnej walki. Nigdy nie wybaczyłabym sobie gdybym kiedys przestała walczyc i wierzyc, ze sie uda. Nie potrafiłabym sobie spojrzec w twarz za pare lat wiedzac, ze mogłam jeszcze spróbowac, a sie poddałam. I to dodaje mi sił i checi by po raz enty podchodzic do transferu. Co do krwawienia Twojej zony to owszem, zdarza sie, ze zarodek jeden z 2 transferowanych mógł obumrzec i poleciec, ale ja bym sie nie łudziła jesli było to normalne krwawienie czyli tzw. żywą krwią, szczególnie, ze zaczeło sie w okolicach spodziewanej miesiaczki. To, ze nie bolało raczej regułą nie jest. Mnie zazwyczaj boli brzuch, a po transferach czesto nie. Natomiast kto wie… jesli macie jeszcze nadzieje to wiedzcie, ze ona umiera ostatnia. Sposobem na sprawdzenie czy sie udalo jest zrobienie badania BHCG – badanie z krwi, które jednoznacznie wskaze czy jest ciąza. Sama jestem bardziej pesymistką niż optymistką, ale takie podejscie zweryfikowało samo życie, choc wole sie określać jako myśląca realnie, wiec w takiej sytuacji jak wasza (byłam w niej nie raz – zawsze miałam transferowane 2 zarodki)dochodziłabym do siebie i traktowała to krwawienie jako okres i przygotowywała swoją psychikę na criotransfer. Powodzenia!

    #5272074

    gregorypl

    Ronda dziękuję Ci za rzeczową i szybką odpowiedź – postaram się aby zająć jakoś myśli mojej żonki, zagospodarować jej czas wspólnymi wyjazdami przynajmniej do następnego transferu czyli momentu gdy jej serducho wypełni się ponownie nadzieją :p

    … w poniedziałek mamy umówiona pierwszą wizytę do drugiego podejścia – możecie podpowiedzieć jak długo należy odczekać pomiędzy pierwszym i kolejnym podejściem do invitro ???

    #5272075

    bambamek

    Gregor ja napisze krótko, badz przy swojej poloweczce, wspieraj z calych sil i zawsze dawaj nadzieje, nawet jesli jest jest coraz mniej – nigdy po sobie nie daj poznac ze nie wierzysz ze sie uda, bo uda sie!!!! Mocne kciuki za Was :Kciuki:

    Co do krwawienia, to tak jak Ronda, ja bym się nie ludzila, sa przypadki oczywiscie ze jest ciaza pomimo typowej miesiaczki, ale pewnie robiliscie testy ciazowe lub Bete HCG i jeśli nie wskazało nic na ciążę to ja bym nie wierzyła że może być jednak ciąża.

    Co do drugiego podejścia do invitro z pełnym programem stymulacyjnym to jednak trzeba odczekać dac kobiecie odpoczac od hormonów Ile ? nie wiem. Lekarz na pewno Wam podpowie.

    #5272076

    ronda

    Zamieszczone przez GregoryPL
    Ronda dziękuję Ci za rzeczową i szybką odpowiedź – postaram się aby zająć jakoś myśli mojej żonki, zagospodarować jej czas wspólnymi wyjazdami przynajmniej do następnego transferu czyli momentu gdy jej serducho wypełni się ponownie nadzieją :p

    … w poniedziałek mamy umówiona pierwszą wizytę do drugiego podejścia – możecie podpowiedzieć jak długo należy odczekać pomiędzy pierwszym i kolejnym podejściem do invitro ???

