To znowu ja…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 48)
  • Autor
    Wpisy
  • #56730

    gablysia

    Mam czarny pomysł. Załóżmy klub długodystansowców. Będziemy do niego przyjmować tylko tych którzy mają juz po dziurki w nosie cholernych testów, widoku @, złych wiadomości u lekarza, łez , kobiet w ciąży w supermarketach, wózków z małymi dziećmi, rozmów z koleżankami z podstawówki -ej a wy kiedy będziecie mieli w końcu dziecko, chorych objawów po jakichś pieprzonych lekach, huśtawek nastrojów po hormonach, seksu na zawołanie, tych wszystkich pojęć lekarskich, i tak dalej i tak dalej.
    Ja mam już po dziurki w nosie całego tego starania o dziecko. Chciałabym sie zacząć starać o coś innego a dziecko po prostu mieć.
    Od tego całego fiksowania mogę zostać jakąś szaloną szamanką od niepłodności. Tego nie bierz, to bierz, zrób takie badania, takich nie rób. Nawet koleżanki do mnie dzwonią, czy ja nie wiem co im dolega, bo nie mają dzieci. Obłęd.
    A łudzić się to każdy potrafi, gdy widzi jakąś babkę w ciąży, że mnie to też czeka. A rzeczywistość odpowiada-TAK CZEKA CIE ALE KOLEJNA WIZYTA W KLINICE NIEPŁODNOŚCI. Może jakiś szpitalik mały, jakiś zabieg, badanko, zastrzyk, może jakaś nowa choróbka do kolekcji, a może jakaś nowa piguła do łykania przed snem.
    I powiedzcie mi że nie czujecie tego samego
    I powiedzcie mi, że nie czekacie dalej z miesiąca na miesiąc
    I powiedzcie mi, że nadal nie wierzycie że będziecie rodzicami
    I powiedzcie mi, że nie ma w WAS siły żeby to wciąż znosić.
    BO SIŁA JEST I BĘDZIE.
    ……..mimo wszystko.

    #726080

    annak26

    Re: To znowu ja…

    Ja wierze, ze Ci sie kiedys uda i bedziesz miala swoje malenstwo. Wiesz co, to nie jest pocieszajace, moja kolezanka do mnie zadzwonila, ze jet w ciazy starala sie rowne 10 lat, i nigdy nie zwatpila. Dala sobie na luz… ze wszystkim. Juz dawno, dawno temu. I zaszla. Teraz sie smieje, ze nie ma pojecia jak to sie stalo???

    Pozdrawiamy Ania &



    #726081

    ami7

    Re: To znowu ja…

    Gablysiu, ja już mam całego tego starania po dziurki w nosie, coraz częściej mam dosyć nawet samej siebie, za te humory, nastroje, napady depresji…. powtarzam sobie, że koniec ze staraniami, że widocznie tak ma być: nie każdy musi mieć dzieci, że widocznie powinnam dać sobie spokój… ale z drugiej strony „nadzieja umiera ostatnia”… więc….. Pozdrawiam Cię bardzo mocno i proszę o przyjęcie do KDMD – „Klubu Długodystansowców Mających Dość”…

    ami7
    mój wykresik

    #726082

    zuzanna

    Re: To znowu ja…

    Ja moge wstapic do klubu!
    tylko ja nie wiem czy osoby bez nadziei tez przyjmiecie?:)

    ja sie pogodzilam ze sa pary ktore dzieci wlasnych biologicznie nie beda mialy NIGDY
    tak juz poprostu jest, taki swiat jest niesprawiedliwy
    jedni maja i sa szczesliwi, jedni maja tak poprostu, ot wpadka, sa tacy co oddaja do adopcji i tacy co adoptuja
    wazne dla mnie nie zyc zludna nadzieja tylko robic cos by marzenia sie spelnily… nie ta to inna droga ale do przodu!
    pozdrawiam szczegolnie wlasnie te wytrwale pary ktore pra do przodu mimo przeszkod…!

