Jestem u kresu wytrzymałości…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 31)
  • Autor
    Wpisy
  • #60556

    oliweczka

    Dziewczyny, ratujcie…
    Mam problem z Natalką, dotyczący tematu starego jak świat, czyli spania. Nie chciałabym przynudzać i postaram się ująć sprawę jak najkrócej.
    Natka niedawno skończyła roczek. Nigdy nie była aniołem, jeśli chodzi o spanie, ale przez ostatnie dni zmieniła się o 180 stopni – w tą gorszą stronę.
    Od ponad tygodnia starałam się ja usypiać metodą „zaklinaczki”, ale nieco zmodyfikowaną. Nie mogę swojego dziecka odłożyć po prostu do łóżeczka i stać obok. Nie chodzi tu bynajmniej o wstawanie małej i buszowanie po łóżeczku, bo zakańczam sprawę ponownym jej (nawet setnym, jesli trzeba) położeniem z powrotem.
    Ona MUSI mieć moją dłoń do zaśnięcia. Szczypie mnie wtedy bardzo mocno, ściska skórę, dotyka, gładzi. W ten sposób się uspokaja, co rozumiem, i czego w zasadzie jej nie odbieram. Nie mam po prostu odwagi, bo zacznie się wrzask, a usypianie z 40 min. przeciągnie się zapewne do 2 godz. :(((( Nie chcę jej również zabierać tej pewności, że mnie ma przy sobie, kiedy zamyka oczy. Wiem, wiem – można przecież mówić do dziecka, spiewać mu, opowiadać bajki – zaznaczać swą obecność głosem. Moje dziecko jednak nie lubi jak mu się śpiewa, wierszyk owszem, wysłucha w skupieniu, nawet kilkakrotnie, mrużąc przy tym zmęczone ślepka, ale za chwilę jest obrót na brzuch i ryk. No i wędruje ta moja bidna ręka na brzuszek, jest momentalnie chwytana przez małe rączki i jazda zaczyna się od nowa.
    I problem to byłby żaden, gdyby w miarę spokojnie spała. Budzi się za jakąś godzinę, dwie, zaczynają się płacze, zawodzenia, trzeba do niej wejść i ponownie ulokować dłoń na jej ciałku. Czasem się uspokoi, a czasem wręcz przeciwnie :((((
    Natalka śpi z nami w łóżku mniej więcej od godz. 24-1. Kiedyś działała na nią nasza obecność, potrafiła zasnąć spokojniej, głaskana po pleckach. Teraz jest koszmar.
    Budzi się co 30 min. lub co godzinę, rzuca po łóżku, pręży się przy tym niesamowicie, no i płacze – nie marudzi, nie jęczy, ale wrzeszczy :((((( No i nerwowo ciągle szczypie mi ręce.
    Wiem, że ona jest bardzo wrażliwym dzieckiem – wrażliwym na bodźce, na zmiany, na zachowanie innych osób. Niełatwo jej jest się wyciszyć, bawić się czymś zupełnie samotnie.
    Niewyspanie odbija się powoli na jej buzi – oczy ma smutne, pod nimi sińce, rzadko się z czegoś prawdziwie cieszy, a jeśli już, to tylko przez chwilę.
    Zasięgnęłam porady bioenergoterapeuty. Kazała odstawić zupełnie mleko – nawet modyfikowane i wybrać opcję bez laktozy. I pierwszej nocy rzeczywiście dziecko spało spokojniej. Byłam wniebowzięta, bo uwierzyłam, że coś nareszcie ruszy z miejsca. Tej nocy jednak było tragicznie :((((
    Ja nie daję już powoli rady. Uśmiecham się, bo wiem, że mała wyczuwa mój niepokój. Opanowuję nerwy, kiedy po raz setny daję jej w nocy do szczypania swoją dłoń…
    Jestem u kresu sił. Mama mnie opiernicza, że kiedyś się dzieci nosiło na rękach, a nie uczyło na siłę zasypiać w łóżeczku, że nie może wytrzymać płaczu Natalki (chociaż wcale aż tak się już nie drze w dzień), że przeze mnie ma sińce pod oczami i bladą twarz, że nie reagujemy na jej płacz w nocy, chociaż dziecko śpi z nami od 7 mca życia i nie sposób jest po prostu nie zareagować… :((((((((((((((((((((
    Smutno mi straszliwie…
    Jeśli coś mogłybyście mi podpowiedzieć – bardzo proszę. Będę wdzięczna za każdą sugestię i za każdy napisany post.
    Ratujcie!

