Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)
  • Autor
    Wpisy
  • #80201

    nena75

    Nie lubię się użalać nad sobą, ale czuję, że jeśli komuś o tym nie powiem to po prostu zaraz wybuchnę albo trafię do wariatkowa…
    Wszystko chyba zaczyna się od tego, że mam fatalnego managera w pracy. Właściwie to jest managerem tylko na wizytówce. Z jednej strony to dobrze, że mam większą swobodę w podejmowaniu decyzji, z drugiej strony mam związane ręce, bo nie jestem managerem i nie mogę zarządzać działem czy pracą innych (a tym samym jeśli mam nadmiar pracy to nie mogę zlecić wykonania części innemu pracownikowi tylko jedynie mogę poprosić o pomoc). Z jednej strony chcę coś więcej robić i widzę, że powinnam to robić, z drugiej wiem, że tego nie zrobię, bo nie mam takich możliwości. Moje stanowisko mi na to nie pozwala…
    Koniec końców od ok. miesiąca pracuję po 10 h dziennie+weekendy (wczoraj, w sobotę byłam w pracy od 12:00 do 17:15, dzisiaj też jadę). W piątek zostałam zawalona taką robotą, że wiadomo było, że będę musiała przyjść do pracy w weekend. Nie mogę zlecić pracy komuś innemu, bo nie jestem przełożonym. Mój manager rozmawiając z klientem powiedział, że JA prześlę prezentacje do niego w weekend a więc z góry zakładał, że przyjdę do pracy.
    W domu mam chlew. Podłoga w kuchni dosłownie się lepi…Nie mam kiedy posprzątać. Dziecko chodzi w piżamie od rana…Dzisiaj wydarłam się na Tomka, bo uwiesił mi się na szyi i nie chciał puścić do pracy a ja krzyknęłam na niego, żeby dał mi spokój i wyszłam. Słyszałam tylko jak dziecko płakało i wołało, żebym została. Ma mnie przez 2 dni w tygodniu a ja go i tak zostawiam…Od jutra teoretycznie mam urlop, bo zaczynamy zajęcia adaptacyjne w przedszkolu a i tak muszę przyjść do pracy, bo mój manager chce mieć status zrobionej pracy i chce ze mną jeszcze wszystko sprawdzić.
    Kilka miesięcy temu urodził mu się syn. Nie dosyć, że średnio raz na 2 tygodnie przynosi 20 zdjęć dziecka i musimy się nim zachwycać to o godz. 17:00 już go nie ma w pracy. Nie ma mowy, żeby przyszedł do pracy w weekend, bo ona ma przecież dziecko.
    Jestem załamana…Ja nie wiem czy wrócę do tej pracy po urlopie. Ja już dłużej tak nie mogę. Mam problemy ze zdrowiem. Garściami wychodzą mi włosy. Robią mi się jakieś syfy na twarzy. A w piątek wyskoczyła mi jeszcze opryszczka na ustach (wiadomo organizm osłabiony itd. wszystko to widać po człowieku).
    Nie dosyć, że nie mam czasu dla męża to jeszcze wysyłam niespełna 3 letnie dziecko do przedszkola i nawet w weekendy nie mam czasu na zabawy z nim.
    Siedzę teraz i ryczę z bezsilności…Po prostu już nie mogę…

    Jak myślicie co jest rozwiązaniem? Chwilowa rezygnacja z pracy?-branża jest taka, że popyt na pracowników jest ciągły. Co jeśli jednak trafię na ciężki okres? A może zmiana na 3/4 etatu (tylko czy ktoś to będzie respektował i nie będę zostawać po godzinach?). HELP!!!!

    Wioletta i Tomek 2l. i 8 m-cy

    #1101286

    deltax

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    nena, cholernie Ci współczuję, ale… sądzę, że sytuacja nie jest bez wyjścia 🙂
    czy kiedykolwioek powiedziałaś temu wesołemu menadżerowi o tym, że jesteś zmęczona pracą w weekend i wieczorami? Na jego miejscu Twoje wykonywanie jego próśb bez zająknięcia, odebrałabym jako…przyzwolenie… Facet się przyzwyczaił do Twojej dyspozycyjności i tyle. Znam taki typ menadżera, po prostu uważa że chcesz się wykazać i chcesz pracować.
    Myślę, że wcale nie powinnaś iść broń boże do niego z pretensją ale z prośbą, żeby przydzielając Ci zadanie inną osobę poprosił o pomoc Tobie. Np. zaproponuj, że ten czy tamten pomoże Ci zrobić to i tamto, a menadżer tym osobom bezpośrednio to zleci (bo jak Ty im to „zlecisz” to się na Ciebie wypną 🙂 ).
    Tak więc, droga Neno, głowa do góry i jutro na dywanik do menadżera 🙂
    pozdrawiam,
    deltax z Dominisią (7.12.2005)



    #1101287

    chilli

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    uuuuuuuu bosko.