    23 cykl starań

    #726083

    aggulka

    Re: To znowu ja…

    Cześć Gablysia 🙂
    Ja już przestałam się szarpać… Od marca 2003 do sierpnia 2004 zaliczyłam trzy obumarłe ciąże.
    Zaliczyłam wszystkie stany. Euforię, nadzieję, szczęscie, rozczarowanie i rozpacz połączoną z depresją.
    Po tej trzeciej kazałam sobie przepisać pigułki antykoncepcyjne i zajęłam się innymi sprawami. Dopiero w listopadzie zaczęłam znów tu zagladać, trochę z ciekawosci, co u Was słychać…
    U mnie zawiodły wszelkie leki dostepne w ciaży w takich przypadkach, a wszystkie badania wyszły w normie. Pod koniec listopada mamy badania genetyczne. Może one coś nam powiedzą, może nie… Nie chcę nawet myśleć o powtórnych staraniach i oczekiwaniu od wizyty do wizyty… Jednocześnie chcę bardzo mieć dziecko, marzyliśmy zawsze o gromadce swoich i adoptowanych… Nie bardzo wiem, jak pogodzić awersję do starań z realizacją marzeń… Zresztą nie wiem, czy w końcu sie uda… Mam namiary na specjalistkę od immunologii, tam sie wybiorę jeszcze…
    A na razie żyję pełnią życia bez dzieci i cieszę się tym, co mam i mogę robić – a czego zazdroszczą mi dzieciate koleżanki 🙂
    Od kiedy odpusciłam obsesyjne myslenie o jednym poprawiło mi się i w głowie i na zewnatrz, przestaliśmy sie kłócić z mężem i takie tam 🙂 I jeszcze nie wiem, co zrobię 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i dopisuję się do klubu 🙂
    Agata

    #726084

    biedroneczka

    Re: Tak nie można

    Dziewczyny co wy wygadujecie, tak nie można musicie mieć nadzieję, że się uda, bo jak nie wy to kto w to ma wierzyć! Rozumiem was bardzo dobrze. Wyliczanie dni płodnych, temperaturki, wykresiki – wszystko to przeszłam. Oczekiwanie na miesiączkę, a raczej żeby jej nie było. Gdy tylko dzień się spóźniała test i znów rozczarowanie, żal, łzy. Wszystko to przeszłam, ale zawsze mówiłam sobie ” musi się udać”. I się udało!!! Zostamę mamą za 6,5 m-ca. Razem z mężem przeszłam wiele badań, wizyt, i wiele m-cy rozczarowań gdy nie wychodziło. Nie czekajcie tylko znajdzcie dobrego lekarza, który i wam pomoże. Im szybciej tym szybciej będziecie cieszyć się swoim maleństwem. Jestem po 2 zapłodnieniach in-vitro i wierzcie mi nie było to ani łatwe, ani przyjemne, ale teraz już wiem, że było warto. Trzymam za was kciuki. Jeśli któraś z was jest z W-wy to mogę polecić świetnego lekarza. Dam namiary jeśli dostanę wiadomość prywatną. Nie łamcie się, i wasze marzenia od dziecku się spełnią. Ania



    #726085

    marti1

    Re: To znowu ja…

    To ja się zapisuję również. Czasem już nie mam siły i po prostu rezygnuję z wizyt u lekarza bo nadzieja mnie opuszcza. Teraz w grudniu jestem zapisana na laparo i już nic mi się nie chce!
    Za każdym razem jednak w okolicach @ liczę na cud i myślę, że tak już będzie zawsze bo w nas coś jest co nie pozwala się tak do końca poddać….

    Marti z aniołkiem i wielką nadzieją

    #726086

    ninka

    Re: To znowu ja…

    A ja pozwolicie, ze bee poprostu z Wami. Do klubu si enie nadaje ale sporowczesniej przeszlam i sluze przykladem. To dobry pomysl, zey odpuscic ale najlepiej tylko w glowie. Teraz latwodaje mi sie rady ale doskonale pamietam jak bylo jeszcze niedawno… Nie zycze nikomu ale wierze, ze na kazda z nas przyjdzie pora a ogladajac sie w tyl dojrzycie sens tego co wydarzylo sie wczesniej choc teraz wydaje sie to niemozliwe.
    Poprostu jestem z Wami.

