ja w sprawie chodzika…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #57364

    nikita33

    Mój synek od jakiegoś czasu używa chodzika, bo zaczął wstawać , a że jest bardzo energiczny i cały czas aktywny, to bez tego sprzętu nie miała bym nawet czasu zrobić sobie herbaty, nie mówiąc już o obiedzie, czy czymkolwiek innym, bo jak się wspina po meblach, to trzeba cały czas na niego uważać (znacie to?) No więc kupiłam chodzik, mimo , ze się naczytałam opinii lekarzy, jaki to jest szkodliwy dla kręgosłupa i stópek… Filip nie spędza w nim dużo czasu, tylko tyle , ile niezbęne (nie dłużej, niż 1,5 godziny dziennie, ale przeważnie krócej) . A co Wy myślicie o chodzikach, jakie macie doświadczenia. Czy ci lekarze nie przesadzają, w końcu tyle pokoleń się na tym wychowało i jakoś żyje…

    pozdrowionka – Gośka i Filipciu (15.02.04)

    #733605

    amber

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Mam synka o 4 dni starszego od Twojego i to wstawanie i chodzenie przy meblach też znam Trzeba mieć oczy na około głowy…
    Ale chodzika nie kupiłam i nie planuję…jakoś obywamy się bez tego sprzętu…a we wszystkim co robię Maciek mi towarzyszy …w kuchni, w pokoju…tylko jak się do łazienki wybieram to Maciej ląduje w łóżeczku.
    Hm…ale 1,5 godziny dzienni w chodziku to moim zdaniem dużo…

    Beata i Maciek (11.02.2004)



    #733606

    natinka

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Ostatnio juz była mowa na ten temat na forum, moze poszukaj
    A tak na marginesie odradzam chodzik !!!
    Pozdrawiam

    Nati i Kamilka 05.04.04

    #733607

    asia80

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Ja uzywam chodzika max. 15 minut dziennie i to nie codziennie, a Oli jest baaardzo energicznym i ruchliwym dzieckiem.

    Asia i Oliwierek 14.01.2004

    #733608

    Anonim

    Re: ja w sprawie chodzika…

    No to tak ja Ulka. My np. dzisiaj obyłyśmy się bez chodzika, ale zdarza się, że używamy (nie więcej niż 2,3 razy dziennie po 10 minut czyli maksymalnie 1/2 godziny).
    Byłam przeciwniczkom chodzików, ale życie zweryfikowało moje poglądy…


    Ola, Ulcia (8m) i starania 🙂

    #733609

    Anonim

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Mnie też Ulka we wszystkim towarzyszy…. tylko mam taki problem, że muszę siedzieć z nią na podłodze, a jak tylko wstanę uwiesza się mojej nogawki, więc dokładnie nic nie mogę zrobić (z wyjątkiem siedzenia na podłodze). To jest straszne.
    Wszystkie prace w domu stram się robić gdy ona śpi, ale akurat moje dziecko śpi max. 2 godziny w czasie dnia (i to najlepiej na spacerze). Powoli robię się tym zmęczona i załamana.
    Chce iść do toalety – wrzask, do kuchni zrobić sobie herbatę – wrzask, odebrać telefon – wrzask i tak cały dzień. Prania nie mogę zrobić, obiadu nie mogę ugotować, terror.
    Ostatnio zastanawiam się czy lekarz na pewno ociął pępowinę…


    Ola, Ulcia (8m) i starania 🙂



    #733610

    lilavati

    Re: ja w sprawie chodzika…

    My też od czasu do czasu używamy chodzika. Nie ukrywam że jest to dla opiekunów spora wygoda ale z moich obserwacji i dziecku sprawia wiele radości. Ja w sprawie chodzików spotkałam się z dwoma zupełnie odmiennymi zdaniami, obie opinie to opinie lekarzy
    Pierwsza: nie używać bo kręgosłup i nóżki ,ogólnie tragedia, nic tylko brzuszek, brzuszek. Nie ważne,że dziecko potwornie ulewa