    Ania i już roczna Natunia

    #771921

    agentka03

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    o rany aniu .. 🙁 strasznie mi przykro…powiedz- a takie problemy są przy dziennym i nocnym zasypianiu ? duzo natalka spi w dzien ? nic mi kompletnie nie przychodzi do głowy, oprocz tego, ze zrobiłabym na twoim miejsu badania- krew,mocz- zeby ewent. wykluczyc jakies choróbska, tfu,t fu..kurcze…rzeczywiscie trudna sprawa..rozumiem, ze usypiasz ją zawsze ty >? moze warto by spróbował tata, albo babcia ? o rany…ciezki temat..pomysle jeszcze, moze mi cos wpadnie do głowy…no i napewno dziewczyny cos poradzą…trzymaj sie jakos!

    pozdróweczki!

    Jestem słoneczkiem mamusi

    Ola i Gabunia 05/06/04



    #771922

    mirabelka79

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Aniu nie bardzo wiem co Ci doradzic…wiedzialam ze masz z Natusia problemy „spaniowe” ale nie wiedzialam ze az tak bardzo:((
    a moze sprobuj podac jej melissal? moge Ci przeslac na priv to co napisala mi o nim jedna z forumowych mam. Ja go Gosi w koncu nie podalam bo zaczela mi ladniej i spokojniej spac sama wiec nie moge Ci napisac jego dzialania ale moge Ci przeslac to o czym wspominalam wczesniej.

    Aniu wierze ze bedzie kiedys lepiej!

    Ala i Małgosia (16.12.2003)

    #771923

    mala-wiedzma

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    a może wizyta u psychologa dziecięcego pomoże , może przyczyna tkwi w czymś dla was zupełnie niezauważalnym a na Natusię działającym …

    może brak jej kontaktu z rówieśnikami – wiem , że to dziwne ale Synek mojej koleżanki reagował podobnie a wszystko przeszło mu gdy zaczą bawić się z innymi dziećmi a nie tylko z dorosłymi

    mam nadzieję , że znajdziesz przyczynę !

    Kaśka + Synuś 11m

    #771924

    efik

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    jesli Ci to cokowiek pomoże to ja też mam tak jak Ty lub gorzej….. stefek ma pótora roku i w nocy nie ma mowy o tym by spał w swoim łóżeczku ani też by spał SAM!!! śpi tylko wtedy jesli z nim jestem ja lub mąż…… i to też jest sen nie zawsze spokojny – budzi się kilknaście razy by sprawdzić czy jesteśmy obok – a jeśli jakimś cudem uda nam się wyjść z łóżka by cokolwiek jeszcze zrobić w domu (choćby się umyć) to on po 5 min się budzi z wrzaskiem i wyłazi z łóżka domagając się naszego powrotu. jeśli odmawiam bo muszę coś jeszcze zrobić w domu to niestety Stefek też wstaje i uśpić sie nie da – czeka aż sie wreszcie udam do łóżka – wtedy przytula się i zasypia w 5 min.
    Co do szczypania Twojej ręki – u nas jest podobnie – musi mieć moje przedramię pod głową i też jak zasypia to mnie podszczypywał tyle tylko, że ja wtedy syczałam z bólu i kategorycznie protestowałam – boli mnie to niestety i nie pozwolę by mi robil krzywdę……. po dwóch miesiącach takich praktyk ustąpił – wystarczy mu sie tylko przytulić już teraz.

    I co Ty na to?

    pozdrawiam efik i Stefek 14.07.03

    #771925

    mai

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Ojejku Aniu, srasznie mi przykro, ze wszyscy tak sie meczycie…..