    Ja bym zrobiła niehumanitarną rzecz i pod koniec urlopu sie rozchorowała na jakąś wredną angine dwutygodniową – w ten sposób zyskujesz sporo czasu na znalezienie nowej/lepszej pracy.

    A managerowi jak przez ten czas wiecej popracuje moze korona z głowy nie spadnie.

    www (10.03.2004)

    #1101288

    Anonim

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    Wiola, rzeczywiście fatalna sytuacja….
    Ja bym spróbowała pogadać z tym managerem, a jak nic nie bedzie zapowiadało zmian to moze porozgladaj sie za inna pracą, skoro jak piszesz, masz na nia szanse.

    Monika i Nina (2l. i 9m.)

    #1101289

    kika210

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    Współczuję Ci, ale wydaje mi się że sama przyzwoliłas żeby szef Cie wykorzystywał. Myślę że warto porozmawiać, nawet stanowczo powiedziec że nie możesz zostawac po godzinach bo masz dom…W końcu nie żyje się tylko dla pracy…

    A i Ada. ps.friko.pl

    #1101290

    elik

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    skoro jest juz tak zle, to otwarta rozmowa z szefem juz na pewno nie zaszkodzi. Warto wykorzystac sytuacje, ze urodzilo mu sie dziecko i powiedziec, ze na pewno cie zrozumie, ze nie mozesz wiecznie przesiadywac po godzinach i pracowac w weekendy, bo sam ma dziecko i wie jak to jest. Ze albo potrzebujesz miec prawo zdelegowac czesc pracy na innych, albo niech zrobi to on. Jak nic to nie zmieni, to chyba czas szukac innej pracy. Zwlaszcza, ze piszesz, ze branza jest na pracownikow otwarta. Nie sadze, zeby zmiana na 3/4 etatu cos zmienila. Tylko bedziesz miec mniej kasy za taka sama prace. Bo pewnie teraz za nadgodziny nikt ci nie placi?.
    Trzymaj sie!

    Elik i Antek 2,5 latek



    #1101291

    hania17

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    nadal masz doła???

    Jesteś dobra w tym co robisz, więc nawet jeśli starcisz te pracę czy z niej zrezygnujesz sama poradzisz sobie.!! Najważniejsze moim zdaniem to to, żebyś odzyskała siebie dla siebie i rodziny. Może póki co – weź urlop i naprawdę zapomnij – o ile to się da zrobić – o pracy. Jak wspomniałaś macie mieć zajęcia adaptacyjne w przedszkolu – jak tylko można zajmij sie wtedy dzieckiem i sobą. Odpocznij przez kilka dni, złapiesz dystans do sprawy, może zrób sobie jakieś „postanowienia”, ale jak to nie ma sensu Twoim zdaniem, to może faktycznie czym prędzej zacznij się rozglądać za inną pracą.
    Co do managera – to jeśli jest człowiekim i da się z nim pogadać, spróbowałabym po urlopie doprowadzić do rozmowy i wyjaśnić sobie parę kwestii.. może on nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak Ciebie obciąża?… może ma tak wielkie do Ciebie zaufanie i wie, że może na Ciebie liczyć, ze sam nie liczy sie z tym, co Ty czujesz i przeżywasz? … a może niestety rzeczywiście po prostu Ciebie i Twoje umiejętności wykorzystuje….

    Trzymaj się kobieto. To Twoje życie. Twoje dziecko. Twoja rodzina. Praca jak się okazuje jest bardzo ważna, ale w momentach najważniejszych dla nas zwykle jest gdzieś na końcu… Ona nie odda nam tych dni i chwil jej poświęconych…

    Wiem, że łatwo jest radzić… na pocieszenie powiem, że ja za bardzo czasem angażuję się w pracę. Co prawda po wychowawczym zmieniłam się już trochę, ale nadal muszę sobie od czasu do czasu trochę nagadać
    W tym tygodniu powinnam też iść na urlop i zająć się Marysią,a tymczasem jutro jeszcze idę do pracy a i wtorek jest pod znakiem zapytania…

    Pozdrawiam serdecznie

    #1101292

    bastet

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    Zgadzam sie z dziewczynami – powinnas porozmawiac i „wynegocjowac” swoje warunki. Mysle, ze Twoj szef przyzwyczail sie do tego ze zawsze jestes w pracy i jest mu z tym wygodnie :/

    Trzymam kciuki za zmiany na lepsze 🙂

    Aga, Szym i Jula

    #1101293

    agat79

    Re: Mam wielki kryzys (praca, dom itd.)

