Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #80431

    Anonim

    Tu ines!
    Dawno się nie odzywałam. Jak może niektóre z Was pamiętają od lutego zaczęłam leczenie bromocornem- zbijałam prolaktynę. Melduję, że jest oba zbita, biorę tylko 1 tabl. dziennie. Niestety jeszcze nie zaciążyłam. Jak na razie żyuję wyjazdem na urlop, jednak jeżeli nic po nim mi nie będzie wskazywało na ciążę, to myślę, że załamnia będę bliska. Niestety. Sierpień i wrzesień dałam sobie na luz z monitoringiem , tak umówiłam się z ginką i mam u niej się zgłosić dopiero w październiku, po urlopie.
    Dlaczego mówię o załamaniu, a to dlatego, że zaraz stuknąl mi dwa lata jak się staram i chyba zaczynam tracić siły, a dookoła jak same widzicie kobieta za kobietą w ciązy i wszystkie chyba ja przepuszczam w kolejce po uprawnione dzieciątko. To tyle. Dałam o sobie znać, byście wiedziały, że czasami o Was myślę. Nie wpadam tu , byłoby ze mną jeszcze gorzej.
    Pozdrawiam ines, mnóżcie się obficie, chociaż Wy.

    #1107915

    kasiejka

    Re: Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

    Inesiu- no jasne, że się tu o Tobie pamięta- przynajmniej ja- bez najmniejszego problemu sobie Ciebie przypominam, a nawet specjalnie przypominać nie muszę- pamiętam Twoją osobę, posty, to czekanie tak podobne do mojego. Rozumiem Cię ogromnie-i tak czuję, odbieram, że mimo indywidualnych różnic, odmiennych kolei losu wiele mamy podobieństw przynajmniej tak wynika z tego co opisujesz. I ja leczyłam się od lutego tego roku bromergonem, który po 4, 5 miesiącach miał według przewidywań ginki dać mi upragnione dziecię i być może a może nawet z pewnością ten specyfik poprawił, unormował wartości prolaktyny i u mnie i u męża ale tak upływały miesiące a ciąży jak nie było tak nie było i nadal nie ma. Wyszły na jaw inne problemy- b. słabe nasienie męża, u mnie po kolei zaś jakieś zapalenie przydatka, domniemywanie ewentualnego nowotwora jajnika, torbiel do leczenia antykoncepcją hormonalną, no a jeśli nie zginie to za dwa miesiace operacją i tak kolejne cykle przechodzić mi koło nosa, bez starań,bez oczekiwań- w sumie ja juz nie czekam w sposób tak emocjonalny jak kiedyś, tak intensywnie, właściwie nawet już się z tym pogodziłam.U mnie to w tej chwili 14 cykl starań,no i te 3 miesiące następne muszę sobie kompletnie podarować i przeznaczyć na leczenie torbieli.Więc uwzględniając też leczenie meża, którego tak naprawdę jeszcze nie zaczął to w tym roku kalendarzowym nie mam co liczyć na ciążę.
    Podobnie jak Ty ja tak gdzieś od marca znikłam z forum- to było dla mnie za trudne, zbyt bolesne, zbyt wyniszczające psychicznie- dobijała mnie każda ciąża, każde wejście czyjeś na zaawansowany poziom- do zaszczytnego grona matek- wystarczyłoby choć zajść w ciążę tak jak moja przyjaciółka, która zaszła lecz poroniła ale cieszyła się, że stała się na chwilę i na zawsze już- mamąi – w sumie zresztą nie chciałabym tego przeżyć ale wiesz o co mi chodzi. W tym też czasie moje przyjaciółki, znajome na potęgę zachodziły w ciążę, nawet te, które miały większe problemy w końcu zalapywały ,inne już urodziły lub bawią w tej chwili swoje paromiesięczne pociechy. Ja mogłam, mogę tylko przyglądać się ich szczęściu z boku i niesamowicie ujarzmiać swoje emocje, zazdrość, ból, dojmujące poczucie,że jestem od nich gorsza. Byłam bardzo bliska depresji- każdy dzień to były obsesyjne myśli o dziecku, płacz, mega przygnębienienie,pohamowane emocje tak skrajne, że przestawałam siebie rozumieć i inni też nie mieli ze mną łatwo. Czułam, że dłużej tego nie wytrzymam, że po ludzku się wścieknę, oszaleję jak nie będę wreszcie w ciąży- już każdy zauważal, że to staje się moim obsesyjnym pragnieniem.