    A moze Natunie mecza po prostu zabki??? Amelia tez fatalnie sypia przez zabkowanie. Bol podobno jest taki, ze dorosly by go nie wytrzymal….I moze stad ta nerwowosc i rozdraznienie Nataleczki? Ja chyba m.in za Twoja rada (nie pamietam dobrze, moge sie mylic) kupilam granulki homeopatyczne na bolesne zabkowanie- ‚na nich’ Amelia sypiala wprost tragicznie- tak, jak opisujesz. Odstawilam i jest lepiej. Acha, jeszcze cos- podobno czasem wit d3 wplywa zle na maluchy, jesli podajesz to moze odstaw na kilka dni (chyba nic sie nie stanie…?!) i zobaczysz, czy jest lepiej.

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za poprawe! duuuzo cierpliwosci zycze

    Marta & Amelia 11 maja ’04



    #771926

    beatab

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    a jak śpi z wami w łóżku, to też są takie problemy?
    moje dziecko odkąd miał 3 miesięce nie chciał spać w łóżeczku. nie zasypiał sam. woziłam go, bujałam i kładłam. budził sie za jakiś czas i sapał do rana w naszym łózku. od 9 miesiaca nie śpi wcale w swoim łóżeczku, po prostu były histerie i nie chciałam go dalej męczyć i siebie również. nic na siłę. z nami śpi całą noc jak aniołek. i bardzo lubi być trzymany za rękę przy usypianiu. czuje się wtedy bezpiecznie i spokojnie. ja nie chciałam mu tego odczucia odbierać i dlatego śpi z nami. Może Twoje dziecko też tego potrzebuje.

    Beata&Patryk(03.03.03)

    #771927

    mimmi

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    U mojego malego tez jest takie zachowanie ale wiaze sie to z nietolerancja pokarmowa i zawsze jest tak, gdy jest czyms „podtruty”. Spi niespokojnie, przewraca sie z boku na bok z placzem, budzi sie w nocy, poplakuje przez sen. No i jest zmeczony w dzien.

    Aga i Michałek (17.10.03.)

    #771928

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Dlatego też właśnie zmieniłam mleko na bezlaktozowe – za namową bioenergoterapeutki. Według niej natalka ma silną nadkwasotę, która podczas snu podchodzi do gardła, czasem nawet do uszu małej i wybudza ją ze snu. Babka kazała odstawić wszelkie mleko, tym bardziej zwykłe, pełnotłuste, jakie poleciła mi podawać już pediatra.
    Na razie jesteśmy na bezlaktozowym 3 dzień, ale jest różnie – dzisiaj np. przespała noc o wiele spokojniej, chociaż i tak pobudek było chyba z 20 – tyle tylko, że ryczeć zaczęła około 7, a nie o 24 czy 1.

    Ania i już roczna Natunia

    #771929

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    W dzień aż tak bardzo tego nie widać, bo po jakiejś godzinie mała się budzi i drzemka naturalnie się kończy. W dzień również zasypia spokojniej, chociaż czasem trochę się pobuntuje.
    Mamy ustalony rytm dnia – mniej więcej stałe pory posiłków i drzemek,wieczorna kąpiel, przed każdym spankiem wyciszanie za pomocą książeczek i kołysanek.
    A badania bedziemy robić w tym tygodniu – jutro jedziemy na wizytę lekarską, gdzie pobiorą małej najprawdopodobniej krew i mocz do analizy.
    Aż się boję… :(((((((((((((((
    Usypiam ją przeważnie ja, ale wczoraj spróbował mąż i – owszem – zasnęła po jakiejś godzinie bez płaczu, ale obudziła się po następnej godzienie już z rykiem, trzeba było ją ponosić na rekach (co się nigdy raczej nie zdarzało w nocnym spaniu) i za kolejną godzinę obudziła się z jeszcze większym krzykiem.
    Płakałam jak bóbr razem z nią, bo serce mi pękało :(((((((((((((((((((((

