jak urodził się Pawełek

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #58240

    julka25

    Bardzo bałam sie porodu, w nocy nie mogłam spać, dużo o tym myślałam. zazdrościłam dziewczynom, które miały już to za sobą. A ja czekałam. Miałam nadzieję że może urodze wcześniej, że to wszystko mnie zaskoczy, ale tak się nie stało….
    Termin miałam na 27.08.2004. Na ten dzień miała skierowanie do szpitala, żeby stawić sie tam rano. Wstałam rano i nic – żadnych bóli – kompletnie nic. Nie wiedziałam co robic. To był piatek. Myslałam – pojadę do szpitala i bedę leżeć do poniedziałku ( w szpitalu byłam i wiem co to znaczy leżenie – nic przyjemnego ). Nasłucham się krzyków – to wszystko mnie przerażało. O godzinie 17 pojechałam do szpitala, poszłam na oddział, żeby zbadał mnie lekarz i powiedział co mam zrobić- -zastać w szpitalu czy to jeszcze nie to i wracać do domu. Mie miałam żadnych bóli, skurczów, nic. Lekarz mnie zbadał – nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy – stwierdził 4 cm rozwarcia i kazał zejść na porodówkę. :):):). Ja wróciłam do domu po rzeczy i o 18 byłam juz na oddziale porodowym. Położna mnie zbadała, zrobiła lewatywę ( NAPRAWDĘ NIC STRASZNEGO !!! ) i przenieśli mnie do sali porodowej. Miałam rodzić z mężem, ale nic sie nie działo i mój mąż pojechał do domu. A ja zostałam. Na sali przedporodowej leżały trzy dziewczyny, wszystkie z bólami chodziły po korytażu – widząc ję ogarnął mnie strach, pomyślałam że ja nie chce, nie dam rady, nie wytrzymam cierpienia. Po zalatwieniu formalnosci połozono mnie na łóżku, popięto pod KTG, kolejny raz zbadano – dalej 4 cm. Skurcze miałam bardzo słabe i wcale nie bolesne. To było takie smyranie :). Po badaniu mogłam zejść z łóżka, lekarz kazał chodzić mi po korytarzu i kucać. No to kucałam. Był już moment że chciałam cierpieć, chciałam mieć bóle i już urodzić. A tu ciągle nic. Pomyslałam, że to będzie długa noc. O 19 przyjechał mój mąż. Potem znów kolejne badanie ( bolało strasznie, cała się finęłam na tym łóżku ), rozwarcie postąpiło na 1 cm ( było już 5 ) ale dalej nie miałam bóli. Połozna dalej kazała chodzić. No to chodziłam, kucałam – czas bardzo mi się dłużył. Kolejne badanie KTG i dalej spacerki. I żadnych bóli ….. O 20 przyszedł lekarz, położna kazała mi się położyć na łóżku, zbadała mnie. Poczułam coś ciepłego, to odpłynęły mi wody. Jakoś tak do tego momentu zupełnie zapomniałam o wodach :):). No i od tego momentu zaczęło się. Poczułam przenikliwy ból. Połozna zbadała mnie – przed skurczem, po skurczu i w czasie skurczu – to było straszne, chciała zejść z tego fotela, chodzić, ale żeby mnie juz nie badano. Dostałam gumową piłke i razem z mężem poszłam do pokoju rodzinnego. Bóle miałam regularne, na początku co 5 minut, później co 2 minuty. Trwały po 30 sekund. Ból był ogromny. Nie wiedziałam co mam zrobić, gdzie wejść. Przyszedł lekarz, zapytałam ile jeszcze będę rodzić. A on mi mówi że do 22 powinnam się uwinąć. Z jednej strony radość ze jeszcze tylko 1,5 godziny. a z drugiej… Boże, jeszcze tyle czasu. O 21 przeszliśmy znowu na sale porodową. Dostałam krpolówke z glukozą ( w tym dniu z wrażenia nic nie jadłam ). I dalej bujałam sie na piłce. Nie mogłam stać i leżeć. Tylko ta piłka, zbawienie moje:):). Balam się pójść do łazienki zrobić siku, bo bałam sie że złapie mnie skurcz. Jak stałam to w momencie skurczu powalało mnie na kolana. Znowu badanie ginekologiczne – rozwarcie na 7 cm. A było już koło godziny 22. Zadzwonił lekarz, a położna mu mówi, że urodzę może koło 24. ZAŁAMAŁAM się. Siedze na piłce, wyć mi się chce, mówię do męża że nie dam rady, że już nie mogę, że boli. Miałam chwilę załamania, że skoczyłabym z tej piłki i dreptała po podłodze na czworaka – nie wiedziałam co zrobić z bólu. Przyszła położna, mówię jej że już nie mogę, że boli a ona na to że to dobrze. Miałam ją ochotę palnąć. Ale za chwilę każe mi wejść na fotel, że mnie zbada. Ja zeszłam z piłki i czuję, że coś nie tak. Weszłam na fotel a tu mało mnie nie wydrze ze środka i ciągnie coś do dołu. Krzyknęłam że ja rodze, zrobił się popłoch, zjawił się lekarz – mówi do mnie że spóźniłam sie 10 minut, była 22.10. Usłyszałam że pełne rozwarcie i że rodzimy. Czułam straszne mrowienie w rękach, próbowałam się uspokoić. Na szkole rodzenia, lekarka mówiła, że bóle parte nie bolą. Tak strasznie zakodowałam sobie to do głowy, że byłam pewna, że już bóle mam za sobą. I rzeczywiście nie bolały. Nie należą one do przyjemności, ale nie bolą.Przy pierwszym bólu wyszła główka a po drugim Pawełek był już na świecie. Nie czułam nacięcia, nawet o tym nie myslałam. To działo sie tak szybko, że myslałam tylko żeby mały był juz na swiecie. Później tylko mąż mi opowiadał, że widział jak mnie nacinali. Ale na prawde nie bolało. po urodzeniu Pawełka urodziłam jeszcze łóżysko, ale coś było nie tak, rwały się błony czy coś tam takiego i lekarz podjął decyzję, że będzie mnie czyścił. Wezwali anastazjologa. Między czasie zostałam zszyta. to też nie boli. Nie jest przyjemne, ale da się wytrzymać i nie boli ( GORZEJ JEST PÓŹNIEJ PO PORODZIE ). Przyszedł anastazjolog, uspali mnie a po 10 minutach było juz po wszystkim. Pawełka dostałam 2 godziny później, bo po narkozie nie mogłam karmić i strasznie mi się kołowało w głowie. Mąz był cały czas przy mnie. I bardzo pomogła mi jego obecność. Mogłam się jemu skarżyć, pocieszał mnie, czułam się bezpiecznie. Następnego dzidziusia też chcę rodzić z mężem. W sumie mój poród trwał 2,5 godziny. Bóle miałam od 20 a o 22,30 Pawełek był juz na świecie. Bałam sie panicznie, byłam strasznie wystraszona. Może to głupie, ale bardzo bałam się, że będę wrzeszczeć i że przez to personel będzie dla mnie nie miły. I nie krzyczałam. Nie pisnęłam nawet słówka. Później okazało się, jak byłam juz na innej sali z dzidziusiem, że wcale tak nie jest. Dziewczyny wrzeszczały i piszczały ogromnie. I nikt im słowa nie powiedział.
    Co mogę powiedzieć na koniec. Boli – to na pewno, ale tysiące kobiet rodziło i tysiące będzie rodzić i nie jest się ani pierwszą ani ostatnia pod tym względem. Personel też nie da nikomu umrzeć. Dasię to przetrwać. I zapomina się o bólu jak sie bierze ta malutką istotke na ręce. I nie ma reguły że poród bedzie taki czy taki bo tyle jest różnych porodów ile kobiet na świecie. A na pewno dacie radę. My z Pawełkiem trzymamy kciuki. I jeszcze jedno – wiara i modlitwa czynią cuda:):):)