    Druga: Używać bo przyspiesza rozwój motoryczny dziecka, pozwala szybciej poznać otoczenie

    Pewnie prawda jest po środku.Myślę,że można używać ale z umiarem. Wiadomo nikt nie wsadza tam malucha na godziny. Ja uważam , że rodzic ma najlepszą intuicję

    Apropo tej drugiej lekarki w sprawie tak częstej na forum jak sadzanie dziecka zanim samo usiądzie. Jak byłam z małym jak skończył 5 miesięcy u kontroli to zdziwiła się,że nie sadzam Mateuszka i dlatego jeszcze nie siedzi. Kazała sadzać odkąd dziecko podciąga się za roczki, jak będzie zmęczone samo się położy. I słuchając lekarza zaczełam sadzać małego. Myślę, że dzieki temu pięknie siedzi już na pół roczku, mimo,że urodził się w 37 TC. Oczywiście kładziemy go też na brzuszku tak jak zaleca druga lekarka i mimo protestów małego, pełza ale na razie chyba nie ma ochoty raczkować. Ale czy wszystkie dzieci raczkują. Z tego co wiem nie jest to niezbędny etap rozwoju dziecka aczkolwiek uważam, że bardzo korzystny dla malucha.


    Ania+Mateuszek 19.04.2004

    #733611

    effcia

    Re: ja w sprawie chodzika…

    moj synio zawsze byl niezwykle energicznym dzickiem, gdy nie chodzil tez. ale nie korzystal z chodzika. mimo, ze przec niemal caly dzien nie ma mi kto pomoc w domu, nie zdecydowalam sie na chodzik. wole na wlasnym dziecku nie eksperymentowac. wydaje mi sie, ze 1,5 godziny w chodziku, dla dizecka, ktore jeszcze samo nie potrafi utrzymac rownowagi to duzo. ale to moje zdanie.

    Effcia z FRANULKIEM (20.08.03)

    #733612

    emalka

    Re: ja w sprawie chodzika…

    W odpowiedzi na:


    Używać bo przyspiesza rozwój motoryczny dziecka, pozwala szybciej poznać otoczenie


    eklhhhhmmmm a kto Ci tak powiedzial?!
    w tej chwili planuje sie zakaz sprowadzania chodzikow.
    A co do Twojej lekarki – jestem bardzo zdziwiona, szczegolnie ze piszesz, ze Maly to wczesniak. Jednak trzymalabym sie opinii tej drugiej specjalistki. Moim zdaniem (i bede to powtatrzac do znudzenia) nie ma potrzeby niczego przyspieszac a nadmiar stymulacji szkodzi.

    Jeszcze dzis wkleje tu opinie o chodzikach pawla zawitkowskiego – musze mu ja tylko wyrwac z gardla….i zapewniam Cie, ze bedzie daleka od spostrzezenia, ze to przyspiesza rozwoj motoryczny dziecka….
    pozdrawiamy
    emalka i Zuzka, ur.21.04.03

    #733613

    lilavati

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Zgodzę się z obą ,że nadmiar stymulacji szkodzi dlatego mi. byłam zdziwiona jak ta lekarka zdziwiła się, że 5 miesięczny maluch sam nie siedzi.Uważam,że przesadziła. Ale uważam też (w przeciwieństwie do wielu mam na tym forum), że jak dziecko samo stoi już na nóżkach to nic mu się nie stanie jak wsadzę go do chodzika aby zjeść śniadanie czy skorzystać z toalety. Po prostu wolę go na tą chwilę mieć pod kontrolą niż oparzyć go gorącą herbatą.Nie zostawię go w łóżeczku bo nie pozwalam mu płakać, bo mam taką zasadę, wolę go kołysać nosić wbrew opinią otoczenia,że rozpieszczam dziecko. Mam zasadę ja jestem po to aby dziecko nie płakało.
    Nikt nie mówi tu o sadzaniu dziecka które nie próbuje tego samo robić ale wtedy kiedy samo jest tym zainteresowane.
    Ja nie byłam chodzikowa, moja siostra korzystała z tego wynalazku, obie zaczełyśmy chodzić w wieku 8 miesięcy(ponoc w głównej mierze jest to genetyczne). Ja nie raczkowałam, siostra raczkowała. Przyznam , że bardzo bym chciała aby mój mały raczkował, bardzo mnie wzrusza jak mały berbeć buszuje jak myszka po pokoju. Co do lekarek nie słucham w 100% ani jednej ani drugiej obie sporo nabroiły ze skazą białkową u małego, ale to inny temat.
    A tak prawdę powiedziawszy czym właściwie różni się wsadzanie dziecka na chwilę do chodzika od wsadzania go do krzesełka do karmienia, dla mnie w obu dziecko siedzi tak samo, w chodziku jak na mnie dziecko może dodatkowo pomerdać nóżkami
    Pozdrawiam wszystkie Mamusie oraz ich dzieci chodzikowe i niechodzikowe


