Dołączam swój opis porodu

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 23)
  • Autor
    Wpisy
  • #87601

    kulki

    Spłacam dług – przed porodem przeczytałam masę opisów porodów zamieszczonych w tym kąciku przez forumowiczki. Taka byłam żądna wiedzy 🙂 A im dłuższy opis tym lepszy 🙂
    Oto jak przebiegał mój drugi poród – ponieważ jednak pierwsze było cc, więc praktycznie był to mój „pierwszy raz” 🙂

    PORÓD

    W sob (28.04) ok. 15 zaczęłam odczuwać pierwsze regularne pobolewania krzyża. Takie jak miesiączkowe, co 8 minut. O 22 położyłam się spać i obudziłam się o 3, bo ból się nasilił. Odszedł mi czop, i jak sobie mierzyłam zegarkiem, to wyszło mi ból co 4 minuty. Wyobraziłam więc sobie, że na pewno szyjka się ruszyła 🙂

    29.04 o 4:00 byliśmy w szpitalu – brak rozwarcia. Lekarka powiedziała, że odesłałaby mnie do domu, gdyby nie to, że jestem po cięciu cesarskim. Tak trafiłam na patologię ciąży. Mąż wrócił do domu i przyjechał do mnie spowrotem po 9:00. Na ktg wychodziły mi jakieś śmieszne skurcze na 20 pkt i nawet nie co 5 minut. Gdzieś koło południa badanie – szyjka nadal zamknięta. Mnie krzyż zaczyna powoli wykańczać – ból z krzyża przyćmiewa mi odczuwanie skurczy „brzusznych”, teraz gdy już wiem jak powinny wyglądać rozumiem, czemu na ktg wychodziły mi ciągle takie śmieszne wartości. Wtedy byłam
    jednak zdezorietnowana – cierpię, a maszyna pokazuje tyle co nic. Do tego ich regularność pozostawiała trochę do życzenia. Jak chodziłam to krzyż bolał mnie co 4 minuty, jak się kładłam to się uspokojało do 8-9 minut.

    Położna doradziła mi skorzystanie z prysznica – co za ulga. Ból krzyża łagodzę sobie ciepłą wodą. Siedzę pod prysznicem 2 razy po 40 minut tak mi dobrze.

    O 16:00 nadal nic – podają mi dolantynę na rozluźnienie i przeciwbólowo. Czuję się odurzona, ale na krzyż nic mi to nie dało. Za to koło 18 zaczęłam wreszcie czuć brzuch. I czułam, że się napina na dłużej niż dotąd. Wreszcie doliczyłam się skurczy co 3 minuty – o 19:00 znowu badanie i … znowu nic 🙁 Jestem załamana. Położna i doktor postanawiają mnie otrzeźwić i pokrzykują na mnie, że mam się wziąć w garść, że stresuję męża i sąsiadki na sali na patologii, bo leżę i jęczę, a przecież jeszcze nic się zaczęło nawet. „Poród boli, proszę pani! Niech pani się rozluźni i oddycha” – łatwo powiedzieć.

    Tu miałam kryzys – tyle czasu, żadnego postępu, po co ja sie tak męczę, jak to nic nie daje. Kazali mi nic nie jesć, na wypadek jakby miała być cesarka – kolejna załamka. I ciągle na tej patologii – biedne kobitki z pokoju. Wsadzili im taką jęczącą przez cały dzień.

    O 20:00 męża odesłali do domu, bo to nie wiadomo kiedy się zacznie, więc niech się prześpi. Biedny, jeszcze mu powiedzieli, że ja się nie mogę przy nim wziąć w garść. Wyszłam na rozczulającą się przed mężem babę. Zresztą się nie dziwię – na ktg wychodziło przecież byle co – za słabo, za rzadko i za krótko.
    Kolejne ktg – przez godzinę leżę na łóżku. Ale nareszcie pokazuje skurcze na 100, choć nadal za krótkie. Ja co chwila zwijam się w kłębek, już nawet nie myślę to tych kobietach obok, tylko swobodnie sobie jęczę z bólu. Najlepsze, że między skurczami, które już były co 2-3 minuty przysypiałam. Nie myślałam, że to możliwe 🙂 Ale po całym dniu, głodna i niewyspana, odpływam.

    Dodatkowo masuję piersi – nakaz położnej, która pożycza od sąsiadek dla mnie balsam do ciała. Zalecenie – po 15 minut każda pierś.

    Przed 22:00 nagle czuję pierwszy skurcz party. No nie, pomyślałam, co jeszcze mi się przytrafi, szyjka zamknięta, a ja mam parte. Zwlokłam się z łózka, dopadł mnie kolejny, więc ja na podłogę i tyłek do góry. Na to wchodzi położna 🙂 „Co pani robi?!” Szybko na badanie – jest pełne rozwarcie 😮
    Pędem jadę na porodówkę. Jeszcze telefon do męża. Akurat 15 minut wcześniej położył się spać 🙂 W końcu miał nabrać sił przed właściwą akcją 🙂 „Kochanie rodzę!” – szybko rozłączam się. bo przychodzi kolejny party. Zdążył przyjechać zanim jeszcze zaczęła się ostateczna akcja. Jak poród rodzinny to rodzinny 🙂 Na samą końcówkę wychodzi, ale zaraz wraca, żeby wziąć Piotrusia na ręce. O 23:20 przychodzi na świat nasz synek 🙂

    Faza parcia mnie zaskakuje. Wyobrażałam sobie, że gdy tylko zaczynają się bóle to jeszcze kilka razy i dziecko jest na świecie. Nic takiego J Zdezorientowana leżę na łóżku porodowym, mój organizm w regularnych odstępach stara się wypchnąć coś ze środka, a zza biurka położna w przerwach między pytaniami o moje dane osobowe rzuca zdawkowe „Proszę oddychać”. Jakie oddychać, przecież teraz mam okazję się wykazać, mam nabrać powietrza, przeć, o co chodzi. Wreszcie wydobywam z nich, że jeszcze główka nie zeszła do kanału rodnego. Pierwsze bóle parte przesuwają dziecko na pozycję startową, nie należy im zbytnio pomagać, tylko leżeć na boku i ew. lekko „popierać” (ha ha),

    „Będziemy Panią jeszcze pionizować. Proszę przynieść worek sako.” Jak to, to jeszcze nie koniec, mam jeszcze wstawać? To ile to jeszcze potrwa….