    to zalezy o czym piszesz. Przede wszystkim in vitro tj. procedura od stymulacji po punkcje i kolejne transfery. Nowa stymulacja i nowa punkcja to kolejne ivf. Czyli jesli bedziecie podchodzic teraz po mrozaki to jest po prostu criotransfer 🙂 czyli transfer zamrozonych zarodków. Generalnie ja teraz za 2 tygodnie tez podchodze do crio i jesli chodzi o przerwe to zarówno w invimedzie jak i w novum wyglada to tak, ze po cyklu stymulowanym, po którym była punkcja i transfer (nieudany) nalezy odczekac miesiac bowiem bardzo czesto nie dochodzi do owulacji w cyklu postymulacyjnym. U mnie dodatkowo jest taki problem, ze mnie sie transfery udają tyle, ze ciaza obumiera w 5 tygodniu. Tak czy inaczej zapytajcie swojego lekarza lub kogokolwiek w swojej klinice kiedy powinniscie sie zgłosić.



    #5272077

    madziorex

    U nas podchodziliśmy raz do crio zaraz w kolejnym cyklu po normalnym transferze, ale z tego co czytam to jednak uznaje się, że lepiej odczekać z miesiąc przed crio. Do kolejnego podejścia in vitro należy odczekać conajmniej 3 mies. bo jednak to spora dawka hormonów.

    A czy możesz napisać gdzie robiliście in vitro i co jest przyczyną problemów? Oczywiście nie musisz odpisywać, ale wydaje mi się, że jednak troszkę inna jest reakcja psychiczna jak dodatkowo osoba jeszcze siebie obwinia o problemy, czuje się mniejwartościowa, itp. (chyba to Wasz przypadek). Nie wiem czy potrafię coś doradzić – jak pisały dziewczyny pełne wsparcie i akceptacja. Nie wiem jaka jest Wasza sytuacja – u nas w rozmowach coraz częscięj przewijała się adopcja, ale mąż mówił, że nie jest przekononany, że dla niego to nie to samo. Chyba dla mnie było to najbardziej bolesne, bo ja zawsze muszę widzieć wyjście alternatywne, światełko w tunelu, a On mi je trochę zabierał. Z drugiej stronny bardzo wierzył, że się w końcu uda i popychał kolejne próby, jednak bardzo delikatnie, bo mimo, że uważam, że jestem silną kobietą (bizneswomen itd.) to kolejne in vitro (szczególnie 3, bo 2 pierwsze to jednak jechałam na nadziei) jednak mnie psychicznie zużywały i potrzebowałam trochę czasu na powrót do równowagi. Aha – mnie bardzo pomagały hobby, zastępcze czynności – zaczęłam biegać, przestałam planować wakacje pod ciążę, itp. bo od tych hormonów, ciągłego oszczędzania się, itp. to też się i rozstyłam i dosyć już miałam życia w oczekiwaniu na dziecko. Pomagają takie zastępcze wypełniacze czasu. No i mnie przyjaciele. My z mężem szeroko mówiliśmy o problemie. Miałam jednego kumpla z identycznym problemem – nawet on jak to facet nie miał potrzeby o tym rozmawiać to pomagał mi fakt, że ktoś to po prostu rozumie jak się pojawiają w towarzystwie rozmowy o dzieciach itp.

    #5272078

    gregorypl

    Dziękuje koleżankom za dodanie otuchy :Róża:
    Korzystamy z pomocy poznańskiej kliniki MedArt (chyba dobrej, jednakowoż nie mieliśmy styczności z żadną inną) – w kwestii przyczyny niepłodności niestety nauka nie potrafi (w naszym przypadku jeszcze) jej zdefiniować. Zarówno ja jak i moja połóweczka po przebadaniu się wzdłuż i w szerz jesteśmy kompletnie zdrowi, niestety należymy do tego 20% odsetku par, u których stwierdzono niepłodność idiopatyczną.