    Ania+Mateuszek 19.04.2004



    #733614

    inti

    Re: ja w sprawie chodzika…

    miałam, a właściwie nadal mam chodzik. Julka go używała od gdzieś 7-8 miesiaca do 12, jak nauczyła się chodzić.
    przebywała w nim jednorazowo ok 10 minut.
    i tak_ nie ma wad postawy, kręgosłupa, nie ma krzywych nóżek,itp…..
    chodzić zaczeła samodzielnie przed swoimi 1 urodzinami…
    jedyne, czego nie było, to raczkowania. jak nie była w chodziku, to poruszała sę przy ,meblach albo przy mamie
    nie jest to może przedmiot jakoś szczególnie rozwijający dla dzieci, ale stosowany umiarkowanie i rozważnie nie szkodzi…
    a jest napewno ułatwieniem dla otoczenia. i dużą radościa dla samego dziecka.

    sylwia i JUlka 20.01.2003

    #733615

    emalka

    Re: ja w sprawie chodzika…

    wiesz co – ja zdaje sobie sprawe, ze mam czasem radykalne podjescie do roznych rzeczy, ale Mloda to wczesniak z 28 tyg i wiem, ze dzieki temu, ze przestrzegalam wielu zalecen (bardzo rygorystycznych i uciazliwych w wielu przypadkach) ustrzeglam ja przed wieloma klopotami. Tak bylo i z chodzikiem. Mloda nie dawala mi nigdzie odejsc, ciagle chciala byc na rekach (zasluga babci) darla sie odlozona do lozeczka. Zmienilo sie kiedy zaczela sama siadac (nie uzywalam krzeselka zanim tego sama nie opanowala, tylko rozlozony lezaczek). Wtedy zaczela sie ineteresowac wszystkim dookola, pozniej zaczela pelzac, raczkowac, w koncu lazic. Poczatki nie byly latwe – doczolgiwala sie np. do mnie w toalecie itp. ale dalysmy rade. Spsobem na oszukanie dziecka jest np. rozlozenie koca w kuchni gdzie mama robi obiad czy je sniadanie i „wedrowanie” z tym kocem po calym mieszkaniu kiedy trzeba zrobic cos gdzie indziej – ja tak robilam.
    A co do tego, czym rozni sie siedzenie w chodziku a krzeslku – inaczej rozlozony jest ciezar dziecka, a do tego w chodziku dziecko „chodzi” odpychajac sie paluszkami – tym samym wyrabiajac sobie zly wzorzec chodzenia (moze to byc przyczyna pozniejszych problemow np. ze stopami)
    uffffff – akurat w tym przypadku jestem niereformowalna. A jesli sie jeszcze doda ile wypadkow przydaza sie dzeciom w chodzikach – i w trakcie uzywania i pozniej (bo dziecko ma zaburzona percepceje rownowagi, mniej uwaza na progi, kanty scian czy przeszkody na drodze – ktore w chodziku pokonywalo bez problemu) to mowie chodzikom absolutne NIE, nawet na chwilke 🙂