    Niedługo 🙂 Niewiele po tym już ustawiłeś się jak należy, przygotowano mi łóżko i doczekałam się swojej aktywności 🙂 „Nabierz powietrza i przyj! Trzymaj! Nie mrucz, nie marnuj powietrza, jeszcze, jeszcze! Zmień powietrze i jeszcze! Dobrze!” Poszło bardzo ładnie i całkiem szybko. Chociaż skurcze miałam rzadko (tak jak rozwierające) „Nie możemy żadnego zmarnować” mówi położna, więc staram się, słucham jej jak wyroczni, choćbym się miała udusić nie wypuszczę powietrza.

    I nareszcie jest. Nie płacze w pierwszej chwili, ale już za moment słyszę jego pierwszy krzyk. Kładą mi moją kruszynkę na piersi.
    Jeszcze tylko godzina szycia – Piotr przez cały czas na rękach u taty. Czekam niecierpliwie na swoją kolej.

    Nacierpiałam się przez te cholerne bóle krzyżowe, które tylko dają w kość, a nic nie rozwierają. No i znowu – się naczytałam to różnych ćwiczeniach na piłkach, workach itp., które pomagają w przebiegu porodu, mieliśmy mieć poród rodzinny, a tymczasem na salę porodową trafiłam dopiero z partymi, a tak całą resztę czasu spędziłam na patologii. Znowu zmyłka – jak z zajęciami w szkole rodzenia, na które regularnie uczęszczałam w ciąży z Łucją – wtedy skończyło się cesarką „na zimno” 🙂 Nic się nie da zaplanować 🙂

    Kinga, Łucja (3l) i Piotruś (29.04.2007)

    #1384821

    lilavati

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Ech wzruszyłam się :))
    No i GRATULUJę bo przegapiłam, że Piotruś już jest

    Ania & Mati & Wojtek



    #1384822

    chilli

    Re: Dołączam swój opis porodu

    to CI sie dalo.
    Gratulacje 🙂

    magda z mlodymi

    #1384823

    ahimsa

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Poczytałam sobie z zainteresowaniem:)
    Z jednej str zmartwiło mnie to, że tak długo to trwało ( jak u mnie za pierwszym raezm). Też miałam spore bóle, regularne a rozwarcia niemal zero. Stąd cc. Bardzo liczę, że tym razem bóle będą przynosiły rozwarcie!

    Ale cudnie przeczytać, że tak nagle wszystko przybrało inny obrót i pojawiło się pełne rozwarcie!:) No i urodziłaś sama:)
    Dzięki za ten opis!:))))

    i
    Mat 2,5l

    #1384824

    ciku

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Super Kuleczko:) Wielkie gratulacje, dzielna byłaś.

    Kacperek

    #1384825

    awkaminska

    Re: Dołączam swój opis porodu

    gratulacje!!!

    oj chyba i mi trzeba się zabrać za opis….

    Agnieszka i



    #1384826

    pasiasta

    Re: Dołączam swój opis porodu

    No młody Cię nieźle przeczołagał

    W odpowiedzi na:


    Nic się nie da zaplanować 🙂


    Amen!

    #1384827

    beamama

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Czytam te wasze opisy i tak sobie myślę…..Mnie się wydawało, że było ciężko, ale eee tam pikuś 😉
    Tylko ja taka histeryczka, na ból nieodporna 😉
    Gratuluję Piotrusia !

    #1384828

    martynka1318

    Re: Dołączam swój opis porodu

    [obrazek]adres_http_zdjęcia[/ o b r a z e k]

    mapi1318

    #1384829

    nena75

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Jak zaczęłam czytać o całym dniu bólów rozwierających to zaczęłam odruchowo się spinać w sobie
    Rozczuliłam się jednak na końcu….
    Dzielna mama i dzielny synek!:)

    W i T 3l 5m



    #1384830

    Anonim

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Dzielna bylas, gratuluje synka i cierpliwosci. Przyznam, ze opis zachowania pielegniarek mnie zszokowal. Nie bylo przytulasnie…. :/

    17.03.2007

    #1384831

    kulki

    Re: Dołączam swój opis porodu

    No właśnie, żeby one jeszcze były rozwierające . To by pewnie poszło szybciej, i poczucie bym miała, że to ma jakiś sens.

    Kinga, Łucja (3l) i Piotruś (29.04.2007)



    #1384832

    kulki

    Re: Dołączam swój opis porodu

    A Ty masz jeszcze jakiś miesiąc, prawda?
    Jak się czujesz? Kiedyś zastanawiałaś się nad drugim cc – jak teraz się nastawiasz?

    Kinga, Łucja (3l) i Piotruś (29.04.2007)

    #1384833

    gosia

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Jak dobrze, że Piotruś jest po tej stronie brzuszka. Super. Jeszcze raz gratulacje!

    #1384834

    Anonim

    Re: Dołączam swój opis porodu

    Gratulacje:))

    Jaś(11.03), Igusia(02.05), Pawełek(31.12.06)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 23)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close