    Ania i już roczna Natunia



    #771930

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Podaję małej od poniedziałku homeopatyczne krople uspokajające Valerianaheel – szczerze mówiąc zastanawiam się, czy to aby nie one powodują te problemy ze snem i stany niepokoju. Nie umiem sobie tego racjonalnie wytłumaczyć co sie dzieje. Nikt nie potrafi mi pomóc :((((
    Alu, jesli mogłabyś dać jakieś informacje o tym specyfiku, bedę wdzięczna.
    Dzięki za słowa otuchy 🙂

    Ania i już roczna Natunia

    #771931

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Fakt, że Natunia nie ma zbyt często kontaktów z innymi dziećmi – czasami z kuzynem starszym o 5 lat, czasami z dzieckiem koleżanki. Niestety, na razie zima za oknem i na spacery też często nie wychodzimy – straszliwie wieje i nie chcę dziecka narażać na przeziebienie.
    Poczekamy do wiosny, bo coż nam pozostało?
    A o wizycie u specjalisty myślałam, bo mała jest naprawdę bardzo pobudliwym i wrażliwym dzieckiem.

    Ania i już roczna Natunia



    #771932

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Wit. D3 nie podaję od samego początku – według lekarza jest tutaj niemowletom niepotrzebna. Tak więc ta opcja odpada.
    A ząbki… Może to i faktycznie ząbki. Wychodzą dolne czwórki, ale wychodziły też górne jakiś czas temu i nie było takich problemów. Dagomedu na razie nie podaję, staram się smarować dziąsła żelem na ząbkowanie.
    Mam okropny metlik w głowie, ale wydaje mi się, że przyczyna ma trochę głębszy wymiar.
    W każdym bądź razie dzięki za dobre słowo 🙂

    Ania i już roczna Natunia

    #771933

    oliweczka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Natalka sypia z nami odkąd skończyła 7 mcy. Wcześniej miałam samozaparcie i łaziłam w nocy do jej pokoju nawet co 40 min. – tak chciałam, aby spała we własnym łóżeczku. Później złapała przeziębienie i wylądowała u nas – i tak śpimy do dzisiaj.
    Nie byłoby w tym nic złego, bo lubię jak mała śpi z nami i absolutnie by mi to nie przeszkadzało, gdby nie to, że i tak jej spanie nie jest ani ciut lepsze – ba! nawet gorsze od kilku dni. Przeżywam koszmar, bo za każdym jej przebudzeniem, każdą zmianą pozycji jest przeraźliwy krzyk, płacz – nie wiem już co :(((((((( Odchodzę od zmysłow, bo nie mogę jej pomóc, a wiem, że chciałaby spać.
    Na siłę nie przekonuję jej do niczego – tym bardziej tak delikatnej sprawy, jaką jest spanie we własnym łóżeczku.
    Liczę na jakiś cud…
    Wczoraj, nosząc ją ryczącą na rękach, modliłam się do Jezusa o wsparcie. Łzy mi leciały jak grochy, a ja prosiłam o pomoc, bo nawet w tej chwili jestem chora, gardło owinięte tetrówką, słowo mi ciężko powiedzieć, a tu trzeba dziecko uspokajać i łagodnie do niego mówić :(((((((((((((((((((((((
    Echhhhh… Smutno… :((((((((((((((

    Ania i już roczna Natunia

    #771934

    ninka

    Re: Jestem u kresu wytrzymałości…

    Aniu a moze Twoja coreczka ma poprostu za duzo wrazen w ciagu dnia? Ponoc wlasnie problemy ze spaniem powracaja u dzieci wlasnie w wieku 12 m-cy kiedy to zaczynaja umiec coraz wiecej i zdobywac nowe doswiadczenia. Ten natlok nowych informaci poprostu je przytlacza i w nocy tak to odreagowuja. A Ty piszesz, ze Twoja coreczka jest bardzo wrazliwa. Wiec moze to to?
    Moja coreczka w czerwcu skonczy 6 lat i wlasnie cofnela mi sie po raz kolejny z powodu zagrozenia ze strony majacej sie urodzic siostry. Ale to temat na inny watek;)
    W kazdym razie trzymaj sie. To w koncu musi sie skonczyc.

    Ninka

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 31)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close