    I ja podobnie jak Ty, dlatego zaskoczyłaś mnie tym porównaniem, pytałam się Boga, męża,bliskich dlaczego czuję się dosłownie tak jakbym stała w jakiejs wielkiej kolejce i z jakiegoś powodu wywołują wszystkich tylko nie mnie tych przede mną, tych za mną a ja ciągle jestem zostawiana,lekceważona,zlewana, wypychana do tyłu- miałam wciąż realny taki obraz w głowie i czułam,że to tak potwornie niesprawiedliwe.
    Dlaczego pisze tu przede wszystkim w czasie przeszłym- i teraz nie jest to dla mnie bułka z masłem choć staram się szukać też dobrych stron nie posiadania jeszcze w tej chwili dzieci- zwłaszcza gdy widzę ile to pracy, odpowiedzialności, czuwania-ale to tylko takie myśli , którymi się pocieszam a nie prawdziwe przeświadczenie. Zaczęlam pojawiać się jakiś czas temu- całkiem niedawno na forum bo mój stan psychiczny zadziwiajaco wręcz się poprawił- nie jest to jakaś rewolucja absolutna ale jednak wyraźna poprawa w moim odczuwaniu, myśleniu,podchodzeniu do tematu „dziecko”oraz wszystkim co się z nim wiąże- także „dziecko innej kobiety”, „dziecko, na które inna kobieta oczekuje”- i przeżyłam spokojnie bez histeri dotąd tak pewnej narodziny synka mojej przyjaciółki, teraz też uczestniczę aktywnie w przeżyciach ciążowych innej i umiem o tym już słuchać, umiem szczerzej wspierać- to dla mnie coś wielkiego. A wiesz co mi pomogło? Ogromnie wprost pomogło, niesłychanie pomogło w tak prosty zbieżny dziecku sposób? Kupiłam sobie wreszcie po latach nieposiadania psa- szczeniaka pudelka- on zawładnął absolutnie całą moją uwagą, zresztą roboty z nim niemal jak z dzieckiem- opieki potrzebuje mnóstwo,patrzenia jaka kupka, czy siusia, ile siusia,czy je, ile je, w jakich porach, bawienia, przytulania, uczuć, których nigdy nie ma dość ia on za ten mój wewnętrzny naddatek opiekńczości, która potrzebowała natychmiast ujścia(i znalazła je) odpłaca sie taką miłością, zalewa nas dosłownie czułością,wylizuje od stóp po czubek nosa,a i umęczy przy tym- bo trzeba go pilnować i strofować czasem jak niesforne dziecko i w końcu mogę powiedzieć śmialo, że czuję pewne nasycenie, nie mam czasu myśleć i praktycznie niewiele myślę o dziecku. Jednocześnie ten psiak-jest dlas mnie znakiem troski z góry- odnalezieniu jego i kupieniu towarzyszyły sytuacje, zbiegi okoliczności,pewne zrozumiale tylko dla mnie znaki, i dlatego wiem, że ten psiak jest dla mnie prezentem od Boga- pociechą na ten czas rozpaczy, bolesnego czekania- ten znak dał mi tak wielkie przekonanie, że dziecko w moim życiu też się pojawi, za jakiś czas, i jestem tego pewna bo wiem, że dostanę wszystko o czym marzę mocno- zawsze tak było i teraz też tak będzie- wiem to. I dlatego z większym a jak dla mnie sporym spokojem czekam na maleństwo, nie tracąc czasu na rozpacz, która okradła mnie z kilkunastu niemal miesięcy życia.Dotąd nic innego nie zajęło, nie było w stanie zająć tak mocno mojej uwagi jak ten psiak, teraz jest inaczej.Zresztą przeorganizował on w dość dużym stopniu nasze życie i wprowadził do niego zdrowe zasady: zdrowszy i bardziej ruchliwy tryb życia, którego dotąd szczególnie u mojego męża w żaden sposób wyprosić nie mogłam, więcej okazywanych sobie uczuć, częstsze spędzanie czasu ze sobą. Dlatego pomimo trudu tego czekania zauważam teraz jakiś sens tego stanu rzeczy, jakiś cel jeszcze nie dość jasny ale taki w który już umiem uwierzyć i zaczekać bo dziecko przyjdzie może niebawem. TobieInes też tej nadziei życzę.Wpadaj czasem choćby na dział „na inne tematy”ale postaraj się też znaleźć w swiecie coś co teraz zajmie Twoją uwagę- to jest możliwe- mowi Ci ta, która się wkurzała i twierdzila, że to awykonalne gdy dotąd dziewczyny jej radziły w ten sposób. Pozdrawiam.KASIA