    W obecnej Naszej sytuacji na szczęście nie będziemy musieli przechodzić całego kolejnego procesu ze stymulacją bo mamy jeszcze ośmiu (osiem) małych YETI :cool:czekających na swoją szansę – czyli jak piszecie czeka Nas tzw. criotransfer – zobaczymy więc w poniedziałek co nam lekarz powie – moja żoncia już szykuje zestaw pytań także współczuje lekarzowi prowadzącemu …

    #5272079

    milaga

    Witaj Gregory,
    a może żona dołączy do naszego forum? Nie musisz sam jej pocieszać – pomożemy 🙂
    Może jak poczyta historie i zmagania wielu z nas i zobaczy, jak wielu nam się wreszcie udaje, to doda jej wiary i otuchy?
    W gronie raźniej 😀

    #5272080

    bambamek

    Zamieszczone przez milaga
    Witaj Gregory,
    a może żona dołączy do naszego forum? Nie musisz sam jej pocieszać – pomożemy 🙂
    Może jak poczyta historie i zmagania wielu z nas i zobaczy, jak wielu nam się wreszcie udaje, to doda jej wiary i otuchy?
    W gronie raźniej 😀

    ooooooo popieram, zapraszamy Twoja połóweczkę 🙂



    #5272081

    monika3r

    Witam.Zgadzam się z przedmówczyniami,my kobiety jesteśmy silne, ale przy niepowodzeniach musimy się wypłakać, wylać żale, opowiedzieć komuś o swej bezsilności i wątpliwościach, ale to dobrze;) to oczyszcza;)
    Piszesz, że żona już szykuje zestaw pytań. Ha to bardzo dobrze, znaczy że ma plan i siłę do walki.
    Dla mnie tak jak dla Madziorex dużo znaczyła szansa na „wyjście ewakuacyjne” czyli adopcję, gdy mąż powiedział, że w razie czego adoptujemy- odetchnęłam z ulgą.Jednak oprócz wspierania żony i powtarzania,że sie uda (bo tak będzie) ważne jest też by wiedziała, że Ty ją kochasz niezależnie od wszystkiego, że to ona jest najważniejsza, a nie dziecko,że zrobisz wszystko by była szczęśliwa… Czasami też trzeba wziąć „urlop na podratowanie zdrowia psychicznego” Wyjechać gdzieś na wczasy, dać sobie kilka miesięcy spokoju od badań, klinik, leków i tematu dziecka,by potem móc przystąpić do dalszej walki. Ważne, żebyście się oboje nie zatracili zupełnie…
    Trzymam kciuki i życzę powodzenia. Historie wielu dziewczyn na tym forum (w tym nieskromnie wspomnę o mojej 6letniej walce i udanych in vitro) napawają nadzieją i wiarą,że Wy też zostaniecie rodzicami!

    #5272082

    kulkamm

    My też leczymy sie w Medarcie:) często tam bywamy, więc może już nie raz widzieliśmy sie w poczekalni:) rozumiem, że u Żaka? my w Kubiaczyk podchodzimy niebawem do drugiej iui.
    Dziewczyny mają racje, zaproś żone tutaj, pokaż jak wiele jest kobiet i par zmagających sie z problemem niepłodności i jak wiele jest tu szczęścia i radości, ale też łez wylanych i że w gronie jest raźniej. Ja tu też jestem od niedawna, ale jak tylko sie budze mówie sobie musze zobaczyć co u dziewczyn. Mnie na przykład bardzo pomaga „obecność” tutaj. Wszyscy sie wspieramy a każdy cud na forum traktujemy jak nasz własny bo to daje nadzieje i światło w tunelu na lepsze jutro.
    Z mojego doświadczenia moge Ci powiedzieć, że bardzo jestem wdzięczna mężowi za to jaki jest. Pozwala mi też płakać kiedy wszytscy mówią ” nie przejmuj sie, będzie dobrze” a my potrzebujemy też sie wypłakać, oczyścić. Po prostu bądź i wspieraj, pozwól płakać i nigdy nie gaś nadzieji a będzie dobrze! :Kciuki: Trzymam za Was kciuki jako za moich „kompanów z Medartu” :Fiu fiu:

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close