    Ninka

    #726087

    gablysia

    A ja nie wierzę…

    A nie przychodzi ci do głowy, że poddali się w końcu in vitro, że np. skorzystała z banku spermy, albo z dawcy gamet i nikomu nie chce o tym powiedzieć. Ja czasem nie wierze w te cuda po 10 latach, bo czasem nawet ludzie adoptują i nic nikomu nie mówią.
    Bo ja tez bym tak zrobiła.
    Pozdrawiam.

    #726088

    gablysia

    Re: To znowu ja…

    No to jesteś przyjęta. Wolałabym wypisywać niz zapisywać, no ale cóż. Kupą raźniej nie? he he



    #726089

    gablysia

    Re: To znowu ja…

    Tak sobie myślę Zuzka, że na wszystko w życiu przychodzi czas. Na decyzję o adopcji też. Ktoś to z góry zaplanował. Wszystkie odczucia po kolei. Każda kobieta przeżywa to inaczej ale mniej więcej według jakiegoś scenariusza. Tobie brakuje jednak jeszcze jednego segmentu do układanki.
    METOD WSPOMAGANEGO ROZRODU.
    Ale do klubu KDMD jesteś przyjęta.

    #726090

    gablysia

    Re: To znowu ja…

    No mi się poprawiło po Dipherelinie. Miałam 4 miesięczny okres bez nadziei, dni cyklu itd. Więc i głowa w lepszym stanie. Ale teraz pierwszy cykl po dipherelinie, ciekawe kiedy zaczne wpadać w dołek.
    Ale awersja do starań. Masz rację nigdy na to z tej strony nie spojrzałam. Mam awersję, rzygać mi się chce tymi całymi staraniami. Tylko nie potrafię przestać się starać.
    Do klubu jesteś przyjęta.



    #726091

    gablysia

    Re: Tak nie można

    Biedroneczko, nikt nie mówił o utracie nadziei. Bo każda ma nadzieję, nie jest możliwe jej nie mieć.
    Traci się zapał, siły, zdrowie, uśmiech, radość, ale nadzieję, niemożliwe. Byłoby to najłatwiejsze. Ale tak nas stworzono, żeby bardziej uprzykrzyć nam życie. Żeby ta nadzieja zawsze zostawała.
    A żeby znaleźć dobrego lekarza ja tez ciągle nawołuję wszystkie dziewczyny. Żeby przyznać się do słowa NIEPŁODNOŚĆ i iść do kliniki. Bardzo do tego nawołuję, bo jest to cholerny krok do przodu. Czekanie i liczenie do niczego nie prowadzi tylko do depresji. A jak się ma konkretny plan działania, ustalony wspólnie z lekarzem, to inaczej się czeka inaczej sie żyje.
    Ja mam ustalony plan na najbliższe pół roku. A potem sie zobaczy…

    #726092

    gablysia

    Re: To znowu ja…

    Hej Marti1, oczywiście do klubu Cię przyjmuję. Laparo powiadasz, i dobrze, może dowiesz się czegoś nowego. Coś się musi dziać, żeby nas podtrzymywać na duchu.
    Pozdrawiam.

    #726093

    blue

    Re: To znowu ja…

    Oj Gablysiu jak ja Cie rozumiem…………. U mnie prawie dwa lata staran, dwa poronienia, gonitwa mysli, radosc, strach, zlosc, czekanie, nadzieja………………i tak w kolko!!!!!!!! Tylko ja wiem, ile razy brakowalo mi juz sil i myslalam, ze nie zniose wiecej i znosilam i wszytsko zaczynalo sie od poczatku!!!!!!!!
    Teraz czekam na @ i robie przerwe, musze odpoczac, jestem tym potwornie zmeczona. Nie poddaje sie………ale beznadzieja zwiazana ze staraniami siegnela dna i zeby nie zwariowac musze sie od tego oderwac!!!!!!!!!!!

    Pozdrawiam Cie goraco

    Moniś z Aniołkami

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 48)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close