    alez sie rozpisalam… 🙂
    pozdrawiamy
    emalka i Zuzka, ur.21.04.03



    #733616

    Anonim

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Niezupełnie sie z Tobą zgadzam. Moim zdaniem nie należy zbytnio ingerować w naturalny rozwój dziecka, chodzi mi o wczesne sadzanie czy wkładanie do chodzika.
    Ja jestem zadeklarowaną przeciwniczka chodzików, zamiast niego kupiłam kojec, który u nas sprawdził sie rewelacyjnie.
    Szymon nauczył sie w nim wstawać, robić pierwsze kroczki czy po prostu zabawić się.
    Nie siedział w kojcu całe dnie tylko wtedy gdy np. robiłam obiad i mógł byc w kuchni ze mną.
    Julka ma dopiero 5 miesięcy i kojec już stoi i znów pomaga mi w codziennych zmaganiach z obiadem czy porządkowaniem domu.; drugą alternatywa jest huśtawka która też potrafiła i potrafi zabawić moje dzieci. A jak wszystko zrobimy to zostaje czas na wspólne zabawy
    Moja kuzynka ma potworny problem z synem który nie potrafi prawidłowo stawiać stopek,ewidentna pozostałośc po chodziku (fakt, dziecko chodziło w nim nawet kilka godzin dziennie !!!! -od 4 miesiąca).
    Ja w każdym bądź razie nie zamierzam na siłę sadzać dziecka ani kupować chodzików…. Nie mogę się doczekać na raczkowanie, które u dzieci po prostu uwielbiam….
    Uff ale sie rozpisałam….
    Pozdrawiam serdecznie

    Aga z Szmkiem 5 lat i Julcią ( 12.06.2004)

    #733617

    Anonim

    Re: ja w sprawie chodzika…

    Wiem, ze masz bardzo dużą wiedzę, zawsze staram się czytać Twoje wypowiedzi bo dzięki nim mogę się czegoś nauczyć. Natomiast ciekawa jestem co byś zrobiła na moim miejscu bo odkąd Ulka nauczyła się raczkować nie rozkładam koca. Powód? Ona jest wszędzie tylko nie na kocu.
    Także rozkładanie koca w kuchni zupełnie mija się z celem w tym przypadku.
    Nie chcę narzekać, nawet cieszę się, że ona jest taka ciekawa, taka ruchliwa, ale… naprawdę NIC nie moge przy niej zrobić. Jest to strasznie męczące i uciążliwe.
    I tak jak już chyba pisałam, byłam przeciwniczką chodzików, a życie samo zweryfikowało mój pogląd.
    Owszem, herbatę jestem w stanie zrobić z Ulką na rękach, podgrzać jej obiadek też, ale już nie zrobię w ten sposób obiadu, nie wypiorę, nie posładam ubrań i nie zrobię wielu innych rzeczy.
    Tak naprawdę to spokojnie z toalety mogę skorzystać kiedy kiedy mała śpi, a w czasie dnia ona po prostu się na mnie wspina (ja od razu się denerwuję, że się poślizgnie i głową w kafelki przywali), sorry za dosłowność, ale nie mogę się nawet podetrzeć.
    Chodzik nie jest dla mnie jakimś wielkim wybawieniem (dzisiaj np. też w nim nie chodziła), ale jestem już daleka od wszelkich ocen.
    I gwarantuje, że każdy kto ma takie dziecko typu Ulka to po prostu staje na głowie o chwilę spokoju.

    A co do zahamowania rozwoju motorycznego to nie wiem, nie zauwazyłam. Mała nadal rozwija się jak torpeda, ale nie polemizuję, może być wyjątkiem od reguły.


    Ola, Ulcia (8m) i starania 🙂

    #733618

    Anonim

    Re: ja w sprawie chodzika…

    A co jeżeli dziecko nie chce siedzieć w kojcu?
    Wiem, że kojec to fajna sprawa, moją siostrę rodzice wkładali do kojca, ale niestety nie wszystkie dzieci go tolerują. Huśtawki też niestety.


    Ola, Ulcia (8m) i starania 🙂

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close