Często już w momencie, gdy staramy się o ciążę, oczyma wyobraźni widzimy siebie w roli matki. W naszej wyobraźni jesteśmy cierpliwe, spokojne, opanowane, a wychowujące się w takiej atmosferze dzieci są prawdziwymi aniołami. Oczywiście od czasu do czasu broją, ale jako matki idealne potrafimy znieść to ze stoickim spokojem. W ciąży kupujemy ubranka, szykujemy najpiękniejszą wyprawkę i dalej marzymy. A potem przychodzi rzeczywistość.



Chciałam być idealną matką. Nie udało się…

Nasze marzenia z czasów ciąży wydają nam się całkiem realne, tym bardziej, że na reklamach, na Facebooku i Instagramie widzimy same szczęśliwe rodziny. Młode mamy natychmiast gubią nadliczbowe kilogramy i w kilka tygodni po ciąży wyglądają świetnie w ubraniach z najnowszych kolekcji w rozmiarze 36. Wpatrzeni w dzieci ojcowie słodko śpią z niemowlakami, podczas gdy mama ma czas dla siebie. Dlaczego u nas miałoby być inaczej?

Nikt nie mówił, że macierzyństwo będzie łatwe. Ale też nikt nie wspomniał, jakie to trudne.

Szybko okazuje się, że nasze dziecko najwyraźniej nie zamierza wpasować się w ten idylliczny obrazek, bo od powrotu ze szpitala niemal non stop płacze. Gdy śpi staramy się na szybko ogarnąć dom i coś ugotować. Gdzieś tam nawet przemknie nam przez myśl, że może warto by się umalować. Albo poćwiczyć… Szkoda tylko, że zupełnie nie mamy na to siły po całym dniu z niemowlakiem. Zresztą dziecko staje się absolutnym centrum naszego świata i ten wygląd sprzed ciąży, do którego miałyśmy przecież wrócić, staje się jakby mniej istotny. W końcu dziecko kocha nas bezwarunkowo.

Kiedy urodził się Adaś czułam, że jest częścią mnie i jestem za niego odpowiedzialn. Chciałam dać mu wszystko, czego potrzebował. Obiecałam sobie, że będę dobrą mamą. Dam mu dzieciństwo, o jakim ja mogłam tylko pomarzyć. A potem przyszła rzeczywistość.

Na szczęście zazwyczaj szybko odnajdujemy się w nowej roli i już po kilku miesiącach nie pamiętamy, że w ogóle mogłyśmy żyć bez dziecka. Jest idealnie. Niestety czas wrócić do pracy…

Owczy pęd

Niby wszystko jest zaplanowane i powinno pójść gładko. Nawet udało nam się wynegocjować z szefem krótsze godziny pracy. Szybko okazuje się, że mimo tego nasze życie przypomina ciągły pęd. Pobudka, szykowanie się do pracy, dojazd i powrót z pracy, szykowanie się do snu i choćby chwila wykradziona gdzieś w międzyczasie na zabawę z dzieckiem. Przy dwójce dzieci bywa jeszcze trudniej, szczególnie gdy z jednym trzeba odrobić lekcje i zawieźć je na dodatkowe zajęcia, na które młodsze akurat w ogóle nie ma ochoty jechać razem z wami, co głośno manifestuje płaczem.

W końcu Adaś wrócił do przedszkola. A ja wróciłam do pracy. Poza tym, że zajmowałam się domem, jeszcze pracowałam. Pamiętam dzień, w którym nie dotrzymałam danego sobie słowa.

Mama zostaje w domu

Część mam zostaje w domu. Im też nie jest łatwo. Pochłonięty pracą mąż w tygodniu właściwie nie ma czasu ani siły na dłuższe rozmowy. Sprzątanie, gotowanie i zakupy – wszystko jest na ich głowie. I choć mają więcej czas na zabawę z dzieckiem, czasami znużenie po prostu bierze górę.

Setki nieprzespanych nocy. I dni, które wyglądają tak samo. Robiłam wszystko, żeby stanąć na wysokości zadania. Zajmowałam się Adasiem, sprzątaniem, gotowaniem. Robiłam zakupy. I zawsze czytałam etykiety! Dbałam o każdy szczegół. Umówiliśmy się, że mąż będzie więcej pracował, więc wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie.

Potrafię się zatrzymać?

I choć przebywanie z naszymi dziećmi często jest najpiękniejszą rzeczą, jaka spotyka nas w życiu, bywamy zbyt zmęczeni, by w pełni się nią cieszyć. Zestresowani, w ciągłym pędzie czasami nie potrafimy się zatrzymać, wytłumaczyć dziecku spokojnie swoich racji. Górę biorą emocje. Co wtedy? O tym właśnie jest najnowsza kampania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „Potrafię się zatrzymać”.



Co zamiast klapsa?

Niemal połowa Polaków uważa, że ma prawo uderzyć dziecko. 26% rodziców przyznaje się do wymierzania klapsów. Dlaczego? Tracą panowanie nad sobą, są zmęczeni, nie radzą sobie i nie mają nikogo, kto by ich wspierał. Zdarza się, że bicie to jedyna metoda wychowawcza, jaka wydaje im się skuteczna.

Nowa kampania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „Potrafię się zatrzymać” ma wspierać rodziców w sytuacjach, gdy nie radzą sobie z własnymi emocjami. Zachęca do zatrzymania się, gdy górę bierze złość. Wtedy zamiast niewiele wnoszących klapsów, można zastosować kilka innych metod proponowanych na stronach Fundacji.

Oto kilka pomocnych sposobów, które warto zastosować zamiast karania:

1. Wyraź swoje uczucia, nie atakując charakteru dziecka.
„Złoszczę się, kiedy widzę porozrzucane zabawki w twoim pokoju.”

2. Określ swoje oczekiwania.
„Oczekuję, że zabawki będą posprzątane.”

3. Wskaż dziecku, jak może naprawić sytuację.
„Misie poukładaj na półce, a samochodziki i klocki pochowaj do pudełek.”

4. Zaproponuj wybór.
„Możesz bawić się wszystkimi zabawkami, ale musisz je sprzątać, zanim pójdziesz oglądać bajkę. Jeśli nie posprzątasz zabawek, nie będziesz mógł oglądać bajki. Decyduj sam.”

5. Oddaj inicjatywę.
DZIECKO: „Dlaczego telewizor jest wyłączony i nie mogę oglądać bajki?”
OJCIEC: „Ty mi powiedz dlaczego?”
Pozwól dziecku samodzielnie znaleźć odpowiedź na dręczące je pytanie, dzięki temu dostrzeże konsekwencje swojego postępowania.

6. Wspólnie rozwiążcie problem.
„Możemy ustalić, że jeśli będziesz potrzebować pomocy przy sprzątaniu poprosisz mnie o pomoc, a potem wspólnie pooglądamy bajkę.”