    Wiesz, powiem Ci, ze w czasie mojej pierwszej ciazy odczulam, ze tak naprawde praca nie jest WCALE wazna i nie warto wypruwac sobie zyl!!! Jak bylam wpelni „dyspozycyjna”, byl awans, premie, pochwaly, czyli motywacja, zebym dala z siebie wszystko. Skonczylo sie to praca po 11 dni pod rzad bez wolnego, koniec pracy w jeden dzien o 23, zaczecie nastepnego dnia o 6 rano, praca po 11 godzin itd. Wszystko bylo pieknie i ladnie do momentu, kiedy nie zaszlam w ciaze, i tu wiadomo, przyhamowalam troche. Do tego w pierwszych tygodniach wszelkie mozliwe objawy ciazy. Przestalam byc juz tak „produktywna”, szef wiedzial, ze i tak „odchodze”, w zwiazku z tym zaczely sie duze problemy, niedomowienia itd. A nawet doszlo do degradacji! I ja w ciazy, zamiast spokojnie dalej pracowac i cieszyc sie z mojego szczescia, latalam po doradcach i prawnikach, zeby odzyskac dawne stanowisko. Wygralam, ale ile mnie to kosztowalo? Stwierdzilam, ze praca to jak pijawka, tak dlugo, dopoki ostatnich sokow z Ciebie nie wyssie, bedzie ssala. Powiedzialam DOSC!!! W tej chwili jestem na 3 letnim wychowawczym, i gwizdze na prace. Najwazniejsze, ze do pierwszego starcza, a Olivia ma mame, a maz zone na miejscu!! Na Twoim miejscu, jezeli nie zmusza Cie az tak sytuacja finansowa, dalabym sobie spokoj, albo jak mowisz, zredukowalabym etat do minimum. Dzieci szybko rosna. Badz dla swojego dziecka, jesli Cie potrzebuje. Skoro jestes taka zalamana -tzn. tez Ci nie jest dobrze w tej sytuacji. Zrob rachunek sumienia, wypisz za i przeciw, i bierz dobro dzieci ponad wszystko. Rodzine ma sie jedna, prac moze byc wiele!! Pozdrawiam Cie goraco i glowa do gory!!! Agata i Olivia 27.07.04 i marcowa fasolka

    #1101294

    nena75

    Dzięki dziewczyny!

    Potrzebowałam tego wszystkiego co napisałyście. Nie wiem w czym tkwi błąd, ale w poprzedniej firmie w której anagażowałam się myślę tak samo w pracę, tak samo była ona dla mnie ważna w ciągu 4,5 roku pracy tylko 2 razy byłam w weekend w pracy. W tej firmie w ciągu roku nie zliczę ile razy musiałam pracować w sobotę i niedzielę. Dlatego wydaje mi się, że to kwestia złego zarządzania działem. Mam takie samo stanowisko jak w poprzedniej pracy, ale tutaj zrobiono ze mnie osobę odpowiedzialną za pracą osób trzecich (bo jestem bardziej doświadczona, bo na więcej rzeczy zwracam uwagę itd.). Wszyscy asystenci żyją sobie pod kloszem. Jeśli coś zawalą to mówią: ja jestem tylko asystentem albo nie wiedziałem o tym. Dlatego obarczają mnie obowiązkiem sprawdzania wszystkiego co robi ktoś inny. Praca jest wykonywana dwa razy…
    Obiecałam sobie wczoraj, że przychodzę do pracy tylko do środy i to popołudniami. Potem wyłączam komórkę i nie czytam maili przynajmniej przez tydzień. Będę tylko dla dziecka i dla męża.
    A potem czas na zmiany i poważną rozmowę z szefem.

    Wioletta i Tomek 2l. i 8 m-cy



    #1101295

    hania17

    Re: Dzięki dziewczyny!

    życzę powodzenia w osiąganiu celu
    pozdrawiam

    #1101296

    lauidz

    Re: Dzięki dziewczyny!

    Jeszcze Ci tylko napisze odnosnie tego co tu napisalas – kiedys to przeczytalam i to swieta prawda: Zrob raz cos niemozliwego a Twoj szef zaliczy to do Twoich obowiazkow! jak dobrze czasami poudawac niedouka… Ma sie czas dla rodzinki i nie ma sie takiej odpowiedzialnosci:)
    Powodzenia
    ewa



    #1101297

    majarzeszow

    Re: Dzięki dziewczyny!

    Wiola, trzymam kciuki za zmiany !!!!
    dziewczyny madrze pisza – w koncu nie mozna z siebie zrobic robota !!!!

    napisz jak sie dalej potoczylo !

    maja i

    Adaś

    #1101298

    abcdefg

    Re: Dzięki dziewczyny!

    Nie dziwie sie, ze jestes sfrustrowana, tez bym byla. Wspolczuje i trzymam kciuki.
    Podpisuje sie pod dziewczynami z ta rozmowa z szefem, moze da sie go wziac pod wlos. A jak to nic nie da, to moze faktycznie czas na zmiany?…

    mama majowego synka ’05

    #1101299

    jade

    Re: Dzięki dziewczyny!

    Lauidz Dobre :)))
    Ja po pracy w poprzedniej firmie – właśnie tego się nauczyłam i staram się jak mogę. Czasami wyrwę się z jakimś pomysłem nowatorskim, ale na ogół na szczęście gryżę się w język. Dzięki temu wychodzę z pracy o 17:00(przychodzę na 9:00) i baaardzo sporadycznie zostaję po godzinach – a jak mi za to dziękują 😉

    Pozdrawiam,

    Adaś moje Słoneczko.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 16)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close