    #745216

    mala103

    Re: jak urodził się Pawełek

    takie porody z ninacka są najlepsze kiedy myślisz że jeszcze kawał czasu a tu nagle słyszysz że rodzisz cudo u mnie było tak samo pozdrawiam

    Ania i Alicja(26.02.03)



    #745217

    izus

    Re: jak urodził się Pawełek

    Gratulujemy synka! Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia 😉

    Izuś + Gusia (03.02.03) + Dunia (?) pod choinkę

    #745218

    mala103

    Re: jak urodził się Pawełek

    Zapomniałam pogratulować synusia a więc czynię to bardzo szczerze po czasie trzymajcie się cieplutko

    Ania i Alicja(26.02.03)

    #745219

    brazowooka-23

    gratuluje sloneczka!!!!

    wielkie gratulacje dla mamy i dzidzi . MY jeszcze mozemy wam pozazdroscic bo jeszcze 2 w1 i mam wrazenie ze wszycy urodza a ja nadal bede chodzic w tym stanie .Nie powiem cudowne uczucie ale ja bym wolala miec ta swoja dzidzie obok siebie patyrzec na rączki nozki wycalowac kazdy centymet tego malego slicznego kochanego cialka ale jeszcze nie moge pozdrawiam

    Ania i maly Krzyś RYS grudniowy

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close