    #1107916

    motylek

    Re: Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

    Ja też Cię doskonale pamiętam. Jak widzisz u mnie też się wiele wydarzyło. Utrata naszego maluszka bardzo nami wstrząsnęła ale uważam, że nie należy się poddawać. Ja już psychicznie jestem gotowa na nowego maluszka, choć tamtego nigdy nie zapomnę. Ale nie można żyć wyłącznie przeszłością. Mamy dla kogo żyć i się poświęcać. Właśnie dla tych jeszcze nie poczętych i nienarodzonych bobasków, które jak tylko przyjdą na świat będą najbardziej kochanymi maluchami na świecie. Zyczę Ci dużo siły i cierpliwości w dążeniu do celu.

    Kasiejka, podziwiam za Twoją wylewność – ja bym tak dużo nie naskrobała swoich przemyśleń choć też mam ich wiele.
    Trzymam kciuki za dalsze starania.

    Motylek i 05.08.2006

    #1107917

    kasiejka

    Re: Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

    Motylku-współczuję Twoich przeżyć- moja przyjaciółka utraciła w 9 tyg. ciąży w grudniu zeszłego roku tuż przed Bożym Narodzeniem swoje wyczekiwane wraz z mężem ogromnie i długo – dziecko. Ono miało już nawet taką swoją osobliwą ksywkę, którą do dziś Go wspominamy wszyscy czule, swoją mamę chrzestną- mnie, tysiące potwierdzen, że jest, w końcu jest. To dziecko dla nich istnieje cały czas i żyje choć w innym wymiarze- i czują się już na zawsze jego rodzicami. Wyprosiło im kilka miesięcy poźniej ku ich zaskoczeniu bo prognozy na naturalną ciążę były bardziej niż kiepskie- (mówiono im o inseminacji )-kolejną kruszynkę- chłopczyka- ciąża rozwija się wspaniale to już ponad 4 miesiąc i będzie dobrze aż do porodu tym razem to już się czuje.
    A co do mojej wylewności:) to po prostu to typowe dla mnie a zwłaszcza kiedy coś mnie poruszy ale też jest to moja wada i problem- zdaję sobie sprawę, że nie zawsze dobrze się aż tak otwierać, czasem wręcz to niewskazane, a przy okazji też nie każdy lubi czytać takie nadmierne wylewności i pewnie niejedna osoba taki jak mój post omija bo to może nudzić,męczyć lub nawet drażnić ale pewne posty po prostu poruszają serce szczególniej i na te mam zapał -by odpisywać wielkim ciagiem słów i uczuć.POZDRAWIAM. K.

    #1107918

    Anonim

    Re: Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

    Kochana Kasiejko!
    Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale wiesz, unikam forum jak ognia. Poza tym wybieram się na urlop od poniedziałku i miałam trochę szykowania. Poza tym ostatnie zadania w pracy i wreszcie wolne. Dziękuję Ci za słowa pełne zrozumienia. TRzymam kciuki za Ciebie i za siebie.
    Pozdrawiam

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close