Animacja Disneya “Co w duszy gra” to koktail, którego w tych czasach potrzebuje każdy rodzic

Przed chwilą wróciłem z córką z prasowego pokazu filmu “Co w duszy gra”, czyli najnowszej animacji studia Disney Pixar. Oboje uroniliśmy kilka łez, chociaż zapewne każde z nas z innego powodu. Jest to animacja o którą żaden rodzic nie poprosi, ale każdy jej teraz potrzebuje!

Na początek ostrzeżenie: jestem niespełnionym muzykiem. To właśnie z tego powodu tak dobrze pamiętam, gdy po raz pierwszy w kinie zobaczyłem zwiastun animacji “Co w duszy gra”. Lubię jazz, lubię animacje Pixara i lubię chodzić z córką do kina. Wiedziałem więc, że będzie to coś wyjątkowego. Od tego momentu minęło już około dwa lata. Zdajecie sobie wszyscy sprawę z tego, co wydarzyło się w tym czasie.

Zarówno światową, jak i polską premierę “Co w duszy gra” przekładano kilkukrotnie. Finalnie animację można było obejrzeć na platformie Disney+ od 25 grudnia 2020 (ale tylko w USA), a do naszych kin trafi 5 marca 2021. Przyznaję z bólem, że nie mogłem wytrzymać i kupiliśmy dostęp do Disney+ poprzez VPN już w święta i obejrzeliśmy animację w angielskiej wersji językowej.

Gdy otrzymaliśmy zaproszenie na pokaz prasowy polskiej wersji językowej, nie zastanawiałem się ani chwili. Zwłaszcza, że na seans mogłem zabrać córkę, a na taki wypad nie mieliśmy okazji się wybrać od początku pandemii. Dlaczego, mimo, że znaliśmy już tę animację, to (znów) na niej uroniliśmy trochę łez?

“Co w duszy gra” porusza, zwłaszcza teraz

Jak już wielu krytyków zauważyło, “Co w duszy gra” to duchowa kontynuacja animacji “W głowie się nie mieści”. Podobnie jak w przypadku poprzedniej animacji, mamy tu zwizualizowane to, co dzieje się wewnątrz nas. Nie jest to jednak przewodnik po naszych narządach wewnętrznych, jak w serii “Było sobie życie”. Obie te animacje obrazują, czym są uczucia i tytułowa dusza.

Pixar po raz kolejny stworzył animację, która miesza ze sobą w idealnych proporcjach słodycz i przygnębienie. Dla rodziców, ten koktail składający się z dwóch części przygnębienia, jednej części szaleństwa oraz szczypty słodko-gorzkiej, idealnie pasuje do obecnie panujących nastrojów.
“Co w duszy gra” opowiada o nauczycielu muzyki, który zawsze marzył o tym, żeby zostać sławnym jazzmanem. Niestety chwilę przed tym, jak jego marzenie miało się spełnić, miał wypadek po którym zapadł w śpiączkę. Gdy jego dusza trafiła przez przypadek do przedświatów (zamiast zaświatów) i spojrzał na swoje życie “z góry”, to zrozumiał, jak bardzo marnował cenny czas.

I tutaj pojawia się pierwszy moment, w którym rodzicom ten koktail zaczyna uderzać do głowy. Czy chwile w których się zamartwiamy zarówno sytuacją związaną z pandemią, jak i ponurymi perspektywami politycznymi to nie jest właśnie ten marnowany czas, którego będziemy żałować zza światów? Czy ciągle pędząc i pracując ponad siły nie stajemy się tymi stworami w “międzyświecie”, którzy zatracili swoje iskry?

Te pytania wydają się szalenie istotne i nie mogły trafić w lepszy czas. To zaduma nad tymi rzeczami, to smutek wywołany bezradnością, to radość z tego, że tak naprawdę mając zdrowie i rodzinę mamy wszystko. To właśnie ten koktail Disneya sprawił, że uroniłem dziś kilka łez. Nie nazwałbym tego jednak piciem na smutno, ponieważ podobnie jak wszystkie animacje Pixara, tak i “Co w duszy gra” niesie w swoim przesłaniu nadzieję. Daje także solidnego “plaskacza” na otrzeźwienie.

Nie muszę chyba dodawać, że film jest świetnie “narysowany” i udźwiękowiony. Jako fan jazzu mam lekki niedosyt muzyczny, ale zdaję sobie sprawę, że jazz w większych dawkach dla wielu osób jest niestrawny. Delektowałem się więc tym, co usłyszałem i co dobrze znałem już wcześniej, ponieważ zarówno ścieżkę dźwiękową z filmu, jak również płytę Jona Batiste “Music From And Inspired By Disney Pixar Soul” mamy od dawna na półce.

Nie muszę także dodawać, że znajdziecie w nim mnóstwo ukłonów w stronę dorosłych. Tym razem dużo “mrugnięć okiem” ze strony twórców z pewnością dostrzegą osoby interesujące się fizyką kwantową, teorią wszechświatów oraz oczywiście jazzem (już kilkukrotnie urządzaliśmy sobie w domu słuchowisko wszystkich płyt winylowych, których okładki pojawiły się w animacji).

Współczuję Disneyowi, że trafił z premierą tego filmu w taki czas, ze względu na ich przychody. Jestem im jednak wdzięczny, że ten film obejrzałem właśnie teraz ze względu na to, że miałem chwilę na oddech i przemyślenie wielu kwestii.

Koniecznie obejrzyjcie tę animację. Pamiętajcie tylko, żeby dbać o siebie i innych, zwłaszcza jeśli będziecie oglądać ją w kinie. Premiera już 5 marca!

A tymczasem zostawcie laptopa, telefon czy coś innego na czym czytacie ten wpis i spędźcie ten czas z najbliższymi. Ta woda to jest ocean, którego potrzebujecie!

Dodaj komentarz

Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
Logo
Enable registration in settings - general